Skip to main content

Full text of "Powstanie na Wołyniu, Podolu i Ukrainie w roku 1831, podług podań dowódzców ..."

See other formats


Google 



This is a digital copy of a book that was prcscrvod for gcncrations on library shclvcs bcforc it was carcfully scannod by Google as part of a projcct 

to make the world's books discoverablc onlinc. 

It has survived long enough for the copyright to cxpirc and thc book to cntcr thc public domain. A public domain book is one that was never subjcct 

to copyright or whose legał copyright term has expircd. Whcthcr a book is in thc public domain may vary country to country. Public domain books 

are our gateways to the past, representing a wealth of history, cultuie and knowledge that's often difficult to discovcr. 

Marks, notations and other maiginalia present in the original volume will appear in this file - a reminder of this book's long journcy from thc 

publishcr to a library and finally to you. 

Usage guidelines 

Google is proud to partner with libraries to digitize public domain materials and make them widely accessible. Public domain books belong to the 
public and we are merely their custodians. Nevertheless, this work is expensive, so in order to keep providing this resource, we have taken steps to 
prevent abuse by commcrcial partics, including placing lechnical rcstrictions on automated querying. 
We also ask that you: 

+ Make non-commercial use ofthefiles We designed Google Book Search for use by individuals, and we request that you use these files for 
person al, non-commercial purposes. 

+ Refrainfinm automated ąuerying Do not send automated querics of any sort to Google's system: If you are conducting research on machinę 
translation, optical character recognition or other areas where access to a laige amount of text is helpful, please contact us. We encourage the 
use of public domain materials for these purposes and may be able to help. 

+ Maintain attributłonTht Goog^s "watermark" you see on each file is essential for in forming peopleabout thisproject and helping them lind 
additional materials through Google Book Search. Please do not remove it. 

+ Keep it legał Whatever your use, remember that you are responsible for ensuring that what you are doing is legał. Do not assume that just 
because we believe a book is in the public domain for users in the United States, that the work is also in the public domain for users in other 
countries. Whether a book is still in copyright varies from country to country, and we can'l offer guidance on whether any specific use of 
any specific book is allowed. Please do not assume that a book's appearance in Google Book Search means it can be used in any manner 
anywhere in the world. Copyright infringement liabili^ can be quite severe. 

About Google Book Search 

Google's mission is to organize the world's information and to make it universally accessible and useful. Google Book Search helps rcaders 
discoYcr the world's books while helping authors and publishers reach new audiences. You can search through the fuli icxi of this book on the web 

at |http: //books. google .com/l 



Google 



Jest to cyfrowa wersja książki, która przez pokolenia przechowywana była na bibliotecznydi pólkach, zanim została troskliwie zeska^ 

nowana przez Google w ramach projektu światowej bibhoteki sieciowej. 

Prawa autorskie do niej zdążyły już wygasnąć i książka stalą się częścią powszechnego dziedzictwa. Książka należąca do powszechnego 

dziedzictwa to książka nigdy nie objęta prawami autorskimi lub do której prawa te wygasły. Zaliczenie książki do powszechnego 

dziedzictwa zależy od kraju. Książki należące do powszechnego dziedzictwa to nasze wrota do przeszłości. Stanowią nieoceniony 

dorobek historyczny i kulturowy oraz źródło cennej wiedzy. 

Uwagi, notatki i inne zapisy na marginesach, obecne w oryginalnym wolumenie, znajdują się również w tym pliku - przypominając 

długą podróż tej książki od wydawcy do bibhoteki, a wreszcie do Ciebie. 

Zasady uźytkowEinia 

Google szczyci się współpracą z bibliotekami w ramach projektu digitalizacji materiałów będących powszechnym dziedzictwem oraz ich 
upubliczniania. Książki będące takim dziedzictwem stanowią własność publiczną, a my po prostu staramy się je zachować dla przyszłych 
pokoleń. Niemniej jednak, prEice takie są kosztowne. W związku z tym, aby nadal móc dostEu^czać te materiały, podjęliśmy środki, 
takie jak np. ograniczenia techniczne zapobiegające automatyzacji zapytań po to, aby zapobiegać nadużyciom ze strony podmiotów 
komercyjnych. 
Prosimy również o; 

• Wykorzystywanie tych phków jedynie w celach niekomercyjnych 

Google Book Search to usługa przeznaczona dla osób prywatnych, prosimy o korzystanie z tych plików jedynie w nickomcrcyjnycti 
celach prywatnych. 

• Nieautomatyzowanie zapytań 

Prosimy o niewysylanie zautomatyzowanych zapytań jakiegokolwiek rodzaju do systemu Google. W przypadku prowadzenia 
badań nad tlumaczeniEimi maszynowymi, optycznym rozpoznawaniem znaków łub innymi dziedzinami, w których przydatny jest 
dostęp do dużych ilości telfstu, prosimy o kontakt z nami. Zachęcamy do korzystania z materiałów będących powszechnym 
dziedzictwem do takich celów. Możemy być w tym pomocni. 

• Zachowywanie przypisań 

Znak wodny"Googłe w łsażdym pliku jest niezbędny do informowania o tym projekcie i ułatwiania znajdowania dodatkowyeti 
materiałów za pośrednictwem Google Book Search. Prosimy go nie usuwać. 



Hganie prawa 

W ItEiżdym przypadku użytkownik ponosi odpowiedzialność za zgodność swoich działań z prawem. Nie wolno przyjmować, że 
skoro dana łisiążka została uznana za część powszecłmego dziedzictwa w Stanach Zjednoczonych, to dzieło to jest w ten sam 
sposób tralrtowane w innych krajach. Ochrona praw autorskich do danej książki zależy od przepisów poszczególnych lirajów, a 
my nie możemy ręczyć, czy dany sposób użytkowania którejkolwiek książki jest dozwolony. Prosimy nie przyjmować, że dostępność 
jakiejkolwiek książki w Google Book Search oznacza, że można jej użj'wać w dowolny sposób, w każdym miejscu świata. Kary za 
naruszenie praw autorskich mogą być bardzo dotkliwe. 

Informacje o usłudze Google Book Search 

Misją Google jest uporządkowanie światowych zasobów informacji, aby stały się powszechnie dostępne i użyteczne. Google Book 
Search ułatwia czytelnikom znajdowanie książek z całego świata, a autorom i wydawcom dotarcie do nowych czytelników. Cały tekst 
tej książki można przeszukiwać w Internecie pod adresem [http : //books . google . comT] 




HARVARD 
COLLEGE 
LIBRARY 



POTTSTAWIB 



NA 






POWSTAl^IE 

MA 
w ROKU 1831. 



TOM PIERWSZY. 



PARTZ. 

w KSIĘGABM I DRUKARNI POLSKIĆJ, 

r837. 



SXa.^ ^1ZX.l{i/) 




HARVARD 
UNIYERSITYI 

LIB''-' • RY 
FEB 26 1963 



TREŚĆ I WSKAZÓWKA RZEGZT 

W TYM TOMIE ZAWARTYCH. 



/ 



WSTĘP. 

I. Ziemie ruskie , w pospolicie niemal przyjf tem dziś ro- 
zumieniu , ograniczają się do trzech gubernii : wołyńskiej , 
kijowskiej i podolskiej ; właściwie zaś zajmują obszćrn§ część 
kraju polskiego. Ale wyraz Ras nie ma już dawnego znacze- 
nia, i nie słusznie mieszany bywa z wyrazem Ross/a. Zęby 
oba le wyrazy dobrze poj^ć i rozróżnić, trzeba wpatrzyć się 
w dziesięć wieków zmian historycznych, (str. 1 — 3.) 

II. Rozdzielanie się Sławiańszczyzny w wieku dziewiątym 
na różne państwa : początek Polski i Rusi (3 — 5). — Granice 
podbojów lechickich i warjagskich nieodkrćślaty stale narodów 
jednoplemiennych, póki chrześćjaństwo zachodnie i wschodnie 
nie położyło na nich wiecznego piętna. Rzym i Carogród 
spotkały się u granic Polski z Rusi§ (5—8). 

III. Rozległość podbojów warjagskich w wieku dziesią- 
tym. — Włodzimierz W. — Ruś pomyka się w gł§b Ghrobacii 
Czerwonej (8 — 10). — Na początku wieku jedenastego Le* 
chija odzyskuje Ghrobaciję. Bolesław W. w Kijowie. Po jego 
śmierci epoka największego wzrostu Rusi. Jarosław W. (1 1 — 
12). — Jedność rodu, religii i władzy w państwie Jarosława. 
Go z tych trzech rzeczy było w ów czas najmocniejszym węz- 
łem (12—15). 

\y\ Ruś w podziałach. Oręż Bolesławów Śmiałego i Krzy- 
woustego odnawia prawa Polski (15—18). — W pićrwszej 



VI 



pofowie dwónastego wieku państwo Jarosława rozpada s\^ na 
trzy części. Północna z Nowogrodem Wielkim, kształci się w 
rzeczypospolite handlowe; południowa z Haliczem ulega 
wpływowi wyobrażeń zachodu Europy; wschodnia z Włodzi- 
mieraeni nad Klazma , zostaje gniazdem despotyzmu książąt 
warjagskich. Jedność l^usi ginie na zawsze : nazwisko jej już 
nfeóznacza jednćj i tej samej rzeczy (18 — 2\)* 

V. Ruś południowa co obejmowała? Podole jak daleko się 
rozcifiga ? Charakter Rusi południowej ; jej stosunki z Polska 
y Węgrami. Następstwo ksi§ż§t aż do Daniela (2 1-— 29). — 
W początku wieku trzynastego najście Tatarów, w krotce po 
tem wyl6w Litwy, dołamuja nadszczepany podbój Warjagów. 
Królestwo Halickie ; król Daniel i jego następca Lew. Lwów 
stolica Rusi południowej ; Moskwa wsctiodniej ; na północy 
nie masz wyraźnego środka. Północne księstwa w ręku Litwi- 
nów ; pod ich opieka miasta bronią się od napaści ksi§ż§t mos- 
kiewskich. Wschodni ksi§żęta w ręku Tatarów ; pod ich jarz- 
mem szukaj§ wewnątrz despotycznego panowania. Południo- 
wa część sama tylko jest jeszcze Rusi§ udzieln§, niepodległa 
(29 — 35). — Lecz dziedzictwo Daniela spada na książąt mazo- 
wieckich; Litwa szerzy w niem zabory. Kazimierz W. i Gie- 
dymin rozbićraj§ Ruś południowa (36 — 39). 

VI. W połowie wieku czt^nastego nie masz już śladu 
państwa Jarosława. Polska , Litwa i Moskwa pod Tatarami, 
panuj§ na całej przestrzeni podboju Warjagów. Ruś traci w^- 
tek samodzielnego bytu , i przerabia się w łonie trzech potęg, 
z których każda ma inna drogę. Polska idzie torem Kościoła 
powszechnego; Moskwa chyli się gwałtownie ku schyzmie 
greckiej ; w środku Litwa pogańska, w duchu chwieje się na 
obie strony, lecz sił§ materialn§ obje rozpiera szeroko. Nako- 
niec przeważyła się szala niepewnych przeznaczeń zdobywcze-* 
go mocarstwa : ł§cz§c się na zawsze z Polsk§ , przyniosło jej 
w posagu ogromny zabór ziem Ruskich. Chrześcjańska cywi- 
lizacja zachodu postawiła nogę ze lewy brzeg Dniepra ; duch 



VII 



zamarłego wschodu skupił się i natężył koło Ironu ksi§ż(it 
moskiewskicłi otrzęsaj§cycli się z jarzma Tatarów. Odt§d dwie 
strony: Polska katolicka i Moskwa schyzmatycka staj^ do 
walki (39—51). 

VII. Przez wiek piątnasty do połowy szesnastego, religij- 
na i za ni§ polityczna różnica dwóch państw spierających się 
na posadzie dawnej Rusi , wykańcza się szybko. — Polska , 
Litwa i Ziemie Ruskie pod berłem Jagiellonów. Swobody pol- 
skie dla Litwy i Ziem ruskich. Sobór Florencki ; unija kościo- 
łów (52-— 62). — Stan krain naddnieprzańskich. Początek 
Kozaków (62—68). — Panowanie dwóch osUlnich Jagiello- 
nów. Unija Lubelska (68—72).— Ziemie Ruskie równie jak 
inne podzielone na województwa. Gdzie pami§tka imienia 
Rusi na gruncie ? Nazwisko Ukrainy. Co Ruś Czerwona, Ria- 
ła i Czarna? Narodowość i mowa ruska w Polszczę (72 — 
81). — Moskwa i księstwa przyległe pod berłem Rurykowi- 
czów. Wzrost jedynowładztwa i despotyzmu. Metropolita mos- 
kiewski. Droga do zaborów dla wielkich ksi§ż§t. Carat (81 — 
94). — Państwo carów moskiewskich mogłoż nazywać się 
Rusi§ P Język moskiewski. W czem pozostawała wspólność 
Moskala z Rusinem ? Po tej nici ręka carska^sięga we wnatrz 
rzeczypospolitej polskiej (94 — 98). — Usiłowania odporne w 
Polszczę. Sjnod Brzeski. Natężenie siły carstwa. Patryarcha 
w Moskwie (98 — 101). — Polska z wielu stron ugodzona w 
gruncie swego jestestwa. Protestantyzm podaje dłoń schyzmie. 
Unici i dizunici (102). 

VIII. W wieku siedemnastym rzeczpospolita nasza świetnie 
i zwycięzko walczy zewnątrz ; lecz wewnątrz rozrywa się przez 
roztargnienie jedności religijnej. Moskwa pobita i zachwiana 
przerwę dynastyi, w jedności religijnćj znajduje ocalenie i si- 
łę. Duchschyzmy carogrodzkiej wydobywa Ruś z pod warstwy 
kilku wieków. Kozacy staja się zbrojn§reprezentacij§schyzma- 
tyckiej Rusi (102—109). — W cz^m Polska uchybiła swemu 
powołaniu? Nowa polityka Europy przeciwna naturze Polski, 



VIII 

pomyślna dla Moskwy. Początek rozruchów w Kozaczyznlc 
(109 — 113). —Władysław IV. Chmielnicki. Jan Kazimierz. 
Wojny kozackie. Umowy w Pereasławiu (113 — 116). — Dal- 
szy ci§g wojen; układy pod Zborowem, zniweczone i znowu 
przywrócone. Wielka część ziem południowych ruskich staje 
się zaborem Chmielnickiego. Spójność Kozaków z Polsk§, a 
mimowolny ich pociąg ku Moskwie. Chmielnicki poddaje się 
carowi (116 — 120). — Ciężkie położenie Polski. W czćm 
Konfederacja Tyszowiecka szuka narodowego ognia? Umowa 
w Hadziaczu. Pokój And mszo wski i traktat Grzymułtowski 
określają ostateczne granice Polski z Moskwę (120 — 124). — 

IX. Wiek osmnasty,^ wiek dojrzałości polityki i materializ- 
mu, Polska jedna nie schodzi z dawnego toru; ale pełna ran i 
zgłuszona, postępuje słabo. Uciszenie się Rusi pozostałćj w 
łonie rzeczypospolitej. Synod w Zamościu. Przewaga mowy i 
narodowości polskićj. Przykłady dyalektów ruskich (124 — 
130). — Moskwa w dężeniu Europy przyjaznym dla niej, 
bierze polot coraz skorszy. Przeobrażenie carstwa pod Pio- 
trem W. Nazwisko Rossii. Parcie jej na zachód. Rozbiory 
Polski (130 — 135). — O co Rossja naprzód zaczepiła ręce w 
naszych ziemiach ruskich ? Co Polska bez siły materialni 
miała tu ku obronie praw swoich? Język rossyjski i język ru- 
ski. Przykłady (135— 143). 

X. Czterdzieści lat moralnego najazdu Rossii na Ruś pol- 
skę. Sposoby Katarzyny, Alexandra i Mikołaja, celem wypol- 
szczenia ziem ruskich, mianowicie Wołynia, Podola i Ukrainy. 
Co się im udało? W czem był opór? Jakie środki pozostaję 
dla nas ? Widoki piszęcego dzieje powstania tych prowincii 
w r. 1831. 

CZĘŚĆ PIERWSZA. 

I. Pierwsze wieści za Bugiem o powstaniu w Warsza* 
WIE (153)* — Nowina rozgłasza się powszechnie w Ziemiach 



f 

Ruskich (154). — Zapał niebbrócony na korzyść; potrzeba 
zmowy (155). 

II. Stosunki dawniejsze ziem zabranych z Warszawą. 
Towarzystwa tajne. — Położenie Wołynia w tym wzglę- 
dzie. Związek Kossi/H/erów [15^). — Inaczej działo się na Po- 
dolu; inne też wzruszenie w pierwszej ctiwili (157). — Kaza- 
nie X. Łomnickiego i rozrucłi na teatrze w Kamieńcu (158). 
— Denisko od Podolan wysłany do Warszawy (159). — Wieść 
o powstaniu 29. listopada w powiecie latyczowskim i łiaj- 
syńskim. Pierwszy zawiązek zmowy powiatów południowych 
w domu Jełowickich (159 — 161). — Podobnym trył)em id§ 
rzeczy na Ukrainie. Nigdzie z razu nie zjawia się myśl organi- 
zowania spisku (162 — 164). 

III. Zabiegi rządu moskiewskiego przeciw powstaniu 
PROWiNCiJÓw'. Konstanty wkracza na Wołyń. Mikołaj oddaje 
gubernje pod prawo wojenne. Wojska moskiewskie w stronach 
południowych, między Bugiem i Dnieprem (165). — Kordo- 
ny z powodu cholery. Szpiegostwo. Nakazanie adressów do 
tronu. Adres szlachty wołyńskiej (166 — 168). — Gubernja 
podolska uwolniona od adressu; kijowska nierozhrojona (169 
— 170). — Śledztwa w Kamieńcu. Chodykiewicz zabija horod- 
niczego. Alexander Sobański oddany pod sad wojenny (171 
— 174). — Wyraźne rozjątrzenie między obywatelami i rzę- 
dem. Złe nowiny dla patryotów : podróż Luł)eckiego, odezwa 
dyktatora i t. d. (175— 176). ' 

IV. Tajemne ZWIĄZKI poczynają sie tworzyć. iVa Wo-h/- 
niu : Olizar otrzymuje ster dawnego związku Kossynierów. 
Pierwsze jego staranie. Posłaniec do Zamościa — Xawery Go- 
debski zajmuje się Polesiem wołyńskiem — Bóbr marszałek 
szkodzi patryotom w Krzemieńcu — Wschodnie strony niemaję 
wspólnego ogniska. (177 — 181) — iVa Ifkrainie : pierwsze 
zgromadzenie u Władysława Krasickiego. Wincenty Tyszkie- 
wicz wysłany do Warszawy (181 — 182)-- iV« Podoh : Zwi§- 



zek Wolnych Synów Po do la bierze początek w Kamień- 
CU (182—183). 

V. Elementa które dla sprawy polskićj mogły dzia- 
łać ALBO BYDź UŻYTE. Rozległość i ludność kraju (185)— 
Włościanie i Popi (185— 191)— Szlachta (192). 

VI. Zmowy i usposobi ani a sią do powstania od połowy 
LUTEGO DO połowy MARGA (193)— iVa Podola : w powiatach 
północnych Towarzystwo Patryotyczne. Jego Rada 
czyli Komitet (Junta). Główne cele (194) — Zwi§zek Wolnych 
Synów Podola rozgałęziony znacznie, tworzy plany opano- 
wania Kamieńca. Ludność i ówczesny fgarnizon tego mia- 
sta.(196) Połączenie się związku z towarzystwem patryotycz- 
nem— Podole ukształcone w dwa wielkie okręgi ; północny i 
południowy. (197) — Na Wofynin: dalsze zabiegi Olizara. 
Rozterka z powodu wyprawy z Zamościa na Uściług (198 — 
201j — Olizar oddaje władzę Prażmowskiemu, sam wyjeżdża 
na Polesie (202 — 203)— W głębi Wołynia oczy zwrócone na 
ks. Eust. Sanguszkę (204—205) — JVa Ukrainie : W. Tysz- 
kiewicz nieobecny obrany naczelnikiem. Zjazd w Czerniawce 
(206— 208)— Uchwały tego zjazdu; organizacya (209—213). 

YII. Zdarzenia w tym peryodzie zaszłe w królestwie, 

A MAJĄCE WPŁYNĄĆ NA POWSTANIE ZlEM RUSKICH. DcniskO 

Źle przyjęty od Chłopickiego — Rada wojenna po bitwie gro- 
chowskiej — Odprawa Deniski (21 3) — Chróściechowski(215) — 
Upoważnienie dane jemu ze sztabu głównego(21 6) — Położenie 
Galicii względem Podola — Alexander Wereszczyński przyby- 
wa tu tworzyć legiję podolska (218)— Jenerał Dwernicki otrzy- 
muje rozkaz iść na Wołyń. Staje w Nowem Mieście. Chró- 
ściechowski bierze polecenia od niego (219 — 223). 

VIII. Stan usposobień insurrekcyjnych od połowy 
MARCA DO POŁOWY KWIETNIA. WofyA. Odcinek kraju prased 
Styrem (223—225) Polesie (226)— Strony wschodnie (227)— 
Ukraina i Podole. Zjazd w Michałówce. Tyszkiewicz naczel- 



XI 



niklem Podola (229— 230;-7 Zjazd w Hubniku. Sulalycki 
obrany naczelnikiem przez powiaty południowe (230) — Junta 
naznacza zjazd do Strugi (232) — Izydor Sobański i Alexan« 
der Jełowicki zjeżdzaj§ się wOczeretnej. Tyszkiewicz po* 
wzsechnieu znany (233) — Uwagi nad formowaniem władzy 
w powstaniach (233—235)— Czynności naczelnika — Obra- 
chunek sił przygotowanych — Obrachunek sił moskiewskich 
na Podolu i Ukrainie — Tyszkiewicz otrzymuje odezwę Dwer- 
nickiego, wysyła do niego emissaryusza (236 — 239). 

IX. Brak kommunikacyi MiąDZY jenerałem Dwerni- 
ckim, A NACZELNICTWEM POWSTANIA.' STĄD NASTĘPSTWA. Obo- 

zowanie Dwernickiego pod Zamościem(240)— Chróściechowski 
powtórnie bierze polecenie (241) — Siły Dwernickiego. Przej- 
ście Buga. (243) — W jaki sposób korpus powstaniu, a pow- 
stanie korpusowi mogło bydź najskuteczniój pomocnem? 

(245-248) 

X. Działanie jenerała Dwernickiego na Wołyniu. 
Rapport Dybicza — Kierunek marszi> Dwernickiego (248) — 
Korzyść odniesiona pod Poryckiem (251) — Odezwa jenerała 
zLachowca (253j — Zgromadzenie obywateli w Drużkopolu. 
Mianowanie regimentarzy. (254) — Uwaga nad pojęciem woj- 
ny powstańskiej (254 — 258) — Dwernicki staje w Boremlu; 
Rydiger w Łęcznej; utarczki d. 18 kwietnia (258 — 261) — 
Bitwa pod Boremlem. Dwernicki Styr przechodzi (261 — 
266) — Kierunek marszu po za granica Galicii. Uwaga 
(267) — Dwernicki wysyła gońca na Ukrainę. Staje w Kołod- 
nem (269) — Ciężkie położenie korpusu (270) — Wejście do 
Galicii (272—275) 

XI. Zdarzenia na Wołyniu, Podolu i Ukrainie przez 
CZAS DZIAŁANIA DWERNICKIEGO. Jcduo tylko Polcsic Wołyń- 
skie wzięło się do broni (275 — 276). — Podole i Ukraina da* 
wnym trybem rozwijaj§ swoje organizację. — Czynność jun- 
ty (277). — Rada wojenna w Gliniańcu (278). — Powrót De- 



niski (281). — Zjazd w Strudze (283). — Rada organizatorska 
w powiecie latyczowskim (284). — Tyszkiewicz w środku 
kwietnia nieprzewiduje jeszcze terminu powstania (285 — 289). 
Zjazd Wołowy w Kamieńcu (289—293). — Nieobecność 
Tyszkiewicza na tym zjeździe. Jego troski i poselstwo do Ka- 
rola Różyckiego (293 — 294). — Chróściechowski zjiwia się 
na Podolu (294). — Wydaje wspólnie z marszałkiem Mali- 
nowskim okólnik powołujący do powstania (300). — Odracza 
swoj§ powag§ termin powstania (303). — Opuszcza Podole 
(309). — Co o nim trzymać? (310). — Nowe upoważnienie 
dane jemu w głównej kwaterze (313). — Dwie współczesne 
okoliczności : poszlaka spisku w ręku policyi , i obietnice We- 
reszczyńskiego , zaostrzaj§ skutki dwóch sprzecznych odezw 
(314). — Okropne zamieszanie w północnych powiatach Po- 
dola (317). — Toż dosięga Wołynia i Polesia kijowskiego 
(320). — Współczesna rozterka układów zmowy w powia- 
tach południowych Podola. Sobańscy bior§ się do broni 
(321 — 326). — Tyszkiewicz stara się jeszcze wstrzymać wy- 
buch powstania do dnia 7 maja (f326 — 329). 

XII. Uwagi ogólne nad czteromiesięczną zmową Ziem 
Ruskich. Gzy spiski z natury swojej sa niedostatecznem na- 
rzędziem do dźwigania sprawy narodowój ; czy wady w naro- 
dzie s§ przyczyna upadku wszystkich jego przedsięwzięć 
(329 — 334). — Zmowa jedynie oparta na m§drości rachunku, 
wkażdój myłce miała zaród swojej zguby. — Główna myłka. — 
Ona była źródłem następstw wziętych za pierwsze przyczyny 
pomieszania się planów : ona zadała cios władzy a podwład- 
nych naraziła na ciężka próbę. Napomknienie gdzie nam szu- 
kać mocniejszej spójni dla władzy i podwładnych. Naród jed- 
nomyślny w najgorszej doli może się ocalić. Powstanie goto- 
wane przez powszechna zmowę , zostało dziełem poświęcenia 
się niewielu (334 — 338). 



WSTĘP. 



ZIEMIE R USK I E. 



I. 



Ta część Polski, która w dzisiejszym składzie 
państwa rossyjskiego stanowi trzy gubernije : 
wołyńską kijowską i podolską, od czasu roz- 
szarpania ojczyzny naszej , dla różnych wzglę- 
dów poczęła bydć niejako osobną całością. Da- 
wniejsze straty odłączyły od niej lewy brzeg 
Dniepra ; ostatecztiy rozbiór kraju odciął Gali- 
cy ą ; urządzenia wewnętrzne pod berłem carów, 
odróżniały zawsze ją od Litwy ; nieszczęście na- 
koniec sprawiło , że i w powstaniu norodowem 
przyszło jej występować oddzielnie. Stąd wyni- 
kła potrzeba odosobnionym przez wypadki pro- 
wincyom nadać jakieś jedno osobne imię : upo- 
wszechnił się zwyczaj pod zbiorowym nazwis- 
kiem Ziem Ruskich rozumieć szczególniej Wo- 

1 



— 2 — 

łyri, Ukrainę i Podole. W takidmlo rozumieniu 
zwykle mówi się \ev9iz: powstanie Ziemlłuskichj 
komitet Ziem Haskich i t.d., chociaż to powsta- 
nie i ten komitet, nie należy właściwie ani do 
Galicyi , ani do Litwy, ani do rozległych krain 
polskich za Dzwiną i Dnieprem, gdzie wszędzie 
jednak są ziemie ruskie. 

Zdarza się często że gdy rzecz jaka zniknie , 
albo ulegnie zupełnej zmianie, dawne jej nazwi- 
sko długo jeszcze błąkając się w żyjącej mowie, 
nasuwa przed oczy wątpliwe i nieokreślone wy- 
obrażenia. Chcąc natenczas imię zwleczone z u- 
marłego przedmiotu napełnić właściwym poję- 
ciem , trzeba nieraz przebiedz długi szereg dzie- 
jów, w kwesty i o jeden termin, roztrzygnąć 
wiele kwestyi historycznych. Taki właśnie jest 
przypadek ilekroć wzmianka o Rusi. Wyraz 
/?«i, krąży dziś jak starożytny pieniądz, które- 
go sztępel nieoznacza już waloru. Zła wiara pu- 
szcza go za jedno z wyrazem Rossya, oszukuje 
nieświadomych cudzoziemców , a nas że tak po- 
wiem, chwyta za słowo. Musi^my tłumaczyć się, 
jakim sposobem ziemie przez nas samych mia- 
nowane ruskiemi, należą do Polski, a nie do 
Moskwy j która przezywa się Rossy ą : musiemy 
rozróżniać dobitnie co była Ruś, co Moskwa, 
a co jest Rossya. Dla tego też mówiąc o Woły- 



1 



- 3 — 

niu Ukrainie i Podolu, jako ziemiach ruskich 
w imię Polski powstających przeciw Rossyi , 
wypadnie nieco na obszerniejszej przestrzeni u- 
ważać zmiany historyczne. Nadto, kto tylko, 
zedice zetrzeć Polskę na jakimkolwiek miejscu 
jej duchem społecznym ożywionej krainy, zaraz 
odsłonią mu się cscze figury zgasłych potęg po- 
litycznych , i niezdoła zatrzymać wzroku na ża- 
dnej warstwie tych przejrzystych cieniów aż do 
dna dziesięciu wieków, gdzie leży Sławiań- 
szczyzna jak gładka tablica , na której oręż kre- 
ślił i kasował róme państwa ; lecz tylko cywili- 
zacya chrześcijańska kładła wyraźnie odkoloro- 
wane piętna. Jednam z tych państw nakreślo- 
nych i znikłych pob farbą późniejszych dziejów, 
jest Ruś. Dla tego też żeby widzieć wszystko co 
się przebijać może przez obecną cechę jej części, 
wypadnie , sięgnąć głęboko w przeminione 
czasy. 

Sądzę wszakże iż kilku przypomnień ogólnych 
będzie dosyć w lej mierze. 



II. 



W wieku IX , właśnie kiedy koło Wisły Le- 
chici tworzyli sobie państwo, wojownicy .skan- 
dynawscy rozbiegając się od zatoki Finlandz- 



— 4 — 

klej w dół Dniepra, szukali naprzód łupieży, 
polćm stałego panowania. 

Ród lecłiicki, jeśli był niegdyś przychodnim, 
oddawna zlał się ze sławiańskim ; Skandynawi 
byli rodem obcym : zwano ich na zachodzie Eu- 
ropy Normaiidami , na północy Warjagami. 

Dwie tedy różne siły, miejscowa i nanośna , 
związywały drobne społeczeństwa Sławian , w 
dwojaki sposób : pierwsza rozwijając domową 
władzę od środka na zewnątrz, spychała cudzo- 
ziemski nacisk Niemców ; druga zgarniając pod- 
boje do środka obcej władzy, narzucała jarzmo 
Warjagow. Natura tych dwóch władz niezatarła 
się nigdy ; późniejsze owszem namaszczenia 
wzmocniły ich dążność : jedna zawsze przeno- 
siła życie polityczne w ciało narodowe , druga 
wiecznie wyciągała z niego wszelką żywotność 
społeczną. 

Prawie tegoż samego czasu, Ziemowit syn 
Piasta, wybrany został zwierzchnikiem w kraju 
nad Gopłem (860), a Ruryk sprowadzony przez 
Nowogrodźian , z bracią i ludem swoim zajął 
zbrojnie okolice Ilmenu (862). Rój ten Warja- 
gow, czy to od miejsca skąd wyszedł, czy od 
familii panującej, miał imię Rusinów. (^) 

(*) Zdaje się że pierwiastkowa ojczyzna skandynawskich Rus- 
sów albo Russinów , leżała na wschodnim brzegu Szwecyi. Fin- 



Z rozszerzaniem się władzy , roznosiły się i 
imiona władzców. Słynęli coraz głośniej w je- 
dnej slronie Sławiańszczyzny Lecłiici Polanie , 
w drugiej Warjagowie Rusini — stąd Polska i 
Ruś. 

Plemię sławiańskie od niepamiętnych czasów 
wrosłę do swojej posady, mogło bydź zabrane , 
podbite razem z ziemią ; ale jak taż ziemia, nie 
mając mocy wyrzucić, miało własność chłonąć 
najezdników. Synowie przybyszów skandynaw- 
skich brali pierwszą naukę mowy i życia od ma- 
tek Sławianek ; garstki Rusinów tonęły w swor 
im ogromnym zaborze; zniknął ślad ich języka 
i narodowości, prócz niewielu wyrazów i niektó- 
rych obyczajów; zostały po nich tylko na wierz- 
chu — rząd, dynaslya i imię. Sławianin podda- 
ny potomków Ruryka, w swojej mowie tytuło- 
wał ich kniaziami, a sam nazywał się Rusinem. 
Ruś jak Polska była częścią Sławiańszczyzny* 

Język wszystkich Sławian , im bliższy źrzódła 
tym bardziej jednaki (*), wspólność religii bał- 

landczycy duś jeszeze w swoim języku Rossyan teraźniejszych i 
w ogólności wszyslkich Sławian , nazywają Wenedami ; Szwecyą 
zać krainą ruską , rtwłie^moa. 

(*) Najdawniejszy pomnik języka slawiańskiego zachował się 
w pierwszych praekłśdach Biblii. Dyalekt tych ksiąg zapewne 
niemało przejąty tokiem greczyzny, nazywa sią cerkiewnym. Jest 
on umarłym od niewiadomego czasu ; służył tylko później za 



/■ •* 



— 6 — 

wochwalczej i sposobu życia, im w bliższem są- 
siedztwie tym ściślejsza , silnie łączyły ludy roz- 
rywane między władze różnej natury i między 
państwa różnego nazwiska. Rozległość zat^m 
państw i z ni^mi imion ogólnych , mogła rozsze- 
rzać się i ścieśniać nie zosta wuj ąc trwałej pa- 
miątki po sobie. Tak upłynęło lat sto od Ziemo- 
wita i Ruryka. Granic Polski i Rusi w czasach 
pogańsk ich daremnie jest śledzić . 

Ale zbliżała się epoką pewniejszego rozdziału 
państw, wedle poświęcenia narodów naprzyszłe 
ich życie społeczne. Od dawna chrześcijaństwo, 
a z nićm i cy wilizacya przenikały w głąb Sła- 
wiańszczyzny : od Niemiec do Czech i Polski, 
od Carogrodu do stron południowszycb i Rusi. 
Niewyraźną epokę nowej wiary najwłaściwiej 
odnieść do głów panujących — Mieczysław pra- 
wnuk Ziemowita przyjął chrzest podług obrząd- 
ku łacińskiego , r. 965; Włodzimierz prawnuk 
Ruryka, ochrzcił się obrządkiem greckim r. 
991. Polska stawała się państwem zachodniem, 

wzór piśmiennictwu^ i dla tego bjwa niekiedy zwany ^Ji^iJE-ott^ym. 
Z pomiędzy mów żyjących , w serbskiej upatrują najwiącej j)0- 
dobieństwa do niego ; mógł wszakże niegdyś bydź bardzo^liz- 
kim wszystkich dyalektow sławiańskich. Jeszcze z wieku XV za> 
bytki piśmienne czeskie , polskie i ruskie, okazują jak[gałązic 
jednego pnia nieprądko poczęły rozchylać się w przeciwne 
6lronv. 



Ruś państwem wschodnićm : ich figury jeogra- 
iiczne odznaczały się już piętnem czytelnem na 
długie wieki. 

Świat cywilizowany dzielił się wówczas na 
dwie części upadłego państwa Rzymian. Zacho- 
dnia zburzona do szczętu i krwią nowych lu- 
dów ożywiona , zakwitała w społeczeństwa mło- 
de na gruzach starożytnych; wschodnia była 
podkleconym odłamem zbutwiałego gmachu. 
Nauka Zbawiciela podnosząca ludzkość do jej 
bozkiego początku > łatwiej porywała Zachód ; 
mądrość pogańska ciążąca ku ziemi, kryła się 
w starych formach Wschodu. Kościół Chrystu- 
sowy był jeszcze jeden, i jedne miał głowę wido-r 
mą; ale w łonie jego leżało nasienie odszcze-^ 
pieństwa. Schyzma Focyusza przeminęła , pa-^ 
tryarchowie carogrodzcy wrócili pod zwierzch- 
nictwo stolicy apostolskiej, spór o dogmata 
zdawał się bydź załatwiony, różność obrządku 
nie stanowiła istotnego rozdziału chrześcian ła- 
cińskich od greckich; ale wszystko co schara- 
kteryzowało później jednych i drugich , co mo- 
żna odnieść do najdalszych pierwiastków sprae-* 
ciwieństwa — ducha i materyi, zbierało się już 
w dwa główne ogniska, i z nich jak z dwóch 
żrzódeł osobno spływało na Sławian. Odląd kie- 
dy Rzym położył rękę na Gnieźnie , a Carogrod 



— 8 — 

na Kijowie, jakby dwa polarne bieguny cywili- 
zacyi nagięte ku sobie , chwyciły za dwa pań- 
stwa sąsiednie, żeby siłą odskoku rozerwać je 
na zawsze. Wtenczas zasda kwestya, gdzie mię- 
dzy Wisłą i Dnieprem rozedrze się braterstwo 
sławiańskiego rodu — ta kwestya toczy się do- 
tychczas. Nieraz wałczące strony spychały się 
daleko, nieraz ślady jednej niknęły pod slopa^ 
mi drogiej , aż pó|;i trwała przewaga nie poło- 
ayła mocno wyciśnionego piętna. Lecz pójdźmy 
koleją zdarzeń. 

Uh 

Następcy Ruryka w wieku X rozpostarli swo« 
je panowanie po Sławiańszczy^nie od ostatnich 
jej kraników u źrzódeł Oki i Wołgi na wscho- 
dzie, do irzódeł Styru i Buga na zachodzie. 
Przesitrzeń tę środkiem prawie przerzynały ko- 
ryta Dzwiny i Dniepra ; lecz ujścia tych rzek 
znajdowały się to w cudzych , to w pustych zie- 
miach. Nad morzem Baltyckidm siedziały rozle- 
gle obce l^awianom pokolenia; nad morzem 
Czarnćm ciągnął się szeroki gościniec barba-^ 
rzyństwa, które już przewaliło się w głąb Euro- 
py i jeszcze napływało. Tędy niedawno przem- 
knęli Węgrzy — Magiary, tu Warjagowie zastali 
Chazarow i doczekali się Pieczyngow, 



Jak daleko Oleg (879 — 912) w późniejszą po- 
siadłość Polski zapuścił oręż, na to nieraasz pe- 
wnych dowodów ; cały jednak kraj , który dziś 
składa Wołyń, Ukrainę i Podole /"uległ jego 
przemocy. Wołynianie równie jak Łuczanie, 
mieli już natenczas swoje grody Łuck i Wo- 
łyń (*). Między nimi siedzieli Dulebi; przy ujściu 
zaś Prypeci do Dniepra , Dręwlanie , którzy za- 
cięty stawili ujarzmicielom opór, aż nim z mia- 
stem swojćm Iskorostiniem niezagrzebali się w 
popiołach. (946). Nazwisk Ukrainy i Podola, 
jako ogólnych , jeszcze nie było. Na płaszczy- 
znach niźćj Kijowa mieszkali Polanie; po obu 
stronach środkowego Dniestra (Tyras) Tyrew- 
cy albo Ty wercy ; dalej ku południowi ubijali 
się przechodnie o niestały popas, a na tej ziemi 
— jak powiada sławiański poeta — kopytami 
zrytej , krwią utłuszczonej i kośćmi zasianej , 
bujnie porastał smutek. Mało dbali o to kniazio- 
wie ruscy, źe panowanie ich rozciągało się nad 
pustynią; bo i pustynia i Dniepr co od porohów 
przez nią płynął , były dla nich tylko drogą na 
morze Czarne po nowe rozboje. Wybierając dań 
od ujarzmionych Sławian, łupiąc zgnuśniałc 

(*) Zamek Wołyń miał bydź w miejscu gdzie rzeka Uczew 
podmiasleczkiem Grodkiem wpada do Bugu. — Długosz, T, 1. 

p. 18. 



— 10 — 

cesarstwo greckie 9 znosili skarby do zamków 
warownych nad Styrem , Prypecią , Dnieslrem i 
ujściem Dunaju , skąd najdogodniej było pusz- 
czaćsię pod Konstantynopol. WKijowie jednak 
ustaliła się stolica podboju mającego kres gdzie 
siła zbrojna dosięgnąć i trwale grozić mogła. 

Włodzimierz pierwszy za kreśl ił granice Rusi, 
które następny po. nim wielki jedynowładzca 
mało co już rozszerzył. Rozgarniając on ręce 
wyciągnione ku zachodowi, trafił jakby na 
dwie ściany. Prawe jego ramie oparło się o dzi- 
kic siedliska Litwy i Jadzwingów , lewe o Kar- 
paty. Między temi zaporami pozostał przesmyk 
nakształt wrót otwartych do boju. Tu koło po- 
czątków Buga i Dniestra, wszczął się spór naj- 
wątpliwszy o rozdział sławiańskiej ziemi, która 
pod nazwiskiem Chrobacyi, stanowiła rozległą 
całość i miała stolicę w Krakowie. Część Chro- 
bacyi na wschód od Sanu nieco za Bug i Dniestr 
pomknici^ ymzywaisiSią czerwoną, albo Czer- 
wieńskiem (*). Włodzimierz opanowawszy Prze- 
myśl i Halicz czyli Galicz, (981) zagarnął ją do 
swego państwa. Chrobacya czerwona stała się 
Rusią czerwoną, a z natury swojej należała do 
Krakowa i za lem do Polski. 

(*) Było niegdyś miaslo chrobackie Czerwieńsk, dziś mała 
wioska niedaleko Komarowa o kilka mil od Zamościa. 



— II — 

Zaraz też na początku wieku XI Polska odzy- 
skała swoje prawa. Bolesław Wielki (Chrobry) 
spajał natenczas w łonie Sławiaószczyzny du- 
chem Zachodu przenikające się społeczeństwo 
polskie : po zgonie Włodzimierza (1015), wdał 
się w sprawy jego następców, wszedł mocą do 
Kijowa, Chrobacyą czerwoną z Przemyślem i 
Haliczem po rzekę Bug odebrał. 

Ale z pomiędzy dwunastu synów Włodzimie- 
rza, Jarosław Wielki, pomordowawszy albo 
wyzuwszy braci, całą puściznę ojcowską, 
prócz Połocka , pod swoje władzę zagarnął. Są- 
siad ten jstał się ciężkim dla Polski. Skoro Bole- 
sław W. zszedł ze świata (1025), oderwał on 
znowu od niej Halicz i Przemyśl , a nadto jesz- 
cze kawał ziemi nietkniętej przez przodków je- 
go, od Łucka niemal po Lublin z zamkiem Beł- 
żem zabrał (1035). Przyjazne później stosunki 
z Kazimierzem I. kr. pol. zostawiły spokojnie 
na lat przeszło 40 ten zabór (*). 

Byłato epoka największego wzrostu i ukaza- 
nia się w całym ogromie starożytnej Rusi. Gra- 
nice jej zachodnie przecinając Wiliję daleko 

(*) Kazimiórz poślubił sobie córkę Jarosława Maryę Dobro- 
gniewę; w wojnie przeciw Masławowi mazowieckiemu polrzebo- 
wal pomocy od teścia ; nie mógł więc dopominać się o zagarnięte 
pntcz niego ziemi*. 



— 13 — 

oclźrzódła, i Niemen aż przy ujściu Szczary, 
przechodziły Bug niżej Brześcia; na lewym brze- 
gu Buga rozszerzając się coraz bardziej ku połu- 
dniowi dotykały Sanu. Głęboko tedy odepchnął 
Polskę oręż Rusinów. Żeby pojąć jak mocny 
ślad mógł pozostać po nim , trzeba zastanowić 
się pilniej nad ówczesnym stanem ruskiego 
państwa. 

Podbój warjagski w ciągu latniespełnad wóch- 
set , przez Ruryka , Olega, Włodzimierza i na- 
koniec Jarosława skupiony, łączyła trojaka je- 
dność : plemienia , religii i władzy. 

Jeden ród sławiański zamieszkiwał całą tę 
przestrzeń mil półtorasta w dłuż i w szerz rozle- 
głą ; aje na różnej ziemi i pod rożnem niebem , 
musiała zachodzić w oddzielnych ludach, zna- 
czna różnica obyczaju i języka nawet. Nie masz 
narodu któryby nie miał dyalektów , a te dają 
się poslrzegać w każdym , równo z początkiem 
jego czasów historycznych. Nadto^ różna daw- 
ność zaboru przez Warjagow , i różne położenie 
pod ich panowaniem , przyczyniały się niemało 
do rozmaitości charakteru odległych okolic. 
Normandowie plondrowali wówczas po całym 
świecie. Od skalistej i zlodowaciałej Skanii 
swojej, mieli ubite trakty przez Londyn, w dłuż 
Sekwany za Alpy na morze Srzódzicmne; przez 



— 13 — 

Nowogród, Smoleńsk i Kijów , wodą na morze 
Czarne; a lądem na Łuck i Włodzimierz, przez 
polskie miasta Sandomierz, Wiślicę, Kraków, 
do Niemiec i dalej ku zachodowi. Ruś mocno 
wplątana w interes handlowy, przerżnięta trak- 
tami przewozowemi, z różnych stron przyjmo- 
wała dostatek i kulturę. Północną część więcej 
przenikał duch normandzki , południową bi- 
zantyński , zachodniemu krańcowi słabo udzie- 
lał się wpływ Europy łacińskiej. Wszelki je- 
dnak charakter nowy, wybijał się dobitnie tyl- 
ko na ludności miast znąkomitszych nad kory- 
tami rzek spławnych położonych. Kraj w ogól- 
ności mało był zaludniony. W odwiecznych i 
ciemnych lasach Wołynia ciągnących się dłu- 
giemi ramionami od Prypeci po za Dnieprem i 
Styrem, trzymały się bezpiecznie siada zubrow; 
na stepach Ukrainy i smugach Podola, bujały 
swobodnie dzikie konie i jelenie. Wśrzód tych 
pustko w żyły nieliczne osady rolnicze koło gro- 
dów obwarowanych pierwiej dla ich zasłony, 
później dla utrzymania w poddaństwie. Wieśnia- 
cza prostota długo przechowywała pierwiastko- 
wą cechę miejscowości i rodu. Sławiańszćzyzna 
za tem powleczona imieniem Rusi, mogła jesz- 
cze łatwo rozpaść się na różne części , i te części 



— u — 

mogiły prędko przylgnąć do innej całości poli- 
tycznej. 

Jedna i^eligija chrześcijańska obrządku grec- 
kiego panowała po wszystkich stronach pań- 
stwa, którego Kijów był stolicą. Metropolita ki- 
jowski zależał od patryarchy carogrodzkiego. 
Ale Wschód uznawał zwierzchnictwo Rzymu 
aż do -roku 1053. Dopiero patryarcha Michał 
Cerułaryuszy odgrzebawszy zapomnianą naukę 
Focyusza, dodał do niej swoje błędy {wypowie- 
dział posłuszeństwo papieżowi. Metropolita je- 
dnak i biskupi Rusi nie poszli za przykładem tej 
schyzmy, porozumiewali się z Leonem IX , zo- 
stali w ścisłym związku ze stolicą apostolską, 
spełniali wyroki Carogrodu wtenczas tylko, 
gdy te nie sprzeciwiały się zasadom kościoła po- 
wszechnego. Religijna przeto jedność, lubo od- 
znaczona greckim obrządkiem , nie odcinała 
jeszcze dostatecznie Rusi od reszty Sławiań- 
szczyzny chrześcijańskiej. 

Jedna władza w ręku potomka Rurykowego, 
trzymała równie Nowogród jak Kijów. Władza 
ta była warjagska, militarna. Wielki kniaź, 
wszystko co po przodkach odziedziczył i co sam 
zdobył, uważał za własność, za zi*zódło docho- 
dów. W zainkach i miastach miał namiestni- 
ków i załogi — narzędzia najwyższej swojej wo- 



— 15 — 

1*1. Sprawą wojenną zajęty, wynagradzał rycer- 
stwo, ciągnął dań z kupców i rolników, prote- 
gował troskliwie handel, zoslawiał spokojnie 
miejscowy obyczaj ziemian. Miasta główniejsze 
otrzymywały przywileja i potwierdzenie spisa- 
nych swoich ustaw dawnych , kraje zacliowy- 
wały swój wewnętrzny skład sławiański; ale 
łańcuch jedynowładztwa przenizany przez każ- 
dą część podboju zwięzywał państwo, i ten łań- 
cuch był najistotniejsza spójnią ledwo sklejo- 
nych pod jedno nazwisko cząstek Rusi. 

Jeśli kto dzisiaj w zagadnieniach politycz- 
nych, chce ol)ecne rzeczy łączyć z przeminioną 
monarchiją ruską, powinien jej cieniom przy- 
patrywać się w pierwszej połowie XI wieku. 
Wtenczas żył Włodzimierz i Jarosław Wielki ; 
zżyciem ostatniego zakończył się (1054) świe- 
tny, ale płonny okres dziejów , które starły się 
zupełnie na probierczym kamieniu czasu.. 



IV. 



Jarosław umierając podzielił państwo na pię- 
ciu swoich synów: szóstą część Rusi — Połock , 
dzierżył jego synowiec Wszesław. Halicz i Prze- 
myśl dzielnica przypadająca na Włodzimierza Ja- 
rosławowicza,gdy ten zszedł ze świala przed zgo- 



— 16 — 

nem ojca, dostała się jego synowi Rościsławowi. 
Nad wszystkimi miał mieć zwierzchnictwo naj- 
starszy w rodzinie, dziedzic Kijowa Iziasław« 
Wypowiedział mu posłuszeństwo Wszesław 
kniaź połocki i jako potomek linii starszej , za- 
pragnąwszy stolicy w. księztwa, rozpoczął woj- 
nę. Iziasław zwabił go zdradliwie do Kijowa i 
uwięził. Lecz niedługo cieszył się owocem zdra- 
dy. W tym czasie nawał Połowców ( 1068 ) zaj- 
mował dawne stanowisko Pieczyngow: pobity 
w potyczce przeciw nim nad rzeką Ałlą Iziasław, 
bez wojska wrócił do Kijowa , a gdy lud dla o- 
brony miasta wydobył z więzienia Wszesława , 
uszedł do Polski. 

Bolesław Śmiały chwycił natenczas zrę 
czność do odzyskania ziem utraconych pod pa- 
nowaniem dziada i ojca. Siedem lat (1070 - 1077) 
zajmując się sprawami Rusi , przywracał tron 
Iziasławowi w Kijowie , Przemyśl przyłączył do 
Polski; zamki: Wołyń, Włodzimierz, Łuck, 
zdobywał, załogami swemi osadzał, i dopiero ze 
swojej ręki książętom ruskim pod warunkiem 
hołdu i wierności puszczał. Tym sposobem otrzy- 
mał od niego Igor napowrót księztwo włodzi- 
mierskie na Wołyniu i nadto Chełm z Bełźem. 

Wkrótce atoli z upadkiem wielkiego wojo- 
wnika, poszły w poniewierkę i prawa odświeżo- 



— 17 — 

ne orężem polskim. Iziasławw. k. kijowski, 
oddał Włodzimierz wołyński synowi swemu Ja- 
ropełkowi, Przemyśl Wołodarowi, Trębowlę 
Wasilkowi, synom Rościsława. 

W lat 50 po zgonie Jarosława W. polityczny 
węzeł utrzymujący w całości ogrom podboju 
warjagskiego, był już roztargany: władza przy- 
wiązana do tronu Kijowa słabła coraz bardziej i 
zerwała się zupełnie nim upłynęło drugich lat 
[>ięćdziesiąt. 

W pierwszej połowie XII wieku, Ruś była po- 
bojowiskiem rozradzaj ących się niezmiernie po- 
tomków Ruryka. Jedynie interes książąt wydzie- 
rających sobie nawzajem kraje miasta i zamki, 
stał na celu : niemasz żadnego śladu żeby myśl 
społeczna poruszała massy narodu. Lud i ziemia 
Sławiańszczyzny przezwanej Rusią, stanowiły 
własność panów rodu warjagskiego. Zdarzało 
się że drapieżny kniazik w wyprawie na swego 
kuzyna, gdy ten mu uszedł, mścił się na jego 
rzeczach : palił wsi, mieszkańców kładł głowa- 
mi pod ściany podważonych domów i rozgnia- 
tał. Do tych okropnych wojen wewnętzrnych ^ 
mieszały śię klęski bitew zPołowcami. 

Królowie polscy odzywali się leż niekiedy ze 
swoim wpływem na sprawy Rusi czerwonej . Ja k 
przedtem Bolesław Śmiały, tak później Bolesław 

2 



— 18 — 

Krzywousty, dałodsiebi^ Bełz iChełm wnukowi 
Iźiasława Jarosławowi^książęciu Włodzimierza 
Wołyńskiego ( 1 123 ). Jarosław ten był dziedzi- 
cem Halicza, po śmierci jiego posiadłość la prze- 
szła w ręce WłodiiDiirka syna Wołodara, i stała 
się dziedziczną w linii starszej potomków Jaro- 
sława W. (*) 

Tymczasem inne strony państwa rozkruszo- 
negó między mnóstwo władzców, odłączały się 
od całości i brały kierunek naturalnićm ciąże- 
niem wewnętrznych usposobień. 
. Na północy handlowe i zamożne miasta : No- 
wogród -Wielki, Psków, Smoleńsk, Połock, 
z przyl^łemi ziemiami, w bogactwa i ludność 
wnrosłe, praeniknione niemało ówczeaią kulturą 
germańską , przypominały sobie swobody w nie- 
ujarzmionej ^awiańszczyźnie : wydobywając się 
coraz bardziej z pod władzy Rurykowiczów, 

(*) Dla lepszego objaśnienia przyłącza się nasl^ująca tabliozkĄ. 

Wasłlko 
k. tręboweUki. / 

f iia4. / Roscistaw 

^ & Y » I ^* pczemyslski. 

2 I Włod«tuie'« / Roi,i,,,^ lWo!od.r,pooj.| t«'44. 

-ł- I T '***' Ik.przemyślski. ctiŁ. przemysł. J Włod'in.rko 

^ \ II trę^o'"'***^!. \ po bracie 

^1 I f-f-ii9 6, j przemyaUki 

«8 I ^ I po Jarr>sfaw{e i <>^ 

§/ . (c-.^iul Jarorfaw f halicki. f 2 

V w. k. kijowski.} w. kkijowaki.J „.i Halicza. \ 
\ t .078. { t iłi3. ( |,,,^ 






— 19 — 

uzyskiwały niepodległość. Nowogród jAko wol- 
ny, wszedł do związku miast* hanzeatyokibłi 
( 1 164 ) , wkrtttće toż samo i Pskb# titJzyiiił. 

Nd wschodzie , książęta szerzący kmohije kU 
Wbhize między plemiótta oł>c^ Stawiańom , ła- 
twiej iimachrali sAmowładzlwoiiad łiidem ^ któ- 
ry razem z czystością swojej mowy i krWi, trąbił 
Wspomnienia i óbyfeżajfeśławiańskiego rodu. Irii 
bardziej deSpotyfczhi kniaziowie Czuli sii^ pkiia- 
mi u siebie , tym dolegliwie] prź^krź-yła się iifa 
zaległość od zwierzchnictwa trWającego jeszcze 
przy tronie Kijowa. By łó wiele źatarg^ów i wojen 
z tego powodu , prźysfełó tia koniec do zupełnego 
rozfei^Wania isię w linii młodszej potomków Ja- 
rosła Wi W. Jeden z książąt panujących koło 
Suzdalti, Andi^zej Bogolubśki, założył stollfcc 
w Włodzimierzu had rzfeką Klazmą, ogłosił śf^ 
wielkim ksiąźęciem, napadł i złupiłKijów(l 1 69). 

Odtąd wielcy książęta kijowscy zostali przy 
szczupłym okręgu ziemi i priy czczym tytule. 
Kraje południowe Rusi koło Dniepra i Karpat, 
przez niejaki czas szatrowane jeszcze na wiele 
dzielnic, miewały różnych władzców; ale wszyst- 
kie powoli ogarniał duch Europy zachodniej , a 
pod względem przewagi politycznej,podnosił się 
pośród nich Halicz, który razem z Przemyślem , 
Zwinigix)dem i innymi posiadłościami , dzierżył 



— 20 — 

potomek linii slarszej syn Włodimirka Jaro- 
sław. 

Tak. tedy w lat trzysta od początku zaborów 
warjagskich w Sławiańszczyznie , a w lat sto od 
czasu kiedy podbój ten doszedłszy największej 
swojej rozciągłości, stanowił jedno państwo o- 
znaczone nazwiskiem Rusi , ziemie i narody sła- 
wiańsko-ruskie rozpadły się na troje. Była Ruś 
północna z miastami handlowemi rządzącemi się 
po republikancku ; była Ruś wschodnia z despo- 
tycznem wielkićm księztwem Włodzimierza nad 
Klazmą ; i byłaRuś południowa z upadłym K ijo- 
wem a podnoszącym się Haliczem.Różny już cha- 
rakter cechował te części przeznaczone doświad- 
czać bardzo różnych później kolei. Jedność ple- 
mienia , władzy i religii , niegdyś wiążąca pań- 
stwo Jarosława W. szła na wsteczne rozdroża. 
W gniazdo gdzie schronił się despotyzm wa- 
rjagski między mieszający się z obcym ród Sła- 
wian, biskup Susdalu Leon, wniósł naprzód 
schyzmę (1164) nieprzyjmującą się dotąd na 
Rusi. 

Jeśli kto dzisiaj złudzony samym dźwiękiem 
głosu, w drugiej połowie XII wieku mniema wi- 
dzieć jednaki stan rzeczy, wszędzie gdzie roz- 
ciągało się natenczas jednakie nazwisko Rusi, 
ten rozminie się bardzo z prawdą historyczną. 



— 21 — 

Wypada przeto dalsze dzieje Rusi południo- 
wej uważać osobno, zwracając lyl ko niekiedy 
oko na inne strony, dla postrzeżenia w nich prze- 
mian coraz dobitniejszą czyniących różnicę. 



V. 



Na tej przeslrzeni kraju między Karpatami i 
Sanem , a Prypecią i Dnieprem , która szczegól- 
niej jest przedmiotem niniejszego pisma, było do 
dziesiątka znakomitszych miast i grodów. Prze- 
myśl, Bełz i Halicz, w okresie właściwym Rusi 
czerwonej ; Włodzimierz, Łuck , Ostróg i Doro- 
hobuź, w części później ogarniętej nazwiskiem 
Wołynia ;Trębowla i Zwinigrod w Podolu(*),sta- 

(*) Trębowla nad Hniezną i Zwinigrod nad Dniestrem , różne 
od dzisiaj znanych miast tegoż imienia , leżały w Galicy i tera- 
źniejszej, a w zachodniej cząści niegdyś -województwa podolskie- 
go. Jaki zaś właściwie kraj rozumieć należy pod nazwiskiem Po- 
dola , trudno jest ściśle określić ; nazwisko to bowiem utworzone 
ze względu na położenie miejscowe, później dopiero poczęło bydz 
przywiązywane do pewnych granic politycznych albo administra- 
cyjnych. Zdaje się że Rusini wymawiali Podoi , i w wieku XIII 
jest już wzmianka (jak Nai*uszewicz świadczy) o posiadaniu Podola 
przez Lwa Danielowicza. Pisarze nasi różną rozciągłość nazna- 
czali Podolowi. Co do szerokości , prawie wszyscy kładą ją mię- 
dzy Dniestrem i Bohem ; długość od Seretu aż do morza Czarne- 
go wytykają rozmaicie. Sądziłbym , że tylko pilne rozpatrzenie 
się w naturze gruntu , może zaspokoić tę wątpliwość, nie raz wa^ 
żną dla kweslyi historycznych. "Wedle tej natury gruntu w«»*-^*T 



— 22 — 

Dowiły z sjemianiiprzyległemi dzielnice książąt. 
Ślepy ukraińskie niżej Kijowa i Białogrodka nad 
Irpiepien)) nie miały żadnego zamku objponnego: 
stał tu otworem plac gonitw z Połowcami. Ksią- 
żęta ubijali się także nieustannie między sobą; 
nie zawsze jednak sam ieh interes osobisty grał 
rolę w tych walkach. Wyjąwszy wielkie miasta 



nej przę^ samQ nąz\yisko , \^ypądłpji.;jr podobno ss^e^o.l^o^d IpodoU 
rozprzestrzeniać ku wschodowi nie doBoha, lecz do grzbietu, 
który ciągnąc sią równolegle miedzy Bohem i Dniestrem zawiera 
zrzódła wszystkich rzek mniejszych , niby nakształt grzywy w le- 
wo i w pi'ąwo ąpaułąjących. Z takowej to wyżyny potoczystpśę 
do kopyta dniestrowego , właściwie jest Podolem. Przeciwnie 
tez nie dostrzegam przyczyny, dlaczegoby odpowiednia nizina na 
prawym brzegu Dniestra nie miała zamykać srą w nazwisku Po- 
dola, kiedy jeszcze późniejsze odróżnienie Mc^da^^ii czyli Multan 
nie było ' na przeszkodzie. Nie mniej długość pasu podolskiego 
zdaje się bydź 49wohue ppczynąna od Seretu , prową4zpna po- 
tem do,Mp.V4Qhwy, Ją^rliką i morza Czarnego. Seret nięodgrą- 
niczą bynajmniej różnego gatunku ziemi ; prędzej źe łańcuch gór 
Miod9boi'akich i4%cy po za Zbruczą rozdziela naturalnie okolice 
R^i^i c;;ęrwonej od Codęłą. Morachykra którą stanowiła nawet gra- 
oicę ^.p^ewództwa podolskiego od bracławskiego , właściwie mo- 
ifi jest i l^ręsęm Podola ; dalej ^u południowi bowiem odkrywają 
s«^ stepy. Niektórzy ^łyaąączą ąobie nazwisko PodoU, przez wy- 
i^y ; JftU doltifi, Ąuś nizs^za, Deguiue n, p. powiada^ ze OJLgerdj' 
wezwał Blogołów aby przysj^i niszczyć « la basse Jimsie , appcl- 
Łee ]^odoŁ(e,yt Có| w takim razie b^ie Rusią ^ómą , wyższą? 
\ye<jUe jednych ^loękwą,, \Yedle drugich Wołyń i Ukraina. Sło- 
wem te wszystkie klassyfikacye ki^ajów na wyższe i niższe nic nic 
objaśniają , są dowolne , rozmaicie wzgl<jdnc i najczęściej świc- 
żogt> >yyuiyslu. 



— 2S — 

na północy, w żadnej strcmie sławiańskcHruskiej 
nieokazało się tyle życia narodowego, ile w oko- 
licach południowych. Lud ten , który w obe- 
cnej niedoli nieslracił jeszcze pięknej postaci 
rassowej, klórego pieśni od niepamiętnych cza- 
sów przechowane w gminie brzmią lak wspa- 
niałą i roznośną nutą, jak gdyby pierś co je pier- 
wsza wydała w pełności natchnienia, chciała 
głosem rozbijać Karpaty i zalewać naddniepr- 
skic iJl:aszczyzny — lud ten musiał niegdyś mieć 
mocne uczucie swojej ^iły i swobody. Był czas, 
że język jego służył uczonym i poetom. Nestor 
szacowny latopisiec , i bezimienny twórca bar- 
dzo poetyckiej powieści o wyprawie Igora na 
Połowców,należeli do Rusi południowej i doXII 
wieku (*). Ale nadeszły w krotce eh wile , kie- 
dy szczęk oręża wszystko zagłuszył. Wśrzód te- 
go zamętu przez wiele lat nieświtała myśl zdolna 

{*) Nestor urodź. r. ]056, był zakonnikiem Kijowo-pieczar- 
skiego monastera, poświęcał siq naukom , oddał szczególniej po- 
tomności przysługę spisaniem dziejów Rusi, umarł 1111. Powieśd 
p. wyprawie Igora (^owo o pólku Igora) jestto piękny poemat nar 
pisany pod koniec wieku XII ówczesnym językiem ludu ruskiego 
zbliżającym się do stylu Nestora i przekładu Biblii. W mało co 
późniejszych latopiscach Nowogrodu W* daje się jue postrzegać 
znaczna różnica dyalektu. Jeśli więc pisarze trzymający się wspól- 
nego wzoru ksiąg sławiańskich , odznaczali się miejscowoj^cią , 
zapewne daleko bardziej musiała różnić się mowa ustna, z wielu 
względów roztrychmonych części narodu. 



— 24 — 

jedynie rozwijać społeczeństwo; naród atoli 
niedał się rozetrzeć w nicość. W miarę krzewie- 
nia się wyobrażeń branych od sąsiadów zacho- 
dnich, nabywał politycznego znaczenia stan ry- 
cerski , bojarowie nakoniec przyszli do takiej 
przewagi, że częstokroć umieli ukracać i karcić 
samowolność kniaziów. 

W ciągu wewnętrznych zamieszek południo- 
wej Rusi , nieraz jako sędziowie albo jako stro- 
ny występowali Węgrzy i Polacy. Królowie wę- 
gierscy starali się nabyć, królowie polscy mieli 
dawno nabyte do niej prawa. W owych czasach, 
kiedy oręż wszystko rozstrzygał , pamiętano je- 
szcze drogi któremi chodzili Bolesławowie : 
Wielki, Śmiały i Krzywousty. Kazićmirz Spra- 
wiedliwy także posunął zwycięztwa za Przemyśl 
i na prawy brzeg Buga, osadził on Romana Mści- 
sławicza na księztwie włodzimiersko- wołyń- 
skiem (1179); wkrótce potem przyszło mu wdać 
się w sprawę o księztwo halickie. 

Dwaj synowie Jarosława książęcia na Hali- 
czu, Włodzimierz i Mścisław, powaśnili się mię- 
dzy sobą. Pierwszy z nich wezwał na pomoc ksią- 
żęcia bełzkiego Wszewołoda, drugi króla pol- 
skiego. Kazimierz wyciągnął z wojskiem pod 
Halicz (1182), zbił Włodzimierza z Wszewoło- 
dem , a Mścisława osadził w Haliczu. Przywro- 



— 25 — 

eony Mścisław na księztwp , oddał z niego hołd 
królowi ; Włodzimierz zaś udał się do Węgier, 
gdzie naówczas panował Bela III. 

We trzy lata potem (1186) bojarowie otruli 
Mścisława i wezwali Włodzimierza z Węgier. 
Bela przytrzymawszy go , wysłał z wojskiem na 
Ruś syna swojego Andrzeja. Tymczasem Ro- 
man książę włodzimićrsko-wołyński , zawsze 
protegowany od Polski , zajął był Halicz. — 
Andrzej siłą wyrugowawszy go z zamku, posta- 
wił garnizon węgierski i sam objął rządy kra- 

Znowu we trzy lata potem (1188) bojarowie 
oburzyli się przeciw królewiczowi węgierskie- 
mu , wygnali go i udali się do Polski o pomoc 
przeciw Węgrom. Szukał też w Polszczę opieki 
praw swoich i Włodzimierz wyzuty przez An- 
drzeja. Kazimierz Sprawiedliwy, posłał wojsko 
pod dowództwem wojewody krakowskiego Mi- 
kołaja herbu Lis, który zwyciężywszy Andrze- 
ja, Włodzimierzowi księzŁwo przywrócił i przy- 
jął od niego przysięgę wierności i posłuszeństwa 
dla króla. 

Gdy Włodzimiei^z umarł (1198) niezostawiw- 
szy potomstwa , panowie polscy składający ra- 

(*) Wlenczaslo Bela III, do innych tytułów swoich przydał ly- 
tul króla Galicy i , albo Halicyi. 



— 26 — 

dę przy małolelnim Leszku Białym, chcieli Ha- 
licz przyłączyć do Polski; ale za wstawieaiem 
się maiki jego Heleny z książąt ruskich, pusz- 
czono lę dzielnicę Romanowi, który niedawno 
z rąk Kazimierza wziął był kstęztwo włodzimier- 
sko-wołyńskie , i za wpływem Polaków j po 
śmierci Mścisława otrutego , trzymał Halicz 
przed nadejściem Węgrów. 

Na początku tedy wieku Xni, znaczna część 
Rusi zachodnio-południowej , nad którą Polska 
rozciągała swoje zwierzchnictwo, a Węgrzy 
chcieli nabyć wpływu, znalazła się w ręku je- 
dnego z potomków linii średniej Jarosława W. 
Różne drobne księztwa w tej stronie , miały 
wprawdzie osobnych władzców ; ale pan Wło- 
dzimierza i Halicza, Roman, czuł swoje przewa- 
gę , przybierał już tytuł króJa Rusi i połączone- 
mi jej siłami powstawszy przeciw Polszczę, po- 
legł w bitwie pod Zawichostem (1205). 

Ledwo rok upłynął, wdowapoRomanie z ma- 
łoletnimi synami Danielem, Wasilem, Micha- 
łem i z córką, musiała uchodzić przed burzli- 
wością bojarów i szukać przytułku u wspania-> 
łom^yślnego Leszka. Leszek posłał Daniela z li- 
stem do Węgier, prosząc Andrzeja żeby również 
jak on zapominając uraz do ojca , dopomógł 
sierocie odzyskać dziedzictwo. — Tymczasem 



— 27 — 

do opuszczonych posiadłości wdziei^ąli się różni 
książęta. Wszewołod ksi^e bcłzki brat Roms^- 
na zabitego pod ZawichosteiD , ^aj^ł Usięztwo 
włodzimierskie; Włodzimierz syn Igora Swiąlo- 
sławowicza, usadowił się w halickiem, a zaraz 
zepcłmął go brat Roman Jgorewicz ; trzeci ich 
brat Swiatosław opanował Przemyśl. — Andrzej 
król węgierski wyrugował Romana (1209); 
w rok niespełnsi musijał ustąpić przed jego bra- 
tem, wygnanym iiiedawno Włodzioii^r^era. 

Udało się też wsrzód tych zamieszek dopaść 
Danielowi puścizny ojcowskiej (1212);.. ale na 
moment tylko. Wydarł mu ją zaraz stryj Mści* 
siaw Niemy, którego wnet strąciwszy jeden bo- 
jar Władysław , sam ogłosił się kniaziem. 

Daniel z matką powtórnie szukał schronieoia 

• 

u Le$zka. Pomoc PoUki nie była do^yć mocna 
przeciw bojarom, książętom i obcym, skończy- 
ło się zatem na układach, które wszystkim 
aitronom interessowanym miały dogodzić. — 
Danielowi dano księziwo włodzimiersko -wo* 
łyńskie, Leszkowi dostał się Przemyśl, bojaro- 
wie haliccy zaś skłonili się przyjąć za króla Wę- 
grzyna. Koloman syn Andrzeja poślubił sobie 
Salomee córkę Leszka i wspólnie z nią był ko- 
ronowany (1214) w Haliczu (*). 

(*) Ocllą<l królowie wcjgiersry, oprócz pr7.ybi'aDego nieUawuo 



— 28 — 

Koloman naraził się Haliczanom zaprowadza- 
jąc w kraju obrządek łaciński , a przeciw nie- 
chętnym dopuszczał się ucisku i niesprawiedli- 
wości. Przyszło do lego że sam Leszek oburzył 
się na zięcia i wezwał Mścisława Mścisławicza , 
żeby dopomógł oswobodzić Halicz od ciemię- 
żcy. 

W owym czasie niezmiernie rozmnożeni po- 
tomkowie Ruryka, j^dni siedzieli na większych 
i mniejszych księztwach, inni zeszli zupełnie do 
raędu bojarów, albo bez stałych siedlisk spra- 
wowali rzemiosło rycerskie, z zaciągiem wojen- 
nym biegając od Nowogrodu do Kijowa. Ich 
oręż rozstrzygał spory książąt, często dawał 
wsparcie miastom i poddanym uciśnionym. Ta- 
kim rycerzem był Mścisław Mścisławicz nie 
wielkie dziedziczący włości koło Smoleńska , a 
dla licznych przewag w boju Chrobrym zwany. 

Skoro odezwał się do niego Leszek , przycią- 
gnął on z pod Nowogrodu do Halicza , nie dla 
osobistych widoków, nie dla zaboru na rzecz 
swoje, ale jedynie żeby pokój Rusi czerwonej, a 



tylułu królów Galicyi , (wedle przekręconej pisowni : Galacyi) 
poczęli jeszcze pisać się królami Ludomeryiy to jest Ladimeryi 
albo Yladimeryi ; chociaż Koloman żadnego prawa nie miał do 
księztwa włodzimierskiego, a wkrótce skończyło się jego panowa- 
nie i nad Haliczem. 



— 29 — 

Danielowi księżtwo halickie przywrócił. Kolo- 
inan zbity dostał się do niewoli ( 1215) i ledwo 
po dwóch leciech na prośby ojca został puszczo- 
ny do Węgier. Mścisław Mscisławicz goszcząc 
cztery lata w tych stronach, usunąłsię od rządów 
( 1219 ) ; lecz Węgrzy jeszcze raz wpadli na Ruś, 
i Halicz z Przemyślem, Trębowlą , Zwinigrodem 
zajęli. (*) Odzyskał to wszystko w krotce Daniel 
(1222), ale znowu z Halicza ustąpić musiał 
(1226) i ledwo po znacznym przeciągu czasu, 
przyszedł ostatecznie do swoich posiadłości 
(1239). (**) 

Panowanie Daniela jest epoką pamiętną w 
dziejach Rusi. On w jedne całość spoił niemal 
wszystkie członki tego krajij , co się przez sto 
lat wsrzód wewnętrznych zamieszek, od ligi 
księztw mających punkt centralny nad Klazmą 
stale oddzielał, a wikłał się z Polską i Węgrami; 
za jego też życia zaszły wypadki, które nadszcze- 
pauy podbój warjagski na wieczne czasy rozła- 
mać miały. Dwie pogańskie potęgi — Tatarzy i 
Litwa — były przeznaczone na dokonanie tego 



(*) Mścisław poślubił był swoje córkę nJodszemu bratu Kolo- 
mana i w posagu wyznaczył dla niej Halicz , ćo dało nowy po- 
chop Węgrom do napaści. 

(**) Od r. 1226 do 123D panował w Haliczu Michał Wszewo- 
tcdowicz książę zwinigrodzki. 



— 30 — 

dzieła. Pierwsza z nich wylewała się jak strasz- 
na powódź od Kaspijskiej morza , druga za la- 
sami zbierała się nakszałt burzy nad Bałtykiem^ 

Tatarzy Mogoły, (*) zgniotłs^ Połowców, 
odnieśli zWycięztwo nad książętami ruskimi , 
którym przywodził i poległ w bitwie u Kałki 
(niedaleko Mariupola leżącego nad Azofski^m 
morźćm) Mścisław-Mścisławicz Chrobry (1224); 
lecz inne sprawy odwróciły Dżengischana do 
Azyi. Dopiero syn jego Oktaj wyprawił znowu 
swego synowca Balego na prawy brzeg Wołgi. 
Baty zniósł naprzód książąt riazańskich, opa- 
nował poi^m Włodzimierz nad Kłazmą( 1238) 
i puslbsząc kraj cały, posunął się kii Nowogro- 
dowi aż do Kozielska. Ruś wschodnia uległa 
Talarom , stała się ich posiadłością hołdowni- 
czą. Baskakowie osadzeni po okręgach .kraju , 
wybierali podatek od głowy ; książęta musieli 
jeździć do hordy złotej , w największym poni- 
żeniuz rąk chanów wyglądać wyrokuśmierci, 
albo łaskawego potwierdzenia władzy niewol- 
niczej nad nieszczęśliwą massa niewolników. 

Litwa od lat kilkudziesiąt już wypadała na 
rabunek do Polski i bogatych slron Rusi półno- 

(*) Część tylko wojska Mogolow składała się z Turko-Talarów 
{KMłbttych przez Dżengis-chana ; lecz wesdo później w powszecłi- 
ny zwyczaj mieszaninę tę jedynie Tatarami nazywać. 



— 31 — 

cn^ ; ale p^ki ogólniejsze zdarzenia owych cza- 
sów nie dojęły jej wewnątrz, niezoała ani panów 
u siebie, ani chęci zaboru ziem obcych. Dopic' 
ro kiedy oręż chrześcijański zajrzał w kryjówki 
plemion nadbałtyckich, ł>andy zbójców lesiiy eh 
zmieniły się W hufce rycerskie, Wajdeloci ka- 
płani siali się wojennymi bardami , wodzowie 
wychodzili da władców kraju i zapragnęli sze- 
rzy<S swe państwa. Kawalerowie Mieczowi zawi- 
tali od ujścia Dzwitay (1204), Krzyżacy posunęli 
się ód Wiśly (1230): wkrótfce oba zakony ros- 
n|c W potęgę, podały sobie dłonie. Z jednej stro- 
ny Pruslacy i Jadzwingi , z drugiej Kuroni i Ło- 
twa, nie mogli oprzeć się okrutnemu apostol- 
stwu zbrojnych mnichów niemieckich. Szcząt- 
ki przerażonych pokoleń szukały przytułku 
w Litwie i Żmudzi. Tu przeiliosła się stolica 
bałwochwalstwa , tu koncenlrował się spi^ęży- 
sty duch pogański, anjezużyu jego siła natę- 
żona dla odporu, przerwała słabszą stronę chrze- 
ścijańskiego obwodu, i wylała się ku południo- 
wi na Ruś. Ryngold i jego synowie (około roku 
1240) rozciągali granice Litwy do źrzódeł Wilii 
i Niemna. 

W tymże czasie Tatarzy wziąwszy i zniszczyw- 
szy Kijów , przeszli przez Ruś czerwoną na Pol- 
skę i Węgry ; lecz po dopełnionych spustoszę- 



— 32 -- 

niach wrócili do pierwiastkowych swoich sta- 
nowisk, skąd ciężyli na Ruś wschodnią i 
roztaczali swe koczowiska po za morzu Czar- 
nem. 

Z dwóch tedy stron moc pogańska ściskała 
Ruś południową, w której książę Halicza Daniel 
rozpościerając swoje przewagę , zagarnął Kijów 
pozbawiony książęcia przez Tatarów , a przemy- 
śli wał nad tdm jakby się od nich zabezpieczyć i 
wewnątrz panowanie ustalić. 

Było to wówczas, kiedy już dwie połowy chrze- 
ściańskiego świata odznaczyły się wyraźnie. Za- 
chód jedną nauką i jedną władzą religijną prze- 
jęty, tchnął tym duchem gorącym , który całą 
ludzkość chciał spoić w kościół Boży na ziemi — 
Wschód w swoich mędrkowaniachpod ciężarem 
władzy temporalnej, jak gałąź odłamująca się od 
żyjącego drzewa , martwiał i tracił siłę organi- 
czną. Społeczeństwo łacińskie, z rycerskiem 
poświęceniem się w Europie i w Azyi gromiąc 
niewiernych , razem z nimi nawracało odszcze- 
pieńcow — greckie w obu tych częściach świa- 
ta ulegało obcej mocy. Pod orężem Krzyżowni- 
ków i Mahometan rozkruszyło się cesarstwo 
carogrodzkie; pod najazdem pogan Ruś uklę- 
kła. Reszta tej krainy sławiańsko-greckiej , bez 
pewnej podslawy dla swojej politycznej udziel- 



— 33 — 

ności, chwiała się jakby zawieszona między 
ptacza j ącemi ją polęgami . 

Odzywał się Daniel do soboru lugduńskiego :. 
że jako książę chrześcijański^chce dać opór poga- 
nom, ma do tego siłę, tylko mu zbywa na powar 
dze; jeśli więc stolica apostolska oblecze go 
dostojnością leżącą w zarzuceniu po Kolomanie, 
z całem swojem państwem przejdzie na łono 
powszechnego kościoła; lecz razem musiał po- 
kornie ujmować Talarów. Na znak uległości od^ 
wiedził hordę , a zjednawszy iż mu baskaków 
nie nasłano, zaraz obrócił się z bronią na zachód, 
i Lublin Polszczę zabrał ( 1245 ). Legat papiezki 
jednak zjechał z Polski do Halicza i namaszczył 
go na króla Rusi (1246). Uroczysta koronacya 
powtórzona została z woli Inocentego lY , w Dro- 
hiczynie chełmskim (1253); ale nie sprawiła 
żadnych skutków. Daniel wiązał się z Litwą na 
Polskę , z Tatarami na Litwę , a kiedy ci poszli 
rabować Polskę ( 1 260 ), żeby okazać się neutral- 
nym, wyjechał do Węgier. Ruś południowa 
trwała w obrządku greckim i w niewyraźnej 
zaległości od Tatarów. Taką Daniel umierając 
następcom zostawił ( 1 266 ). 

Bracia i synowie jego trzymali różne udziały, 
lecz te niemal wszystkie złączył pod swoje wła- 
dzę syn najstarszy Lew. Miał on od ojca księztwa 

3 



— 34 — 

włodwfinii^rsko-wołyńskie i kijowskie, awlPnfce- 
myślu rządy sprawował ; po stryju Wasilu, bra- 
cie rodzonym Komanie^ i krewnym Swarnonie, 
objął Halicz z Trembowlą i Zwinigrodem, Łuck, 
Bełz, Chełm i Drohiczyn. Założywszy gród wa- 
rowny Lwów czyli Lwihorod, przeniósł lu swoje 
mieszkanie i dał początek nowej stolicy ( 1270). 

Przy schyłku wieku Xlii rozdział Rusi staro- 
żytnej był już zupełnie wykończony. 

Kniaziowie ujai*zmieni przez Tatarów odby- 
wali dalej osobny swój zawód : wydzierali jedni 
drugim władzę hołdowniczą i sami w niewoli 
nastawali na wolność cudzą* Ciemiężąc miasta 
północne , na pewny czas skłonili nawet Nowo- 
gród Wielki do płacenia haraczu ( 1258). Stoli- 
ca ich przeniosła się za przyzwoleniem chanów 
z Włodzimi^za nad Klafcmą do Moskwy (1 295). 
Wielkie księztwo moskiewskie ma historyą od- 
dzielną od dziejów obchodzących resztę Europy 
afc do chwili) kiedy przechowany wni^m szczep 
Ruryka wyszedł ze szkoły tatarskiej pokazać 
światu jej naukę. 

Miasta i rzeczypospolite północne uciskane 
przez despotów tatarsko-moskiewskich, znajdo* 
wały pomoc i opiekę w wojownikach rodu litew- 
skiego, którzy trzymali już Wilepsk aż po Wiel- 
kiełuki, a około w Połocku , Pskowie, Nowo- 



— 35 — 

.grodzie, ^noleńakw, stawali jako kniazieau cze- 
le Ql^ro<łu dla jego obrony. 

Co. nie było pod władzą albo wpływeo) Litwy 
i Mogołówy to właśnie składało Ruś południoM^ą, 
Diepodiegłą. Ruś la w stronie zachodniej opie- 
r«J9C $ię o Karpaty, obejmowała dziaiejszą Mot- 
dawiją, w głąb PaUki za Bugiem pomkniętei, 
ogarniała Przemyśl i Lublin; w akronie p^no- 
cnej granica jej z Litwą ciągnęła się od zrzór 
deł Prypeci, wyżej Słucka pod Mobilów toad 
Doiepreo) ; w stronie wschodniej na lewym bnse- 
gu Dniepra^ Czemiechow ze znacznym okręgiem 
jeszcze do niej należał ; w stronie południowej 
zgorzeliska i pustki oznaczały sąsiedztwo dy- 
skrecionalne Tataró\<r. Począwszy od Pereasłja- 
wia za Dnieprem , a od Białejcerkwi przed Daie- 
pi*em, cały kraj aż ku morzu Azofskiemu i Czar- 
nemu, był bez miast i prawie bez miesz^ksuńców. 
Tylko o mil piętnaście niżej Kijowa sterczał ea- 
motny zamek Kaniów^ a jeszcze niżej o mil dzie- 
sięć, wpodobnejże twierdzy drewnianej Czer- 
kassach, siedział baskak. Teraźniejsza guber- 
nija kijowska i większa część podolsk iej, służyły 
za pastwiska trzodom tatarskim. (*) 

(*) Od TaUrow to pozostały nazwiska miejsc , Bakota , Bala- 
klej , Czapraklej , Kuzmień , Kaczyhej , w kraju niżej Jahor- 
lika. 



— 36 — 

Taki slan tych okolic zastał wiek XIV przyno- 
szący i dla nich i dla innych ziem sławiańsko- 
rtiskicfa, na wieczne czasy pamiętne zmiany. 

Lew Danielowicz wielki księże Rusi, umie- 
rając 1301 zostawił dwóch synów i córkę. Syn 
starszy Jerzy panował na Rusi halickiej, młodszy 
Włodzimierz na Włodzimierzu wołyńskim, cór- 
ka Mąrya była wydana za Trojdena książęcia 
mazowieckiego. 

Jerzy z posiadłości swoich zaraz utracił Lu- 
blin przez Polaków odebrany ( 1 302 ) , a scho- 
dząc ze świata (1317 ) zostawił synów Andrzeja 
i Lwa IL Obadwa zakończyli życie w jednym 
czasie ( 1324). Pierwszy z nich nie miał dzieci ; 
syn zaś drugiego Jerzy II , trzy lata tylko żył 
po śmierci ojca i zszedł bezpotomny (1 327). Naj- 
bliższym do sukcessyi po nim był Daniel (*) ksią- 

(•) Następstwo książąt Rusi Czei-wonej i Wołynia ss^ taką 
koleją : 

Andrz<fj 
t i3«4. 

Lew II. )J«r2y". 
t i3»4. ) Ti3»7- 



4A 

o 



s 

e 

o 
a. 

1 

s: 

m 

s 

o 



Daniel 

król Rusi. 

f ii66. 



Lew I. 

k. halicki, 

'wriodzimi^rski 

i kijowski. 

t i3oi. 



Jerzy I. 

+ i3i7. 



Romao. 






Wiodzimierz 
t »3»9- 



Marya 
za Trojdenem 
mazowieckim. 



Buczą 
za Lubartem. 



Bolesfaw 

k. mazowiecki 

i ruski. 

t i34o- 



Wasili, przodek książąt ostrogskich i zaslawskich. f 1369. 
Córka N. < Swarno. 



— 37 — 

że na Ostrogu pochodzący od Wasila brata Da- 
niela króla, lecz ubiegł go krewny po kądzieli 
Bolesław Trojdenowicz książę mazowiecki i o- 
siadłszy na stolicy we Lwowie y zajął państwo 
halickie, które znalazł bardzo uszczuplone. 

W tym czasie gwałtownie wzrastająca potęga 
Litwy szerzyła się już daleko na prawej stronie 
Prypeci. Giedymin zbiwszy Włodzimierza Lwo- 
wicza ksiąźęcia włodzimiersko-wołyńskiego, za- 
brał państwo po poległym w boju i osadził na 
niem swojego syna a jego zięcia Lubarta, które- 
mu także dał Łuck zdobyty tegoż roku' (1319). 
Chełm i Bełz jako dzierżone przez książąt włodzi- 
mierskich znajdowały się w obrębie zdobyczy li- 
tewskich. Następnego lata Giedymin wtargnąw- 
szy w posiadłości książęcia kijowskiego , zabrał 
Owrucz i Żytomir, a po zwycięztwie u i^zeki 
Pierny,(^) nad połączonemi siłami kilku książąt 
zadnieprskich i Tatarów, wszedł do Kijowa. Ile 
było zaludnionego kraju między Dniestrem i 
Dnieprem , wszystek razem z ziemiami Czernie- 
chowa i Pereasławia za Dnieprem , dostał się 
w moc potężnego wojownika, który przez lat 16 
ukrzepiał tu swoje władzę (do r.l336). 

Bolesław mazowiecki będąc zięciem Giedy- 
mina, miał za sobą przewagę Litwy, potrafił 

(*) Pienia, później Irpień. 



— 38 — 

prź^ l^oa użyć wpływu Tatarów i umocował się 
na dziedzictwie potomków Lwa ruskiego. Ale 
dziedzictwo to niezawierało już Chełmu , Wło- 
dzimierza, Bełza, Krzemieńca, a o mil dziesiątek 
niżej Halicza, cięgnęło się równo z Dniestrem 
w coraz smutniejsze sąsieda^wo koczowiik ta« 
tarskich. Pod panowaniem Bolesława, liczne 
rodziny i>oczęły pnsenosić się z Mazows;za na Rua 
i zaludniać ziemie łialickie. Lecz BołeałaW pra- 
gną) także krzewić obrządek łaciński, n&raziłsię 
bojarom i został pi*zez nich otruty (1340). 

Naleificzas Kazimiwz Wielki król {>ołski, ja-^ 
ko kńewny Bolesława mazowieckiego i następca 
królów, któi'zy tylekroó rozciągali swoje prawa 
de łych krain chrobacko^sławiańskich, pośpie- 
sizył pod Lwów z wcgskiem nadwornem i zbroj- 
nymi orszakami panów małopolskich. Rusihi 
P^^yjcl* C^o ^* oporu i przysięgę wierności wy* 
konali. Kraj dla korony polskiej ze stolicą Lwo* 
wem nabylY) tsawierał te zhaktKnitiiee miasta t 
zamki; Przemyśla Sanok, Tustan, LubaczoW> 
Halicz, Trębowlę, w Rusi czerwonej i na Podolu; 
Sel'et^, Soczawę i t. d. w Mołdawii czyli Woło- 
szczyznie(*). Dzisiejsze ^ubernije wołyńska ipo- 

( * ) Lud Wołoski albo Mołdawskł od niejakiego czasu już roz- 
szerzający się z za Dunaju ku północy i wscłiodowi» osiedlał się 
po pustych ziemiach ruskich między Karpatami i l)nicstiXMn. 



— ^9 — 

dolska całe były ^ajęle przez Litwę , a napasto- 
wane przez Tatarów. 

W połowie wieku XIV — temu lal pięćset — 
znikł pod zalewem obcych potęg ostatni szczątek 
Rusi niepodległej , z nim razem tonęło doreszty 
i starożytne nazwisko państwa Jarosława Wiel- 
kiego. Imiona bowiem państw podbitych zacie^ 
rają się na ziemi, jeśli nie masz narodu coby je 
przechował w swojej udzielności , a udzielność 
ta, zwłaszcza między szczepami jednego plemie- 
nia, wtenczas tylko trwać może, kiedy ten na- 
ród był społeczeństwem , mającym w sobie pier- 
wiastek organiczny kształcenia się nadal. 

Odtąd kwestya o ślad bytu Rusi, staje się 
kwestyą o cechę i 30cyalne zmiany narodu ru- 
skiego, odtąd zaczyna się nowa epoka dziejów 
i nowo powstającym rzeczom, niemogą już słu- 
żyć dawne nazwiska. 



VI. 



Ile tylko było Sławiańszczyzny między mo- 
rzem Ballyckiem i Czarnem zgarniętej niegdyś 

Miał on twoich naczelników^ wcjewodów ; ale powinien byl 
podlegad właścicielowi ksi^ztwa halickiego królowi polskiemu. 
Wołoszczyzna przedzielona od Rusi czerwonej Pokuciem, płaciła 
daninę Polszczę spokojnie do r. 1 359 , poźniój wielu wojen była 
powodem. 



7 



— 40 — 

w podbcyj warjagski^ najęły ją teraz rownoległe- 
mi pasmami trzy różne władze : polska, litewska 
i moskiewsko-tatarska. Dwóch skrajnych cha- 
rakter jest wyraźny, środkowej niepewny. 

Królowie polscy namaszczani przez kościół 
Rzymski , mieli missyą wolność polityczną prze- 
lewać w naród. Rozszerzał się coraz dalej koło 
ich tronu krąg życia publicznego. Polska sta- 
wała się co raz wolniejszym społeczeAsłwem. 

Wielcy kniaziowie moskiewscy, potwierdza- 
ni przez^Tatarów, kazali siebie poświęcać ducho- 
wnym, których najwyższa zwierzchność rezydo- 
wała w^Carogrodzie odszczepionym od stolicy 
apostolskiej, cłicieli panować absolutnie, wyzu- 
wali innych książąt z posiadłości, naród i miasta 
ze swobód. Moskwa stawała się coraz despoty- 
czniej szem państwem . 

Tak gdy na jednym brzegu greckim obrząd- 
kiem oznaczonej Sławiańszczyzny, duch Zacho- 
du postawił nogę ; na drugim mocniej wyrażała 
się skrzepłość Wschodu tracącego ducha. Tu 
przeniósł się Metropolita z Kijowa (1325); tu 
schyzmatycka nauka Cerularyusza i jego po- 
przedników, wkrótce zaczęła puszczać bujne 
odrośle. 

Między Polską i Moskwą, Litwa szerayła się 
po obu slronach Dniepra. Spadek lej rzeki ma 



— 41 — 

cóś porywającego gwałtownie. Skoro tylko ja- 
ka siła zaborcza zjawi się w górze jej źrzódeł , 
zaraz musi roztoczyć się aź na płaszczyznach 
Ukrainy i umoczyć stopy w morzu Czarnym. 
Szlakiem Warjagów biegli zdobywcy Litwini , 
Sławiańszczyzna naddnieprska pochłonęła pier- 
wszych, chłonęła idrugich. Włodzimierz Wiel- 
ki na państwie swoj^m położył piętno chrześci- 
jańskie i wycisnął z nićm razem pamiątkę skan- 
dynawskiego imienia Rusinów; Giedymin był 
poganin , i do niczego na wieki nie mógł tu przy- 
kleić nazwiska Litwy. Władza tylko monarsza 
przeszła w ręce jego: spychając dóm Ruryka, 
dómswój osadzał,nad książętami rodu litewskie- 
go i ruskiego panował jako wielki książę Litwy i 
Rusi,a panowanie to przy biecało formę feudalną. 
Ruś tedy pod Litwą nie była ani państwem , ani 
społeczeństwem mającym nadal pewny kieru- 
nek. Z dawnych bogactw odarta pi^zez wewnę- 
trzne wojny i napady tatarskie ; w ciągłych bo- 
jach spustoszona i zdziczała ; z upadkiem Kijo- 
wa pozbawiona odbłysku kultury byzantyń- 
skiej ; przez ciążenie hierarchii duchownej cią- 
gniona do Carogrodu , lecz jeszcze nieoderwana 
od powszechnego kościoła; przez liczne zajścia 
z Polską i Węgrami pobudzona do życia pu- 
blicznego, leczjeszczc traktowana jak dziedzic- 



— 42 — 

iwo panujących y chwiała się nakształt giętkie* 
go sitowia wśrzód wylewu obcej siły, która lat 
pięćdziesiąt rozpierała granice Polski i Moskwy. 

Po Giedyminie najwyższą władzę objął z woU 
ojca Jawnuta, usunęli go dwaj starsi bracia 
Kiejstut i Olgerd, Pierwszy szczególniej czuwał 
nad Litwą, drug^i nad Rusią, i nosił tytuł wiel- 
kiego książęcia. 

Kiedy Kazimierz W. zajął po Bolesławie ma" 
towieckim Ruś czerwoną , i na mocy praw słu- 
żących księztwu halickiemu dopominał się o 
ziemie przyległe opanowane praez Litwę, Jaw- 
nuta jeszcze jako wielki książę, z bracią Kiej- 
stutem i Lubartem, orazzsynowcami JerzymKo- 
ryatowiczem i Jerzym Narymuntowiczeto, przy- 
stąpili do układów ^1340). Stanęła umowa skut- 
kiem której posiadłości obu stronom na latdw^ 
zapewnione, pozostały niewzruszonemi nieco 
dłużej. 

Król polski wynagradzając Ziemowita książę- 
cia mazowieckiego , odzywającego się iakże do 
sukcessyi po Bolesławie bracie rodzonym , wy- 
jednał dla niego księzt wo Bełzkie ; rządy zaś re- 
szty kraju o władanego spokojnie, powierzył bo- 
jarowi Daszkowi, którego starostą przemyślskim 
mianował. 

Książęta litewscy utrzymali się przy swoich 



^ 4^ ^- 

dawniejszych nabytkach na Wołyniu i Podolu , 
ile ten ostatni kraj był oczyszczony z Tatarów* 

Zaraz następnego roku i Polska i Litwa miały 
do czynienia ^swoich djcielnicach. 

Daszko uknowawszy zamiar wyniesienia się 
na udzielnego ksi^żęcia ^ w imię religijnych roz- 
różnień poburzył nienawiść Rusinów ku La- 
chom f zmówił się z Tatarami , i podniósł oręż 
pn5eć<w Polszczę. Horda Taiarów osiadła w Kry- 
mie u Przekopu, odrywając się od wielkiej hor- 
dy kapczackiej szerzyła się po stepach czarno- 
morskich. Wezwana na Ruś czerwoną , dotknę- 
ła świeżym przeciągiem Podole i północńiejsse 
dzierżawy litewskie- 

Wojska {>olskie odniosły zwycięztwo nad 
Daszkiem pod Lublinem. Kazimierz W. x)dzys- 
kane ziemie ruskie urządził jako województwa 
(*); tytułował się ich dziedzicem (**). Naród 
wcłiodzący pod jego berło i nabywał praw poli- 

(*) Na liście od książąt ruskich danym Luderowi mistrzowi 
krzyżackiemu w r* 1 346 z zape\viiieaieln pokojA » podpisali si^ 
ta ś^H^adkpw : Urjcko Kosiaczowitz wojewoda prtemyiltki i fio- 
rysko Krakuła wojewoda lwowski. Zapewne z razu te ziemie były 
osobnemi województwami , albo może dowódzcy rycei^twa ka« 
i^ ńemi brali lytu! Wdjeirody, paUHmu. 

{^*) Pod r, 1 346 9 widzieć si^ juź daje następny wypis tytułów 
Kazimierza W. Nos Casimirus Rex Polonia: , nee non terrarum 
SandomiricB, Siradim ^ Lanciciw , Cuiavi(e , Pomerania: y Rusią:- 
ąue domintis et heeres. 



— 44 — 

litycznych narodu polskiego. Bojarowie przy- 
puszczani byli do tych samych przywilejów ja- 
kie służyły panom i rycerstwu w Polszczę, mia- 
sta otrzymywały prawa miast polskich. Stara- 
niem rządnego króla na miejscu drewnianych 
stawały zamki murowane we Lwowie, Haliczu, 
Trębowli, Lubaczowie, Tustanie. Nadto Lwów, 
Sanok , Krosno , Przemyśl , opasywano wałami 
kamiennemi dla zasłony od Tatarów. W zie- 
miach pustych rozdanych szlachcie krzewiły 
się osady ludu polskiego. Ruś czerwona stawa- 
ła się i krainą i społecznością ściśle połączoną 
z Polską. 

Olgerd zebrawszy znaczne wojska książąt li- 
tewskich i ruskich , z czterma synowcami swe- 
mi : Alexandrem, Konstantym, Jerzym i Teodo- 
rem , synami Koryata, wyprawił się na Talarów 
przekopskich. Powalnem zwycięztwie u Sinej 
wody (1341) pociągnął na Podole i kraj ten zu- 
pełnie od tatarskich koczowisk oswobodzony, 
oddał w rządy Koryatowiczom. Oni to dopiero 
poczęli na zgliszczach podnosić miasteczka i 
grody, w obronnych miejscach stawiać zamki, 
po polach krzewić osady rolnicze. Im początek 
albo odbudowanie winny, Kamieniec, Smo- 
trycz, Bakota, Bracław, Winnica, Międzyboż, 
Chmielnik , Sokolec, Zwinigrod i t,d. Długo tu 



— 45 — 

na opustoszałej ziemi wiatr wywiewał wspomnie- 
nia dawnej Rusi ; potęga Litwy jednak z nowćm 
życiem nie położyła na niej swojego nazwiska , 
bo dawna wiara i mowa Rusinów, opanowała 
nowycłi panów i przybyszów litewskich. 

Granica oddzielająca Polskę od posiadłości 
ksią^t litewskich na Rusi , lat ośm trwała nie- 
naruszona. Nareszcie Kazimierz postanowił o- 
debrać ziemie które należały niegdyś do księz- 
twa halickiego; wkroczył więc z wojskiem 
(1 349) i Chełm , Włodzimierz , Krzemieniec za- 
jął, a Łuck pod warunkiem hołdowania koro- 
nie polskiej , Lubartowi zostawił. Zaledwo atoli 
rok upłynął, Olgerd przywiódłszy z sobą Tata- 
rów, ze wszystkich tych miast załogi polskie 
wyrugował i zagony na rabunek aż pod Sando- 
mierz rozpuszczał (1350). Dotknięty t^m Kazi- 
miera, wezwał na pomoc swego siostrzeńca kró- 
la węgierskiego Ludwika, naznaczonego już 
wtenczas na tron polski. Ludwik przyprowa- 
dził nieco Węgrów, któray wspólnie z Polaka- 
mi pociągnęli zaraz na Wołyń. Po bitwie pamię- 
tnej wzięciem do niewoli Kiejstuta, zamek 
Włodzimierz był opanowany ; ale Kiejstut, um- 
knął z pod straży^ Litwa zamek włodzimierski 
odebrała i znowu pustoszyła kraj od Halicza aż 
do Zawichostu (1351). Wojna trwała ciągle. 



— 46 — 

Książęta litewscy preymusili Ziemowira ustępić 
z księztwa bełzkiego; król polski niemogąc go 
zaraz do posiadłości przywrócić, dał mu powiat 
Zapilcze nad Pilicą (1366). Dopiero w lat dzie- 
siątek później Kazimierz zebrawszy znaczne siły 
wyrtiszył ku Wołyniowi. Jerzy Narymuntowicz 
przez układy wyjednał spokojną dzierżawę pra- 
wem lennem Bełza , a nawet i Chełm ivnet zaję- 
ty przez Polaków, pod tymże warunkiem otrzy- 
mał. Lubart niezdołał ubłagać króla. Włodzi- 
mierz i Łuck osadzone garnizonami polskiemi 
dostały się Alexandrowi Koryatowiczowi (1 366). 
Na tern zawisły rzeczy aż do śmierci Kazimierza 
W. (1370) 

Gdy pod tę porę Alexander Koryatowicz znaj- 
dował się w Krakowie, Kiejstut i Łubart wpadł- 
szy na Wołyń, Łuck i Włodzimierz opanowali* 
Następca po Kazimierzu , król Ludwik , zaprzą- 
tniony rozruchami na Wołoszczyźnie^ przesiady- 
wał w Węgrzech , rządy w koronie matce swo- 
jej Blźtbiecie, a w Rusi polskiej Władysławowi 
ł^siąięciu na Opolu powierzywszy. Częste je- 
dnak łupieże od Litwinów doświadczane, zmu- 
siły go wziąść się przeciw nim do oręża. Wy- 
prawa W8p(dna wojsk węgierskich i polskich 
skończyła się na t^m , że po zabraniu mocą zam- 
ków kilkunastu na lewym brzegu Buiga , znowu 



— 47 — 

pt*ze% układy Bełz i Chełm przy Litwie pozostał 
(1877). Ale Ludwik odjeżdżając do Węgier 
miał sposobność przypatrzyć się żyznym i pię* 
knym krainom ruskim. Powiadają pisarze nasi, 
iź widok ten obudził chciwość w królu cudzo- 
ziemcu. Przyszły mu na pamięć zdarzenia w 
końcu wieku XII i na początku XIII przeminio-^ 
ne: pokusa szepnęła mu do ucha tytuły króla 
Galicyi i Ludomeryi ^ zapisane na jego dziedzi-^ 
cznej koronie , przemknęły mu się przed oczy- 
ma cienie Andrzeja i Kolomana królewiców wę- 
giei^skićh, panujących niegdyś w Haliczu; za- 
mierzył sobie oderwać Ruś od Polski, a przyłą- 
czyć do Węgier. Wynikły ztąd dziwne układy 
między dwoma panami o zamianę rzeczy, do 
których oba nie mieli prawa. Władysław ksią- 
żę opolski chwilowy rządżca Rusi , zr^kł się 
jej na własność Ludwikowi ; Ludwik przybra- 
ny król w Polszczę, wynagrodził Władysława 
darowizną na wieczność ziemi Dobrzyńskiej i 
Kujawskiej. Wojska węgierskie sprowadzone 
przeciw Litwie na korzyść folskł, użyte teraz 
zostały przeciw niej samej na korzyść Węgier* 
Załogi węgierskie zajęły, Lwów, Przemyśl, Ha- 
licz, Sniatyń, Jarosław, Olesko, Łopatyń, Trę- 
bowlę i Kamieniec. Że zaś razem z Rusią czer- 
woną zagrabione zamki podolskie, były w ów- 



— 48 — 

czas w posiadłości Teodora Koryatowicza , Lu- 
dwik uspokoił go dziedzictwem dóbr Mongaczu 
w Węgrzecłi. . 

Z dawnych wspomnień i z praw świeżo naby- 
tych chciała Polska sięgać tak daleko w głąb 
Rusi, jak daleko zachodził niegdyś oręż Bole- 
sławów, jak później rozciągało się państwo har 
lickie. Ale Bolesław mazowiecki ledwo już tyl- 
ko cząstkę tego państwa posiadał, a następca 
po nim Kazimierz W., mało swój nabytek roz- 
szerzyć zdołał. Kowel , Łuck i Krzemieniec na 
Wołyniu , Trębowla i Zwinigrod (*) w Podolu, 
były ostatniemi punktami jego zdobyczy. Rzeki 
Turza, Styr, Hniezna, Seret i Dniestr, częścia- 
mi swych koryt oddzielały niby posiadłości pol- 
skie od litewskich. Jednak głęboko w tym za- 
kresie Litwa trzymała ciągle Chełm , Bełz, Zwi- 
nigrod a nawet i Trębowlę. Warunków hołdo- 
wnictwa królowi polskiemu , nie zawsze docho- 
wywali książęta litewscy. Nakoniec wszystko 
co w tych stronach należało do Polski , zabrał 
kto inny. Taki był stan rzeczy, kiedy po śmierci 
Ludwika (1382) Polacy włożyli koronę Pia- 
stów na głowę Jadwigi i odpychając pretenden- 

(*) Zwinigrod ten leźal nad Dnieslrem między ujściami Seretu 
i Zbiniczy. Inny jest Zwinigrod ukraiński nad rzek^ Gni!y-Ty • 
kicz. 



— 49 — 

tów niemieckich, patrzyli w około gdzieby 
znaleść męża , coby mógł podnieść szczerbiec 
Chrobrego spoczywający u stop młodej kró- 
lowej . 

W ciągu tego spychania się Polaków, Wę- 
grów i Litwinów przez lat kilkanaście na zacho- 
dnim brzegu Rusi, ramie Olgerda zagarniało 
jej północ , wschód i południe. Umocował on 
swoje zwierzchność w Pskowie i Nowogrodzie 
(1346^ 1349); bijąc Tatarów osłabionych we- 
wnętrznemi rozterkami, złupił Krym i hordę 
przekopską tak zhołdował, że odtąd długi czas 
książęta litewscy stanowili wniej chanów(1363); 
gromiąc albo rozsądzając książąt moskiewskich, 
trzykroć szturmował ich stolicę (1368, 1370, 
1372). Państwo jego rozciągnięte od Bałtyckie- 
go do Czarnego morza, w jednej stronie szeroko 
leżało za Dzwiną i Dnieprem, w drugiej rozpie- 
rało się koło Buga i Dniestra. Takie zostawił 
Jagielle (1381). 

Za Jagiełły granice zachodnie znowu posunęły 
się ku Polszczę. Zaraz po zgonie króla Ludwi- 
ka, książęta litewscy poczęli mocą, podstępem, 
albo układami wydobywać zamki ruskie z rąk 
rządzców węgierskich. Lubart książę Łucki, 
kupił od nich za pieniądze, Kamieniec na Podo- 
lu, Sniatyń w ziemi halickiej , a Olesko, Łopa- 

4 



— 50 — 

tyn, HoradJo i Grabowiec w bełź^kiej ; później 
zaś i Przemyśl opanował* 

Tak ledy między aarodea> polskim, który 
wnosił za San i Bug życie swoje społeczne roz- 
wijające się dzielnie, a państwem Rury ków mos- 
kiewskich umacniających władzę despotyczną 
pod Tatarami > Ruśc stratowaną nogami tylu^zdo- 
by wców, sama przez $ię^ już bezwładna, nako- 
nięc całkieiĘi niemal uj^ęta w więzy zaborczej Li- 
twy, biegła z nią razem do niewiadomego kre- 
su. Rzecz była pewna , źe mocarze litewscy la- 
da moment musieli przyjąć namaszczenie chrze- 
ścijańskie ; ale ważyła się kwestya niezmiernie 
\Vielka dla Słowiańszczyzny i dla Europy, gdzie 
się z ogromem swoich poddanych przechylą. 
Wpatrując się w, s^reg zdarzeń tui następują- 
cych po tej chwili uroczystej , ledwie można o- 
depchnąć pewien rodzaj mi^owoln^ trwogi o 
^os wątpliwy w ówczas wielu ludów , wielu ich 
pokoleń. Któż wie czyliby za lat kilkanaście ja- 
ki Witołd, za lat kilkadziesiąt jaki Iwan, zcząp- 
ką carąką nie zasiadł na całyn^ tronie Jarosława 
W. ? Któż wie gdzieby się zatrzymało wdzierst- 
woNiemcó\y, gdyby naprzykłąd, ta ich moc 
co się wytężyła pod Grunwaldem , nie znalazła 
przeciw sobie równie potężnego związku? Opa- 
trzność oddaj ąc berło narodu polskiego Jagielle^ 



— ^i — 

wszystko roztrzygnęła^ezęśliwie. Nigdy w Eu- 
ropie nie zaszła potężniejsza rewolucya bez krwi 
rozlewu. Żeby to błogosławione dzieło dojrzało 
zupełnie y trzeba by ło jieszeze- lat prawie dwóćh-^ 
set; ale schodż%Gy wiek XI¥) widztlsil: ju£^ w tej 
siroBie zarys nie^miemej zmiany. Ka pNokruszor 
nej pbsadzie warjagskiegd podJ>oju ^ gd^ile mer 
^ys jak m^ła rozwlekało się spokojnie tchnie^ 
nie bizantyńskie ,/ gdzie później wylewy pogad 
od Kaspijskiego i BaltyekiegO' morza spierały 
się wstecznym pędeni^ tera!z; były zatknięto Awh 
główne chorągwie. Polska' pod cywiiiaąeyjiie 
znamię Rzyihu garnęła Ruś i Lit^ę ,< Moskwa 
otrząsając się z Tatarów podnosiłlaL godło GaDb^ 
grodu» Duch Zachodu' walczył' ż razfił u Sanu i 
Buga y cię0ko< potem woiskałsię nad bi^ssegi Dnie*- 
sira, nagle ofcworzyfo m«» się: póle ażza Bniet 
prem. Obie strony pnsracKac^eiie skoncentrpwHĆ 
w SławiańsBCzyznie pol«mość walcz^ok wionie 
chrześcijaństwa , przybierała- coraz' laocaiejsiy 
charakter. Religijna- i za nią polityczna ich ró* 
żnica 9 wykańczała się szybko w następnym peu 
nodzie dnejów, który na pilną za^uguje u-« 
wagę. 



— 62 — 
VIL 

Naprzód co do Polski. 

Cały ciąg historyi naszej od czasu koronacyi 
Jagiełły (1386), upoważnił wypadek ten uważać 
za epokę zawiązania się w nierozdzielne ciało 
trzech narodów sąsiednich , z których ruski nie 
miał niepodległego swego państwa. Litwa zchlu* 
bą może powiedzieć że w owej chwili poczęła 
dobrowolnie zrzekać się swojej przyszłości od- 
dzielnej ; Ruś tern bardziej nie powinna sięgać 
pamięcią za ten kres po jakiekolwiek prawa 
osobnego bytu. Odtąd nazwiska Litwy i Rusi 
skazane zostały prędzej czy później stać się pro- 
wincyonalnemi w Polszczę ; bo narody litewski 
i ruski miały stopniami przejść zupełnie w spo- 
łeczeństwo polskie , jednakich swobód używa- 
jąc, jednako myśleć i na koniec kiedyś jednako 
mówić. Nie masz pośredniego stanu kombina- 
cyi w zlewaniu się ludów pod wpływem cywili- 
zacyjnego ducha; tylko z klubów siły materyal- 
nej mogą one wymykać się niezmienione we- 
wnątrz , i jeśli wystarcza im na to , prząść dalej 
osnowę własnej narodowości. Litwa i Ruś ocóż- 
by dzisiaj zaczepiły laki wątek ? Historya ich 
od czasu zaślubin Jagiełły z Jadwigą, jest pro- 
cessem ciągłego nasycania się siłą organiczną 



~ 53 — 

Polski. Odjąć lo co Polska w nie wlała — cóż 
zostanie? 

Połączenie w jednej osobie władcy króla pol- 
skiego i wielkiego książęcia litewsko-ruskiego , 
było wszakże zrazu bardzo cieńki^m ogniwem i 
i nie zdołałoby utrwalić związku, bez istotniej- 
szych spójni. Polska i Litwa jako państwa mia- 
ły nawet niełatwy do ugodzenia spór o granice. 
Polacy razem z koroną przygotowali dla przy- 
szłego króla warunek, żeby odpadłe posiadłości 
im przywrócił. Jagiełło przyrzekł to uczynić; 
obowiązany był zatem tyle ziem ruskich odłą- 
czyć od Litwy ile ich Polszczę należało. Pierw- 
sze jego urządzenia w tych stronach zdają się 
bydź skutkiem równie praw dziedzicznych jak 
królewskich. Księzlwo bełżskie z zamkami Sze- 
wołoczem, Grabowcem, Horodłem it. d., puś- 
cił książętom mazowieckim na Płocku (1 386) (*). 
Rozterki sprawione przez Witolda , zwróciły 
jego troskliwość ku Litwie. Wtenczas królowa 
wyręczając męża, zajęła się Rusią. Wezwawszy 
rycerstwo polskie do broni , wyprawiła się na 
Ruś czerwoną i wszystkie załogi węgierskie wy^ 

{*) Stało 81^ to pi*zed zaślubieniem Jadwigi. Jagiełło wydająo 
siostrę 6WOJ42 za Ziemowita ks. mazow. Bełz z przyłegłościami 
przeznaczył jej w posagu , co jest dowodem źe Lilwa w ówczas 
je97xze posiadała kraje na lewej stronie Buga. 



~ 54 — 

jk^d^iła t togo jf;rAJu, tkt^y na dwi powiaty : 
przemyślski i przeworski podzielony, a ogarnia- 
jący juź i Trct>OiW/lę , wszedł podzarscd staros- 
tów tiasnaaezonych ,od korony (1390) (*). Przyle- 
głe tyniiakoHcofai Podole podejmie jak Wołyń , 
nie mogło jeszcze bydz wydobyte z pod iateres- 
su ksiąźę^iego. X>dzyskał naprzód &woje posia- 
dłości Teodor Koryatowicz przez króła Ludwika 
do Węgier przeniesiony (**); musiał wkrótce Ja- 
giełło dać je Witoldowi. Wilołd mocą ragował 
Teodora i w bitwie pojmanego więził , (1 S94) a 
bratu króla Korybutowi, któremu pier^ejOser- 
nicłió^ i Siewierz odebrał , wydzielał ziemie 
z Samkami na Podolu i Wołyniu (***). Ledwie po 
niiej a kim czasie Jadwiga wymogła na Jagielle , 
że przez u;klady z Wkołdem , K^amieniee , Smo- 

• (•) Od i". 1 890 AoV, H 7 2 , lo jest od wygnania Wągrów praez 
•T^ftwig^fi do pierwszego rozbioru knjił» iaden z po8ią4aczó^ 
korony węffierskićj nieąi^l w«t^pu do Rusi. W wielu ti^aktatach 
była jeszcze wzmianka o tej pretensyi Wągier. Ale od r. 1453 sta- 
r^, ki^ólowie węgierscy dc^^li królcoi polskini tytuł panów Rusi; 
ffĘtedwme zaś królo>^ poboy nigdy wągi^iskim nie przyzpa^«U 
Halicza i Włodzimierza. (Lojko y str. 28 1 .) 

(**) Teodor ten jest innym od Teodora brata Alexandra Kon- 
stantego i Jerzego Koriatowiczów. W rewersie danym Jagielle 
}>I94 , piatf sią on kstąft^cn Pedela i pinem Blonjg^acitt. 

Ą***) K«'ybat doBtii zamki & Bntckw, Wibinicą , Sok«l i Krsce- 
mieniec^ a sam zdbź^l Zbaraż i Wisniowi^c, skąd poszły dwa 
domy Korybiitów Zbaratkioh i Wiśnio wicckich. 



— 55 — 

irycz, Skala i Czerwońogród, z rąk jego wy szły; 
lecz dostały się w zastaw wojewodzie krakow- 
skiemu Spytkowi z Melsztyna ^ za pożyczoną i^a 
ich wykup summę (1396). Dopiero »iowu po za- 
mianie z nim uczynionej na włości w Szląsku , 
król tą czystkę kraju otrzymał i powierzył bratu 
swemu Świdry gaj le> który z namiestnictego 
rządcy chciał stać się właścicielem. Wśrzód za- 
wichrzeń przezeń sprawionych , zdarzyło się na 
moment że Jagiełło całe Podole przyłączył był 
do królestwa i jeneralnego starostę posadził 
(1406). Atoli nietrwało to długo. Król w ostat- 
nim roku swego życia musiał jeszcze zamki po* 
dbłskie i wołyńskie mocą od Swłdrygajły odbie- 
rać i bydi świadkiem zawziętych bojów (1433), 
nim część przynajmniej Podoła jako własność 
korony pozostała spokojnie lenneiti prawem w 
ręku|Odrowążów i Buczackich. 

Przyłączenie bowiem jakiej ziemi nie mogło 
rzeczywiście nastąpić bez wzięcia jej mieszkań- 
ców pOd opiekę wspólnego porządku publiczne- 
go , a do tego trzeba było naprzód złaihać krę- 
pujące ich jarzmo feudalne. 

Obstawy w Horodle (1413) uczyniły krok na 
tej drodze : zaręczyły swobody szlachty polskiej 
dla podobnego stanu w Łilwie i Rusi ; a co szla- 
chta polska zyskiwała ubezpieczeń na sejmie w 



— 56 — 

Czerwieńsku (1422) co Jagiełło nadawał i po- 
twierdzał dla niej w Jedlnie (1430), to miało słu- 
żyć i szlachcie litewskiej i ruskiej. Ale uchwa- 
ły i przywileja w skulek żyjących już faktów 
pisane w Polszczę, były jeszcze literą martwą w 
Litwie i Rusi. Reformy bowiem społeczne nie 
robią się na pargaminie lub papierze ; lecz mu- 
szą dokonać się pierwej w pojęciach i wyobra- 
żeniach narodu ; a do tego trzeba było przede 
wszystliićm, żeby naród litewski niedawno po- 
gański, i naród ruski greckiej wiary, zjedno- 
czył się z narodem polskim w głównym punkcie 
jego moralnej organizacyi — w ognisku z któ- 
rego rozświetlało się jego społeczeństwo chrześ- 
cijańskie. Dla tegoż padania w Horodle służyły 
tylko szlachcie obrządku łacińskiego. 

W Litwie właściwej, czyste ziarno religii 
rzucone na grunt świeży, wschodziło bujnie ; 
w Rusi polskiej i litewskiej , starożytny zasiew 
trudniej mógł wyjrzeć z chwastów i cierni. Wy- 
znanie kościoła powszechnego krzewiło się 
wprawdzie zwolna i tutaj « Jeszcze Kazimier? W. 
założył był biskupstwo lwowskie (1361), Ludwik 
postarawsz,y się o podwyższenie na arcy biskup- 
stwo, przeniósł je do Halicza (1378); katedrę 
biskupią zaś fundował w Kamieńcu (1362). Za 
Jagiełły stolica arcybiskupia wróciła z Halicza 



— 57 — 

do Lwowa (1412), a powstały nowe biskupstwa / 
w Chełmie i K ijowie. Obrządek jednak łaciński/ 
zdawał się tylko niemiłym przychodniem wśrz<>a 
greckiego : rozdział w wierze wymagał ogólniej- 
szego węzła. J 

Pod tę porę też kościół powszechny zajmo- 
wał się czynnie, nawróceniem szarpiących go od- 
szczepieństw. l^aleologowie dociskani przez Ot- 
tomanów, szukalipomocydlaĆarogrodu wRzy- . 
mie : [powolność ich zapewniała skuteczność 
pracy soborów odbywanych ciągiem w Bazylei 
i Ferrarze. 

Wpływ zdarzeń zachodzących u góry, rozle- 
wał się pomyślnie w państwie jagiellońskiem. 
Przy koronacyi Władysława III (1434), uchwa- 
ły horodelskie i następne po nich, zostały już 
stwierdzone z dodatkiem , że i unici będą po- 
równani w swobodach złacinnikami. Część Ru- 
si czerwonej objęła niegdyś przez Kazimierza W. 
bezpośrednio, a od czasu wygnania Węgrów 
sprawowana przez starostów , weszła w poczet 
województw polskich. Podole i Wołyń codo 
form zewnętrznego porządku zawisły jeszcze na 
dawnym stopniu ; ale wewnątrz doświadczyły 
w krotce zasadniczej przemiany. 

Sobór rozpoczęty w Ferrarze a dokonany w 
Florencyi ogłosił na koniec uniją kościołów ła- 



~ 58 — 

cińskiego i greckiego (1439). Grecy nie w^yscy 
i nie na długo przystąpili do niej, za ich przykła- 
dem szła Moskwa ; lecz Izydor metropolita ca- 
łej staiw.ytnej Riisi, czyli jak go tytułowano 
Sarmacyi , szczerze przyjął wyroki synodyalne i 
wszystkie ziemie ruskie w litewskich albo pol- 
skich granicach objęte , pociągnął za sobą. 

Zjednoczeme w duchu zrównało grunt społe- 
czny narodów tnających zlać się w jedno ciało 
polityczne. 

Interes atoli książąt i możnych , długo J6sżcze 
stał na zawadzie. Przewidując upadek swoich 
praw seniorałnyćh , nie radzi oni byli związkom 
Litwy z Polską i starali się je rc*ry wać , a dra- 
żliwych powodów do tego niebrakowało. Kazi- 
mierz Jagiellończyk wprzód wyniesiony na wiel- 
kiego książęcia niżeli obrany królem , przysiągł 
pierwej Litwinom , że ich granic liie umniejszy, 
musiał póiniej przysiądz Polakom , że zawsze 
żądane od nich południowe ziemie ruskie do kró- 
lestwa przyłączy. Obu stron domagania się w tej 
nlierze, sławiły go nie raz w trudndm położimiu 
i nieraz zapalał się spór groźny. Lecz mimo wste- 
czne widoki główwynioslejszych, massy zbliżo- 
nych narodów spajały się coraz ściślej. Liczne ob- 
sady z Mazowsza i Małej Polski przenosiły się na 
Lilwę i Ruś; prócz tego przez wielorakie wza- 



— 59 -* 

jeśme-^osunki, z obyczajeaa (dwmtą i językiem, 
upowszechniały się w tych krajach polskie wy- 
obrażenia wolności i obywatelstwa. Obok szyb- 
kopońinaianych swobód szlachty polskiej , uie 
Hiógł dawny porządek utrzymać się w siemiach 
sęsiednich, klóryiti Jeden motiaipcha panował , 
jedna ^j wyższa władza duchowna była współ- 
Hę. Zycie .moralne Polski ogarniało jak płomie 
przyległą budt^wę feudalną, jej warjagskie i 
litewskie ściany i^usiały runą<5. 

Tymczasem postrcmne wypadki zmieniały bar- 
dzo- mianowicie na południu położenie pamt w a 
Jagiełłońskiego. Turcy zdpbywsay Carogrod 
(1 453) w krotce poczęli ogarniać pohrzeża morza 
ezamego, zabrali Kaffg w Krymie (1475), Kiliją 
i Białygrod w Wołoszczyźnie (1484). Handel 
zboźbwy, który dotąd wzbogacał żyzne pix)win* 
eyie południowe ustał zupełnie. Tatarzy przeŁóp- 
scy poddalisię Turkom, przestali Litwie hołdo- 
wać itdm śmielej plondrowali Podoie, Ruś czer- 
woną i Wołyń. 

W ciągu ty<;h wydarzai umarzały się nieziia- 
cznie rozterki domowe dwóch paifelw skojatzx> 
nych i różne c^ści Litwy wschódriły na stopę 
ogólnego porządku Polski. 

Ponieważ gasła linija książąt mazowieckich 
dzierżących księztwo bełzkie, Kazimierz Jagieł- 



— 60 — 

lończyk księztwo lo do korony przyłączył i 
w województwo zamienił (1462). 

Kamieniec z całym powiatem, który był w za- 
stawie u Teodora Buczackiego, został wykupio- 
ny na rzecz państwa (1463). Starostwa : Lwow- 
skie, Zydaczewskie i Gliniańskie, podobnymże 
trybem wyszły z rąk Jana Odrowąża (1466); a 
gdy skarb publiczny nie dość miał zasobów, Po- 
dołanie, Lwowianie i Hałicząnie, ofiarowali na 
to dobrowolnie wołu z każdego domu. 

Wkrótce potem król Kazimierz, przeniósłszy 
krewnych swoich książąt Olelkowiczów z Kijo- 
wa do Słucka, księztwo kijowskie także w wo- 
jewództwo obrócił (1470). 

Za tego króla ustalił się w Polszczę sposób re- 
prezentacii i sejmowania; w Litwie wyraźniej o- 
kreślała się powaga senatu, nie tylko z książąt 
dziedzicznych ale i z wyższych urzędników zło- 
żonego. Szlachta polska szybkim krokiem zbli- 
żała się do gminowładztwa ; szlachta litewska i 
ruska przywilejem ziemskim (1457) miała sobie 
potwierdzone wszystkie swobody przez poprzed- 
nich panujących nadane. 

Pod Janem Albertem uchwały sejmu piotr- 
kowskiego (1496) rozszerzając w Polszczę pre- 
rogatywy szlachty ścieśniły już władzę króla i 
senatu, a przyciężyły stanom niższym. Litwa i 



— 61 — 

i nią Ruś w wewnętrznym swoim składzie zna- 
cznie uporządkowane na wzór Polski , uczuły 
tćm większą skłonność do ściślejszego z nią 
wspólnictwa. Uniją Jagiełłowską ponowiono 
w Wilnie (1499). 

Krótkie panowanie Alexandra poczynające 
się z wiekiem XVI, zdaje się bydź jakby pro- 
grammatem dziejów naszych w tern najświet- 
niejszym ich stuleciu. Zjednoczenie narodów 
berłu Jagiellońskiemu podległych, wybujałość 
demokracyi szlacheckiej, schyzma, mianowicie 
grecka , to wszystko znalazło tu mniej więcej 
treściwą zapowiedź. 

Zaraz po zgonie Jana Alberta, Polacy i Litwi- 
ni przyrzekli sobie wzajemnie, że nadal zawsze 
król polski i wielki książę litewski, w jednej bę« 
dą osobie. — Prawodawcze uchwały na sejmach 
w Piotrkowie (1503,1604) i w Radomiu (1506) 
pi^zepisując, że król bez wiedzy sejmu dobrami 
królewskiemi szafować, ani nic bez nowego 
wspólnej zgody posłów i senatu postanowić nie 
może, przeważyły władzę z tronu na repreżenta- 
cyąnarodu.NakoniecAlexander skłoniony proś- 
bami żony swojej Heleny Iwanowny moskiew- 
skiej, dał w Litwie opiekę jej religijnemu wyzna- 
niu , potwierdził dla duchowieństwa greckiego 
kanony Jarosława W. (1505). 



— 62 — 

ZygmiiinŁ I , rządny gospodarz , ctiolKwy ozfo^ 
wickjdobry pan, ale sd^ł^nn iej s^y dbpółity cz»iyoh 
obrotów niż do' orężnych* czynów, wstępując na 
tron w chwili, kiedy Polska nigdy mc^ bar- 
dziej nie potrzebowała króla rycerza, zastał ze^ 
wmątrz i wewnątrz państw swoich ogromnie już 
nagromadzone materyały tych szczęśliwych i 
zgubnych wypadków, które pod nim społem za- 
kwitnąć, pod jego synem wydać owoce, a póź- 
niej upajającą słodyczą i jadowitą trucizną oj- 
czyznę naezę zalać miały. 

Południowe ziemie ruskie po obu stronach 
Dniepra w granicach Litwy zawarte, przedsta- 
wiały w owym czasie godzien zastanowienia się 
obraz. 

Byłto odwieczny plac bojów, przed niewielu 
laty gęściej nieco pokryty ludnością rolniczą , i 
znowu burzony srodze przez napastników wymy- 
kających się z pod skrzydeł ottomaibkiej potę- 
gi , jak chmura od morza dzarliego wychylonej 
nadom Jagiełłów, z którego wielki rycerz^cbrzć- 
ścijański leżał pod Warną. Wsrzód wynio^ch 
mogił, co wskazywały drogę kędy w głąb Euro- 
py przeszły niegdyś z nazwiska i dziejów ni^uia-c 
ne narody; wśrzód wałów sypanych Bóg wie 
kiedy i przeciw jakim napadom ; wśrzód kurha* 
nów nareszcie , pod kióremi pruchniały koście 



— 63 — 

Warjagów, Połowców, Mogołów, LHwinów, 
Węgrów, Polaków, Wołochów, miał je^zca^ 
Talarzyn upatrzone szlaki i naksziałl szarańczy 
ae stepów nadmorskich spadał. Winęł się jedea 
takf trakt od Oczakowa przez srzodek Podola, 
szedł drugi prawym brzegiem wstecz Dniepra 
po płaszczyznach kijowskich na Wołyń, wybie- 
gał trzeci z Wołoszczyzny w serce Rusi czerwo- 
nej : wszystkie stykały się u Lwowa. Często star 
da ptastwa z wi^zaskiem leeące od połudma^ 
przynosiły złowieszczą wróżbę i zaraz dawały 
się się widzieć łuny pożarów ]»ad posadą wsi i 
• folwarków; hordy barbarzyńskie roztoczonym 
półkolem ogarniały prędzej mieszkańców i ich 
dobytek , nim z rzadkich grodów i zamków ja^ 
kakolwiek obrona wystąpić mogła. Drapieżna 
dziic^ nagła w napadzie, skorsza jeszcze w ueieeis-T 
ce, zagarnąwszy wszystkę młodzież płci obojcg', 
uprowadzałia ją razem z trzodami bydła, zosla- 
wując za sobą tylko trupy starców, s^orzeliska 
i pustki. Jednak po tylu różnej krwi. powor 
dmch> po tyla własnej utratach , ludaośójak 
trawa podnosiła się z ziemi i jak ta ziemia 
zawsze była sławiańska« W zakątach nawet, 
gdzie szczątki' rozmaitych plemion, na stronie 
od bystrego potoku zdarzeń ciągle szumiącego 
po otwartych błoniach , zatrzymywały się spo- 



— 64 — 

kojnie, również przemagał pierwiastek odwiecz- 
nie wkorzenionego rodu. 

Dniepr niżej Kijowa poczyna tworzyć mnó- 
stwo małych wysep. Za porohami wyspy te ma- 
ją już od kilkuset sążni do kilku mil rozciągło- 
ści : jest ich przeszło siedemdziesiąta znaczniej- 
szych ośm. Ramiona rzeki gęstym zarosłe ocze- 
relem, urwiste albo grzęzkie brzegi, skały na 
ostrowiach , w skałach pod pokrywą bujnych 
drzew i splecionych cierni głębokie jaskinie, 
wszystko to nastręczało pożądany przytułek 
wsrzód kraju wystawionego na nieprzerwane 
klęski. Od czasu pierwsych najazdów tatar- 
skich , Połowice i Rusin szukał tu schronienia, 
pomnożyła się liczba przybylców, kiedy Giedy- 
min i Kazimierz W. wnieśli nową wojnę w sąsie- 
dnie strony, zwiększało się później towarzystwo 
tułaczy nie tylko z potrzeby ale i z ochoty. 
Zbieg zszeregów litewskich, polskich, węgier- 
skich, wołoskich, jeniec któremu los posłużył 
umknąć z więzów nieprzyjacielskich, biedak 
od możniejszego nękany, przestępca unikający 
kary, albo prosto miłośnik awantumictwa, kie- 
rował się ku Zaporożu. Takich zbiorowisk w da- 
wnych wiekach bywały wielorakie przykłady. 
Znano Flibustierow na wyspach oceanu, Wi- 
tingow nad deltach przy ujściu Wisły. Wszędzie 



— 65 — 

pierwiastkowy ich obyczaj był podobny: bezżeń- 
siwo i twarda reguła odludnego bractwa , zrazu 
pracowity sposób żywienia się z rybołówstwa 
i myśliwstwa, potem ukradkowe wycieczki, 
w końcu zuchwałe wyprawy na łupieże. Miesz- 
kańcy tajników dnieprowych wzrósłszy w gro- 
madę, odważyli się naprzód zarywać Tatarów 
wracających ze zdobyczą, puszczali się z czasem 
na dalekie zaczepne przedsięwzięcia. Skoro 
w spokojniejszych latach poczęły zasiedlać się 
nadbrzeżne płaszczyzny, zstępowali do słobod 
brać żony i używać chwilowego wypoczynku. 
Tym trybem rozmnażał się lud , który w dzie- 
jach ukazuje się pod wyłącznie jemu służącym 
nazwiskiem Kozaków. Nazwisko to może z przed 
warjagskich jeszcze czasów znalezione na da- 
wnej posadzie Kozaixiw i przylepione do innych 
jej mieszkańców^ może, jak jest lepiej ustalony 
domysł, przez Tatarów nadane lekko zbrojnym 
wojownikom, bynajmniej jednak nie oznaczało 
osobnego jakiego plemienia. W gnieździe zapo- 
rozkich Flibustierów, ród sławiański wziął prze- 
wagę, strawił wszystkie inne przymieszki, a ja- 
kie w tych stronach miał na sobie piętno zchrze- 
^cijaństwem położone, takiemicały zlewek o- 
ogarnął.Kozacy w swojej Siczy,równiejak rolni- 
cy na Wołyniu i Podolu, byli Rusinami, mówi- 

5 



I 
■ 



— 66 — 

li po rusku, wyznawali wiarę wedle nauki gre- 
ckiego kościoła. Tylko zmiany religijne i spo- 
łeczne zachodziły łatwiej na otwartym kraju; 
stary obrządek zbratany z miejscowym trybem 
życia, siedział uporczywie w Zaporożu. 

Z pomiędzy takiej, rzadko rozpostartej , czę- 
sto zmiatanej i zawsze w plemiennym swoim 
charakterze odrastającej najniższej warstwy na- 
rodu, wyosobniała się coraz dobitniej uprzywi- 
lejowana klassa, szlachta. Dawni bojarowie ru- 
scy, równego z nimi dostojeństwa wojownicy 
litewscy i na rycerskich zasługach obok nich 
usadowieni przybysze polscy, wszyscy orężną 
posługą dla kraju zajęci, swobodami znacznie 
udarowani,do publicznego życia pobudzeni,z co< 
raz swiatlejszem pojęciem obywatelstwa poglą- 
dali na prerogatywy podobnego im stanu w kró- 

lestwie. 

Nad wsiami kmiecego ludu i nad folwar- 
kami szlachty, górowały jeszcze wyniośle staro- 
żytne i nowsze zamki — zasłona dla kraju, 
miejsce igrzysk i służby dla rycerstwa , przy- 
tułek dla wzrastających pod ich bokieni mia- 
steczek, opieka i razem ciężar dla poddanych. 
Niegdyś cisnął tę ziemię swojemi gniazdami 
mnpżny i swarliwy dóm Ruryka; później da- 
wnych dziedziców Rusinów, świeższej daty 



— 67 - 

wdeierćów Talarów i Węgrów, Wypychał zdo- 
bywczy ród Giedynfiittat; teraz obok ruskich ł 
litewskich książąt, siedzieli zgodnie panowie 
lechiccy. Wszyslkim rozkazy wił jeden móriar- 
eha^ który był wielkiiri ksiażęciem Litwy 1 
królem Polski ; wszystkich piersi) zapalała mi- 
łość jednej sprawy , wszyscy toielł jednych flfe- 
przylacioł godz^ych nla oba pati^ita jafgielloi)- 
skie. I było^cttś wspólnego dla nich Wsrźystkićh, 
za co wspólnie sta^^ili wielkie swoje główy- 
Btłsbiwtiy Ottrogski Tataró\^ i Moskdi; a kiedj^ 
wpadł w ręce Cara moskiewskiego , ani grciźby, 
anł łdski plemiennika uj^ go niezdołały. Prze- 
każytrali nfłerozdzielnej hidtoryi Litwy i Polski 
świetne swoje czyny na zieoii ruskiej Wiśnio^ 
wieccy/lloźyńsey, Czartoryscy, Jarfowifcccy, 
Siehiaw^ćy, Bticza*cy, Ktftiiecp6l§tf^ f Lańcko- 
rońsćy i t. p. W ićh też r^ktr tii ziemia roi^ielała 
się na Ogromne dziedziczni foirtttay, Itoue do- 
bra, albo dzierżanfe śtAróśtw^. Jeden z synów 
wśpoiitaionego Ostrdgśkiego, ińiiSl na Wdtyniu 
do l()«iłionów rócńiego doChódu. .fedeilKo- 
niecp6łsk? pośiadaLł nieco później,- zamek Pod- 
horcewRuśi Cżferwottej, miasto Bi*ody w Po- 
dolu, 170 miasieczeki 740 włości W Kijowszćży* 
znie. Rozległa St^y koło Oćżakowa i nad mo- 
rzeiA Cz^rnćm należały do Jazłbwićckich i Sie- 



— 68 -^ 

niawskich. Na dworach takich magnatfiw sku- 
piała się młodzież szlachecka , pod ich chorą- 
gwiami tysiące uzbrojonej milicyi stały w pogo- 
towiu, żeby wstrzymać albo dognać wroga. 
Oni jako dziedziczni książęta albo z urzędu se- 
natorowie państwa, składali Radę wielkiego 
książęcia, byli jedynemi reprezentantami naro- 
du, wodzami w wojnie^ sędziami w pokoju. 

Ten duch cywilizacyjny, co w Polszczę rozwi- 
nął już daleko koło tronu organizm wolnego spo- 
łeczeństwa, musiał podobnąż kolej przechodzić 
i w Litwie. Pozostawało lnu jeszcze wiele skru- 
szyć i stopić u góry, żeby mógł rozlać się niżej, 
kiedy właśnie temperatura całego świata chrze- 
ścijańskiego stygnąc nagle, poczynała zakrze- 
piać Europę w jej niedokształconych formach. 

Panowanie Zygmunta I. uporządkowało tyl- 
ko, albo wyraziło jawniej, co za jego poprzedni- 
ków miało zawiązek. Monarcha troskliwy o 
dobry byt i bezpieczeństwo kraju, zwróciwszy 
uwagę na południowe granice państw swoich , 
umacniał twierdze Rusi czerwonej , z ludu ba- 
wiącego się dowobiemi gonitwami , chciał mieć 
stałą zasłonę w podolskich i kijowskich polach. 
Pod zwierzchnictwem Lanc korońs kiego staro- 
sty Chmielnika,i Daszkiewicza starosty Czerkas, 
urządzał hufce kozackie nad Dniestrem i Dnie- 



— 69 — 

prem. Grunt bez żadnych innych obowiązków 
do lat kilkadziesiąt nadany, był nagrodą za tę 
powinność rycerską. Przywykłym żyć i wzboga- 
cać się z łupieży, wojna sama milszą obiecywała 
nagrodę; pokój miał przynieść tylko trudy rol- 
nictwa. Inie brakowało zręczności, w której 
lud ten bitny, mógł był zgodnie z niepohamo- 
waną swoją żądzą wojny, większe dla korony 
Jagiełłów oddać posługi, zacniej szych dla siebie 
dobijać się prerogatyw. Właśnie papież Juliusz 
II. starał się natenczas złączyć siły wszystkich 
mocarstwchrześcijańskich na wyparcie Muzuł- 
manów z Europy i ofiarował dowództwo Zy- 
gmuntowi. Pod chorągwiami Polski, w imiepo- 
wszechnej religijnej sprawy, pozyskiwałby Ko- 
zak obywatelstwo lechickie, wychodziłby do- 
browolnie po za swój odszczepiony kościół gre- 
cki. Ale polityczne widoki różnych monarchów, 
niedawały się już nagiąć pod władzę jednej 
wzniosłej myśli ; szlachta polska także wolała 
strzedz swoich interessów w domu, król jej miło- 
śnik pokoju, polityk podług nowszych wyobra- 
żeń biorących górę, wolałzawierać traktaty zTur- 
kiem, pobłażać schyzmie wedle życzeń Moskala. 
Zamykały się szranki do zasług w walce z nie- 
przyjacielem wiary, rósł bujnie w domu żywioł 
sprzeczek o wiarę. Polska u krańców^ apostoł- 



— 70 — 

^]i\ę} Europy, y/ (Diiwartej swojej ojczyzaie, jak 
przediiia straż stojąca w obec sił aieprzyjaciel- 
skichy skoro dos2^ł jej uszu hałas buntu Lutra 
i jemu podobny eh przeciw najwyższej w Jadzy, 
odstąpiła swpjej żołnierskiej powinności , zapo- 
^^)ia}a że się jej niegod^iło ani na chwilę scho< 
wać oręża, podać przyjaznej dłoni niewiernym i 
prs^ni^wiercom. Uchybienia podobnego rodza- 
jii njg4y PAszeniu narodowi nie uszły ł>ezkaraie. 
Wiple krwi Łoki^tiek i Jagiełło muąieli wylać 
^ to, że Konrad mazowiecki ohcjtfk powierzył 
spf*ąwę chrześcijaństwa w Prusiech ; wieie pod 
Janem Kazimierzem — i później — ^ucierpieliśmy 
zą H<>gi wyppc?iypek dwócih ostatnich Jagiello- 

Lecz jąk późpiejsi mieli odpokutować błędy 
swoiph ppprzedników, tak szczęśliwe pokolenie 
ówczesne cieszyło iię obfitym dziedzictwem pra- 
py dawniejszych przodków- Organizm społe-* 
ezepstwą ppłskjęgo szedł dalej mocą nakręco- 

pej w nim s^pr^ypy i tam się dopiero miał za* 
trzymać, gdzie jej siła z właściwego irzó^H nie- 
odpowiopigt dosięgnąć pi^ ipogłą. Litwa ujęta 
tyip pęd^m gipsiąłą rów^^pąź odbydź kolej, 
^ygmppt L w qbu papslwach zbiegając pra- 

w% , zostawił dla Litwy księgę, kt(łra dzisiaj 

« 

z wielu ipiar jest jąsnęm świadectwem i ówcze- 



--71 — 

snego stanu i późniejszych przemian litewsko- 
ruskiego narodu. 

Pray wyniesieniu Zygmunta Augusta na wiel- 
kie księztwo (1529) ogłoszony, a w rok potćm 
przyjęty Sialać Liiewski yZdipewnll wszystkie da- 
wne nadania, wyraził konstytucyą państwa jaka 
esystowała obecnie. Podług ni^o ogromny 
przedział odgraniczał możnych od stanu rycer- 
skiego i skład całej budowy politycznej nie 
mógł jeszcze pogodzić się z kształtem Polski. 

Dopićro sam Zygmunt August będąc już kró- 
lem, zajął się łamaniem ostatków jarzma zawa- 
dzających połączaiiu się wyzwalanych z wolny- 
mi. Na zjeździe Panów Rad w Wilnie (1560) do- 
prowadził do skutku wszystko, co od czasu Ur 
chwał horodelskich obiecywane było. Pozwolił 
szlachcie litewskiej obierać posłów i sędziów, 
przez co reprezentacya narodowa i sądownictwo 
przybrały zaraz taką postać w Litwie, jaką mia- 
ły w Polszczę. ^ 

Stosownie do lej wielkiej zmiany poprawiany 
i pomnożony wyszedł drugi statut (1564); a co 
w zasadach dawnego porządku rzeczy sprzęci* 
wiało się jeszcze naturze obywatelstwa polskie- 
go , to król w następnych kilku leciech uprzą- 
tnął do szczętu. Złożył naprzód na sejmie war- 
szawskim dziedzictwo Litwy (1564), zrzekł się 



y^ 



— 72 — 

potem swoich praw feudalnych nad własnościa- 
mi szlachty (1566). 

Tym sposobem , źe tak powiem , sprowadzone 
do jednego mianownika różne części państwa ja- 
giellońskiego, snadnie dawały się znieść w ca- 
łość. I dopełnił tego pamiętny sejm lubelski 
(1569). Uroczysty akt Umi zdipowiedzi^i źe, odtąd 
Korona Polska i Wielkie Księstwo Litetoskie^ 
stanowią jedne Rzeczpospolitę. Jeden król wspól- 
nie przez Polaków i Litwinów wybierany, bę- 
dzie im rozkazywał. Wybór króla ma odbywać 
się w Polszczę, koronacya w Krakowie, sejmy 
w Warszawie. Przy koronacyi żaden znak nieo- 
każe oddzielnego podnoszenia na wielkie księz- 
two; podczas sejmu senatorowie polscy i litew- 
scy zasiadają razem, posłowie również razem 
składają izbę niższą. Przymierza zawierać, woj- 
ny wypowiadać, prawa stanowić, jest sprawą 
całej rzeczypospolitej : żadna jej część osobno 
tego czynić niemoże. 

Naturalnym następstwem takowego zjedno- 
czenia, był zupełny koniec od dawna już zanied- 
bywanych sporów o granice między Polską a 
Litwą. Wołyń i Podole zostały określone jako 
województwa. Południowo wschodnia strona 
ziemi właściwie podolskiej, od rzeki Morach wy 
biorąc, i przyległy jej brzeg kijowszczyzny złoży- 



— 73 — 

ły nowe województwo bracławskie* Uchwalono 
źe województwa: wołyńskie, podolskie, kijow- 
skie , bracławskie i czerniechowskie , mają rzą- 
dzić się statutem litewskim, a należeć do prowin- 
cyi zwanej Małą-Polską. 

Pamiątka imienia Rusi zatrzymała się urzę- 
dowie tylko na województwie ruskiem , na czą- 
stce najdawniej do korony wcielonej i prawem 
polskićm objętej. Inne okolice, w tytułach kró- 
lewskich i w aktach publicznych, były albo 
bez śladu zakryte nazwiskiem Litwy, albo wy- 
mieniane w postaci oddzielnych niegdyś ziem i 
księztw Wołynia, Podola, Kijowa, Czernie- 
chowa. Nadto wchodziło w użycie nieznane 
przed XVI wiekiem, a może przed uniją lubelską 
dla Korony przynajmniej obce nazwisko Ukra- 
iny. Bezludne pola po obu stronach Dniepra cią- 
gnące się ku Tatarszczyznie i morzu Czarnemu, 
za króla Alexandra zwano krainą pustą, później 
Ukrainą , to jest jakby u kraju czyli brzegu Pol- 
ski leżącą ziemią. Zdaje się że nazwisko to wy- 
nikłe jedynie ze względu na położenie, przywła- 
szczono z czasem pewnej naturze gruntu. lU- 
kraina znaczyła nie tylko krańce wszystkich 
województw południowych, ale i niektóre oko- 
lice wewnątrz Wołynia C^). Podobnież do histo- 

(*) Konst. 1580 (Vol. Leg. p. 1011) zawiera wyrazy : « ii lu- 



-- 74 — 

rycznych lub administracyjnych podziałów nie 
przywiązane, a z miejscowych własności biorą- 
ce swój początek nazwiska Polesia , Pobereia , 
Pokucia i t. d., musiały aSapewne lepiej przypa- 
dać do pojęcia samych mieszkańców, niżeli ja- 
kieś przedwieczne rozróżniania się imionami 
Rusi Czenoanej, Białej i Czarnej y kiedy pierw- 
sze obecnie trwają , drugich ówcześni nawet pi- 
sarze nie umieli tym lub owym stronom przy- 
znać dokładnie, i dla późniejszych zostawili 
przedmiot wielorakich domysłów (*). 

dzie 8wy wolni którzy na Ukrainie ruskiej , kijowskiej , wołyń- 
skiej, podolskiej — » Zygmunt III. (tamże ) rozróżniał jeszi^ze U- 
krainę na litewską i polską. Z tego sią pokazuje że Ukraina miała 
miejsce i w województwie wołyńskiem , które nie było skrajnem, 
i województwie niskiem, klóre zawsze liczopo do województw 
polskich. 

{*) Kromer piszący za Zygmunta Augusta , powiada : a Rutf 
o4 niektórych Czerwoną zwana , zawiera dwa województwa : 
Bełzkie i właściwie Ruskie , czyli Lwowskie : chyba ie jeszcze 
dodalibyśmy jej nieszczupły kraj Chełmski. Ruś ta ma na północ 
Ruś Białą i Wołyń , na wschód Podole, które od północy i wscho- 
du Rusią Białą, od reszty wschodu i*ozległemi palami tatarskiemi 
i tureckiemi, od południa Mołda wiją jest opasane. » — (Grom. 
de situ Pol. ed. Colon 1589. p. 483,) Ponieważ zaś pierwej 
(p. 481 ) Ruś Białą ozniaczył wyrazami : MoschU finitlma ( z Mo- 
skyrą granicząca ) ; wypada wiąc , iż cały kraj po obu stronach 
rzek Prypeci i Dniepra w państwie Rzeczypospolitej zawarty^ a 
opasujący Ruś Czerwoną, Wołyń i Podole, jest Rusią Białą. Rusi 
Czarnej Kromer nie wspomina. 

Współczesny Kromera Sarnicki , sprzeciwia się takiemu rozu- 



— 75 — 

Jednalf kiedy tak zacierało się na ziemi na- 
zwisko Rusi 9 był jeszcze w różny cli prowin- 

mieniu , uważając Czarnobyl na lewej stronie Prypeci za punkt 
zetjiŁnięcia siq Rusi Czarnej z Białą. (Sarnicii deser. Pol. Russiaeq. 
ad cale. Dlugosii, ed. Lips. 1713. T. II. p. 1893.) 

Starowolski pisarz XYII wieku , przytacza słpi^a Golnickiego 
( Golnitzius) że Roxolania , Rusią Czarną albo Małą zwana, przed 
Dnieprem położona, cząścią do W« K. Litewskiego należy. 

Cellarius , cytując Starowolskiego , lepiej rzecz wyjaśnia. 
« Ruś — powiada 0|i — jestto wszystek kraj jaki w Europie od 
Polaki i Litwy (właściwej zapewne) rozciąga sią ku wschodowi 
aż do granic Tarlaryi europejskiej. Dzieli sią zaś na Ruś Białą, 
która do W. K. Litewskiego, i na Ruś^Czerwoną , która do Pol- 
ski iiależy. Trzecia albowiem cz^śc za Donem i źródłami Dniepra 
leżąca , u starożytnych nazywa si^ Rusią Czarną, u nowożytnych 
pospolicie Moskwą. » Cellarius wiąc zdaje sią zgadzać z Krome- 
rem > a niepotwiefdzad Sarnickiego i Staropolskiego. Podług 
pierwszych nie masz w granicach Rzeczypospolitej Rusi Czarnej, 
podług drugich , jest gdzieś ona w Litwie ; wszyscy jednak, Wo- 
łyń i Podole pod żaden kolor niepodciągają. Świecki świadczy, 
że byli wszakże tacy, którzy województwa wołyńskie, podolskie i 
kjjowskie i\o ^u^i Czerwonej włączali. 

MąUe Brun (ed. 1807) z książek i od żyjących zasięgając wia- 
domości , foztrzygnąl wątpliwość w ten sposób : Jfluś Biafa to jeąt 
wcina , zawiera województwa Połockie , Witępskie , Mścisławskie 
i Mińskie \ Mus Czarna to jest hof4ownictą, określa sią wojewódz- 
twem Nowogi^odka; Jluś Czerwona* piękna 9 prawdziwa ^ ma 
w sobie ziemie Halicką i Chełinską. « f^oczątek tych przezwań 
nie jest pewny. Niektórzy autoi*owie utrzymują , że mieszkańcy 
jl^dnej prowincyi ubierają si^ biało , yf drugiej używają odzieży 
ciemniejszej. Podłvig tęgo wywodu, imię Hvisi Czarnej wypada- 
łoby rpzciągnąć na Ruś Czerwoną , Wpłyń , Ukrai^^c \ Ruś małą* 
Dpidzy wnioskiąjążę wyrazy biaJty i czarny t są tu użyte jak w ję- 
zykach tatarskim, tureckim, i 1. d. zamiast wyrazów wolny i 



— 76 — 

cyach rzeczy pospolitej naród ruski. Byli ksią- 
żęta i bojarowie zamienieni w szlachtę polską, 
był lud prosty niedotknięty bezpośrednio rewo- 
lucyą towarzyską, lecz stojący na gruncie obla- 
nym już atmosferą, która wszystkiemu w swoim 
okręgu musiała nadać pewien ogólny charakter 
polityczny. Jakąż więc ten naród miał cechę , 
po którejby go zawsze w społeczeństwie pol- 
skiem rozróżnić mpżna było? Taka cecha po- 
winna była naprzód bydź wspólną wszystkim 
jego wiekom, powtóre wszystkim stanom. 

Zwykłe jest mniemanie że język najwyraźniej 
odznacza narodowość. Ależhistorya narodu jest 

podlegfy; część albowiem Rusi najdawniej podbita przez Litwę, ' 
nosi nazwisko Czarnej y część później ujarzmiona zachowała imię 
Białej. Inni nakoniec tłumaczą te nazwiska odnosząc je do wzglę- 
dów na własności fizyczne ziemia jako to : wielośd lasów, śniegów 
i t. p, » 

Przyznad należy że wszystkim zebranym przez Matle Bruna u- 
wagom , nie brakuje trafności; ale wszystkie są domysłami. 
W rzędzie domysłów przychodzi mi jeszcze na pamięć bardzo 
trafne postrzeźenie Teodora Nurbutta , umieszczone w Dzienniku 
Wileńskim 1837 czy 1828 r. Przez wyrazy litewskie Jodwezot ' 
(czarne raki)^ tłumaczy on zręcznie początek nazwiska Jadzwin- 
gów , u Stryjk owakiego nawet Jatwieżami zwanych , a razem i 
przyczynę imienia Rusi Czarnej w tych stronach. 

Dziś wszakże w tej części gubemii grodzieńsk ej aktora składała 
województwo Nowogrodzkie^ nikt podobno nie nazwie się już , 
ani Jatwieżem , ani Rusinem czarnym lub białym ; wszyscy zaś 
mieszkańcy wiedzą że ziemia ich jest okolicą Litwy, a Litwa po- 
winna bydź prowincyą Polski. 



f 



- 77 - 

razem historyą języka ! Gdzie teraz znaleść język 
ruski z jego samorodnem , odrębnem, wieczys- 
iem pię lnem? S% dziś zabytki piśmienne z cza- 
sów, kiedy była jedna Ruś w swoich najrozle- 
glejszych granicach ; są pomniki z peryodu , 
kiedy podbój Warjagów dawno rozwiązany, pod 
panowaniem moskiewsko-tatarskiem ilitewsko- 
polskiem rozszczepał się na dwie główne części; 
są nareszcie w obrębie naszej rzeczypospołitej 
dyalekty gminne, rozmaicie zafarbowane i w 
miejscowe nałogi wypaczone ; nie masz ukształ- 
conej , żyjącej mowy ruskiej , któraby mogła 
rozstrzygnąć wątpliwość, jakiej epoce śladów 
literatury, jakiemu z dyalektów obecny eh przy- 
znać reprezentacyą rusczyzny. 

W tej mierze jest znowu mniemanie popiera- 
ne naj gorliwiej, że język który panował niegdyś 
w wielkidm księztwie litewski^m , którym były 
pisane przywileja, prawa, statuta^ ma swoje 
czystą, całkowitą postać. Istotnie był język ru- 
ski ustawami rzeczypospołitej po unii lubelskiej 
nawet, pewnym prowincyom do używania wsa- 
dach i aktach publicznych zostawiony, i zarówno 
w Litwie], na Wołyniu, Podolu i Ukrainie ro- 
zumiany. Ale niech kto weźmie kartę jakiego 
przywileja^czy listu Jagiełły albo Zygmunta I i 
położy ją obok Nestora lub urywka poezyi XI 



— 78 — 

wieku, postrzeie między niemi przedział tak 
niemal wielki, jaki był między Nestorem a księ- 
gami sławiariskiemi. Cóż sprawiało lę zmianę ? 
Bfezwątpienia tylko w kolejach zmian politycz- 
nych przyczynę jej odkryć można. Pominąwszy 
czasy Bolesławów , Kazimierza W. i samego Ja- 
giełły, dosyć jest pod tym względem przypatrzyć 
się późniejszym. Na dworze synów Kazimierza 
Jagiellończyka mowa polska brała jnż górę. 
Przykład ten razem ż obyczajeiti wchodził prę- 
dko do doiTłów móftiych, od nich do szlachty. 
Ci możni , Panowie Rada w. k. litewskiego, pod 
wpływem polskiej oświaty pisali prawa, dla tej 
szlachty były w nich wyrażane polskie swobo- 
dy. Nadto, wiele osad z korony rpzgnieżdżało się 
pomiędzy ludem rolniczym Litwy, Wołynia, 
Podola. Duchowieństwo łacińskie w.dyece- 
zyach na Litwie i Rusi liczyło coraz więcej swo- 
ich wyznawców. Głos polski coraz częściej da- 
wał się słyszeć po kościołach , po miasteczkach 
i po wioskach. Gminne nawet dyalekty rtrsinów 
— najgłębsze źrzódło piśmiennej mowy — nie 
mogły umknąć powszechnego wpływu. 

Mimo to, jest jeszcze trzecie, często powta- 
rzane mniemanie, że niejęzyk polski zmieniał 
naturę w ruskim , lecz przeciwnie ruski jako 
dawniej ukształcany, służył polskiemu za zasi- 



— 79 — 

łek do wydobycia się z pod łaciny. Trudno roz- 
sądzić ten spór co do pierwiastkowych stosun- 
ków ; lecz w owym czasie kiedy niezmiernym 
pędem wybiegała naprzód złota, zygmuntowska 
literatura nasza , kiedy ruska od swojej prze- 
szłości mrokiem trzech wieków odcięta, na przy- 
szłość nie mająca własnego żywiołu, zostawała 
w miejscu, nie widm jakby na jej stronie poło- 
żyć przewagę. Jeśli wreszcie później , zarażonej 
makaronizmami mowie polskiej, rusczy zna przy- 
nosiła pomoc (*) , to tylko jest dowodem, że dwa 
bratnie, sławiańskie języki, łączyło coraz ści- 
ślej nowe powinowactwo. Jeden z nich — ten 
zapewne który szedł na czele organizujących 
społeczność pojęć i wyobrażeń — musiał otrzy- 
mać samowładne panowanie. Pod Zygmuntem 
Augustem już nie ulegało to wątpliwości. Czac- 
kidomyśksię, że nawet drugi statut litewski 
był redagowany po polsku ; a byle próba z tam- 
tej epoki dwóch języków, naocznie przekony- 
wa, jaki dalej rusczyzny musiał bydź kierunek 
i koniec (**). 

( * ) Linde, o StaŁ. Lit. p. 15. 

{**) Nie majfc pod ręk^ błiżsiego przykładu , wnieszczam 
iH dla porównania wyimek który znajduję w dziele Lindego , 
o Stat. Lit. (str. 13— U). 



— 80 — 

Język zatdm przerwany w hislorycznym wąt- 
ku , przeznaczony gasnąć w oswieceńszy oh klas- 

PoCZi^TEK ODEZWY LwA SaPIEHT DO StANÓW W. K. LiTEWUBGO. 



Po rusku wedle wydania 
1588. 

« Obacziwali lo usich we- 
ków liudi mudrye że w kożdoi 
ręczy pospolitoi czoloweku po- 
czstiwomu niczogo ne maet byti 
doroższogo nad wolnost, A ne- 
woleju taksę maet gyditi^ że 
De tolko skarbami ale ismertju 
ee od sebe otganiali est powi- 
nen aproto liudi poczstiwye De- 
tolko maetnosti ale i gorl swo- 
ich protiwko kożdomu nepijia- 
telió wynositi neżalujut. Aby 
pod ich okrutnoe opanowane 
neprichodili , azwolnpsti swoee 
buduczy zlupleni żeby wodlug 
woli,i myśli ich jako newolniki, 
ne museli żyti, ale wżo moloby 
i natom było iżby czołówek zne- 
woli od postoronnogo neprija- 
telia byl wolen, kgdyby domo- 
wogo neprjiatelia nadsobojuter- 
peti musiel togdy tot monsztuk 
albo udiło na pogamowane koż- 
dogo zufalcu est wynaideno, aby 
boiaczyse prawa od koźdogo 
kgwaltu i zbytku pogamowal , 
anad slapszim i chudszim ne- 
pastwilse, i utiskati ego ne mog 
bo dlia togo prawasut posta- 
nowleny aby możnomu i potuż- 
nomu newsc było wolno czy- 
niti, iako Cycero powedil, iż 
estesmo newolnikami praw dlia 
togo, abychmo wolnosti używali 
mogli. » 



Po polsku wedle wydania 

1619. 

« Obaczywali to wszystkich 
wieków ludzie mądrzy, że w kaź- 
dey Rzeczypospolitej człowie- 
kowi poczciwemu nic nie ma 
być droższego nad wolność. A 
niewolą tak sią ma brzydzić, że 
nie tylko skarbami, ale y śmier- 
cią on^ od siebie odganiać po- 
winien , a przeto ludzie poczci- 
wi , nie tylko maiątności^ ale i 
gardt swoich przeciwko każde- 
mu nieprzyiacielowi nastawić 
nie żałuią , aby pod ich okrutne 
opanowanie nie przychodzili , a 
z wolności swoiey bi^dąc zlupie- 
ni, według woley i myśli ich ia- 
ko niewolnicy nie musieli żyć. 
Ale iuż małoby y na tym było , 
żeby człowiek z niewoley od po- 
stronnego nieprzyiacieła był wo- 
len , gdyby domowego nieprzy- 
iacieła nad sobą cierpieć musiał, 
tedy ten munsztuk albo wądzidło 
na pohamowanie każdego zu- 
chwalca iest wynalezione > aby 
sią boiąc prawa, od każdego 
gwałtu i zbytku pohamowid , a 
nad słabszym i "^chudszym nie 
pastwił sią i uciskać ^o nie mógł> 
bo dla tego prawa są postano- 
wione , aby możnemu i potężne- 
mu nie wszystko było wolno 
czynić, iako Cycero po wiedzisd, 
iż iesteśmy niewolnikami praw, 
dla tego, żebyśmy wolności uży- 
wać mogli. » 



— Bi- 
sach i w piśmiennictwie, psuć się i przerabiać w 
gminie, nie mógł stanowić powszechnej, trwałej 
cechy narodowości ruskiej. Ta cecha leżała w 
czem innem , co bez różnicy stanu i oświaty, bez 
różnicy pierwiastkowego plemienia nawet, przez 
dusze współwyznawców jednej wiary przeci^- 
gnione, wiązało ich w społeczeństwie polskiem 
osobnym łańcuchem , co także o Ruś Jarosława 
zaczepione, nie w Polszczę miało drugi swój 
koniec. 

Teraz wypada rzucić okiem na Moskwę. 

History a rozwijania się wolnego społeczeństwa 
nie daje się przywiązać do żadnej jednostki do ża- 
dnej figury jeograficznej . Pewna myśl, pewna 
władza moralna rzucona z Nieba w ludzkość, może 
tylko bydź wykładnikiem tych wszystkich liczb, 
z których dziejopisowie układają rozmaite for- 

Linde dodaje : « W dosyć sporym tym wyimku znajdujemy 
kilka tylko słów, potrzebujących dla Polaka objaśnienia ; niera- 
chując w to : tisich weków zamiast wszystkich wieków ; tolko 
zaimast tylko ; gorla zarmaLSt gardła ; i t. d. Z resztą niektóre 
litery, różniące Polaków od innych Sławian a mianowicie od Ru- 
si, jako to ć zamiast ti; ą , c , zamiast u ; tudzież zakończenia de- 
klinacyyne i konjugacyyne na nasz sposób przerobiwszy, przeło- 
żymy tq Ruszczy zuę na Polszczyznę. » 

W innem miejscu zwrócą uwagą czytelnika na to, jak daleko 
od wskazanego tu wzoru, i jedne od drugich, odstąpiły różne 
dyalekly ruskie prowincyów polskich, obecnie żyjące. 

6 



— 82 — 

tnuły i rachunki. Dla tego lak trudno wystawić 
jasno przed oczy dzieje Polski. Przeciwnie hi- 
storya państw despotycznych, ma widomy swój 
środek i wyraźne rysy na ziemi. Tron jest osią 
koło klórego potęga materyalna zakreśla grani- 
ce kraju — rozcinając plemiona , familije i serca 
ludzi. W tym okręgu jedna tylko wola, zresztą 
numerowane narzędzia — niewolnicy. Los ich 
wyraża się w mniej więcej dobrym cielesnym by- 
cie, i może bydź dokładnie wy mierzony skalą han- 
dlu, przemysłu , podatków i t. d. Dla tego tak 
wielu mniema, że spisując zabory i statystykę 
Moskwy, tłumaczą dostatecznie jej jestestwo, jej 
prawnie ustaloną trwałość. 

Żeby dostrzedz co oni usiłują zakrywać , trze- 
ba trochę zboczyć z ubitej drogi. 

Wielcy kniaziowie moskiewscy nastając na 
wydarcie udziałów krewnym , zdołali nakoniec 
pognębić najsilniejszych przeciwników, książąt 
twerskich.Dimitr przezwany Doński, umocował 
jedynowładztwo, zapewnił porządek następstwa 
w linii swojego domu , i odważył się na.wet pod- 
nieść broń przeciw Tatarom. Znakomile zwy- 
cięztwo otrzymane w jednej bitwie nad Mama- 
jem, wodzem chana kapczackiego (1380), by- 
ło wszakże bez skutku. Podnosił się wtenczas 
wgłębi Azy i straszny Tamerlan : jego opieką 



— 83 — 

wsparty Toktamisz, opanował hordę Kapczaku 
i z nowemi siłami spadł na Moskwę (1383). 

Syn Dymitra WasH, osadzony na tronie przez 
Ułana , posła od cłiana czyli cara tatarskiego 
(1389), był wiernym i pokornym hołdownikiem: 
wolał za przyzwoleniem i pomocą swoich panów, 
podbijać i ujarzmiać sąsiednie ziemie , niżeli 
myśleć o wydobyciu się na niepodległość. Spro- 
wadziwszy więc Tatarów napadł Psków, wydzie- 
rał księztwa innym potomkom Rury ka, i o wła- 
dał kraj zawierający siedm dzisiejszych guber- 
nii przyległych Moskwie. Rzeka Ugra jednak 
( w gubemii kaługskiej ) stanowiła granice z Li- 
twą. 

Po Wasilu wziął berło syn jego, także Wasil 
(1425). Zachwiała się na moment dynastya Doń- 
skiego. Jeden ze stryjów odebrał tron małole- 
tniemu Wasilowi, i umierając zostawił swemu 
synowi Wasilowi Kosemu. Dorosły wnuk Doń- 
skiego , zbił Kosego, wziął w niewolą i pozbawił 
wzroku. Wnet pot^m brat oślepionego Dymitr 
Szemiaka, pomściłsię tej krzywdy; zdradą opa- 
nowawszy Moskwę i wielkiego kniazia, kazał mu 
wzajemnie wyłupić oczy. Wasil ślepy zrzekłszy 
się praw do tronu, odzyskał wolność, a następnie 
wrócił i do dziedzictwa zapewnionego mu wolą 
Tatarów. W dziejach moskiewskich nazywa się 



— 84 — 



on Ciemnym. Panowanie Ciemnego jest epoką 
najpamiętniejszą dla Moskwy.Dotądto państwo 
tworzył oręż, i drugi oręż mógł zniszczyć bez śla- 
du. Teraz ustaliło się w ni^m piętno , które mia- 
ło odznaczać je trwale, już nie na ziemi tylko, 
ale na narodzie. W rozerwanej bowiem dawnej 
Rusi, zaszedł ostateczny rozdział dawnej ruskiej 
wiary. Moskwa i Kijów uczyniły niewątpliwy 
rozbrat w obrządku greckim, poszły na Wschód 
i na Zachód. Odosobniły się dwie metropolije 
(1458) moskiewska i kijowska. (*) Pierwsza 

(*) Ważne to zdal^zeDie , w pismach nowszych tak naszych jak 
cudzoziemskich, przez obojętność, niewiadomość , albo zły za- 
miar, napomykane niedośd wyraźnie, chcą objaśnić historycznie. 

Zachodzi spór o to: do jakiego czasu Ruś wszyslka ulegała je- 
dnemu metropolicie , i kiedy przyznać Moskwie stolicą metropo- 
litalną. Przeciąg lat stu kilkudziesiąt od początku Xiy do połowy 
XY wieku jest okresem tej niepewności. 

Utrzymują niektórzy, źe po zająciu Kijowa przez Giedymina > 
metropolita Piotr, Rusin rodem, przeniósł sią do Moskwy (1325). 
Bydi może że Piotr przesiadywał w Moskwie , bo i'azem z w. k. 
moskiewskim jeździł do hordy i wyjednał u chana Uzbeka przy- 
rzeczenie, źe władza tatarska nie bądzie miąszała sią do spraw 
duchownych ; ale tak jego , jak nastąpcą jego Feohnasta Greczy- 
na, latopiscy ruscy nazywają metropolitami Kijowa i całej Rusi 
(wseja Kusi), FeohnasŁ jednak pochowany był nie w Kijowie > 
ale w Moskwie (1353). Cokolwiek bądź, ponieważ wówczas jesz- 
cze metropolici Rusi uznawali nad sobą zwierzchnictwo Rzymu , 
i patryarchów carogrodzkich za pośredników tylko uważając , 
tyle im ulegali ile to nie sprzeciwisdo sią posłuszeństwu stolicy a- 
postolskiej (Ostrowski , Dzieje kość. pol. T, III p. 353) , kwesty ą 



— 85 — 

z siedliska swego gdzie najwyższą władzę lempo- 
ralną miał Talar, odnosiła się do Carogrodu 

o miejsce rezydencyi Piotra i Feohnasta można zostawid nieroz- 
trzygnioną. Zaraz po zgonie tego ostatniego poczuło si^ rozdwo- 
jenie. 

Nominowany nametropoliją przez w. k. mosk. władyka (biskup) 
Alexy, opóźni sią z przybyciem do Carogrodu po wyświecenie , 
a tymczasem patryarcha ordynował Romana mnicha z Litwy. Gdy 
wszczęły się przeto zamieszki , dla uniknienia zgorszeń , zwierz- 
chność carogrodzka nakazała rozdzielić dwie metropolije. Alexy 
został meti*opolitą Rusi moskiewskiej , Roman metropolitą Rusi 
kijowskiej , czyli prowincyi Litwie i Polszczę uległych (1354). 

Po śmierci Alexego , Mitaj albo Michał , prosty duchowny, ale 
będący w szczególnej łasce u w. k. Dymitra, sprawował naprzód 
zastępstwo ^ potem z listami rekomendacyjnemi udał się do Ga- 
•> rogrodu po formalne wyświęcenie. Opiersd się tej woli Dymiti*a 
biskup susdalski Dyonizy ; wtrącony do więzienia umknął, i pu- 
ścił się zaraz w podróż , chcąc uprzedzić Michała w Carogrodzie. 
Michał zakończył życie na drodze. Towarzysze jego nie wracając 
do Moskwy, ani zgłaszając się po nowe zlecenia, lecz sfabryko- 
wawszy blankiety, stają przed patryarcha i uzyskują wyświęce- 
nia dla archimandryty pereasławskiego Pimina czyli Pumina al- 
bo Pemena. Uwiadomiony o tem wielki książę , ogłosił Pumina 
za przywłaszczy cielą , a wezwał na metropolijąCypryana (1379), 
który już od trzech lat był po Romanie metropolitą kijowskim. 

Nie długo wszakże Cypry an cieszył się łaską Dymitra, wygnany 
z Moskwy schronił się do Kijowa , gdzie rządził natenczas Wło- 
dzimierz brat rodzony Jagiełły (1383). Pumin przebłagawszy w« 
ks. siadł na metropolii moskiewskiej. Nastąpiły kłótnie, intrygi i 
wzajenme spychania się już nie dwóch , ale trzech razem metro- 
politów. Pumin dysgracionowany, biegad do Carogrodu, wracał 
z nowóm upoważnieniem , aż nim w trzeci^ takiej wycieczce nie 
rozstał się ze światem (1 390). W jego nieobecności odzyskiwał i 
względy w, książęcia i swoje całą władzę Cypryan. Lecz kiedy o^ 



— 86 -^ 

zajętego już przez Tut ków, druga z Litwy gdzie 
panował król polski, słuchała Rzymu. A Caro- 

badwa zdawali si^ panu niedogodnymi y umiał z tego korzystad 
Dyonizy : usprawiedliwił się z wiuy, otrzymał nawet nominacyą 
na metropolitę i ruszył do Garogrodu po wyświęcenie. Wracają- 
cego schwytał w Kijowie Włodzimierz brat króla, i jako pray- 
właszczyciela dostojności należnej Cypryanowi , trzymał w wię- 
zieniu do śmierci (1389). 

Pumin i Dyonizy zwykle zwani antimetropolitami , najwięcej 
przyczynili się dp rozkrzewienia na Rusi scbyzmy carogrodzkiej. 
(Ostrowski. T. III p. 354). 

Jednojczesny prawie zgon obu antimetropolitów , uwolnił Cy- 
pry ana od współzawodników : przez, resztę swego życia sam jeden 
zarządzał sprawami duchownemi tak Moskwy jak Kijowa. Po zej- 
ściu jego (1406) , patryarcha carogrodzki Maciej , naznaczył Fo- 
cyusza rodem z Morei , który tchnący nienawiścią ku Rzymowi 
przybył wprost do Moskwy (1410), nieodwiedził nawet Kijowa 
i tylko przez zdzierstwa dał się uczuó duchowieństwu prowincyi 
litewskich. Obrażony tern Witołd postanowił komu innemu od- 
dad metropoliją kijowską , nie przyj- Focyusza śpieszącego do 
Grodna z upokorzeniem , kaza| skonfiskować wszystkie dobra me-, 
tropolitalne w swoich państwach leżące, i zwołał tak duchownych 
jako i świeckich dygnitarzy do Nowogródka, celem wyboru me- 
tropolity. Uroczysty akt przez biskupów : połockiego , smoleń- 
skiego, czemiechowskiego, łuckiego, włodzimierskiego, chełm- 
skiego i t. d. podpisany i do wiadomości ludu podany (1415), 
oskarżał Focyusza o niedbalstwo i łakomstwo , zapowiadał praw- 
nośd postępowania soboru na mocy prawideł ss. apostołów i pi*zy-. 
kładów od dawna praktykujących się w Serwii i Bulgaryi , wyty- 
kał przedajnośd zwierzchnictwa carogrodzkiego w mianowaniu 
po trzech razem metropolitów dla Rusi, jak tego były przykłady 
na Cypryanie Puminie i Dyonizym , ogłosił nakoniec metropolitą 
kijowskim Grzegorza Gamblaka rodem z Bulgaryi. 

Paremnc były pisma Focyusza do panów Rusi południowej , 



— 87 — 

gród dokonał już był zupełnego odszczepieństwa 
od kościoła powszechnego. 

aby nie uznawali za prawne świecenia Grzegorza, daremne obelgi 
i klątwy z Moskwy nań miotane. Caioblak ^ czy jak inni piszą Ce- 
miwłak, przez gląboką naukq i pasterskie cnoty umiał zjednad so- 
bie wszystkie umysły i seroa. 

Było tedy znowu dwóch metropolitów , i już nie tylko co do 
granic, ale i co do zasad władzy rozdzielonych* Moskiewski 
zawzięcie nauczał schyzmy ; kijowski gorliwie utrzymywał je- 
dność z kościołem powszechnym : z woli Witolda przychylnego 
wyznaniu łacińskiemu , jeździł do Rzymu i podawał chwalebne 
projekta zjednoczenia dwóch obrządków. HycUa śmierd przer- 
wała jego zabiegi (1419). 

Zaraz następnego roku starał si^ Focyusz ogamąd pod^wój za- 
rząd Ruś litewską i polską, i zapewne dopi^ celu gdy są ślady, 
że widział sią z Witdtdem w Nowogródku, odwiedzał Kijów, Ha- 
licz , iiwów , Wilno , i inne miasta , {Latopisiec Lit, i Kronika 
Hus, wyd, Danitowicza Wilno 1827, str, 244). Do zgonu jego 
(143 1) niebyło drugiego metropolity; później zaś przez lat sześć, 
prawie żadnego. Wynosił sią w Litwie na tą dostojność Herasim 
czyH Erazm; lecz Świdry gajlo pojmawszy go w Witebsku (143.3) 
jako wdziercą, za wyrokiem duchowieństwa spalić kazał, (^^/ry/ita- 
wskis ksic, XVI roz, F, — Ostrowski y T. III str, 355. — 
Ctackio Lit, i pol, praw, 7*. I str, 295)* Wyznaczony był przez 
wielkiego ksiąźącia w B^skwie Jonasz biskup riazański; lecz tym^ 
czasem patryarcha carogrodzki mianował Izydora » albo jak Rusi- 
ni zwą Sidora Tessalończyka , człowieka wielce w świeckich i du- 
chownych naukach bie^ego. Ten Izydor znajdował sią na po- 
wszechnym- soborze florenckim i za powrotem zacz^ ogłaszać u- 
niją dopełnioną 1439. W granicach Polski i Litwy wszędzie szło 
mu pomyślnie, lecz skoro udał sią do Moskwy, Wasil Ciemny 
kazał go złupić i uwiązić. Izydor zagrożony karą ognia, wym- 
knąwszy sią z wiązienia pośpieszył do Rzymu , otrzymał kapelusz 
kardynalski , a wkrótce potem zostcd przez papieża posłany na 



~ 88 — 

Nadal tedy wielcy kniaziowie moskiewscy 
mieli dwojaką do zaborów drogę : polatarsku 
zdobywać na innych państwach kraje , po caro- 
grodzka odrywać od europejskiego społeczeń- 
stwa ludzi. I w owym czasie, kiedy Europa cała 
zabierała się zmienić swoje postać, kiedy z roz- 
dartego łona średnich wieków, wynurzały się 
wszędzie zarody nowego porządku rzeczy — no- 
wożytnych dziejów, których spożywamy dojrza- 
łe owoce — w tenczas przeznaczenie spójraało 
uprzejmie na Moskwę: w nieznany światu, zdzi- 
czały zakąt ziemi, rzuciło człowieka, co ze 
wszystkich pierwiastków jakie świat chrześci- 
jański starał się, lecz niepodołął zniszczyć, miał 
położyć ogromny fundament tronu — dla Kata- 

patryarchiją carogrodzką. Wielki ksiąźe moskiewski kazał na 
metropolitę Moskwy obrad powtórnie Jonasza (1448); metropoliją 
kijowską zaś sprawował Grzegorz II, uczeń Izydora i wiemy za-> 
chowawca ustaw florenckich. Kazimierz Jagiellończ> k z natchnie-^ 
nia papieża pisał do Wasila aby oba wyznania ruskie zjednoczył ' 
pod władzą metropolity kijowskiego ; lecz juź wtenczas różnica i 
wiary i polityki kładła głąboki przedział miądzy dwoma państwa^ 
mi. Wasil odrzucił propozycye króla , a Jonasz wyklął Grzego^ 
rza. Papież widząc niepodobieństwo zgody, przez postanowienie 
swoje odłączył hierarchiją unicką od syzmatyckiej (1 458). 

Odtąd standy na zawsze rozosobnione dwie metropolije. Ki- 
jowska uległa Rzymowi , zawierała dyecezye : przemyślską , ha- 
licką, chełmską, łucką, włodzimierską, brzeską, turowską , 
brańska , połocką i smoleńską ; Moskiewska zawisła od Carogro-^ 
4u obejmowała resztą dawnej Rusi. 



— 89 — 

rzyny, dla Mikołaja! Byłto Iwan Wasilewicz, ze 
krwi Warjag, z serca prawdziwy Tatar, w du- 
szy doskonały Bizantyniec. Poddani nie śmiejąc 
inaczej , przezwali go tylko dumnym ( gordyi ) ; 
ościenni nie dość trafni w doborze przydomku, 
mianowali go tylko srogim. Iwan Srogi jeden 
jest w nieskończonym poczcie monarchów, któ- 
ry o swoj^m państwie najsłuszniej mógł powie- 
dzieć : Moskwa , lo Ja ! On jej całą naturę miał 
w sobie, on ją na obraz i podobieństwo swoje 
ulepiła on pierwszy jej barbarzyńską nagość 
przykrył ozdobami królewskiemi. Kiedy obej- 
mował po ojcu dziedzictwo rozdzielone testa- 
mentem , wszystko do czego z dawnych i now- 
szych grabieży mógł rościć prawo , ledwo zawie- 
rało 18,000 mil. kw., 6 milionów głów sła- 
wiańskich i fińskich. Wokoło, nie licząc tego 
co było w granicach Litwy , leżały jeszcze bar- 
dzo rozmaite odłamy przed trzystu laty rozkru- 
szonej Rusi. Z rzędu rzeczy pospolity eh handlo- 
wych , Nowogród najmocniej pamiętał o swoich 
swobodach, Psków ciężej przyciśniony nieza- 
pominał ich także. Z rzędu udzielnych książąt, 
riazańscy bronili się usilnie. Miasta zagrożone 
jarzmem, poglądały w stronę skąd tylekroć 
przychodziła dla nich opieka : wyciągały ręce 
do królów polskich z rodu Giedymina ; Rury- 



— 90 — 

kowie obracani w poddanych, jedyny mieli 
trybunał sprawiedliwości w namiocie cara ta^ 
tarskiego. Iwan przedziwnie zrozumiał swoje 
środkowe stanowisko między barbarzyńcami i 
chrześcijany , czuł co trzeba było wziąść od 
pierwszych, a co odjąć drugim żeby stworzyć 
całkowitą jedność despotyzmu. W systemie 
władzy monarszej podnosił się jako książę rzeszy 
tatariskiej ; przeciw systemie społeczeństw euro- 
pejskich występował jako rycerz odszczepień- 
stwa greckiego. Oba godła któremi się pokry- 
wał, służyły mu na przemian. Jeśli łiordy powa- 
śnione wycieńczały się własnym orężem , Iwan 
z chrześcijańskim swoim ludem uderzał na naj- 
słabszą, łupił i podbijał. Takim sposobem 
wielki książę moskiewski pod zwierzchnictwem 
cara Kapczaku , rozciągał zwierzchnictwo nad 
chanem Kazania (1469). Jeśli gdzie odszcze-^ 
pieństwo religijne przygotowało odszczepień- 
stwo polityczne od Litwy i Polski , Iwan przy- 
biegał z mocą tatarską, zabierał i ujarzmiał. 
Takim sposobem opanował Nowogród (1479). 
Z jękiem mordowanych siabrow poważnej Han^ 
zy rozeszła się pierwszy raz po Europie sława no-^ 
wego mocarza. Los przychylny jemu, na krwawą 
kolebkę rodzącej się potęgi pośpieszył rzucić pur- 
purową zasłonę. Zofij a sy no wica ostatniego cesa^ 



— 91 — 

rza bizantyńskiego 9 Konstantyna Paleologa , zo- 
stała żoną Iwana. Wielki książę moskiewski 
mniemał się bydź prawym dziedzicem zaszczytów 
po zmarłym cesarstwie Wschodu, ustroił swoje 
państwo w szaty zwleczone z trupa. Niegdyś 
Oleg przywiózł był z Konstantynopola tarczę 
z wizerunkiem S. Jerzego i zawiesił na bramie 
Kijowa. Herb len przeszedł koleją przez Włodzi- 
mierz nad Klazmą do Moskwy. Teraz czarny 
orzeł dwugłowy zastąpił jego miejsce. Kiedy 
tak despotyzm moskiewski, złożywszy najwał- 
niejsze próby rozboju wolności , legitimował się 
przed monarchijami europejskiemi dostojeń- 
stwem rodu po kądzieli , zbliżał się też czas wyj- 
ścia jego z pod władzy drugiego rodzica. Pano- 
wanie Tatarów dogorewało. Jeszcze car hordy 
złotej Achmet, ciągnął z wojskiem żeby ukarać 
wyłamującego się hołdownika ; ale Iwan wy- 
cieczką nad Wołgę odwrócił go w stepy, a Ta- 
tarowie Nogajscy znieśli całą jego siłę. Popół- 
trzecia wieku ulegania Tatarom, Ruś wschodnia 
wyszła z ich rąk zupełnie niepodległem pań- 
stwem moskiew^skiem (1480). Zewnętrzna jej 
niewola skupiła się we wnątrz, absolutyzm 
wszystkich baska ków zebrał się w jednym po- 
tomku Ruryka, i ten ztatarzony kniaź moskiew- 
ski przypomniał sobie że była kiedyś Ruś — na- 



— 92 --' 

wet Ruś cała; postanowił więc tytułować się sa- 
moioładzcą całej Rmi\ Myśl olbrzymia gienijal- 
nego despoty rozciągniona bez granic na prze- 
szłość i przyszłość, wyraziła się w tych t rzęch sło- 
wach. Zabór ziemi, los jej mieszkańców, walka 
niepodobna do ugodzenia z Litwą i z Polską, mia- 
ły tu dokładną zapowiedź. Iwan w wojnie i w'tra- 
ktatachz naszym Alexandrem ukazywałjawnie, 
jakiego watka trzymały się i jego wspomnienia 
zuchwałe, i jego pretensye zuchwalsze jeszcze : 
podczas boju, sprzymierzeńców i przechodniów 
na swoje stronę znajdował w nieprzyjaciołach 
powszechnego kościoła; podczas układów, zmu- 
szał króla odszczepieństwu greckiemu zaręczać 
swobody. Srogi kniaź moskiewski niezdołał 
wszakże widzialnych zdobyczy pomknąć za 
Dniepr,ducha tylko usłużnego rozpoczętej spra- 
wie tchnął dalej, i zakończył życie (1505). 

Przebiegłość greczynki zapewniła następstwo 
dziecku j^j łoża. Wasil Iwanowicz, z matki po- 
tomek Paleologów, objął tron Moskwy. Współ- 
czesny ten sąsiad Zygmunta I. nie miał ani tęgo- 
ści charakteru, ani mocy umysłu swego ojca; 
ale odziedziczył po nim machinę nakręconą do 
wszystkich celów i jej siłą posuwał się zręcznie. 
Zniszczył on naprzód ostatek udzielnych ksią- 
żąt, ujarzmił Psków zupełnie^ i pozyskał najnio- 



— 93 — 

wątpliwsze prawo nazywać się samodżierźcą* 
Gnębiąc potem szczątki hord nadwołźańskich , 
intrygując w Krymie, stanął na najwyższym 
szczeblu w rzędzie potentatów tatarskich i mia- 
nował się już carem (*). Wiążąc się nareszcie 
z nieprzyjaciółmi domu Jagiełłów, w imię od- 
szczepionej wiary, przez instynkt despotyzmu , 
odpierał społeczeństwo polskie, zdobywał Smo- 
leńsk, szerzył Moskwę na ziemi dawnej Rusi. Po 
śmierci Wasila (1533) syn jego małoletni, w lat 
kilkanaście wyszedłszy z rąk opiekunów, pier- 
wszy odprawił uroczystą ceremoniją koronacyi 
1 wywiesił pompatycznie wszystkie znamiona 
dostojeństw, pomału i jakby incognito przez je- 
go przodków przyswajane. \V nim też ujrzał 
świat wykończony wizerunek cara. Dosyć powie- 
dzieć — był to Iwan okrutny! Wowym czasie 
kiedy Zygmunt August zrzekając się resztki 
swoich praw samowładnych , zlewał ostatecznie 

(*) Wyraz r«r, u Slawian znaczył, panującego, monarchę, 
króla. Rusini nazywali carami równie chanów tatarskich jak ce- 
sarzów greckich. Wasil Iwanowicz i z natury swojej władzy i ze 
wspomnień familijnych , czuł się godnym tego zaszczytu , pisał 
swój tytuł : « Wielki Kniaź Moskwy, Car i Pan catej Kusi. » 
Gdy w dyplomatycznych korrespondencyach przyszło powiedzieć 
to po łacinie, zdarzyło się cudzoziemskim nawet kancellaryom 
położyć następne tłómaczenic : imperator et dominator totius 
Hussio!. Stąd moskiewska przyczepka do formuły, której potwier- 
dzenie wyjednała przewaga polityczna Piotra i Katarzyny. 



— 94 — 

Litwę i jej ziemie ruskie z Polską ; straszny de- 
spota moskiewski dokonywał także u siebie po- 
litycznej roboty: znosząc wszystko co jeszcze 
mogło mieć jakikolwiek ruch samodzielny, dru- 
żyny książęce i bojarskie zlewał w militarne cia- 
ło Streliców, w pewną instytucyą Janczarów, pi- 
sał ustawy karne przerażające barbarzyństwem. 
I państwo Iwanów stało się doskonałą cało- 
ścią — krajem którego wszystkie muszkuły 
mięsne, dźwigała jedna, absolutna wola. 

Ten kraj na odłamie podboju warjagskiego, 
na koczowiskach hord tatarskich, ina posiadło- 
ściach Kawalerów mieczowych, nawet po za 
granicami sławiańszczyzny zakreślony, mógłże 
nazywać się Rusią, równie jak naprzy kład Wo- 
łyń, Podole, województwo lwowskie? Znano go 
powszechnie pod właściwszem imieniem Mo- 
skwy. Ten zbiór poddanych, jarzmem caryzmu 
stłoczonych, nie miałże jednak w sobie przewa- 
żnej części narodu ruskiego ? 

Trzeba znowu w tej mierze szukać jego po- 
wszechnych historycznych charakterów przy- 
wiązanych do nazwiska. 

Język, jaki daje się widzieć w pomnikach pi- 
śmiennych państwa moskiewskiego z owych 
czasów, nie jestto język naszych statutów litew- 
skich : wielki między nimi rozbrat , i oba wró- 



- &S - 

źną stronę , chociaż nie równie daleką ubiegły 
drogę od wspólnych wzorów XI i XII wieku. 

Jeśli jeden z nich pochylony ku polśzczyznie, 
zdawał się już bardziej zrywać starożytny swój 
wątek, drugi w kixilce nagłym pędem przedłu- 
żając raz powzięte zboczenie , niemal zostawił 
pierwszemu prawo nazywania się żrzódłowym- 
Ponieważ zaś obecnie lud prosty w gubernii mo- 
skiewskiej i jej okolicach , mówi najczyściej po 
rossyjsku(*), aten nowożytny język rossyjskijest 
niezmiernie odrodnym wyrostkiem pierwiast- 
kowej ruszczyzny; więc Moskwa w przyczynach 
odosobniających jej byt polityczny, musiała 
mieć nasiona osobnej narodowości i mowy. Ję- 
zyk za tem przeznaczony odbiedz i od pnia i od 
wszystkich gałęzi dyalektów wschodnio -sła- 
wiańskich, a stać się panującym w granicach 
despotyzmu carskiego, nie był ani czystą, ani 
powszechną cechą ruskiego rodu , owszem na 
Rusinach kładł cechę moskiewszczyny. Có 
w tym samym języku i w różnoplemienny eh lu- 
dach carstwa utrzymywało nieprzerwany, żyjący 
związek ze znikłem jestestwem dawnej Rusi, co 
o czasy Włodzimierza i Jarosława W. zaczepio- 
ne, przez tyle zmian politycznych, w wolnych 

(*) Grecza. Rys histor. lit. ross. — przekład Lindego. Warsz. 
1833 atr. 13. 



— 96 — 

rzeczachpospolilych , w litewskich i w tatar- 
skich władarstwach równie zachowane, chara- 
kteryzowało teraz Moskwę, to zapewne musiało 
opierać si^ głębiej niż na zewnętrznych , rucho- 
mych znakacłi ruszczyzny — musiało dotykać 
duszy Rusinów. 

Takiem ich piętnem odwiecznem i takim ich 
węzłem powszechnym była wiara przyniesiona 
z Carogrodu, była władza duclio wna metropolity 
wMoskwie,patryarchy w Stambule. Dalej iwyźej 
nie szła hierarchia odszczepieństwa , które w ko- 
ściele chrystusowym , zbudowało sobie osobny 
kościół greko-^ruski. Tu zbiegały się do jednego 
punktu umysły wszystkich współwyznawców, 
jakikolwiek był ich dyalekt, stan i obyczaj. Tu 
Ukrainiec Podołaniu i Litwin, jeśli odrzucił 
jedność z Rzymem, spotykał się niewidomie 
z Nowogrodzianinem i Susdalem. Ten węzeł wła- 
dzy duchownej odcięty od prawdziwego począt- 
ku, padał już pod nogi siły maleryalnej : ręka 
carów ująwszy się jego osnowy, przez miliony 
nitek ciągnęła z głębi społeczeństwa polskiego, 
naturalnych zwolenników despotyzmu. Między 
Moskwą i Polską inne granice zakreślał oręż, 
inne tajemnie przygotowywał spór Wschodu 
z Zachodem. 

Od początku bowiem wieku XVI upadało 



— 97 — 

nagle dzieło unii floi^enckiej. W owym czasie 
kiedy wzburzone namiętności , interessa i rozu- 
my świeckie, podniosły powszechny niemal 
w Europie rokosz przeciw władzy duchownej , 
Polska ujrzała się oskoczoną zewsząd od różnych 
hufców odszczepieństwa. Wdzierały się do niej 
z jednej strony czeskie i niemieckie sektar- 
stwa, wkradała się z drugiej schyzma carogrodz- 
ka za którą dybał zbrojny zabór moskiewski* 
W Litwie, na Ukrainie, Wołyniu i Podolu — 
wszędzie gdzie można było przemówić w imię 
Rusi , poczęło krążyć mnóstwo wysłanników 
Moskwy. Popi , diaki i różnego rodzaju aposto 
łowię wędrowni, pracowali naprzód między 
prostym ludem i duchowieńslwem niższem , 
znajdowali później zwoleników i protektorów 
w magnatach i biskupach. Dóm Ostrogskich 
tak dobrze zasłużony rzeczypospolitej w obronie 
jej ziemi, dziwnie opacznem zrządzeniem , naj- 
gorliwiej popierał sprawę przeciw jej społeczeń- 
stwu. Metropolita kijowski Józef Sołtan, chciał 
zapobiedz złemu ; lecz daremne były wszelkie 
troski i sposoby. Następca jego Jonasz II, sam 
zerwał związek z Rzymem (1 520) — schyzma o- 
garnęła w Polszczę prawie wszystkie ziemie 
ruskie. 

Podczsrs lak zepsutej jedności religijnej , Zy- 

7 



— 98 — 

gmunt Augusl niezmordowanym slaraniem do* 
cifgał do skutku jedność polityczną. Unija lu* 
bełska dojrzewała świetnie i spiesznie jak owoc* 
wewnątrz skażony od robaka. 

Batory orzeźwił rzeczpospolitą oczmuconą i 
drzemiącą za stołami biesiad , narad sejmowych 
i dysput teologicznych. Szlachta wsadzona na 
koń, Sicz kozacka ujęta w kluby militarnego 
porządku , nie miały czasu rozdymać iskier 
wojny domowej. Król rycerz prowadząc w ślad za 
sobą oświatę i propagandę wiary^odpierałdaleko 
siłę maleryalną Moskwy; jej siła jeśli — tak po* 
wiedzieć można — duchowa, zgłuszona hukiem 
dział i odgłosem iryumfów, leżała cicho w głę- 
bUrajów polskich. Sektarstwa wszakże nurtu- 
jące tajemnie, fakcye dumnych magnatów o- 
pierane na nich , wstrzymywały ramie bohate- 
ra: niedozwoliły mu zadać despotyzmowi ostat- 
niego ciosu w jego siedlisku, kiedy po śmierci 
Iwana Okrutnego (1584), zdarzała się najlepsza 
do tego pora. Wkrótce sam Stefan dokonał ży- 
wota (1586). 

Nastąpił Zygmunt III — monarcha, którego 
wiele czynów uchodzi dzisiaj jeszcze z pod oka , 
wiele zaś zostało potępionych jednogłośnym o- 
krzykiem niedawnych czasów. Długoletnie je- 
go panowanie poczęło się wperyodzie kończą- 



— 99 — 

cym szczęśliwą epokę naszych dziejów, prze- 
ciągnęło się w okres smutnych wypadków ; dla 
tego jest jakby środkowym punktem i kluczem 
wszystkich zagadnień historyi naszej. Cokol- 
wiek bądź, pod panowaniem tem , Polska od- 
piętnowała najsilniej swoje dzielnic^ w Sław iań- 
szczyznie. 

Trzeci statut litewski (1688) , jednocześnie po 
polsku i po rusku wydany (*), zdaje się bydź 
świadectwem , jak razem z obywatelstwem roz- 
krzewiała się i mowa polska; gdy atoli ani wspól- 
ność swobód cywilnych, ani wspólność języka, 
nieprzeszkadzały różnowiercom łączyć się prze- 
ciw ojczyźnie z różnymi jej nieprzyjaciółmi ^ in- 
teres religii stał zapewne na czele wszystkich 
intferessów innych. Pod tym względem gorli- 
wość króla i kilku oświeconyh mężów zaraz za^ 
jęła się Rusią. 

Metropolita kijowski Michał Rahoza , widząc 
do czego prowadziło zerwanie unii florenckiej 
dokonywane od lat siedmiudziesiąt, obruszony 
przytem szkaradą świętokupstwa jakiego do- 
puszczał się palryarcha carogrodzki Jeremiasz, 
przez sułtana że Stambułu wygnany i włóczący 
się po krajach ruskich rzeczypospolitej , zwołał 

{*) Linde, o Stat. Lit. str. 167. 



— 100 — 

synod do Brześcia litewskiego (1590) i otrzymał 
uchwałę stanowiącą powrót metropolii kijow- 
skiej pod władzę Rzymu. 

W tymże czasie Jeremiasz pozbawiony obło- 
wu z wyświęcania wyższych duchownych w gra- 
nicach Polski , skierował się ze swoim towarem 
do Moskwy i przedał carowi Fedorowi Iwanowi- 
czowi dostojeństwo patryarchalne, ordynował 
samoistnego patryarchę moskiewskiego (1590). 

Kiedy więc Ruś, dobrodziejstwami cywiliza- 
cyi wpleciona w społeczeństwo polskie , odna- 
wiała przymierze w duchu z Europą, z Zacho- 
dem ; Moskwa ubrana w szaty zmarłego cesar- 
stwa Wschodu, resztę jego jestestwa, nić hie- 
rarchii duchownej, wciągała do siebie. Odszcze- 
pieństwo grecko-moskiewskie, zostało całośfcią 
w sobie zamkniętą , u podnóżka tronu carów na 
głowie patryarchy zakończoną. 

Nowy patryarcha moskiewski Job, mienił się 
bydź patryarcha całej Rusi, rościł prawo do 
zwierzchnictwa nad metropoliją kijowską. To 
jakże? część rzeczypospolilej polskiej, mogła 
razem bydź częścią patryarchii moskiewskiej? 
Dobrzy patryoci i król mniemali , iż należało 
w tej mierze uczynić niewątpliwy rozdział. Do- 
pełnił tego powtórny synod w Brześciu (1595) 
przywracając uroczyście moc unii florenckiej. 



— 101 — 

Hippacyusz Pociej i Cyryl Terlecki, biskupi 
greckiego obrządku, wysłani do Rzymu otrzy- 
mali zupełne zalwierdifenie dzieła , które choć- 
by tylko pod względem politycznym uważane , 
miało niezmierną wagę (*). 

Nie łatwo atoli dawało się usunąć złe mnogie- 
mi żyłami rozprzestrzenione po kraju. Jeremiasz 
wróciwszy z Moskwy do Stambułu , za pomocą 
zebranych pieniędzy odzyskał swoje miejsce , i 
starał się przez pisma wywierać wpływ na me- 
tropoliją kijowską; Nicefor Grek mieniący się^ 
bydź jego kanclerzem i exarchą Rusi, intrygo- 
wał osobiście na Wołyniu i Ukrainie ; Aryanie 
Lutrzy i Kalwini, wspierali usilnie wszelką spra- 
wę przeciw Rzymowi ; obrażona duma postawi- 
ła na czele fakcyi przemożnego magnata ; kraj 
najdawniej do Polski wcielony dostarczył zwią- 
zkowi dwóch starszych duchownych, i skoro 
przyszło do ogłoszenia unii , w prowincyach po- 
łudniowych szczególnie objawił się nie mały 

(*) z podziwieniem zdarza się nieraz spotykad u pisarzów na- 
szych pod wpływem mądrości XYIU wieku rozbierających dzieje 
narodowe, gorzkie utyskiwania na akt unii brzeskiej. Zdaje się 
przecież że wypadki późniejsze w których Moskwa przeciw Pol- 
szczę grała rolą , mogły ich oświecić dostatecznie. Jeśli komu 
jeszcze i na tóm niedośd , niechaj spójnsy jak teraz Mikołaj pra- 
cuje nad wytępieniem unitów. Kronika Emigracyi Polskiej w to- 
mie IV na str. 336, umieściła ważny jeden dokument w tej mie- 
rze. 



~ 102 — 

opór* Przewodniczyli uporczywym w odszcze^ 
piei&stwie: Konstanty Ostrogski wojewoda ki- 
jowski, Gedeon Bałaban biskup lwowski i Mi* 
chał Kopysteński biskup przemyślski ; gorliwie 
obstawali za zjednoczeniem : melropolita Raho- 
za , oraz Pociej , Terlecki , i prawie wszyscy in- 
ni biskupi greckiego obrządku. Stąd początek 
rozdwojenia się na unitóid i disunitów ^ czyli 
schyzmatyków . 

Z razu wszakże rozdział len do najgłębszego 
gruntu szczepający rzeczpospolitę, nie okazy- 
wał symptomatów wojny domowej : umysły ją-, 
trzyły się w ciszy. Świetny wiek XV|, w ciągi^ 
którego różne wiatry naniosły do ojczyzny na*, 
szej wiele nieszczęść napotem, zachodził po- 
chmurno* Tylko w stronie Siczy kozackiej kik 
ka błyskawic, zdawało się zapowiadać, skąd i 
ozem najstraszniejsza podejmie się burza. Na- 
stępne bowiem stulecie , w poranku niespokoj- 
ne choć jasne, o południu miało zawrzeć okrop- 
ną burzę. Jesttopery od w którym Ruś z ostat- 
kami swego starożytnego antagonizmu wystę- 
puje przeciw Polszczę, mocą tejże przyczyny 
ciachyla się ku Moskwie. 

VIII. 
JVa początku wieku XVII, obie potęgi spy-i 



~ 103 — 

chające się w Rusi — rzeczpospolita polska i 
carstwo moskiewskie — zawichrzyły się gwał- 
townie : obie jakby straciwszy środek swojej 
ciężkością wirują przez chwilę niesfornym ru- 
chem. 

Polska wytęża nagle rozprzężone siły, ze 
wszech stron koło siebie zapala wojny; a różny 
interes tych wojen ściera się wewnątrz, i we 
wnątrzjej jest rokosz, jest rozosobnienie myśli 
uczuć i dążeń. Dzielni wojownicy roznoszą je^ 
szcze sławę oręża ; wielcy mężowie dają jeszcze 
przykład najpiękniejszych cnót obywatelskich ; 
ale zwycięztwa nie mają już pewnego celu i ni- 
kną bez owocu ; sejmy nie widzą przed sobą po- 
wszechnej sprawy i schodzą na swarach , hufce 
zbrojne stają się rozwydrzonym żołdactwem i 
po nieprzyiacielsku wyciskają żołd od Ojczyzny; 
kozactwo nie dba o spokojność państwa, byle 
mieć zysk i łupież, magnaci samopas przedsiębio- 
rą awanturnicze wyprawy , chodzą sadzać carów 
w Moskwie. 

Moskwa bowiem, której wszystkie siły despo- 
tyzm zciągnął do berła , za nagłem przerwaniem 
się dynasty i, padła bezwładna. Po zgonie Iwana 
okrutnego, niedołężny syn jego Fedor panował 
krótko, Borys Godunow zgładził ostatniego po- 
tomka Ruryków moskiewskich i sam ogłosił 



— t04 — 

si^ carem : tron slanął otworem dla przywłasz- 
czycieli różnego rodzaju , jak zdradne rusztowa- 
nie , na którem ukazywały się głowy w koronie 
Iwanów i leciały w pi^zepaść jedna po drugiej. 
Poczęli zjawiać się Dymitrowie samozwańcy- 
Pierwszy z nich — do dziś dnia nieodgadniony 
azali nie był prawdziwym Dymitrem — za po- 
mocą panów polskich został na chwilę carem 
(1605). Niedługo potćm zdarzyło się że Moskale 
w stolicy swojej zajętej przez wojska polskie , o- 
fiarowali berło synowi Zygmuntalll, Władysła- 
wowi (1610). 

Wsrzód rozprężenia tedy obu potęg, zdawał 
się los przechylać na stronę Polski, oddawać jej 
Ruś starożytną aż do najdalszych krańców. Ale 
jak zwycięztwo rzeczypospolitej , tak upadek 
caratu były pozorne. To co stanowiło siłę zdo- 
bywcza Polski, czem ona wciągnęła w swoje je- 
stestwo Litwę , już ledwo tlało w jej samej ; to 
co utworzyło naturę Moskwy, czćm ona wyry- 
wała z łona Polski resztę niedotrawionych na- 
bytków litewskich , wzmagało się co raz bar- 
dziej. Polska nie miała interessu dobijać się 
o korony, bo niebyła monarehiją, lecz tylko 
społeczeństwem; nie mogła wcielać w siebie 
nowych narodów, bo to społeczeństwo rozer- 
wane w duchu straciło swoje działalność 



^ 105 — 

organiczną. Moskwa nie miała chęci złamać 
swego despotyzmu; bo nie była cywilizującym 
się narodem, lecz tylko państwem ; nie mogła 
zmienić swego jestestwa, bo w jej mocno sku- 
pionym duchu, leżało nasienie nowego cara. 

I tryumf chwilowy polskiego oręża w Mo- 
skwie przeminął ; dynasŁya Romanow zajęła 
miejsce dynasty i Rury ka. 

Żeby dóm Wazów mógł utrzymać tron szwedz- 
ki trzeba mu było nachylić się ku Lutrom , że- 
by mógł posieść tron moskiewski musiał popie- 
rać schyzmę. Monarchiczny interes państw, któ- 
ry rządził już całą Europą, pozwalał na to, ra- 
dził owszem sprawy religijnej używać mądrze z^ 
narzędzie polityku Lecz żeby zachować całość 
Polski , żeby jej budowę naprawić i wzmocnić , 
cóż należało czynić? Rzeczpospolita nasza jedna 
już tylko w Europie miała inny kształt polity- 
czny. Zygmunt III jako monarcha nie zasłużył na 
imię biegłego polityka, jako panujący nie zdołał 
zachować posiadłości swego państwa : widział 
władzę Turków ustaloną w Multanach i Woło- 
szczyznie( 1621 ); ale jako król polski — naczel- 
nik wolnego narodu , rozumiał swoje powoła- 
nie, ile miał mocy, pracował w głównym inte- 
ressie rzeczy pospolitej, starał się spoić rozchwia- 
ne jej społeczeństwo. 



— loe — 

Pod tym względem , oprócz innych sektarstw, 
disunici największą musieli obudzać troskli- 
wość. Schyzma naprzód wzięła się do pióra , za 
pomocą tilozofów luterskich i aryańskich atta- 
kowała uniją; a że trzeha było przemawiać do 
niższych duchownych i pospólstwa, mnóstwo 
pism wydawano po rusku. W obronie swobód 
wiary, rozdrażnione umysły, powoływały się 
nieraz na prawo publiczne : przez wszy&tkie war- 
stwy zmian nieodzownych , sięgano aż do pier- 
wiastkowej udzielności narodu ruskiego. Za 
jedyną żyłkę swojej dawnej natury targniona 
Ruś, z pod litewskich praw podboju, z pod pol- 
skich węzłów cywilizacyi, wynurzyła się je- 
szcze z ostatkiem swojej n^owy, z zagubionem 
imieniem i w krotce z bronią. Zbrojną reprezen* 
tacyą Rusi stali się Kozacy — ^zbiorowisko świe- 
żo rozmnożone w łonie rzeczy pospolitej, niezna- 
ne ani wpaństwie Jarosława W. ani w króle- 
stwie Daniela. 

Przed stu laty,Zygmunt | nadał im grunta po^ 
wyżej porohów (1610): rozszerzyli się wkrót- 
ce aż do zamku Czerkas , gdzie mieszkał pierw- 
szy ich przełożony Daszkiewicz, który radził 
na sejmie ( 1520) żeby ciągle utrzymywać pod 
bronią przeciw Tatarów 2,000 tego ludu. Wiat 
niespełna 30 po tem, za Zygmunta Augusta, wv^ 



— 107 -^ 

prawy kozackie dawały się już we znaki Krymo- 
wi i Azyi mniejszej. Nim upłynęło jeszcze lat 30, 
Batory miał do urządzenia bardzo znaczą lu- 
dność. Ustanowił on sześć półków rejestro- 
wych, każdy po 1,000 ludzi; osady rozcią- 
gnął od Czerkas pod Kijów, stolicę hetmań- 
ską przeniósł do Trechtymirowa , hetmanem 
mianował ksiąźęcia Bohdana Roźyńskiego ( o** 
koło roku 1576). Teraz mogło Kozaków wy^- 
stąpić do boju przeszło 30,000. Siła ta pray- 
nosiła dzielne usługi Polszczę, ale nie zawsze go- 
towa była słuchać j^j rozkazów: bądź z podusz- 
czenia obcych mocarstw, bądź z własnej niepo- 
hamowanej chęci i potrzeby wojennych łupieży, 
obracała się na jej szkodę, samowolnie zapalała 
zatargi zościennemi państwami. Trzeł>a więc 
było Polszczę Kozaków powściągać. Ponieważ 
sama w obec Turków i Tatarów schowała chrze- 
Icijański oręż, musiała teraz i swoją koloniją 
militarną trzymać na wodzy traktatów. Aleza-^ 
hamować Kozakom czajki , zamknąć ich w rol- 
niczych zagrodach , byłoto odebrać im wodę i 
powietrze, zniszczyć żywioł ich stowarzyszenia, 
ich właściwego społeczeństwa. Stąd najpierw- 
sze niechęci. 

Społeczeństwo kozackie na ziemi pustej, przez 
iiitwę od Tatarów odebranej, nadaniami kró-^ 



— 108 — 

lów polskich rozpostarte, mnogiemi pasmami 
wspomnień, obowiązków i nadziei zrzecząpo- 
spolitą spojone, miało jednak swój kształt sa- 
morodny, stanowiło w jej składzie niejaką na- 
rośl, która musiała albo wsięknąć w ogólne je- 
stestwo, albo odrywając się zrobić krwawą, nie- 
bezpieczną ranę. Trzeba więc było Kozaków 
spolszczyć zupełnie : jak niegdyś Litwę i znaczną 
część Rusi, tak teraz nową ludność Ukrainy, 
przejąć organizmem społeczności polskiej, przy- 
wieść do jednakiej religijnej i politycznej zasa- 
dy. Ale Kozacy byli jednym równym stanem, 
nie mieli książąt i bojarów. Ponieważ społe- 
czność polska kształcąc się rozlewem wolności 
od tronu do co raz niższych stopni narodu , za- 
trzymała się w biegu ; nie mogła że tak powiem 
całą powierachnią swoją działać na równe, gład- 
ko zestrychowane stowarzyszenie. — W tym pun- 
kcie najdotykalniej daje się czuć pod ręką węzeł 
wszystkich zagadnień history i naszej, leczjest tu 
razem zagadka całej historyi chrześcijańskiej — 
Na stepach nad Dnieprem , w obliczu starego 
Kijowa, w młodym zawiązku sławiańskiego lu- 
du , spotyka się twarz w twarz siła wewnętrzna 
Polski i Moskwy, Zachód ze Wschodem. Tu po 
wojnie trzydziestoletniej, ma się rozpocząć osta- 
tnia walka średnich wieków z przyszłością Eu- 



— 109 — 

ropy; odtąd będzie juz prosta droga dziejów do 
dni dzisiejszych: do jęku narodów wzdychają- 
cych z nami, do tryumfu monarchów trzymaj ąr 
cych z Mikołajem. 

Polska była najbujniejszym, najeży ściej ł)ły- 
szczącym wypływem tych świętych rycerskich 
wieków, kiedy gorące niebieskie tchnienie 
w ludzkość , nauką poświęcenia się i miłości , 
krusząc topiąc i przekształcając dawne, pogań- 
skie formy moralnego świata, tworzyło nowy 
porządek rzeczy na ziemi ; kiedy nad materyal- 
nemi potęgami oręża, wyższa, prawdziwie umy- 
słowa władza, wstrzymując ciężar koron, do- 
zwalała narodom swobodniejszego ruchu — Pó- 
źniej zrywały się te związki interessów ziem- 
skich z niebem, zimna polityka monarchów 
poczęła urządzać świat, koło tronów krystali- 
zowały się aglomerata państwami zwane — Mo- 
skwa była najskrzeplejszem państwem. Powsze- 
chnym losem Europy dotknięta , rzeczpospolita 
jagiellońska stygła także, i ze stopionym berłem 
królów, zoslała niedokonanym odlewem wolne- 
go społeczeństwa. W jej jeograficznym zakresie 
był grunt gdzie po zupełnej jedności wiary, 
swoboda choćby powoli i drobnemi żyłami roz- 
chodzić się jeszcze mogła, był też inny, który 
zrównać należało. Niegdyś Polska religijną i po- 



— llO — 

lityczną swoje propagandę posuwała razem, 
teraz w głównych zasadach zepsuty jej orga- 
nizm, nie itiógł obu śrzodk ów harmonijnie u- 
żyć : gorliwość nawracania wyścignęła cnotę 
poświęcenia się i miłości. Strona oporna jednak 
pierwsza prawie wypowiedziała domową wojnę. 
Źlaraz po ogłoszeniu unii brzeskiej (1596) roz- 
ruch kozacki na Ukrainie pod dowództwem iVa* 
lewajki okazał, jakie żywioły składały zaród 
następnych buntów. Kozacy wstrzymywani od 
wypraw tureckich do których podbudzał ich 
cesarz Rudolf II, idąc walczyć pod znakami ce- 
sarskiemi w Węgrzech, po nieprzyjacielsku 
ciągnęli przez południowe prowincye rzeczypos- 
politej, radzi gdziekolwiek bądź mieć powód 
do łupieży, w imię obrony prawosławnej swpjej 
wiary, rzucili się rabować dobra metropolitalne 
i w ogólności duchowieństwa unickiego. Hasło 
religii i powab użycia swawoli, łatwo im nastrę- 
czał stronników w gminie współwyznawców, ani 
oświatą, ani żadnem dobrodziejstwem ńieprzy- 
wiązanych do porządku publicznego. Później 
uczyniwszy zamieszanie w Kijowie i zburzywszy 
wszystko co tylko z katolikami miało związek 
(1 620), udali się do Moskwy po osobna dla siebie 
władzę duchowną (*). Polska musiała użyć siły 

(*) Po zejściu metropolity Rahozy, nastąpił gorliwy Pociej 



— - - 



— lii — 

już nie tylkona poparcie swojej moralnej zasady ^ 
ale i dla widoków politycznych. Walka opinii 
przybrała surowy charakter : strona silaiejsza 
posunęła się do ucisku, słabsza do zaciętości. 
Bunt zapalający się w r. 1630, hetman koniec- 
polski uśmierzył i nową przysięgę wierności dla 
króla i rzeczypospolitej na Kozakach wymógł. 
W takim stanie rzeczy prawdziwie trafne i do- 
broczynne śrzodki nie mogły skutkować łatwo. 
Zakładanie szkół i rozkrzewianie unii na Rusi 
szło oporem. Była jednak wytrwała i patryoty- 
czna czynność w lej mierze. Zakon Jezuitów, 
wtenczas jeszcze niezasługujący na zarzuty do 
których później mógł dać powód, i zakon refor- 
mowany Bazylianów, przyniósł ojczyźnie wieko- 
pomne pożytki. W owejto epoce język polski 



(1598) ; po nim objął rządy cerkwi zjednoczonej, Rucki (1617). 
Za jegoto czasów , niejaki Teofan fałszywie mieniąc się bydź pa-* 
tryaTchą jerozolimskim, przybył do Moskwy i Teodora metropo- 
litą rostowskiego (ojca cara Michała) wyświącit na patryarchą. 
Teofan sprowadzony do Kijowa pod protekcyą Kunaszewicza sła- 
wnego hetmana Kozaków , postanowił metropolitą cerkwi pra- 
wosławnej Boreckiego , który pogardzał Ruckim i na czele disu- 
nitów wichrzył. Kiedy Kunaszewicz stanął przed Teofanem , ten 
mu w obec przytomnego kozactwa zganiła iź z królewicem Włady- 
sławem odbywał wyprawą do Moskwy^ niechciał dać rozgrzesze- 
nia za rozlaną krew moskiewską i zalecił na potem Kozakom, aby 
unitów i katolików prześladowali. (Ostrowski, dzieje kość. T. III 
str. 436). 



— 112 — 

wziął wyraźną nad ruskim przewagę. Zygmunt 
III. umierając ( 1632 ) zostawił przynajmniej 
część narodu w której leżało życie historyczne 
Polski 9 spojoną mocniejszemi ogniwami. Za je- 
go rządów zmniejszyła się niezmiernie liczba 
dissidentów, i znacznie osłabła schyzma grec- 
ka (*). Najzapaleńsi jej popieracze (Smotrycki) 
stali się najsilniejszymi przeciwnikami. Bez tych 
mało świetnych a cierpkich lekarstw na chorobę 
zaszczepioną w roskosznych latach jagieloń- 
skich, możeby dzieje nasze skończyły się na zaw- 
sze w połowie XVII wieku, kiedy ile mieliśmy 
opinii religijnych, tyle stronnictw politycznych 
wyciągało ręce do nieprzyjaciół , żeby przyszli , 
rozszarpać rzeczpospolitę; możeby wtedy po- 
tworzyły się nowego kształtu luterańsko-polskie 
i grecko-polskie odłamy — strawna pastwa dla 
zaborczej polityki Niemców i Moskali, ale już 
Polski niebyłoby nigdy. 

Po tdm wszystkiem co w ciągu ostatnich lat 
40 zaszło, Kozacy na sejmie konwokacyjnym 

(*) Udało się Zygmuntowi U\ — mówi Bandtkie z politowa- 
niem nad przeszłością naszą — upowszechnić prawie w Polszczę 
i w Litwie wiarę katolicką. Było w i*zeczy pospolitej Rusinów nie- 
unitów do czterech milt&nów ; Zygmunt Ul nawrócił ich na uni- 
tów i katolików przessio dwa miUony\ Przy śmierci jego ledwo 
juz tylko jeden Kalwin i jeden Arianin zasiadał w senacie. (Bandt- 
kie hisl.pol. T. II sir 272 i 274). 



— lis — 

1682, domagali się udziału w obieraniu króla, 
najwyższej prerogatywy obywatelstwa polskie- 
go. Nie dziw iż żądanie przyjęto z zadziwieniem i 
gniewem ; lecz wzajemnie nie uczyniono propo- 
zycyi , któraby mogła rozbroić zuchwałe umy- 
sły, na drodze właściwej wskazać im słuszność. 
Mniemano ii mocą najskuteczniej pokona się 
zaród niebezpiecznej , domowej siły. Namiętna 
duma i nikczemna prywata przyczepiły się do 
surowej, niewyrozumiałej powagi publicznej. 
Starostowie, albo raczej ich dworzanie, srogo- 
ścią i łakomstwem dotykali Kozaków: stawiono 
twierdzę Kudak dla wstrzymania ich i od we- 
wnętrznych poruszeń i zagranicaiych wypraw. 
Wybuchnął szturm przeciw twierdzy i sta- 
rostom , a naturalnym popędem przeciw temu, 
co zdawało się bydź główną przyczyną ucisku : 
tępiono nienawistne wyznanie wiary. Wojska 
rzeczypospolitej odniosły zwycięztwo, Pauluk 
i inni dowódzcy buntu zostali jeńcami (1637). 
Sejm warszawski posunął się gwałtownie da 
źle obranej drodze : zniósł wszystkie preroga- 
tywy Kozaków, strącił ich do smutnego stanu 
włościan.^(1638). 

Władysław IV, równie jak poprzedni królo^ 
wie widział zepsucie w organizmie rzeczypospo- 
lilej, widział że jedna część jej społeczeństwa za- 

8 



— tli — 

brawsży w siebie całą wolność , odbiei^ała życie 
innym członkom, myślał leż o sposoba<;t^ poprą-* 
wy. Wielka wojna turecka miała dać zrę- 
czność do ożycia obmyślanych na to środków. 
Ale czy Władysław IV rozumiał naturę jeste- 
stwa Polski i wyprowadzając ją w pole, przy 
rozgrzaniu rycerskiego ducha chciał ułatwić 
cyrkulacyą swobód politycznych po całem jej 
sparaliżowanem ciele; czy przeciwnie zapatruj 
jąc się na to, czego powabne dla monarchy wzo* 
ry przedstawiała cała niemal Europa, chciał 
przewróceniem historycznego kierunku w na* 
szym narodzie, wstecznym pociągiem wszyst- 
kich jego władz do góry, utkwićsiłę w Ironie? — 
jestto wątpliwość. Cokolwiek bądź, zamierzył 
sobie wprowadzić w grę Kozaków: od lat dzie- 
siątka, pod ciężarem przemocy rozpryśnioną> 
w iskrach zemsty i religijnej jedności tlejącą po- 
tęgę, rozmyślnie, skry temi podmuchami roznie- 
cił. Śmierć nie pozwoliła mu bydź sternikiem 
niebezpiecznej roboty. Umarł 1648 maja 20. 

Na dni kilkanaście przed zgonem króla, już 
Chmielnicki wsparty staraniem disunily arcy- 
biskupa kijowskiego Mohiły, i posiłkiem od 
chana krymskiego, ze znacznym tłumem koza- 
ctwa , z 80,000 Tatarów, zaczepnie i zwycięzko 
ciągnął w głąb Polski. Rzeź powszecłma katoli- 



— 115 — 

kóiv i unitów^ a zagarnięcie do wspólnej spra- 
wy wszystkich schyzmalyków, oznaczyły zaraz 
charakter tej okropnej wojny. Była cma w grun- 
cie religijną, przez to samosocyalną, a jak każda 
inna polityczną. 

Chmielnicki człowiek wielkich zdolności, 
wyniosłego umysłu , z sercem zakrwawionem 
osobistą krzywdą, umiejętnie sprawował do^ 
wództwo na które los go wystrychnął, w miai^ę 
powodzeń wzbijał się w dumę, nienawidził stanu 
lodzącego rzecząpospolitą; ale rozmyślnym 
reformatorem społeczeństwa polskiego nie był, 
wszechwładztwa ludu, jak dziś chcą niektórzy, 
na widoku nie miał, kozactwem wreszcie do- 
wolnie kierować nie mógł. Wyższa siła parła tę 
powódź, wstrzymaćby jej sam niepotrafił ; rozu- 
rtiiał lylkó skąd dęły wiatry, znał źe zwinąwszy 
chorągiew prawosławnej wiary musiałby rozbić 
się albo osiąść na mieliźnie, i dla tego żarliwie 
obi^tawał za schyzmą. 

Pierwsze układy są tego dowodem. Skoro 
Jan Kazimierz włożył na swą głowę zarosłą już 
cierniami koronę Jagiellonów, (17 stycz, 1 648. ) 
wysłano kommissarzy klórzy przystąpili do u^ 
mowy w Pereasła wiu (19 lutego 1 649 ). 

Mianowany hetmanem Kozaków, traktowany 
jak udzielny mocarz, błagany żeby przyjął 



— 116 — 

l^uszczenie w niepamięć zaszłych wypadków, 
czegóż się domagał Chmielnicki? Podane przez 
niego warunki można ściągnąć do trzech pun- 
któw. 

Punkt pienuszy żądał przywrócenia swobód 
Kozakom jakie mieli przed sejmem 1638. 

Punkt drugi y godził na zniesienie unii, a di- 
sunitom zapewniał wszystkie prerogatywy panu* 
jącego wyznania. 

Punkt trzeci qS\q\sX mieć gwarancyą punktów 
poprzednich w 40, 000 regeslrowego kozactwa. 

O losie włościan Rusinów żadnej wzmianki. 

Poodjezdzie kommisarzy rzeczypospolitej, po- 
częły przybywać poselstwa cara moskiewskiego, 
hospodara wołoskiego, wojewody siedmio- 
grodzkiego, chanów tatarskich. Współwyznaw- 
cy nazywali hetmana Kozaków obrońcą i ro- 
zmnożycielem wiary, wszyscy nieprzyjaciele 
Polski winszowali muzwycięztw, podwładni, o- 
krzyknęli go swoim książęciem — pomyślał że 
można zrobić księztwo Ruskie. Kiedy Jan Kazi- 
mierz znalazł się w trudnem położeniu pod Zbo- 
rowem , zaraz Chmielnicki przedsięwziął przy- 
wieść do skutku swój zamysł : podał warunki 
w treści te same co pereasławskie, lecz z daleko 
rozleglejsz^m zastosowaniem. Żądał żeby kraj 
Kozaków rozciągał się aż po rzekę Horyń na W o- 



— 117 — 

łyaiu ; w tym zakresie trzy województwa : bra:^ 
oławskie, kijowskie i czernichowskie, to jest 
właściwą Ukrainę chciał wyjąć zupełnie z pod 
wpływu moralnego Polski, urzędy i szkoły 
w nich tylko nieunitom powierzyć; domagał się 
nakoniec zupełnego zniesienia unii, a przypu- 
szczenia metropolity i władyków nieunickich 
do senatu polskiego. 

Król ratujący się zakupioną przyjaźnią Tata- 
rów, musiał przyjąć przeprosiny hetmana, pod- 
pisać umowę (19 sierpnia 1649). Ale rzeczpospo- 
lita — taka jaka była — bez gwałtu przeciw swo- 
jej naturze nie mogła zezwolić , aby w ognisko 
jej rady, jej rządu weszło to, co jej duch wie- 
cznie odpychał, z czem inny duch miał wieczy- 
sty sojusz. 

Z drugiej strony osobista ambicya Chmielni- 
ckiego nie skończyła jeszcze zawodu : szło mu 
o hospodarstwo wołoskie dla syna, o udzielniej- 
sze, mocniej ustalone panowanie dla siebie. Od- 
nowiła się walka i wojsko polskie odniosło wiel- 
kie zwycięztwo pod Beresteczkiem (28 czerwca 
1651 ). Zwycięztwo to źle poparte zakończono u- 
kładami(28 września). Kozacy pod warunkiem 
wierności iposłuszeńslwa dla rzeczypospolitej — 
federalnego niejako z nią związku, otrzymalicałe 
województwo kijowskie, wolność swego wyzna- 



~ 1 18 — 

nia i dawne swobody, a nadto więcej niż ża Ba* 
lorego mieli, bo zaciąg regestrowy podniesiony 
do 20,000. Rzecz jednak rozlrzygana gwałto- 
wnie orężem, gdzie tylko miłość chrześcijańska 
i czas skutkować mogły, nieza trzy mała się dłu- 
go na tym punkcie. Obie strony miały wielkie 
do złożenia ofiary, żadna nie była gotowa lego 
uczynić. Tłumy ludu nie mieszczące się w li- 
czbie szeregów regestr o wy eh, a obowiązane wró- 
cić do poddaństwa w dobrach królewskich lub 
szlacheckich, wynosiły się na pustynie mo- 
skiewskie, zakładały osady Achtyr, Szumsk, 
Charków i Rybno; prywata dalej przędła swoje 
zamysły. 

Chmielnicki napadł zdradliwie wojsko pol- 
skie pod Batowem (1652); w ciągu rozpalonej 
znowu wojny otoczył króla pod Zwańcem. U- 
mowa Zborowska została przywrócona (1653). 

Był tedy moment kiedy kraj południowy nad- 
dnieprski, po rzekę Horyń odszczepał się od 
dziedziny jagiellońskiej. Słabe węzły łączyły 
go z rzecząpospolitą. Po gruncie Rusi nieprze- 
niknionym do dna duchem Polski, łatwo rozla- 
ło się kozactwo znajdujące w nim jedność wia- 
ry i plemienia. Lecz ten młody, surowy zawiązek k 
społeczeństwa zaporozkiego, nasycony nagle 
\vielką massa ludności , miałże swój własny or- 



— 119 — 

ganizm zdolny ogromną a niesforną jeszcze siłę 
maleryalną na pewny tor cywilizacyjnego postę- 
pu wprowadzić, wewnętrznie urządzić, i przez 
to ku zachowaniu pewnej udzielności obrócić? 
Przecież stowarzyszenie ułożone trybem tatar- 
skim do wiecznej wojny, dalej trwać nie mogło, 
musiało lada chwila bydź pozbawione swego 
żywiołu. W owym czasie i w owym stanie potęg 
sąsiednich, trudno już było Kozakom wyrobić 
sobie dobitnie odznaczoną i choćby na fede- 
racyjnych jakich przymierzach opartą nie- 
podległość. Zabór ich jak niegdyś zabór li- 
tewski ważył się między Polską i Moskwą. 
Pamięć doświadczonych dobrodziejstw od 
królów rzeczypospolitej , która wyhodowała 
ich na swojej ziemi, była ich ojczyzną; bra* 
terslwo z Lachami zawiązane w tylu wspól- 
nych -prawach i zwycięzlwach ; powab tych 
swobód, jakie lud nieokrzesany ale żywo czują- 
cy cenę wolności, w stanie szlacheckim całko- 
wicie rozwinione widział, za w^zór urządzania 
się, za cel życzeń nawykł sobie stawiać, to 
wszystko przechylało Kozaków na zachód* Lecz 
daleko może dzielniejsza moc, zaczepiona o ser- 
ca płonące przywiązaniem do wiary^ o umysły 
sfanatyzowane wojną religijną, ciągnęła ichnie- 
widoniie na wschód. Polska obrażona , krwią 



— iiO — 

złana^ w gniewie i dumie była zakamieniała ; 
Moskwa pełna chytrej radości z przymileniem 
podawała rękę. Mimo instynktowy, wrodzony 
wstręt Kozaków ku moskiewskiemu despoty- 
zmowi, mimo mądre przestrogi króla szwedz- 
kiego , i nakoniec mimo opór samego ducłio- 
wieństwa schyzmaty ków, które z żalem przenie- 
wierzając sięrzeczypospolitej, chciało przynaj- 
mniej obwarować swoje udzielnosć, po za stoli- 
cą duchowną Moskwy wprost bydź pod władzą 
Carogrodu, fatalny popęd wziął swój skutek. 
Chmielnicki poddał się carowi przez umowę 
zawartą w Pereasławiu ( 1654), car posłał dwa 
wojska: jedno na Litwę, drugie na Ukrainę. 
Niedługo potem wkroczyli Szwedzi przez Prussy 
(1656); protestanci polscy, a z nimi inni dissi- 
denci, rzucili się w objęcia drugiego nieprzyja- 
ciela ojczyzny. 

Był moment kiedy rzeczpospolita staraniem 
Jagiellonów spojona, pod ich rządami zasianym 
i rozkrzewionem różno wierstwem zszarpana we 
wnątrz, słyszała już na siebie wyrok rozbioru. 
Skąd pochodziło źrzódło nieszczęść > najlepiej 
to okazują sposoby ratunku. Konfederacya Ty- 
szowiecka (1655 grudnia 29), rozwinęła chorą- 
giew religijną. Broniąc się w kościołach, zasila- 
jąc się klejnotami ołtarzów, groszem ducho- 



— 121 — 

wnych, zwolna, z wielkim trudem dźwigała się 
Polska z upadku. 

Kozacy prędko poczuli dążność carskiej opie- 
ki. Śmierć Chmielnickiego (1657) przecięła wię- 
zy krętej jego polityki gmatwającej prywatnemi 
widokami wielkie interessa ogólne. Helman 
Wychowski obrócił się ku nieszczęśliwej Pol- 
szczę: przyszło do układów w Hadziaczu (1658 
września 16). 

Umowa hadziacka wyprowadzała juz na scenę 
naród rusi i ]diko strona traktującą, jako część 
rzeczypospolitej wracającą do niej; lecz tylko 
trzy województwa: bracławskie, kijowskie i 
czerniechowskie, ukazywały się w postaci kra- 
ju ruskiego — księztwa Kusi. Polska znękana 
niedolą, pi*zyjmowała»warunek, który daleko 
rozleglej nadłamywał jej jestestwo, podpisy war 
ła zniesienie unii religijnej ; ale skłoniła się ra- 
zem do powolności, klóra rozszerzeniem jej 
składu społecznego, wszystko naprawić mogła. 
Oprócz swobód w ogólności zapewnionych Ko- 
zakom, hetman otrzymał prawo, stu ich z każ- 
dego półku podawać sejmowi do obdarzenia do- 
stojeństwem szlachectwa. Niebyłato zapewne 
i*ewolucya, jakiejby dzisiaj bez względu na tam- 
te czasy życzyć można; zawsze jednak krok 
ten właściwy obiecywał pożądańsze zmia- 



— 122 — 

nyy a w części przyniósł bardzo użyteczne o- 
woce. 

Pak ta hadziackie^ dla tej samej przyczyny co 
pereasławskie i Zborowskie całkowicie sknlku 
w^zięść nie mjogły. Zburzone obu stron namię- 
tności nie łatwo dawały się ukołysać. Moskwa 
podżegała Kozaków, stawiła ze swej ręki het- 
manów; tłumy rozhukane nabrały już nałogu 
żyć w ciągłych zainieszkach. Kozacy pierwsi zer- 
wali układy: przy nieustającej wojniez Moskwą, 
Doroszeńko szukał opieki uPorty Otlomańskiej. 

Pokój doczesny zawarły w Andruszowie (30 
stycznia 1667) położył Dniepr za granicę między 
i*zecząpospolitą i carstwem , a nadto oddał Ki- 
jów ha dwa lata w ręce Moskwy. 

Jan Kazimierz ze smulnem proroctwem skła- 
dając narodowi koronę łzami oblaną (16 wrześn. 
1668), zostawiał dziedzinę Jagiełłów uszczuplo- 
ną w posiadłościach , niespokojną we wnątrz i 
zagrożoną nową wojną. 

Ruś południowa, przez swój religijny oddział, 
za pomocą kozackiej broni wyłamując się złona 
rzeczy pospolitej, zadała jej niezmiernie głębokie 
ciosy, sama krwią zlana, wycieńczona, częścią le- 
żała już pod stopami moskiewskiego despoty- 
zmu , częścią była wystawiona na łup Mahomer 
tanom. 



~ 123 -« 

Ten sam nieprayjaciel, od którego od^itico- 
ny oręż chrześcijański , pod sterem polilyki no- 
wożytnej toczył krew w domu , przychodził te- 
raz jak plaga zesłana przez opatrzność ukarać 
osłabionych bojem. Turcy przeszli Dniestr 
(4 sierpnia, 1672), opanowali Podole i wzięli 
Kamieniec. Traktat w Buczaczu { 18 październi- 
ka) zawarty, zostawił im ten zabór, a Kozakom 
hołdującym Porcie, Ukrainę przyznał. Po zwy- 
cięztwach Jana Sobieskiego, przez traktat w Zu- 
rawnie (1676) ledwo dwie trzecie części Ukra- 
iny wróciły Polszczę. Wiat 10 polem pokój 
grzymułtowskim zwany (1686) uwieczniając do- 
czesną umowę andruszowską, zapewnił Mo* 
skwie ziemie zadnieprskie i Kijów z jego okrę- 
giem. Nakoniec traktat karłowicki oswobodził 
od Turków Podole (1 699). 

W ostatnich chwilach XVII wieku określiły 
się granice rzeczypospolitej naszej , jakie już do 
rozbiorów przetrwały. Ujścia rzek : Taśminy do 
Dniepra, Sinej wody do Boha, i Jahorlika do 
Dniestra, oddzieliły na południu województwa 
kijowskie, bracławskie i podolskie od posia- 
dłości tuieckich. W tym obrębie kraju stokroć 
przeciągnionego ogniem i mieczem, Polska 
przed utratą niepodległego bytu miała jeszca^e 



— 124 — 

znacznie wykończyć swoje piętno na cząsice.tak 
drogo okupionej Rusi. 



IX. 



Sobieski był ostatnim królem , który za spra- 
wę powszechną podniósł oręż w Europie : sława 
narodu naszego jak dogorewająca lampa błysnę- 
ła wysoko i zapadła w ciemności. Kończyły się 
też zupełnie wtedy czasy chrześcijańskie. Wiek 
XVIII, w którym Fryderyk i Piotr pozyskali 
nazwiska Wielkich, Wolter i Katarzyna, pray 
oklaskach całego świata uwielbiali się wzaje- 
mnie, ów wiek polityki i materyalizmu , wpro- 
wadzał tryumfalnie na scenę dziejów ludzkich 
nowy porządek rzeczy, od d wóchset lat formują- 
cy się pod zasłoną wojennej kurzawy. Dyploma- 
tyka, armije machinalne i sztuka przeważania 
bilansu handlowego na własną stronę , miały 
teraz roztrzygać wszystko. Moskwa ze swoją bi- 
zantyńską i tatarską naturą, musiała w tym za- 
wodzie wybiedz na czoło. Obok niej Polska zna- 
lazła się w ciężkiem położeniu: nie było dla 
niej śrzodka , jak tylko dokonać jedną z dwóch 
rewolucyi: albo przewierzgnąć się w monarchi- 
ją ścisłą, i z obciętym, od mórz odsunionym 
krajem , stanąć nizko między państwami , albo 



— 125 — 

nagłem rozszerzeniem swojej tepiiblikanckiej 
budowy, całkowicie rozwinąć się we wnątrz, 
przeciw zewnętrznym zjawiskom dać i)OCzą« 
tek i wziąść ster powszechnego oporu. 

Rzeczpospolita nasza nie chciała i nie mogła 
złamać historycznego w sobie kierunku ; do roz- 
postarcia jego gwałtownym pędem brakowało 
jej własnych sił i postronnycłi żywiołów. 

Zycie więc Polski, działanie jej organizmu, 
musiało iść powolnym, stopniowym trybem: 
tak [też odbywało się i dalsze spolszczanie pozo* 
stałej w jej granicach Rusi. 

Dziwnym i cudownym prawie sposobem uma^ 
rżały się zajścia religijne. Po tylu klęskach zada** 
nych ojczyźnie , disunici ostygli w zapale, sami 
dobrowolnie skłaniali się do unii. Nie tylko 
świeccy, ale i duchowni co raz liczniej przecho- 
dzili na^st^onę kościoła rzymskiego. W roku 
1710, ani w Litwie, ani wprowincyach połu- 
dniowych), nie było już żadnego biskupa schyz- 
matyka (*). Przy takiem usposobieniu umysłów, 
za staraniem metropolity Lóna Kiszki, synod 
zwołany do Lwowa, a odbyty w Zamościu (1 720), 
umocował uroczyście i ostatecznie zjednocze- 
nie kościoła ruskiego z powszechnym. Szlachta 

(*) Oiitrowftki^ T. Ul. str. 553. 



— IJ« — 

pi^zyl^ein prawie wszystka przyjmowała obrządek 
łaciński. Kto był szlachcicem i kalolikiem , czy 
pocliodził z dawnych bojarów, czy z ])oźniej no- 
bilitowanycłi Kozaków, zapominał swego rodu, 
zartzucał swoje osobne obyczaje, stawał się bez 
żadnego odcienia Polakiem. Część przynajmniej 
społeczeństwa posiadająca wszyslkie prerogaty- 
wy polityczne, zlewała się wnierozdzielną, jedną 
narodowością przenikniona massę. Kto przez 
naukę , zasługę , albo wreszcie los fortuny zbli- 
żał się do niej, zaraz padała na niego zupełnie 
wykończona cecha. Miasta najrychlej poczęły 
doświadczać tego wpływu; lud prosty, tak wol- 
ny jak do ziejni przywiązany, stopniami dopiero 
mógł uledzogólnej przemianie. Wiele wsi wcho- 
dziło pomału do parafii katolickich, Uuija krze-» 
wiła się powszecłmie, w niektórych tylko miej- 
scach, mianowicie południowszej Ukrainy, za- 
chowała się grecka wiara. 

Od czasów Zygmunta III, język polski , szyb- 
kim krokiem torujący sobie wstęp do sądo- 
wnictw i wszelkich aktów publicznych , opano- 
wał teraz i prywatne domy oświeceńszej klas- 
sy; język ruski, z upadkiem sporów pole- 
micznych opuścił drukarnie, pozostał martwym 
w nieczytanych książkach, na śmierć wskaza- 
nym w rozmaitych dyalektach gminnych j gdzie 



— 127 — 

go pols£CzyzQa do&ięgała już drogą nauk ducho^ 
chownych, a kiedyś drogą instrukcyi zupełnie 
wytępić miała (*) Ten koniec był niieza wodny 



{*) Ci którzy (Uisiaj j«szcze> klóź wie dla jakich widoków, prgf 
gną odgrzebać indiwidualność Rusi, zwykle poczynając sobie od 
usiłowań kolo wskrzeszenia mowy ruskiej, utrzymują że ta mowa 
była jązykiem oddzielnym^ jak polski i nioskiewski; granice jej 
na ziemi zakreślają między Polską i Moskwą właściwą^ a biorąc 
zawsze pod uwngą tylko zabytki piśmienne » za nic niają wszelki 
rozdział dyaleklów żyjących, uchylają ich znaczenie pi*zez wycie- 
czką do Polski , gd/.ie także są prowincyonalizmy: mazowiecki, 
krakowski i t. d. ( t^atrz n. p. ro/prawą Mogilnickiego kanonika 
katedry przemy ślskiej i>brtądku greckiego* Czasopism Lwowski 
.1829. N. 3.) 

•. Jednak kiedy śpiewki Krakowiaków i Mazurów mają tylko 
akeentsobie właśr^iwy, <dumy Ukraińca nie zrozumie dobrze Ru* 
sin nadaiemeński. Gdyby dajmy nato, jązyk którym teraz Padu- 

ra pisze piękne swdje poezye^ wykształcił stą zupełnie , nie wiem 
czyby ^o można było brać za jedno z jąxykł^ai statutów litew- 
skich, albo książek teologicznych Smotryckiego.? • - 

Powszechnie już jest uznany rozdział mowy ruskiej na -idwie 
główne gałązie, które odnosząc do rozmaicie tworzonych klassy- 
ilkacyi samej Rusi, nazywają : białoruską i małoruską czyli ukra- 
ińską, Trzeba wiedzieć, że nazwisko małej Rusi powstało i^en- 
czas dopiero, kiedy Moskwa zagarnąwszy województwo czei*nie'- 
ćliowskie i Kozaków zadniepi*skich, a sama przezwawszy się Ros« 
syą, począła mianować swoje gubemije, wielko-imało-rossyjskie* 
mi. Ponieważ zaś nadto, do dyaleklu białoruskiego wypadałoby 
włączyć i dyalekt czarnoruski, a Ruś czarna, jak okazałem wy- 
żej , niema pewnie wytkniąlej posady; lepiej wiąc odznaczy to 
podział jeograficzny na półnoe i południe. Rzeka Prypeć zakrę- 
ca w tej mierae ostateczną granicę : po obu jej brzegaeh są sto** 
pniowe praejścia, ale za pasem pi6skimz|edaej f a polesia ^"olyń- 



— 128 — 

W prosiym biegu rzeczy; lecz ojczyzna nasza o- 
kryla ranami , otoczona zabójczą dla niej atmo* 

ftkiegoz drugiej strony, wyraźna jui daje si^ widzied różność' mo- 
wy północnej od południowej. 

Rzecz godna jeszcze uwagi, że idąc od miejsca gdzie Litwa 
viHtaściwa styka się z ziemią siawiańską, im dalej ku południowi, 
tym bardziej słabieje wpływ polszczyzny, a odcienia te są w pro- 
atym stosunku do przedziałów religijnycli. 

Dla praykładu, podają kilka tłumaczeń na dyalekty gminne te- 
go samego wyimka z odezwy Lwa Sapiehy, który pierwej przy- 
toczyłem za wzór piśmiennej mowy ruskiej w XY1 wieku. 

L Przyktad mowy ludu w gubemii wileńskiej ^ a pocz^ści gro" 
dueńskifj i mińskiej, gdzie wtościanie powszechnie są katolicy, 

Pascierehalt łielo usich wiekou mudryje ludzi, szto u siakiej 
reczypaspalitej , paczciwamu czaławieku niszto niepawinna byci 
daroższeje jak wolnaśd. A niewolaj tak jamu treba hydzićsia, 
szto nie tolka skarbami, da i śmierciaj jeje adhaniaci pawinien, a 
dla tabo ludzi paczciwyje nie tolka dabra da i hordziełswaicb praciw 
koźnamu niepryjacielu nastaulać nieżalejuć, kab pad ich akrutnoje 
panawanije nie papaść, a iz wolnaści swsgej abdzierty buduczy, 
pa ich woli i myszli nie musiali żyd. Usielak i hetabo bytab ma- 
ło, kab czaławiek ad czużaho niepryjaciela byu wolny, a damo- 
waho nad saboj musiau znasid, natojeże to bety munsztuk ozy 
iiździenica, na utrymanije kożnabo zufałaho wymyszleny, ka^ 
by jon bajuczisia prawa ad usiakaho gwałtu i zbytkawanija poha- 
mawau.sia, da nad słabiejszym i biadniejszym nie pastwiyu sia i 
jaho muczyd nie moch. Bo dziele tabo pastauleny prawa, kab ba- 
hatszamu i duźszamu nie usio była wolnia rabie. 

IL Przyktad mowy ludu w okolicach na lewej stronie Pry peci, 
ffdzie utrzymał sie dotąd obrządek unicki* 

Baczyli to usich uiekow ludie szto u koidej Reczypospolitej , 
choroszomu czolowieku niemajet byt niczoho doix>hszaho jak 
wofaiotf t , a niewoloju tak majetaia curati, szto nie to bohactwamt 



— 129 — 

sferą wieku, nie łatwo mogła podzwignąć się 
z łoża boleści. We wnątrz stan panujący zdrę- 

ale ismiertiu powinien jeju od siebia odhaniati i dla tohodobryje 
ludie na protiwu każdaho niepryjatiela nieźałujut stawit nie tot- 
ku majetnosli swoje a no i hołowy, sztob niepryili pod jeho nie- 
miłosiemoje panowanje i obdziortyje z wolnosti swojej nie byli 
prymuszeny żyt jak poddany po wolej i myśli jeho. Da i toho 
byłoby mało sztoby czoło wiek buu tolko wolen od czuźaho nie - 
pryjatela a swojeho w domu cierpieć musieu^ i dla toho wymy-> 
ślenajest na udzicrźenije koźdoho takoho złomyszlennika tają 
uzda, by bojawszy prawa powstrymywau siebie od hwałtu i zbyt- 
kowanija i nie hłumiyu słaboho i biednaho czołowieka ani moh 
jeho utiskat , bo na toje postanowleny prawa sztoby bohatszomu 
da i wielikomu nie wsio robit było można. » 

III. Przykład mowy ludu na ff^oiyniu, Ukrainie i Podolu^ gdzie 
rząd moskiewski przywrócił schyzmę, 

»Mudry ludę zawsihda tak tołkowały (dumały ) .* szczo dla cze-^ 
snoho czołowika ne powynno buty niczoho doroźszoho jak wol- 
nośt, a newoli treba curaty sia i widhaniaty chotiaby horiom i 
kadytoju. Czesnomu czołowikowi ne ial chudobu, ba i źytia swo- 
je poteraty szczob ( łysz ) ne podały sia worohowi w pańszczynu 
( w pohybel } , szczob łysz ne buty joho muzykom ( pachołkom , 
kreposnym)! Ałe toho nehodi (ałe to ne wse] szczoby czołowika 
ne doptaw czuźy woroh, treba jeszcze szczoby i w chati ne buło 
swoho woroha. A na to jest uzdeczka ( peniok ), pyśmo de (hde) 
napysano szczoby sylniszczy (duzszczy ) nad słabszym ne pako- 
sływ sia i ne tysnuw joho, a teje pyśmo, Lachy zowui prawo, i 
ono na to wydumano , szczoby Panam i Bohaczam ne wse hody- 
ło sia. » 

Nie mogłem powziąść dokładnej wiadomości o mowie gminnej 
w Galicyi czyli Rusi czerwonej; wiem tylko źe równie tutaj jak 
w Litwie lud prosty, tego szczególnie nazywa Rusinem, kto nale- 
ży do cerkwi ruskiej. Podobnież nie umiem oznaczyd ściśle , jak. 

9 



— 130 — 

twiał po wysileniach, i od zbytku swobód któ- 
re sam wyłącznie pochłonął, wpadł w zawrót 
głowy; zewnątrz cisnęła przewaga gwałtownie 
wynoszącej się Moskwy. 

Właśnie kiedy Polska po siedmiudziesiąt le- 
diecłi ciągłych wojen ukończywszy postronne 
i domowe zatargi, ukazała się na czysto w bar- 
dzo zmienionej postaci, Moskwa tejże cłiwili 
odbyła jedne z nagłych swoich przemian. Ta 
prawdziwie azyatycka, barbarzyńska potęga, 
wielkiemi przeskokami wychodziła ze swego 
zarodku, wynurzyła się na jaw w miarę jak o- 
padał chrześcijański duch Europy. Na tyju gra- 
nitowym kolosie materyalizmu, ledwieby nie 
można policzyć wszystkich stopni ostygania Za- 
chodu. I dziwna rzecz! przy każdym takim kre- 
sie, stawił los zawsze człowieka, który wykuł 
nową fizyonoiliijąhistoryimoskiewskiej. Współ- 
cześnie prawie z Lutrem urodził się Iwan Srogi ; 
teraz gdy na ziemi naszej nad Dnieprem , zaga- 
sło ostatnie płomie wojen religijnych , zły gie* 
niusz zaklęty w biegunie północnym, wziął za 

daleko ha zachód Podola i Wołynia rozciąga si^ dyalekl Właści- 
wie ukraiński. Możeby wypadło granice jego tam zakreślić , 
gdzie dosiągn^ wylew Kozactwa , a zatem i początku jego szukać 
w Zaporoźu. Uwagą tą wszakże natrącam nie śmiało , pragnąc po- 
budzić przez to do podobnych poszukiwań rodaków, którym 
Niebo pozwoliło £yć ha ojczystej ziemi. 



— ISl — 

rękę Piotra Alexiejewicza , ukazał mu świat i 
rzekł : masz porę. Piotr bardziej instynktem ni- 
żeli bystrym dowcipem zrozumiał kierunek 
wszech rzeczy- przerwał teologiczną korespon- 
dencyą z akademiją paryzką i po swojemu roz- 
począł olbrzymią reformę. Naprzód władzę du- 
chowną uciętą w Moskwie, przyczepił do koro- 
ny carskiej : ogłaszając się carem samowładzcą 
całej Rusi, ogłosił się głową greko-rus kiego 
kościoła (1721); potem najwyższy pośrednik 
między Bogiem i duszami poddanych, nieogra- 
niczony rządca sumienia narodu , chwycił jego 
ciało na warsztat, żeby jak mniemał, nadać 
mu kształt cywilizacyi europejskiej. Ta chro- 
pawa , dzika bryła , miała jeszcze pewien chara- 
kter samorodny, niektóre starożytne pierwiast- 
ki sławiańskie. Piotr postanowił stłiicją na mia- 
zgę, przedeptać i ulepić w nowy posąg, bez za- 
rosłej brody, z niemiecką pudrowaną peruką. 
Kruszył więc dawne instytucye i obyczaje jedne 
po drugich , znosił Strelicow o mało nie w taki 
sposób , jak za dni naszych sułtan turecki swo- 
ich Janczarów ; zrównanych pod strych despo- 
tyzmu niewolników , szykował w bizantyńskie 
klassy, uczył ich cudzoziemskiej grammatyki , 
rysował dla nich nieznane dotąd litery alfabetu. 
Cudotwomy kij carski, improwizował także no- 



— 132 . - 

wą stolicę 9 minislerya, akademiją, flolę, ar- 
mija i gabinet, w którym zamknął.sekret poru- 
szania całej tej machiny szatańskiej, ustawionej 
do coraz odleglejszych zaborów pod jarzmo. 

Tak z gruntu przebudowana , wielu nabytka- 
mi na północy, wschodzie i południu pomnożo- 
na puścizna Iwanów, może już i nie mogła nazy- 
wać się Moskwą ; ale słusznież było szukać dla 
niej imienia w dawniej szycłi jeszcze wiekach? 
Fryderyk W. wertował kroniki rozmyślając jak 
ochrzcić swoje królestwo : czy Wandaliją , czy 
Prussami? Piotr bieglejszy polityk niżeli erudyt, 
chciwy wzrok wytężając w przyszłość, -mało był 
skrypulatnym względem przeszłości : po prostu 
kazał tytuł cara rozumieć za jedno z tytułem ce- 
sarza, Moskwę i jej różnorodne zdobycze na- 
zywać Rusią. Wszakże sam język moskiewski 
zdawał się wykręcać od tego fałszerstwa. Mimo 
napominania uczonych Niemców, Slótzera, Mu- 
lera^ i innych , którzy grzebiąc się w starych 
latopiscacb, podrabiali sztucznie wywody dla 
świeżo narodzonego mocarstwa, potrzeba od- 
znaczenia w mowie, co w naturze niełączyło się 
z sobą , zwyczaj pospolity, posłuszniejszy tej po- 
trzebie niżeli rozmyślnym rachubom , wprowa- 
dziły imiona : Rossyióidi państwa, Rossyan dla 
poddanych petersburskiego tronu. 



— 133 — 

Poseł pruski powinszował naprzód Piotrowi 
nowo przybranych ly tułów ; państwa protestan- 
ckie: HoUandya, Szwecy a, Ariglija, zaraz po- 
śpieszyły uznać imperyum Rossyjskie ; Francya 
i Hiszpanija ociągały się czas niejaki ; jedna 
Polska tylko w chrześcijańskiej Europie, rozu- 
miała dostatecznie zapowiedz ukrytą w formule 
dostojeństw carskich; póki jej głos był wolny 
zwała Moskwę właściwym imieniem (*). 

Siła caratu, jakby dla zamachu wyniesiona 
na najwyższy punkt północy, naturalnym spad- 
kiem potoczyła się z Petersburga ku południo- 
wi, i ze szlaku warjagskiego wpadła na gości- 
niec barbarzyństwa, ostatecznie zajęty przez 
Zaporożców. Pod panowaniem Piotra Rossy a 
nie zdołała utrzymać się przy morzu Czarnym , 
na prawym brzegu Dniepra tylko Kijów z ma- 
łym okręgiem należał do niej, lecz żądze, za- 
mysły i sposoby patryarchy despotów , dostały 
się w puściźnie następnym carycom i carom. 

Po traktacie zawartym z Turcyą w Belgradzie 
(1739), lubo względem przejścia Kozaków zpod 
opieki tureckiej pod rossyjską nic nie wspom- 
niano, rząd petersburski począł rozciągać swoją 
władzę niżej Taśminy i Sinejwody od Dniepra 

(*) Tytuł Cesarstwa Rossy i został przyznany przez rzeczpospo- 
litą nasze, dopiero na sejmie koronacyjnym St: Augusta 1764. 



— 184 . 

aż do Soha, Caryca Elżbieta wprowadziła tu 
pierwsze osady r. 1750, w pięć lat polem kraj 
zwany Nową Serwiją, liezył już 60,000 ludno- 
ści : województwa kijowskie i bracławskie, uj- 
rzały na południu nieznacznie zjawione sąsiedz- 
two Rossy i. 

Carat wślizgujący się do Europy, jak wąźdu- 
siciieł (Aaczał Polskę swojani kłębami i otręt-^ 
wiał ciągłe wywieranym wj^ywem ; a skoro da- 
ła znak życia , skoro chciała ockn<ąć się z łetar- 
gu (*) , ścisnął obręcze i zapuścił w nią zęby. Na 
ziemi Rusi południowej, na tymto placu między 
Karpatami i JDnieprem, gdzieod wieków dwie 
fur^eciwne strony w Sła w iańszczyźnie chrześci- 
jańskiej spierały się najwidomiej, polała się na- 
przód krew morderczej walki. Tu konfederacyą 
barska podniosła swój sztaisidar (29 lutego 1 768); 
tu hajdamacy Zaporoźa jestiscze i^z rozwinęli 
swoje godło-Są dzisiaj teoretyczni rozprawiacze, 
którzy na znamionach Jana Kazimierza i Puła- 
wskich, Chmielniokiego i Żeleźniaka, różnie 
kładą wyrazy ^uciska i smobody. Jedna wszakże 

(*) Pomijam tu rozbiór, czy usiłowania narodowe których treść 
^raziia sią w konslytucyi S maja 1 791 , miały zupełnie trafny 
kierunek ; dość na iem, źe łyyły niewąljpliwą oznaką dźwigania 
sią z niemocy Ojczyzny naszej i ściągnęły na niq mordercze ręce 
mgpOTphów praoznaczonychhydźtnieiraUinnymi tępicielami wol- 
ności. 



~ 136 ~ 

cecha — cecha religijna, dla wszystkich i po 
wszystkie czasy jest w nich niewątpliwie czy- 
telna. Rzezie którym w pień wycięty Humań 
(1770) dał nazwisko, zostawiły ostatni dowód, 
za jaką sprawę naród nasz ponosił męczeństwo, 
dla jakiej sprawy broń kozacka gotowała try- 
umf. I stało się zadość domowym i obcym nie- 
przyjaciołom ojczyzny naszej , nastąpiły jej rozr 
biory. 

Przez pierwszy podział (1772) , Austrya zagar- 
nęła prowincyę południowe po rzekę Zbrucz. 

Drugi zabór (1793), zakreślając na karcie 
pałcei^ umaczanym w atramencie, Katarzyna 
pociągnęła linjję od Dyneburga do świeżej gra* 
nicy austjyackiej , niżej Brodów. 

OstatecHie rozszarpanie Polski (1795) zetboę- 
łorę<5e tr^sęch jej zbójców u Niemirowa nad Do- 
giem. 

Ile tylko było starożytnej Rusi w zygmuoito- 
wskim i późniejszym obrębie jaaszej rzeczypos- 
polilej, Wjszystka teraz dostała się Ausftryi i Mo- 
skwie. Austrya dla swojej dzielnicy wydobyła 
od wieków jsapomniane imię Galicyi ; Moskwa 
na swój zabór jiaoiągając przybrane nazwisko 
Rossyi , zdawała się z prawem przemocy łączyć 
glęJbsze pi^tensye wspomnień. 

Z dj^ugiego końca lat ośmiuset^ carstwo Ros- 



— 136 -^ 

syi padając na tę samą przestrzeń jeograficzną , 
gdzie leżało niegdyś jedno państwo Rusi, zakry- 
wało niejako przed oczyma potomności ślady 
Moskwy i Polski. Jeśli Moskwa wykształcona 
pod Tatarami , zreformowana przez Piotra , nie 
była jeszcze czem innem tylko Rusią; jeśli zie- 
mie po lewej stronie Prypeci, i Wołyń, Ukraina, 
Podole , zabrane przez Litwę , wcielone do Pol- 
ski, nie przestały także bydź Rusią; rzeczywiś- 
cie cóż między temi dwoma częściami monar- 
chii kijowskiej kładło nieodzowny rozdział? 
czemużby nie miały zlać się napowrót w rodo- 
witą całość? Zaiste, albo Rossya prócz sfałszo- 
wanego nazwiska nie miała w sobie nic ruskie- 
go; albo imię Rusi w Polszczę było już fałszem. 
Jaki tedy wątek nieprzerwany od czasów Jaro- 
sława do czasów Katarzyny przepływał w żyjące 
pokolenie Rusinów moskiewskich, taki trzeba 
było znaJeść w Rusinach polskich , żeby to co 
rozdwoiło się między rzeczpospolitą Jagiełłów i 
carstwo Iwanów , mogło znowu mieć wspólny 
koniec w koronie rossyjskiej. 

Pisarze dziejów, cudzoziemscy i właśni histo- 
ryografowie imperium, z niemałym trudem usi- 
łowali po ogniwach dynastyi, od Rury ka do 
Gotorpskiego domu, od Kijowa do Petersbur- 
ga , przeprowadzić jedne nić panującej władzy, 



— 137 — 

związać nią w jedne księgę historyą wszech Ru- 
si. Monarchowie Europy, katoliccy i odszcze- 
pieni a wszyscy już bezbożni, z kodexem dyplo- 
matycznym w ręku zasiadłszy rozsądzać prawa 
narodów, nie wzywali na świadectwo wieków. 
Gabinet petersburski kazał pisać historyą, dy- 
ktował traktaty ; lecz sam najlepiej rozumiał i 
najgłębszą zasadę swojej władzy, i naistotniej- 
szą cechę narodowości swoich poddanych. 

Przyszedł czas że Polska jako państwo, pozba- 
wiona bytu , bez żadnej siły materyalnej , bez 
węzła władzy narodowej, jedynie jako jestestwo 
moralne uosobione w dziesięciu wiekach his- 
toryi, żyjące w pamięci, uczuciach i nadziei 
pewnej części rodu ludzkiego, musiała wytrzy- 
mać usiłowania trzech dworów sprzysiężonych 
na jej zagładę , wszystkie w^arunki jej nieśmier- 
telności biorących pod ciężką próbę w każdym 
stanie, w każdem plemieniu społeczeństwa, któ- 
re z nad Wisły rozszerzyło się za Dniepr i Dzwi- 
nę. W tym czyśćcowym peryodzie dziejów na- 
szych, kiedy zasługi i grzechy przeszłości, wa- 
żyły szale przyszłych przeznaczeń, kiedy za błę- 
dy przodków , imię ich mogło zaginąć w potom- 
kach ; najbardziej trwożyło oko carskie do dna 
sądujące Litwę i Ruś , żeby upatrzyć , azali 
pierwsza z natury nie sławiańska , druga nie le- 



— 138 — 

cłiicka, były zupełnie przeaiknione czem la- 
kiem, coby w nich ducha Polski utrzymać, 
piętna Moskwy niedopuścić mogło. 

Na całej pi^zestrzeni swojego załK)ru , Rossya 
znalazła szlachtę zupełnie taką samą, jaka była 
we wszystkich częściach rozszarpanej rzeczypo- 
spolitej. Jedność praw politycznych, mowy i 
religii, doskonale juź zwięzywała stan ukazu- 
jący wszelkie cechy narodowości. Tę szlachtę 
można było pierwej za wichrząc, psuć, oszuki- 
wać, przeciw interessowi ojczyzny obracać; mo- 
żna było ją teraz ze swobód i majątków wyzu- 
wać, moralnie kazić, wy tępiać nawet ; ale jeśli- 
by oparła się tym wszystkim srzodkom przemo- 
cy i sztuki , niepozostawał żaden sposób przer- 
wania w niej życia Polski. Mądrość gabinetu 
petersburskiego zamysły swoje względem szla- 
chty zostawiła do czasu , i spuściła wzrok niżej, 
na miasta. 

Stan miejski u nas, od dawnych lat skazany 
tylko pod zasłoną nie wiela zbutwiałych przy* 
wilejów siedzieć jakby na łasoe rzeczypospoli- 
tej, dopiero słowami konśtytiicyi 3 maja, do 
politycznego znaczenia był powołany. W aktach 
urzędowych język polski używany powszech- 
nie, mieszał się w domach prywatnych z rorana- 
itemi językami kupców i fabrykantów najeżę- 



— 139 — 

ćciej ctidzoeiemców 9 pi^zy warsztatach rzemie- 
ślniczych i na rynkach z mową krajowego gmi- 
nu. Miastia więc litwy i Rusi nie wszędzie t nie 
dość wybitny miały charakler polski. Przeni^ 
kliwość jednak carska , policzyła wieże tościo- 
łów katolickich , przejrzała cechy przy tiroczy- 
stych obrzędach w staropolskim stroju ciągną- 
ce processyonaleie, i dała pok<^j miaslom jak. 
szlachcie , spuśoiita oczy jeszcze niżej , na włoś- 
cian. 

St^nkmiecy, wolny i poddany, w różnych o- 
toHcach naszego kraj w , tylko powagą miejsco- 
wych zwyczajów mniej więcej od ucisku zasło- 
niony, nigdzie przez prawo publiczne w skład 
ciała narodowego nicwciągnięly, dawał się roz- 
dzielić na tyle pierwiastków plemiennych, ile 
r^czpospołita ogarniała narodów. W Litwie 
właściwej, mianowicie na Żmudzi, włościanin 
który nieodebrał wyższej instrukcyi , albo nie 
miał ściślejszych stosunków zd worem pańskim, 
mówił tylko rodowitym językiem , nie rozumiał 
po polsku; w Ru&i litewskiej i na Wołyniu , U- 
krainie, Podolu, lud prosty także zachowywał 
swoje rozmaicie odcieniowane dyalekty gmin- 
ne. Jeśli Diteażywać pewnych prerogatyw po^Ii- 
tycznych, znaczyło nie mieć na sobie najistot- 
niejszej cechy Polaka, żaden włościanin w ca-« 



— 140 — 

łej rzeczy pospolitej nie był Polakiem. Jeśli przy 
niedostatku tej cechy, jedynie w rodzie i języku 
miała pozostać pamiątka Polski ; włościanie li- 
tewscy i ruscy nie mieli nic jui takiego, przez 
coby kmieć nadwiślański, i szlachcic na je- 
dnym z nimi mieszkający gruncie, mógł przy- 
znać się do ich braterstwa, w historyi i nadzie- 
jach pokazać im nieodzowne wspólnictwo. Gdy- 
by tedy potęga moskiewskiego despotyzmu po- 
trafiła od razu na Litwie i Rusi znieść szlachtę , 
albo zwolna zagasić żyjącą w niej narodowość 
polską ; nieliczne miasta łatwoby uległy tejże 
kolei ; massy ludu jak surowy materyał stanę- 
łyby odsłonione do wyciśnienia na nich jakie- 
gokolwiek bądź piętna. Ta potęga co bez śladu 
zakryła Łotwę i Czuchnow , doskonale wcieliła 
sobie Nowogrodzian i Kozaków, niewiele trosz- 
czyła się o polityczne stosunki stanów, któ- 
rych los równie był w jej ręku ; mało także zwa- 
żała i na to, że język litewski odróżniałby cząst- 
kę podbitej ziemi , a ruski ani w swoich pomni- 
kach piśmiennych , ani w dyalektach żyjących 
me dawał się pojednać z rossyjskim (*). Po star- 

(*) Jak wielka zachodziła różnica miądzy piśmiennym jązykiem 
ruskim XYI wieku , a nowożytnym moskiewskim, jest tego do- 
wodem to, iź rząd petersburski dla swego użytku musiał kazać 
przełożyć Statut Litewski pisany po rusku, na język zwany ros- 
syjskim. 



— 141 — 

ciu Polski , Litwa moźeby się stała tylko ni- 
czym; Ruś wszakże koniecznie Rossy ą. Gdyby 
znowu między szlachtą , tą drobną częścią , a re- 
sztą ludności litewskiej i ruskiej , niezachodził 
żaden moralny związek prowadzący do jednego 
wyobrażenia Ojczyzny^ do jednych wspomnień 
i życzeń ; albo gdyby taki związek dał się zer- 
wać ; narodowość polska niezostałażby tu napo- 
wietrznym widmem, które prędzej czy później 

Dla porównania za^ tego języka rossyjskiego z dyalektami ru- 
skimi prowincjów naszych, kładę lu jeszcze znowu wyjątek z o- 
dezwy Lwa Sapiehy tłumaczony przez rodowitego Rossyanina. 
Ostrzegam wszakże , iż gdy drukując głoskami łacińskiemi, tru- 
dno oznaczyć iloczas , różność dźwięku mowy nieda się uczuć 
w całej swej mocy. 

» Wsiech wieków ludi mudryie widieli, czlo wo wsiakoj Res- 
publikie dla błagomyslaszczago czełowieka swoboda była wsiego 
dragocennieie , a rabstwo w takoj było nienawisti , czŁo wsiakoj 
szczytał obiazannostiju swojeju izbawlat^ siebia ot onago nie tolko 
bogatstwami, no i pożertwowaniiem żyzni swoiej. Zatiem l>łago- 
myslaszczyie ludi w oboronie protiw nieprijatelej, ni dostoianiia, 
ni żyzni swoiej nieszczadili : cztoby nie podwergnut^sia ^lestokoj 
własti , cztoby niepotieriat* swobody, i cztoby nie sdietaf sia ra- 
bami woli i obraza mysiej pokoritelej . No niedostatoczno odnogo 
togo , cztoby czełowiek był swobodien tolko ot poraboszczenija 
wniesznim nieprijatelem, a wmieslie s tiem tierpielby nad soboiu 
nieprijatela domaszniago. Potomu-to izobretena uzda sija k o- 
buzdaniju wsiakago derznowennago : cztoby, boiaś zakona; wo- 
zderżywałsia ot wsiakago nasilija i doupotreblenija, cztoby nie- 
mog ugnietat* słabago i nad nim izdiewaCsia. Zakony imianno 
dla togo postanowleny, cztoby silnomu i moguszczestwennomu 
nie wsio było wolno diełaC. « 



~ 143 -- 

zdmuchnąłby duch obcy, rozszerzony pod jej 
stopami. Badawcza przenikliwość caratu, śle- 
dząc tej ostatniej żyłki, jeszcze raz poczęła ra- 
chować kościoły. , 

W Litwie właściwej i w znacznej części naj- 
dawniejszych jej podbojów, Wszystkie katedry 
i fary były katolickie; im dalej zaś ku południo- 
wi, tym coraz powszechniej wznosiły się para- 
fialne cerkwie ruskie. Po tych znakach naprzód 
dawała się wyczytać pamiątka warjagskiego pa- 
nowania : gdzie nie było cerkwi ruskich , kni na 
ziemi, ani na ludzie nie leżało już imię Rusi. Po 
tych znakach także, carowa Katarzyna — jako 
głowa kościoła , który ręką C-arogrodu w pań- 
stwie Warjagów założony, wypełnił wszystkie 
następstwa scłiyz my wschodniej, w niewieście 
wszetecznej miał namiestnika chrystusowej 
władzy — chciała wykazać powinowactwo Mo- 
skwy, swoje prawa do ludu i jego ziemi. Polska 
w okowach wywołana na obronę jagiellońskiej 
dziedziny, cóż mogła leraz z głębi dziejów po- 
stawić przeciw Carogrodowi i Moskwie? Tylko 
znamię Rzymu, zawieszone na pogańskich ołta- 
rzach Litwy i na greckich cerkwiach Rusi, słu- 
żyło jej za świadectwo, co przyniosła , co mę- 
czeństwem s wojem na zawsze odeprzeć chciała. 
Swobody polityczne, z niemi rozlewająca się 



— 14S — 

oświata i narodowość , ledwo przejrzystą siatką 
powlekały kraj wydany na pastwę despotyzmo- 
wi i ciemnocie; resztę jego gruntu przed szpo- 
nami carskiemi zasłaniała jedynie najpierwsza, 
religijna zasada cywilizacyi europejskiej. W o- 
statecznej kwestyi między Polską iRossyą, o 
lud litewski i ruski , wiara przyjęta przez Ja- 
giełłę i krwią oblana unija , roztrzygały wątpli- 
wość. Gdzie niebyło unii, nie było sposobu 
przeszkodzić, żeby wątek duchownej władzy 
sięgający jeszcze Carogrodu , nie skończył się 
w koronie carskiej. Od tego zaczyna się czter- 
dziestoletnia historya moralnego najazdu Ros- 
syi na Ruś polską. Przebiegę pokrótce ten pe- 
ryod objaśniony dostatecznie wypadkami za dni 
naszych. 



X. 



Katarzyna znalazłszy niewielką liczbę cer- 
kwi schyzmatyckich w okolicach bliższych 
Dzwiny i Dniepra, oparła na nich fundament 
swojej organizacyi duchownej : jako protektor- 
ka prawosławnej wiary, zwykłym językiem po- 
lityki moskiewskiej ogłosiła uniją za dzieło u- 
cisku i przymusu , zaleciła ludowi i duchowień- 
stwu powrót pod władzę hierarchii , której te- 



— 144 — 

raz sama była najwyższym szczeblem. Ukaz ro- 
ku 1 794 kwielnia 22 , przepisał prawidła iiawra- 
cania unitów na greko-rossyjską wiarę , wszel- 
ki opór przeciw temu położył w rzędzie prze- 
stępstw kryminalnych, roztrząsanie kroków 
rządowych w tej mierze i wszelkie żałoby uznał 
za przestępstwa . Rozpoczęło się missionarslwo 
z pomocą siły zbrojnej, jakiego ziemie rzeczy- 
pospolitej niewidziały nigdy — nigdy, chociaż 
bardzo krzyczano niegdyś na gwałtowną gorli- 
wość duchowieństwa polskiego. Mimo całą su- 
rowość ukazów iexekucyi, nie wszędzie jednak 
przemoc odniosła pożądany skutek. W stronach 
północniejszych zamknięte kościoły rzymskie 
i nowo otwarte cerkwie greckie, równie stały 
pustkami ; lud chodził do miast odległych, albo 
zaniedbywał zupełnie praktyk pobożnych, aż 
nim nie zwolniało prześladowanie: unija utrzy- 
mała się tu niemal powszechnie. W stronach 
połudńiowszych , mianowicie na Wołyniu , U- 
krainie i Podolu , pomyślniej szły rzeczy dla 
rządu. Ogromne fortuny rozdzielały kraj mię- 
dzy szczupłą liczbę właścicieli ; rzadko który 
magnat niepotakiwał woli panującej , drobniej- 
sza szlachta nie miała dość powagi na zasłonie- 
nienie swoich włościan : unija została tu znie* 
siona zupełnie. Ze wszystkich gnębicieli na^^ 



— us — 

szycti, wyjąwszy Mikołaja chyba , Katarzyna 
zadała najcięższy cios porwanej przez Hossyą 
cząstce ojczyzny naszej : jej ręka przeciągnęła 
po nad ziemią prowincyi południowycłi ostrze 
rozcinające najgłówniejsze ogniwa między szla- 
chtą i włościanami — między rozwinioną Polską 
i surową Rusią. 

Car Paweł nie tak filozoficzny despota, jak 
jego matka , mało zastanawiając się nad skła- 
dem wewnętrznym ujarzmionych narodów, po- 
prostu państwo swoje uważał za pewną prze- 
strzeń ziemi zaludnioną pewną ilością niewól-' 
ników. Niewolnikom Piotr już naznaczył nume- 
rowane klassy ; ziemię Paweł przedsięwziął po- 
dzielić szykownie: ukazem 1796 r. c^łe pań- 
stwo Kossyi — dawne i świeże podboje- — rozry- 
sował jednako na gubernije. Cztery wojewódz* 
twa : wołyńskie y kijowskie , bracławskie i po- 
dolskie, uformowały się wtenczas w trzy gu- 
bernije : wołyńską, kijowską i podolską , z nie* 
wielką zamianą pogranicznych okolic, jaka za- 
szła przez wyprostowanie linii między Bugiem i 
Dnieprem odkreślającej pierwej wielkie księz- 
two litewskie od prowincyi małopolskich, a te- 
raz gubemije grodzieńską i mińską , od wołyń- 
skiej i kijowskiej. 

Car Alexander w łagodnych początkach swe- 

10 



-^ 146 -^ 

go panowania zdawał się odstępować zamiaru 
wynarodowienia krajów oderwanych od Polski; 
było to wszakże tylko przemianą śrzodków pro- 
wadzących do tego celu. Obojętność względem 
rzeczy religijnych powszechna w Europie , roz- 
ciągnęła się już i na północ : gabinet petersbur- 
ski odłożył na stronę swój instrument ducho- 
wny, a wziął w rękę bardziej materyalny, wyłą- 
cznie polityczny. Żeby zabór polski przykleić 
doskonale do budowy państwa rossyjskiego, 
trzeba było rozwinąć w nim ten organizm mo- 
skiewskiej natury, mocą którego despotyzm 
stopniami przepuszczony od tronu do najniższej 
klassy poddanych , stanowi jakby kolumnę pa- 
cierzową automatu stworzonego na obraz spo- 
łeczeństwa. Wypadało zatem przez umocowa- 
nie władzy absolutnej szlachty nad włościa- 
nami, umocować absolutyzm monarchy nad 
szlachtą : przez interes nfemoralny, przywiązać 
ją do niemoralnego porządku rzeczy. Na tym 
sztucznym przymusie do kolejnego ucisku, za- 
leży cała cyrkulacya soków żywotnych w car- 
stwie Rossy i : wszystkie ustawy, przepisy, uka- 
zy, napozor tak różnorodne, kapryśne, sprzecz- 
ne, harmonijnie stykają się wlej naczelnej zasa- 
dzie. Stosownie do niej zachodziły w prowin- 
cyach polskich różne zmiany administracyjnych ' 



— 147 — 

i cywilnych porządków. Sam sposób poboru po- 
datków, kładł już węgielny kamień niewolni- 
ctwa. W Polszczę główną miarą własności szla- 
checkiej i opłat z niej , była ziemia ; Rossy a ta- 
tarskim obyczajem za jednostkę tego rachunku 
brała duszę ludzką — duszę człowieka płci męz- 
kiej zapisaną do skazki, czyli rejestru ludności 
w każdych dobrach. Za rządów rzeczypospolitej 
byli włościanie wolni osobiście , i do ziemi przy- 
wiązani: skaski moskiewskie bez osobnego 
ukazu znosiły tę różnicę ; pamiątka jej została 
w t^m tylko, źe włościanin mianowany wolnym, 
opłacał podwójny podatek. Ponieważ zaś odpo- 
wiedzialność przed rządem wprost opierała się na 
dziedzicu włości , prawo upoważniało go , zmu- 
szało nawet, bezpośrednio zawiadować osobami 
i własnością włościan , tak skazkami na lat 35 , 
jak poddaństwem wiecznie przykutych do 
gruntu. Nadto, służba wojskowa, ten zacny nie- 
gdyś obowiązek dla synów ojczyzny, teraz stra- 
szny ciężar dla ujarzmionego narodu, spadał 
całkiem ze stanu rycerskiego na stan kmiecy. 
I znowu dziedzic musiał bydź poborcą barba- 
rzyńskiej daniny dla cara : on nie kto inny miał 
powinność, chwytać i dostawiać rządowi niesz- 
częśliwe ofiary, których nieporównana okro- 
pność losu , dla tych co znają rzecz , maluje się 



— t48 — 

dostatecznie w przerażającym wyrazie: rekrut! 
Gdyby włościanin litewski i ruski pod berłem 
Kossyi nic przykrego nie doznał prócz poboru 
rekruta 9 jużby to samo kazało mu opłakiwać 
Polskę — okrzyczany dóm jego niewoli, jak raj 
utracony. 

Przez systematyczne skrępowanie mass ludu 
w taki sposób, aby pewna liczba właścicieli 
służyła razem i za ogniwa kajdan i za narzędzia 
ssące dochód z ziemi dla skarbu , władza carska 
położywszy sobie szeroką podstawę, zajęła się 
wyższą warstwą narodu. Bardzo zręcznie, powoli 
i nieznacznie , dopełniała się reforma szlachty. 
Alexander szanował jej język narodowy, dawał 
nawetopiekę instrukcy i szkolnej. Jąknie chodzi- 
ło mu o to żeby Kurłandczyk przestał mówić po 
niemiecku,takmałodbał o tożePolak będzie mó- 
wił po polsku, póki mniemał iż jednako wszyst- 
kich wdroży myślić i czuć po moskiewsku. Sta- 
tula i księgi praw zrazu straciły niektóre tylko 
karty, z czasem dopiero ukazy miały zająć zu- 
pełnie wypróżnione okładki. W miarę ścieśnia- 
nych prerogatyw obywatelskich ^ stopniami 
umniejszał jsię i okręg publicznego życia. Gar 
nie rad był mieć do czynienia z całym szlache- 
ckim stanem, przeciął go na dwie nie równe po- 
łowy : większą, to jest właścicieli nie mających 



— 149 — 

ośmiu dymów, usunął od wyboru urzędników i 
piastowania urzędów, skazał na spokojną nie- 
czynność prawie ł)ez prerogatyw i ciężarów; 
mniejszej , zostawił wolność narad i przedsta- 
wień do tronu o potrzebach kraju , dał jej pole 
wyświecać się z usposobieniem , i pilnie obser- 
wował jakie okaże skłonności. 

W owych latach kiedy pod tryumfalnemi zna- 
kami Napoleona spodziewaliśmy się odzyskać 
ojczyznę, z zaboru rossyjskiego prowincye po- 
łudniowe więcej niżeli północne przesłały legio- 
nom wojowników i pieniędzy; ale wypadki r. 
1812 nie dozwoliły im objawić żadnego wzru- 
szenia. Alexander skwapliwie podchwycił tę 
okoliczność : dając amnestyąLitwie,oświadczał 
łaski Wołyniowi i Ukrainie, obdarzał Podole 
reskryptem szczególnej pochwały za wierność ; 
później w r. 1821 powierzając kraje zabrane 
w rządy swemu bratu, raczył nawet wyłączyć 
guberniją kijowską, jako staro-ross-yjską. 

Mikołaj mniej układny despota^ większemi 
krokami idąc do pożądanego końca, nie pogar- 
dzał wszakże pozorem prawności i wzajemnych 
niby sentimentów dla miłujących go podda- 
nych. Gwałtowniej zaprowadzając organizacyą 
moskiewską w prowincyach polskich, głośno 
już nazywając je odzyskaną własnością Rossyi, 



— 150 — 

chciał jednak okazywać światu, że tylko od- 
powiada dobrowolnym życzeniom , natural- 
nym skłonnościom mieszkańców. Po wojnie 
tureckiej, za wyciśnione srogiemi rozkazami 
dostawy dla swego wojska, jakby za dar pa- 
tryotycznych uczuć , potwierdził Podołowi hra- 
motę (reskrypt) Alexandra, przydał nowe wyra- 
zy łaski za miłość ku monarsze i krajowi — to 
jest wedle słownika moskiewskiego — ku ojczy- 
źnie. Niedługo potem Ukraina doświadczyła jesz- 
cze wyraźniejszego dobrodziejstwa. Wr. 1829, 
pięć powiatów gubemii kijowskiej : kijowski, 
Wasilkowski, zwinogrodzki, czehryński i czerr 
kaski > uznane zostały za godne już nieróźnić się 
niczem od samego śrzodka Rossyi. Ukaz mo- 
narszy zniósł tu ostatnie szczątki prawodaw- 
stwa polskiego, w czynnościach urzędowych! 
w szkołach kazał pisać i mówić tylko po rossyj-^ 
sku. Dzieło tedy założone przez Katarzynę, pro- 
wadzone przez Alexandra, dojrzewałoż szczęśli- 
wie pod Mikołajem? Z szerokiego pobrzeźa ną 
prawej stronie Dniepra , car Mikołaj tryumfal- 
nie zdejmował wszelki ślad Polski, lada mo- 
ment ręka jego zabierała się posunąć doBugai 
Dniestra ; a ty^icą^asem zbliżał się dzień, kiedy 
świeża krew miała ukazać mu dawne granice 
QJ czy zny naszej. Ta krew niezastygła jeszcze, i 



— 151 — 

walka o granice między Carem a Polską nie- 
skończona. 

Od dziesięciu wieków spór poczęły w Sła- 
wiariszczyznie, na tym samym placu bojowym i 
o ten sam interes toczył się przed pięciu laty 
przy huku strzałów, toczy się dotychczas w ci- 
szy i cieniu więzień. 

Ziemia naddnieprska , żyzna rodzicielka mo- 
gił, pod zdobywczemi stopami Tatarów i Litwy 
przechowała chrzestne nazwisko Rusi ; ale Ruś 
oddała swego ducha w ręce Polski i Moskwy, 
dziś idzie o to, czy ziemia ta polską czy mo- 
skiewską ma zostać. Jedna tylko dla niej droga, 
bo wstecz lat pięciuset nikt niezdoła sięgnąć po 
jej byt udzielny; bo ani z ruskich ani z] później- 
szych kozackich dziejów, nie można wysnuć 
osobnego watka , któryby dał się wpleść w hi- 
storyą cywilizacyi europejskiej. Lud co na tej 
ziemi z surową swoją narodowością przeszedł 
z łona rzeczypospolitej w okres carstwa, jest 
prawdziwym przedmiotem walki. Dobija się o 
niego potęga moralna Polski żyjąca w pewnej 
części narodu , i siła zaborcza Moskwy uosobio- 
na w carze. 

Carowie na pożądaną zdobycz zarzucili łań- 
cuch swojej duchownej władzy i ciągną w stro- 
nę despotyzmu; narodowi polskiemu do prze- 



— 152 — 

cięcia tych więzów, do odzyskania wydziera* 
nych braci , pozostał jeden tylko sposób — ten 
sam, jakim społeczność zawiązana nad Wisłą 
rozszerzała się za Dniepr i Dzwinę — niosąc ze 
słowem czystej nauki Chrystusa braterstwo i 
swobodę. 

Jeśli Polska za grzechy przeciw temu powo- 
łaniu, za ustawy wewnętrznego porządku prze- 
ciwne naturze swego jestestwa , ukarana stratą 
niepodległości, nie zginęła nazawsze; jeśli mo- 
cą swej^potęgi moralnej , potrafi|:a i jeszcze por 
trafi skuteczniej dźwignąć się z upadku; zape- 
wne katusze pod obcem jarzmem, są dla niej 
tylko szkołą pc^rawy, pokusy zepsucia i cie- 
mnoty próbą cnót narodowych. 

He naród polski, na ziemiach ruskich, w ręku 
carów poprawił się z błędów ojczystych, ile mu 
jeszcze na drodze pokuty wytrwać i zdziałać po- 
trzeba — jest to główny widok, który chciałbym 
wyświecić opowiadając dzieje przeszłego po-, 
wstania. 



»•©•< 



TowsTźjms 



UA WOŁTNIU, PODOLU I UKIIAINIE. 



CZĘŚĆ PIERWSZA. 

ZfiOJFY I PRZYGOTOWANIA. 

I. 

Już car miał w Petersburgu pierwszy raport 
o pocy 29 listopada, i carewicz z wojskiem swo- 
j^m zbliżał się do Włodawy, kiedy wieść pry- 
watna o wypadku zaszłym w Warszawie, ledwo 
jeszcze wpadła za Bug na wielki trakt przerzy- 
nający Wołyń. Dalej od granicy kongressowej, 
w głębi Wołynia, na Podolu i Ukrainie, szerzył 
się tylko ów głuchy szmer, co zwykle poprzedza 
narodową nowinę, i bardziej zdaje się bydź 
brzmieniem trąconego przeczucia, niżeli echem 
pogłosek. Długo w okolicach Żytomierza, Kijo- 
wa i Kamieńca, gadano cicho, z niepojętą jakąa 
ciekawością i obawą, że straże moskiewskie nie-^ 



— 154 — 

puszczają nikogo do królestwa , źe listy zwra- 
cane są nazad od granicy, że w Warszawie 
stało się cóś nadzwyczajnego. Dopiero około 20 
grudnia, w przeciągu dni kilku cudowne słowo 
retvolucya\ rozgłosiło się aż do Dniepra. Ile tyl- 
ko od pięciu wieków nasiękło polskiego ducha 
w Ziemie Ruskie, wszystek teraz wybuchnął, 
rozpłomienił się i poziom kraju zalał wysoko. 
Wszelkie rozdziały społeczeńskie, wszelkie in- 
teressa prywatne, utonęły w tej powodzi ogni- 
stej, która porywając z sobą ociężałe albo oporne 
pierwiastki, mogła skruszyć jarzmo moskiew- ' 
skie, gdyby rewolucyjna władza nadała jej kie- 
runek. Ale taka władza nieunosiłasię nad wez- 
branym zapałem narodu, jak tchnienie Boże 
nad wodami co z swego łona miały wydać świat 
nowy! 

Nie umiem inaczej opisać i wytłumaczyć tego 
powszechnego wzruszenia, kiedy Polska pod- 
niósłszy głowę, drgnęła życiem we wszystkich 
swoich częściach i niepowstała od razu cała. 
Co jest ostatnim celem wszelkich spisków pa- 
tryotycznych, do czego wielu lat, wielu usiło- 
wań trudów i ofiar potrzeba, to teraz nastrę- 
czyło się samo i przeszło nieużyte. Rzadka a nie* 
odżałowana chwila kiedy cały naród gotów 
pójśdź za jednym popędem— przeminęła. 



— J55 — 

Odląd rzecz powstania przewraca się na 
wspak, od uczuciowego wytężenia do zimnej 
rozwagi, od wybuchu do zmowy. Znowu duch 
narodowy zamyka się w swoich dawnych kory- 
tach i musi tajemnie, sztucznie nurtować^ żeby 
mógł ochłonąć i dźwignąć wszystko, co już od- 
zyskało swoje rozmaitą indiwidualność. 

Między wypadkiem który był nieodzownym 
hasłem do powstania w prowincyacłi zabra- 
njch, a nieoznaczoną chwilą jawnego podnie- 
sienia broni , zaszedł przewlekający się z dnia na 
dzień peryod przygotowań, aż nim robota posu- 
wana i psuta przez tysiąc zwikłanych okoliczno- 
ści, prawie przypadkiem wymknęła się z rąk 
pracującym. Czuję niezmierną trudność opo- 
wiedzieć dokładnie ten peryod wewnętrznej fer- 
mentacyi , gdzie tyle osób , tyle dawny cli nało- 
gów, obecnych interesów, momentalnych na- 
miętności i częstokroć bardzo drobnych zda- 
raeń w grę weszło. Mniemam jednak, iż choćby 
z lekka zastanawiając się nad tćm wszystkiem , 
daje się widzieć pożyteczna nauka i pokrzepia- 
jąca otucha na przyszłość. Dla tego przedsię- 
biorę dotknąć mniej nawet ważnych na pozór 
szczegółów, i od samego początku z licznych, 
pojedynczych nici snować wątek rzeczy. 



— 15G — 

II. 

« 

Żadna część ziem zabranych nie miała podo- 
bno tyle stosunków przedrewolucyjnych z War- 
szawą, co Wołyń. Prowincya ta jakby otwartą 
piersią przylega do królestwa, kiedy inne — 
Litwa i Podole — zabiegając jedna za przeciągłe 
województwo augustowskie i Prusy, druga za 
Galicyą, są odsunione od środka kongressowej 
Polski. Dla możnych domów Wołynia dawna 
stolica pozostała zawsze najprzyleglejszym ogni- 
skiem poloru i zabaw; stąd też poszło znaczne tu 
rozkrzewienie się związków tajemnych, które 
w Warszawie miały początek albo naczelni- 
ctwo. Po klęskach jakie w r. 1826 i w latach 
następnych dotknęły towarzystwa patryotyczne ^ 
niektórzy członkowie już wróceni z więzień, 
już niezagarnięci prześladowaniem, odbudowali 
na Wołyniu związek Kossynieróto. Czuli oni że 
przemoc nieuwalniała sumienia od raz zaprzy- 
siężonych ślubów i tylko starali się obwarować 
siebie większą ostrożnością. Czujność szpiegow- 
ska natężała przemysł stowarzyszonych. Zwią- 
zek zrzekłszy się loż otwartych i ceremoniałów 
mniej istotnych , szukał schronienia w gronie 
familijnem, w tym ostatnim przytułku u nas dla 
wszystkiego co jest ojczyste i prześladowane. 



— 167 — 

Koczownicze, dorywcze, dobrze pierwej w ciszy 
rozmyślone narady i inicyacye, odbywały się na 
zjazdach z powodu chrzcin, wesel, pogrzebów 
i tym podobnych religijnych albo przyjaciel- 
skich zgromadzeń. Czynność powolna, do dale- 
kich nadziei skierowana , posuwała się niezna- 
cznie; ale utrzymała ten łańcuch obywatelski 
o który nagły wypadek mógł się już zaczepić. 
Jakoż hasło narodowego powstania wbiegłszy 
za Bug, znalazło wiele — znalazło przygotowaną 
hierarchiją powstania. Wśrzód powszechnego 
zachwytu radości i pewnego rodzaju obłąkania, 
kiedy każdy niewiedział czego się jąć i dokąd 
dążyć, wielu zachowało postawę spokojną i 
krew zimną. Byli to stowarzyszeni. Zdawało się 
im, poniekąd bardzo naturalnie, iż rzecz poczę- 
ta w Warszawie, wynikała prosto z łona daw- 
nych związków, a zat^m musiała iść należytym 
porządkiem : gotowi i ufni czekali rozkazu od 
swego zwierzchnika. 

Inaczej działo się na Podolu. W Kamieńcu 
aaprzykład taki był początek. Dnia 18 (6v. s.) 
grudnia, przypadały imieniny Mikołaja, uroczy- 
stość rządowa, niezbędna w każdym miejscu 
gdzie tylko rezyduje jakikolwiek odrostek wła- 
dzy dozorczej — oko monarsze ( głaz carski ). 
Wmieście gubernialnem Podola, obecność je- 



— . 1&8 — 

nerała Kabłukowa i wielu oficerów jego koi^iu- 
su, który przechodził ku Wołyniowi , surowym 
wejrzeniem mililarnem, obostrzała jeszcze bar- 
dziej przepisy tej ceremonii publicznej. Zwykle 
w takim razie- odbywa się nabożeństwo zeslo- 
sownem kazaniem i modlitwą śpiewaną ^ Te De- 
um. Wszyscy urzędnicy w ubiorach galowych 
i liczni obywatele assystujący sądom , zgroma- 
dzili się do katedry. — Ksiądz kanonik Łomni- 
cki wstąpiwszy na ambonę począł od cytacyi 
z pisma S. « I przyjdzie człowiek zwany Jan, 
który was zniewoli wybawia przebiegając po- 
tem zamiast dobrodziejstw cara, główniejsze 
epoki dziejów narodowych , rozwijał myśl , że 
Bóg ukarał Polskę za winy które wymagają po- 
kuty i poprawy, a w całym ciągu śmiałą i patry- 
otyczną mowę swoje , zamknął słowami : » Boże 
wspomagaj lud tobie wierny! » 

Wyrazy te dla zdziwionych słuchaczów za- 
brzmiały jak wezwanie błogosławieństwa przed 
rozpoczynającą się walką : wzruszyły rodaków, 
przejęły zgrozą figury rządowe. Zacny kapłan 
jednak, równie przed zaufanymi, jak później 
wwiezieniu przed nieprzyjaciółmi, stale utrzy- 
mywał, że w chwili kiedy był na mównicy, nic 
jeszcze niewiedział. — Dopiero w kilka godzin 
po mszy, rozeszła się w mieście niewątpliwa i 



— 159 — 

dokładna wiadomość o powstaniu narodowćm 
w królestwie. Podstrojone do wysokiego sto- 
pnia uczucia palryotyczne , zaraz odezwały się 
nieostrożnie. Wieczorem na teatrze, gdy po 
skończonej sztuce zajaśniał transparent z cyfrą 
Mikołaja i rozległy się oklaski Moskałów, mło- 
dzież polska poczęła tupać, świstać i wychodzić. 
Wszczął się wielki alarm między policyą, za- 
niosło się na groźne śledztwo. 

Wnocy, przeszło dwudziestu patryotów zgro* 
madziło się tajemnie dla narady coby przedsię* 
wziąść należało. Bardzo naturalny instynkt 
zwracał naprzód oczy w stronę skąd wszystko 
brało początek. Złożono pieniądze i uchwalono 
wyprawić powiemego do Warszawy z doniesie- 
niem : ze obywatele Podola gototoi są na loszelkie 
poSwięcenia się w spratoie ojczyzny^ ie czekają 
tylko rozkazów jak viają postąpić. Mikołaj Deni- 
sko, syn jenerała znanego w powstaniu 1794, 
podjął się poselstwa i we dwa dni przemknął 
, się doGalicyi. W tymże czasie przypadała limita 
sądów: szlachta z miasta gubernialnego pośpie- 
szyła do domów, różnemi drogami potoczyła się 
wielka nowina. 

W głębi prowincyi niebyło już głucho. Dniem 
pierwej jeszcze , kuryer zmitrężony na przepra- 
wie przez Boh w powiecie hajsyńskim , wygadał 



. — 160 — 

tajemDicę. Wnet radosną wiadomość obesłano 
po sąsiedztwie. Nazajutrz kilkunastu obywateli 
zjechało się w domu Jełowickich , gdzie zaraz 
uformował się jeden z głjówniejszych zawiązków 
przyszłego powstania- Wacław Jęło wic ki czło- 
wiek możny, nieugiętego charakteru, zasłużony 
w obywatelstwie, ze śmiałej oppozycyi przeciw 
niegodziwościom rządu moskiewskiego i ze sta- 
ropolskich swoich ticzuć powszechnie był zna- 
ny. Poważny wiekiem, wziętością i majątkiem 
obywatel , w obecnym razie znajdował się już 
samo przez się na stanowisku, do którego gar- 
nęły się zaufanie i szacunek ; nadto syn jego 
starszy Edward, piastował w ówczas urząd 
marszałka powiatu, dwaj młodsi Alexander i 
Eustachy, w sąsiedztwie i w dalszych stronach 
mieli najlepszą opinią osobistych zalet. Rodzina 
ta stała się ogniwem grona , które odtąd często 
miewało swoje narady w Hubniku. Na samym 
wstępie, myśli i uczucia wspólne wszystkim 
patryotom prowincyi południowych , objawiły 
się tu w kształcie zmownej uchwały. Postano- 
wiono bydź w gotowości do najrychlejszego 
powstania; podnosząc broń za niepodległość i 
wolność, wyrządzić niezwłocznie sprawiedli- 
wość włościanom, dać im wolność i własność 
gruntotoą ; życie i majątki bezwarunkowie po- 



— 161 — 

święcić dla ojczyzny, srebra nawet stołowe 
uważać odtąd za własność publiczną, i skoro 
tylko nastręczy się sposobność, przesłać domen^ 
nicy narodowej. « Nasze matki i siostry z naj- 
większą roskosząbędą tymczasem używały łyżek 
drewnianych » — mówili sobie zacni obywate- 
le — » Ponieważ zaś musiemy czekać nim nas włfi- 
dza przewodnicząca całemu narodowi do walki 
powoła , bądźmy czynni i ostrożni razem. Go- 
tujmy oręż i konie, wstrzymajmy przedaż zboża 
i wódki, a pozorną uległością łudźmy nieprzyja- 
ciela. Wszakże magazyny nakazane dla Mo- 
skali, posłużą dla wojsk naszych. Niepodobna 
żeby w krotce chorągwie polskie nie ukazały się 
z tej strony Buga; bracia nasi znajdą nas nie 
czekających z opuszczonemi rękoma, porussrc- 
my się wszyscy, gdy nam znak dadzą — widać' 
że jeszcze nie czas, kiedy z królestwa nikt się do' 
nasnieodzywa.A 

W powiecie latyczowskim , pewien obywatel 
jadący do Warszawy i zwrócony od granicy^ 
opowiedział co słyszał nad Bugiem. Tegoż dnia 
pogłoska poszła w obieg. Jeden Nagómiczewski 
objechał konno sąsiadów rozległej okolicy. 
Gdzie przybył , brał na stronę gospodarza i mó- 
wił mu cicho : « rewolucya w Warszawie. » Te- 
go było dosyć. Ws?ędzie myślano zaraz o śrzod- 

11 



— 162 — 

kach powstaDia, wszędzie skupiano się koło 
osób znakomitych zasługami, wziętością, patry- 
olyzmem.Wslrząśnienie nagłe wewnątrz obywa- 
telskiego społeczeństwa , wysunęło na wierzch 
wszystkie celniejsze imiona w miarę jak ich re- 
putacya wynieść się mogła^ O te filary miały za- 
czepiać się mniejsze kółka zmawiających $ię 
powstańców. Dawniej nasnowanej, rozleglej 
przeciągniętej nici spisku , na Podolu nie było. 
Podobny mźe porządkiem szły rzeczy na Ukra- 
inie. W obu tych prowincyach rozrzuceni gdzie 
niegdzie członkowie przedrewolucyjnych towa- 
rzystw, występowali więcej z swoją osobistą 
powagą, niżeli z wpływem jako związkowi. Je- 
śli niektórzy pomyśleli działać ze swoich stano- 
wisk tajemnych , spotykali zaraz nowo szerzące 
się zmowy, co krzyżowało się tem bardziej, że ze 
wszech stron dążono na Wołyń, dla powzięcia 
dokładniejszych wieści od granic królestwa. 
Zaraz po pierwszej naradzie wHubniku, Ale- 
xander Jełowicki, z polecenia współ obywateli 
wyprawił się ku Dubnowi i zjechał się w Żyto- 
mierzu z Wincentym Tyszkiewiczem, Janem 
Zapolskim i innymi , którzy podobnie jak on 
spieszyli na zwiady. Skoro bowiem w powiecie 
skwirskim rozeszła się wiadomość o wypadkach 
w Warszawie, objawiona 19 grud. prawie oficy- 



— 163 — 

alnie przez półkownika huzarów, przybocznego 
adjutanta carskiego, Tyszkiewicz udał się do 
Żytomierza , a bawiąc lu parę tygodni zawiązał 
komitet , którego celem było, wejść w porozu- 
mienie z królestwem i co tydzień znosić się z pa- 
tryotami Ukrainy. W różnych stronach i ró- 
żnym sposobem, ruch patryotów nie ścieśniony 
jeszcze do szczegółowych usiłowań na każdem 
miejscu , wikłał w jedne całość wszystkie trzy 
prowincye sąsiednie. Wszędzie przebiegało ja- 
śniejące nadzieją i ufnością hasło : « z Chłopi- 
ckim Polska nasza ! » wszędzie spodziewano się 
lada moment , że powstanie które odsłoniło się 
w królestwie , swcgę siłę organiczną wyleje na 
ziemie zabrane , zagarnie je pod najwyższą wła- 
dzę narodową. Gdziekolwiek więc czy to na 
osnowie przedrewolucyjnych związków taje- 
mnych , czy na obywatelskiej wziętości osób, 
podnosiło się miejscowe zwierzchnictwo , prze- 
znaczeniem jego było tylko, przyśpieszyć, uła- 
twić naturalny bieg rzeczy, to jest przyjąć roz- 
kazy z Warszawy, i objawić je współmieszkań* 
com. Nikt zrazu nie zamierzał sobie poczynać 
jeszcze od systematycznej organizacyi mającej 
rozwijać się osobno i powoli. « Przygotować po- 
wstanie ! » — to wyraz późniejszy, nieznany tu 
naówczas. Czegóż brakowało? Drzewo na lance 



— 164 — 

rośnie u nas; w każdej wiosce jest kowal co je-> 
dnej nocy kilkanaście grotów odkuć może; ko* 
nie nie hodują się w zagranicznych tabunach ; 
ile myśliwych tyle strzelb, ile dworów tyle skła- 
dów ąmunicyi i broni , reszta arsenału dla po- 
wstańców w ręku nieprzyjaciela póki^ten nieo- 
strzeżony — byleby jednomyślność! a jednomyśl- 
ność była, była tak powszechna, tak gorąca, tak 
nie przystępna żadnej zimnej rachubie, że po- 
dobnej nic już później sprawić nie mogło. In- 
stynkt patryolyczny porywał imaginacyą, wy- 
przedzał twardą naukę doświadczenia. Sfikomu 
nie przychodziło na myśl, że stolicy samej mogło 
zbywać na tćm , czego spodi^iewano się od niej ; 
nikt zdaje się nawet niezważał przerażającej 
zmiany w ppstawie wojsk moskiewskich. Dziś 
kiedy mamy sposobność jednym rzutem oka 
objąć wszystkie współczesne dzieje, dziś dopiero 
widziemy, jak powoli kształciła się władza od 
której czekano okrzyku do broni , a jak szybko 
zrywał się ze spokojnych leżów nieprzyjaciel, 
którego zachwycić należało. 

III. 

Dnia 13 (1 , v. s.) grudnia. Konstanty wkroczył 
na Wołyń, tegoż dnia Mikołaj podpisał ukaz od- 
dający gubernije : grodzieńską , wileńską , miń- 



— 165 — 

ską, wołyńską i podolską pod prawo wojenne. 
Dzienniki petersburskie razem z tym ukazem 
ogłosiły 21 (9) grud. w wigiliją datowany ma- 
nifest carski{^ obwieszczający wiernym podda* 
nym zbrodnię buntowników i zgotowaną karę 
na nicli. Car zapewne nie puścił gróźb przed cza- 
sem ;>ozkazy] do wojska musiały je uprzedzi^. 
Wśrzód kraju rozpłomienionego zapałem i 
nadzieją, ukazał się 'naprzód niespodziewa- 
nie jak upiór w. książę; tuż po tćm złowiesz- 
czym zjawisku dały się słyszeć słowa gnie- 
wnego monarchy razem z turkotem bębnów 
zwołujących wojska do bojowego szyku. W Du- 
bnie zbierajia się 25 dywizya piechoty Rozena ; 
przez [Żytomierz ciągnął korpus Krej ca; poru- 
szał Wit swoje oddziały jazdy w północnej stro- 
nie Ukrainy i Podola ; z nad granic Mołdawii 
prowadził Kabłuków przez Kamieniec dywizyą 
huzarów; drogami od Bałty i Humania dążyły 
jpomniejsze komendy. Nie raz w tych marszach 
mogła^zdarzyć się zręczność do podjazdowej na- 
paści ; ale im więcej dni upływało, tćm łacniej 
nieprzyjaciel mógł stawić porządny opór, a tym 
trudniej było powstanie ziemiańskie powszech- 
nie zapalić i z drobiazgowych na wstępie korzy- 
ści stworzyć przeważną siłę. Rząd więc miał 
porę rozwijać swoje policyjne zabiegi. Kordony 



^ 166 — 

z powodu cholery jeszcze w październiku rozcią- 
gnięte, zostały tak obostrzone, że trudno było 
ze wsi do wsi praejechać. Po miastach więk- 
szych pomnożono liczbę żandarmów, wydano 
surowe praepisy porządkowe ; po powiatach roz- 
puszczono tysiące odnóg szpiegostwa. Kalecy 
weterani, żony odstawny eh oficerów, dworscy 
szukający służby, żebracy iżebraczki , to wszyst- 
ko rozmaitemi sposobami wciskało się do dO" 
mów obywatelskich , żeby hydi uchem i okiem 
moskiewskiem. Najbardziej zaś dolegliwie dał 
się uczuć wpływ popów, powszechnie prawfe 
przychylnych rządowi, a językiem i wiarą połą- 
czonych z gminem. Wkrótce poczęto wszelką 
broń zabierać, i wywieziono w głąb państwa 
moskiewskiego niedawno z więzień uwolnio- 
nych członków towarzystw patryotycznych. 

Polityka Mikołaja względem prowincyi za^> 
branych , siliła się wówczas przy najjawniej- 
szych skutkach niedowierzania utrzymywać 
pozór ufności. Reskrypta cesarskie zalecały 
marszałkom gubernii graniczących z króles- 
twem , ogłaszać w okręgach ich władzy » beze- 
cne wypadki które zaburzyły Polskę, » a razem 
oświadczyć szlachcie i wszystkim klassoia, że 
Najmiłościwszy Pan pokłada zupełną ufność 
f w prawych synach Rossyi » i spodziewa się po 



~ 167 — 

nich widocznych dowodów wierności. Mar- 
szałkowie stosownie do przyłączony eh tajemnie 
rozkazów, musieli natychmiast złożyć na ręce 
gubernatorów adressy do Iroi^u, które zaraz ga- 
zety moskiewskie, a za niemi płatne w Prusiech 
i w Niemczech, publikowały światu. Dziennik 
petersburski w numerze 4. r. 1,831 umieścił co 
następuje. 

» Tymczasowy wojenny gubernator Podola 
» i Wołynia otrzymał od zastępcy marszałka 
» szlachty Wołyńskiej taki list dattowany 12 
» ( 24 n. s.) grudnia roku zeszłego. 

» Gdy J. W. Pan objawiłeś Szlachcie guber- 
» nii Wołyńskiej ukaz Jego Cesarskiej Mości 
» adressowany do J. W. P. dnia 7 grudnia (v.s.) 
» z powodu szkaradnego buntu który zaburzył 
9 spokojność publicznąw królestwie Polskiem; 
» gdy J. CM. raczyła wezwać mieszkańców gu- 
» bemii graniczących z tym krajem do ścisłego 
» wypełnienia powinności gorliwych podda- 
je nych; Szlachta Wołyńska tchnąć na jszczer- 
» szemi uczuciami dla tronu, oraz podzielając 
» miłość i poświęcenie się bez granic wiernych 
» dzieci Rossyi dta ich wspaniałomyślnego Mo- 
» narchy„ wspólnie z innemi klassamiludu swo- 
» jej prowincyi oś^wiadczyła natychmiast J. W. 
» Panu , iż gotowa jest z najgłębszym posłuszeń- 



— 16& — 

» siwein n^ wszystkie rozkazy władz rządo 
» wych , tudzież ie ze wszelką usilno^cią przy- 
JO czyniąc się będzie do utrzymania porządku 
» w swojej gubernii przez Opatrzność boską za- 
» chowanej od podusżczeń wichrzycieli publi- 
» eznego pokoju. » 

^ Teraz taż Szlachta obrawszy mię za swój or- 
» gan , poleciła oświadczyć znowu J. W- Panu, 
» iż ma gorącą chęć okazać się godną zaufania 
9 |. C. Mci; zapewnić przytem, że świętość 
» obowiązków, które nigdy nie przestały bydź 
» dla niej wskazówką postępowania, nie mniej 
» drogie przeświadczenie, iż los nigdy nie po- 
» winipn był zmartwić ojcowskiego serca Mo- 
i» narchy, ośmielają nas błagać najmocniej 
» J. W. Pana, abyś złożył u podnóżka tronu 
9 J. C. Mci wyraz wdzięczności nieograniczor 
9 nej , którą jesteśmy przejęci za ojcowską tro- 
» skliwość Najjaśniejszego Pana o nasze dobro, 
9 którą religijnie zacfaowainy i w najodleglejszą 
9 potomność przeszlemy; abyś raczył także za- 
9 pieść od nas Najmiłościwszemu Monarsze na- 
II szemu zapewnienie , iż postanowiliśmy świę- 
9 cie dotrzymać przysiąg naszych i usprawiedli- 
9 wić przez ofiary ws^la kiego rodzaju Ufność, 
9 kt<^rą słusznie połoiył w wierności Szlachty 
^ Wołyńskiej » 



~ 169 -. 

» W imieniu tej Szlachty, zasyłam J. W. P. 
» niniejsze szczere wyznanie jej uczuć, i proszę 
» razem przyjąć zapewnienie wysokiego szacun- 
» kii z jakim mam honor zostawać i t. d. » 

Przytaczam ten odraźliwy pomnik jedynie 
dla tego, że nieznajduję nic coby równie dawało 
poj^ć ówczesne położenie mieszkańców ziem za- 
branych. Kto swobodnie kosztował zachwyca- 
jącej słodyczy pierwszych chwil, kiedy serce 
jego zadrgało całąnadzieją niepodległości i zem- 
sty nad ciemiężcą, niech wyobrazi sobie z jaką 
boleścią musiałby tak kłamać własnemu sercu 
w obec Boga, ojczyzny i świata ! Każde słowo te- 
go kłamstwa było nakazane przez tyraniją, któ- 
ra nie przestając na zewnętrznym ucisku, z sza- 
tańskim przemysłem drażniła najdelikatniejsze 
uczucia, żeby zbadać ile w nich kryło się go- 
dności , dumy, patryotyzmu. Przez los nieszczę- 
śliwy popchniętym na drogę zwłoki, pozostawa- 
ło tylko znieść cierpliwie torturę, nie zdradzić 
siebie obruszeniem się zawczesnem; kłamali 
więc temiź usty, któremi zaraz tajemnie poprzy- 
sięgali dać świadectwo prawdzie. 

Gubernija podolska w dowód szczególniej- 
szej łaski , w nagrodę niby za dawniejsze zasłu- 
gi, uwolniona była od poniżającego adresu;^ 
kijowska zaś, jako liczona już między guber- 



— 170 — 

nije slarorosyjskie, nie uległa ani przejściu pod 
prawo wojenne, ani rozkazowi oświadczeń wier- 
ności, ani rozbrojeniu. Kompromitowałby Mi- 
kdaj kradzież swoich przodków gdyby ogłaszał 
obawę względem zaboru , który Alexander po- 
czął nazywać odzyskaną', odwieczną posiadło- 
ścią moskiewską. We wszystkich trzech jednak 
prowincyach Ziem Ruskich, exekwowały się 
zarówno zabiegi policyjne, ze wszystkich wy- 
wieziono notowanych członków towarzystw 
tajnych. 

W styczniu, kilka wydarzeń okazało już wy- 
raźne skutki i obostrzonej srogości rządu i roz- 
drażnionych uczuć patryotycznych. Ponieważ 
te zdarzenia miały poniekąd wpływ na wypadki 
w samem powstaniu , napomknę tu o nich. 

Śledztwo w Kamieńcu z powodu rozruchu 
sprawionego na teatrze w dzień imienin Miko- 
łaja , po oddaleniu się jenerała Kabłukowa po- 
szło w zapomnienie; kanonik Łomnicki poku- 
tował tylko pod strażą za swoje patryotyczne 
kazanie. Policy a wszakże znalazła nowy powód 
do poszukiwania winnych zbrodni stanu. Po- 
straeżono na rogach domów kartki z napisami 
patryotycznemi : rząd obiecał dać krzyż temu, 
ktoby odkrył ich autora. Tą obietnicą zachę- 
cony pewien sowietnik , podmówił czternasto- 



— 171 — 

letnie dziecię żeby zaskarżyło niejakiego Pio- 
trowskiego, który wprawdzie służył dawniej 
w legionach i miał dobre imię, lecz później 
wpadłszy w nałóg pijaństwa tyrał się bez żadne* 
ko znaczenia. Uwiedziony chłopiec świadczył, 
że Piotrowski dyktował mu napisy. Oba zostali 
wzięci do więzienia. Już na Piotrowskiego wy- 
dany by} wyrok śmierci i tylko oczekiwano po^ 
twierdzenia od Dy bicza, kiedy malec stęskniony 
w zamknięciu, w skutek napomnień które przy 
zdarzonej zręczności dawał mu Alexander Jeło- 
wicki(*), odwołał świadectwo i wyznał praw- 
dę. Niewiadomo co się stało z Piotrowskim ; o 
sowietniku zaś wyższe władze powiedziały, że 
mógł się omylić, ale zawsze dowiódł przychyl- 
ności dla tronu. 

Ty mczasem szpiegostwo wprowadzone w ruch 

{*) A Jełowicki zaraz po powrocie z Żytomierza , został wez- 
wany do Kamieńca, niby dla pomocy gubernatorowi w urządze- 
niach ostrożności przeciw cholerze, w istocie zaś dla tego iż 
chciano mieć na oku ludzi, których sposób myślenia i obrotność 
ściągały uwagą figur carskich. Jelo wieki starał się jednak i w lem 
położeniu b^dź użytecznym narodowej sprawie : potrafił zbliżyć 
sią do znakomitszych urządników moskiewskich, pomagał wiele 
skompromitowanym w obliczu rządu, umiał nawet otrzymać 
częstokroć bardzo tajemne wiadomości drogą oficialną przycho* 
dzące z królestwa i te zaraz swoim przesyłał ; dopiero w połowie 
marca dostał pozwolenie odjechać do domu i począł bardziej bezpo- 
średnio zajmować się czynnościami zmicrzającemi do powstania. 



— 172 — 

na prowincyi, wywołało daleko ważniejszy 
wypadek. Doniósł ktoś policyi powiatu bał- 
ckiego , że obywatel tego powiatu Hieronim 
Chody kiewicz , we wsi swojej Olszance nad 
Bohem, robi piki i inne przygotowania wojenne. 
Sprawnik i hórodniczy wziąwszy dwudziestu 
żołnierzy, wy prawują się do Olszanki w nocy, 
wiążą domowników i wpadają do sypialnego 
pokoju. Na krzyk matki i żony Chodykiewicz 
zrywa się ż łóżka, chwyta ża pistolety i pier- 
wszym strzałeńi ubija horodniczego. Dalszy 
-opór był daremny : rozjuszone sołdactwo zwaliło 
się na przestępcę, szarpiąc go i policzkując 
wpółnagiego zawlekło do sanek. Nieszczęśliwa 
żona , bez przytomności milę prawie biegła za 
mężem wiezionym do Sawrania, póki nie padła 
na drodze. Z Sawrania przetransportowano go 
do Bałty, skąd po odbytem śledztwie, posłano 
jakby na śmierć niezawodną do Kamieńca. Zda- 
wało się niepodobieństwem uratować Chody- 
kiewicza ; usilne jednak zabiegi wzięły pomyśl- 
ny skutek : sąd wojenny skazał go tylko na kil- 
ka miesięcy pokuty w klasztorze, za odebranie 
życia bliźniemu przez nieostrożność (*). 

(*) Do tego wyroku przyczyniła się najwięcej \ud2kos6 prezydu- 
jącegó wsadzie wojennym jenerała Tymana; nawet niesłycłianjm 
w Rossyi przykładem, szczęśliwe ukończenie tak strasznej sprawy 



— 173 — 

Nieco później wynikła na Podolu druga spra- 
wa podobnego rodzaju. Oficer odkomendero- 
wany na jakieś śledztwo do Berszady, miasta 
Moszyńskiego, w drodze przez powiat olho- 
polski wpadł późno wieczorem do wsi Bundu- 
rówki , gdzie znajdował się naówczas właściciel 
jej Alexander Sobański. Urzędowy podróżny, 
niezważając czy trafił do mieszkania rządcy 
dóbr, czy do samego dziedzica, począł gwał- 
townie kołatać we drzwi i krzyczeć żeby mu 
zmieniono konie. Przebudzony ze snu Sobański 
ofuknął się na ten hałas : Moskal odpowiedział 
mu grubiaństwem. Obywatel możny, niezwykły 
nigdy miewać podobnych gości, a teraz w głębi 
polskiego swego serca podniesionego swieżem 
wzruszeniem patryotyzmu , dotknięty zuchwal- 
stwem jednego z nikczemnych narzędzi ucisku, 
niezdołał powściągnąć siebie , zapomniał o poło- 

niekosztowalo ani grosza. Szlachetny Tyman poniósł karą za swoją 
powolność, albo raczej za samą sprawiedliwość tylko. Car kazał 
go zdegradować; a gdy ukaz przyszedł w, dni kilka po jego 
śmierci , żeby stało się zadość najwyższej woli, odczytano wyrok 
na grobie cnotliwego przestępcy. — Ghodykiewicz umknij póź- 
niej z więzienia do legii podolskiej formowanej przez Weresz- 
czyńskiego i walczył bardzo mężnie przy oblężeniu Zamościa. 
Po kapitulacyi twierdzy potrafił schronić się do Galicyi , lecz na 
żądanie Moskali wydany jako zbrodzień kryminalny, był posłany 
do ciężkich robot w kopalniach. Gdy jeszcze raz udało mu się 
ujść z drogi już na Sybir , schwytany znowu został osądzony na 
karę stu knutów. Nazajutrz po exekucyi zakończył życie* 



— 174 — 

żeniu czasowem : kazał związać burzyciela spo- 
kojaości domowej i trzymać go skrępowanego, 
póki nieprzybędzie sprawnik powiatowy uwia- 
domiony o Łem. — Związać oficera wojsk car- 
skich i jeszcze jadącego z poleceniem rządo- 
wem! to nawet w czasie pokoju byłaby trudna 
do zatarcia obraza majestatu; popełnić taką 
zbrodnię stanu w prowincyi polskiej i z powodu 
buntu w Polszczę oddanej pod prawo wojenne! 
czegóż należało się spodziewać? — Sobański na- 
tychmiast został wzięty i oddany pod straż poli* 
cyi w Hajsyniu. Postępek jego bardziej niżeli 
kryminał Chodykiewicza oburzał duchy mos- 
kiewskie; upatrywano w nim jawny symptomat 
ośmielonej nienawiści narodowej i chciano prze- 
razić umysły przykładem surowej kary. Stara- 
nia jednak krewnych i przyjaciół dopięły tyle 
u władz gubernialnych w Kamieńcu, że pierw- 
sze śledztwo uznano za nieważne, jako w spra- 
wie oby watela odbyte bez obecności marszałka 
albo chorążego powiatowego; powtórnem zaś 
śledztwem zająć się otrzymał rozkaz marszałek 
hajsyński E. Jełowicki. Dalsze wszakże prowa- 
dzenie rzeczy było niełatwe: ratunek Sobań- 
skiego mógł zależeć prawie tylko od zwłoki do 
chwili, w którejby powstanie przyszło uwolnić 
go z więzienia. 



— 175 — 

Te i tym podobne wypadki nie miały w grun- 
cie nic takiego, coby dawało uczuć w zabranym 
kraju nieznany pierwej ciężar jarzma ; ale ów- 
czesna atmosfera wszystkich cząstek Polski tak 
była nasycona rewolucyą, że lada zranienie 
sprawione przez ucisk moskiewski wnosiło stan 
zapalny w całe ciało obywatelskie. Prowincye 
południowe , stały się rychło dla rządu niewąt- 
pliwym przedmiolem obawy ; co raz jawniej 
występowały przeciw sobie dwie strony : rzą- 
dowa i narodowa — moskiewska i polska. Zni- 
kał szybko wszelki pozór wzajemnej między 
niemi dyssy mulacyi ; obie zdawały się hamować 
od gwałtownych kroków nienawiści, jedynie 
przez niepewność własnej siły. Lecz jeśli cie- 
miężcy niedość ufali swojej mocy, daleko wię- 
cej musiała wytrzymać odwaga patryotów. Ża- 
den posłaniec nie wracał z Warszawy , nowe 
usiłowania porozumienia się z królestwem nie- 
udawały się szczęśliwiej ; naczelnictwo powsta- 
nia narodowego ze swojej strony niezgłaszało 
się do braci za Bugiem. Tymczasem gazety pe- 
tersburskie, pogłoski z sąsiednich prowincyi o 
missyi Lubeckiego, i nawet przemykające się 
dzienniki albo ustne nowiny z samego króles- 
twa, nienajlepszą dawały otuchę. Myśl ukła- 
dów z królem Mikołajem , stawała przed 



1 



— 176 — 

oczyma Polaków niekongressowych jak zły 
duch naigrawający się z wiary w ojczyznę — 
w Polskę jagiellońską. Nikt w owej porze na 
Wc4:yniu, Podolu i Ukrainie, równie jak na 
Litwie/ nie pojmował jeszcze do czego mogła 
prowadzić subtelna dystynkcya dwóch jestestw 
w osobie cara moskiewskiego; ale rozprawy 
w stolicy zamiast jednego okrzyku po całym na- 
rodzie, ale parlamentarstwo zamiast boju, to 
już dziwiło , przerażało powszechnie. Z pierw- 
szych uniesień ochłonione umysły , poczęły ro- 
zumować, wyciągać horoskopy polityczne dla 
losów wypowiedzianej walki, i zaraz znalazło 
się wielu opuszczających ręce przed chwilą go- 
towe do oręża. Wy trwalsi , gorętszego serca lu- 
dzie, nie przypuszczali wszakże do siebie żad- 
nego zwątpienia : złe wiadomości , odezwę 
Dyktatora i wszystko co nie było zgodne z pro- 
stem pojęciem ojczystej sprawy , nazywali fał- 
szem moskiewskim , myślili tylko o wojnie ; 
co zwłoka ujmowała pospolitemu zapałowi, to 
starali się nadstarczyć zjednoczeniem się ścisłej-* 
szem. Tajemne związki rozmaitego kształtu, lecz 
wszystkie skierowane już do powstania z bro- 
nią, poczęły tworzyć się w różnych stronach ; 
rozterka sprawiona w dawniej skojarzonych 
kółkach , ubytek przez gotową opiniią wskazy- 



— 177 — 

Waiiych pi*ze wodni ków , sprawiły tylko chwi- 
lowe zamieszanie i żal przypominający się czę- 
sto , ale niezdołały rozprządz patryotycznych 
uczuć, które gwałtownym popędem szukały 
wspólnego dla siebie ogniska. 



IV. 



Na Wołyniu, gdzie praktyka przytłumionych 
stowarzyszeń ciągnęła się do lychczas, n»j- 
pierwszy zaród formalnej organizacyi insurrek- 
cyjnej wywinął się ze związku Kossynierów. 
W chwili kiedy nagle wywożono w głąb Ros- 
syi dawniej skompromitowanych patryolów, 
zwierzchność tego związku zlała władzę cywilną 
na Narcysa Olizara, część wojenną zaś poleciła 
kapitanowi Błędowskiemu, albo kapitanowi *** 
Wiadomość o tem nierychło doszła do Olizara 
bawiącego w Krzemieńcu. Błędowski unikając 
losu innych związkowych przemknął się już był 
do królestwa (*); drugi zaś wskazany na na- 

{*) Alexander fflędowski był jednym z Łych ludzi> których strata 
przyniosła prowincyom ivielką szkodę. Jego charakter, usposo* 
hienie i wziątość, bardzo mogły bydź użyteczne dla sprawy miej<* 
scowego powstania. W roku ośmnasŁym swego życia rozpocząw- 
szy zawód patryotyczny na polu sławy, chlubnie odbywał kampa- 
nije t809i 1613 r; zakończył je w stopniu szefa szwadronu i byt 
ozdobiony krzyżem polskim. Po uformowaniu królestwa kon- 

12 



— 178 — 

Gzelnika wojskowego, obmyślił dla siebie spo- 
kojniejsze schronienie w jednem z państw ob- 
cych. Sam tedy nominat cywilny, musiał podjąć 
się steru całą rzeczą , pókiby niewyszukał czło- 
wieka zdolnego podzielać z nim odziedziczoną 
władzę. Lecz zachodziła jeszcze inna trudność. 
Ustawy towarzystwa Kossynierów pozwalały 
tylko przełożonemu nad prowincyą znać nazwi- 
ska przełożonych obwodowych, nadto tak prze- 
łożeni jako i członkowie obwodów, nie mogli 
wiedzieć jedni o drugich. Nowy naczelnik 
związku nie mając udzielonej sobie ani listy 
imiennej , ani iristrukcyi szczegółowej , prócz 
wiadomości prywatnych , przypadkiem i nie- 
prawnie nabytych dawniej , nieposiadał żadnej 



gressowego przyjął duzbę w wojsku narodowem, lecz wkrótce 
ją opuścił. Jako caJonek towarzystw pati*yotycziiych wycierpiał 
prześladowanie 1825 r; wiązienie nadwątliło jego zdrowie. Lubo 
daby na siłach, w grudniu 1830 , pośpieszył z Wc^ynia do War- 
szawy » nieprzyj^ ofiarowanej mu zaraz nominacyi na półko- 
wnika, pełnił obowiązki adjutanta przy Radziwille, udał sią 
piiźniej do korpusu Dwernickiego, nakoniec wrócił do armii 
głównej i walczył pod Grochowem. W marcu, w jednej z ma- 
łych utarczek przeciw przedniej sti^aiy moskiewskiej, raniony 
kulą armatnią dostał sią do niewoli. W obozie Gejsmara odjęto 
mu nogą. Ponieważ zataił swoje nazwisko, ułatwiło to wydobycie 
jego z rąk nieprzyjacielskich przez zamianą. Rana goiła sią szczą- 
Śliwie, lecz w ciągu dalszej kuracyi u wod krzeszowskich pod 
Krakowem umarł z cholery^ 3& lipca 1 83 1 .-— 



— 179 — 

wskazówki do wejścia w czynność. Niezrażając 
się jednak zawadami , przedsięwziął użyć wszel- 
kich sposobów, żeby odpowiedzieć ważnemu 
powołaniu swemu i przystąpił do dzieła. Potrze- 
ba otworzenia pewnej kommunikacyi z króles- 
twem, zajęła naprzód jego uwagę : starał się 
zawiązać stosunki z Zamościem, gdzie jeszcze 
znajdował się natenczas jenerał Sierawski. Była 
to myśl bardzo trafna, od niemałego czasu na- 
pomykająca się wielu osobom , ale nigdy nie 
przywiedziona do skutku , jedynie iż nikt nie- 
śmiał z prywatnego stanowiska poruszać rzeczy 
publicznej. Olizar porozumiał się z kilku patry- 
otami, oświadczył im iż ma prawo przyjąć na 
siebie odpowiedzialność w tej mierze , wziął do 
rąk swoich fundusz złożony na ten koniec, i wy- 
prawił posłańca, który zdawał mu się bydź god- 
nym zupełnego zaufania. Następnie obmyślając 
jakby i rozproszonych członków towarzystwa 
na jedne drogę skierować , i wprowadzając do 
działania dostateczną liczbę niezwiązk owych , 
całą prowincyą w węzły stowarzyszenia ująć , 
postanowił przede wszystkiem pozyskać mar- 
szałków powiatowych. Ich pomoc obiecywała 
nietylko najłatwiejszy wpływ na ogół obywa- 
teli , ale nadto sposobność wyciągnienia zaraz 
wielkiej korzyści z urządzeń rządowych przeciw 



— 180 — 

cholerze. Powiaty były podzielone na okręgi, 
każdy okręg miał dozorcę wybranego z właści- 
cieli ziemi ; do slraży przeznaczeni byli włościa- 
aie zbrojni w kosy; nad wszystkiem co się odno- 
siło do tego przedmiolu, szczególniej rozkazano 
czuwać marszałkom. Organizacya wybornie 
przypadaładozamiaru powstania,trzeba tylko by- 
ło natchnąć ją duchem stosownym. Jeden z mar- 
szałków przylgnął całem sercem do lego projektu 
i obiecał żakom munikować go innym, do czego 
podawała się szczęśliwa zręczność, gdy właśnie 
wszyscy marszałkowie byli wezwani do miasta 
gubernialnego dla narady z wyższą zwierzchnoś- 
cią, względem jakichsiś interessów administra- 
cyjnych. Ale omyliła nadzieja : zgromadzonych 
marszałków przytrzymano w Żytomierzu. Prze- 
ciwność ta mieszała okropnie plany Olizara; 
chwytając się jednak nowych środków, za po- 
mocą kilkunastu osób, potrafił zarzucić osnowę 
swojego dzieła na powiaty : krzemieniecki , du- 
bieński, rówieński, zasławsk i i włodzimierski. 
Nadto Xawery Godebski podjął się u organizo- 
wać Polesie wołyńskie i bydz w gotowości na 
znak do powstania. Tym trybem o dawną władzę 
towarzystwa zaczepiony spisek, rozwijał siępowo- 
li i mógł z czasem całą prowincyą ogarnąć. Bra- 
kowało wszakże mu tej tęgości, klóraby wszyst- 



— 181 — 

kie^kółka i sprężyny machiny zajmującej wiel- 
ką przestraeń ziemi, trzymała pod sterem jednej 
woli. W samym Krzemieńcu wysadził się już 
na czoło miejscowego grona patryotów marsza- 
łek Bóbr przypuszczony do związku bardziej 
przez obawę żeby niewydał tajemnicy, którą po- 
trafił zbadać , niżeli przez wiarę w jego dobre 
chęci. Jakoż udając gorliwego syna ojczyzny, 
umiał razem zjednać sobie łaskawe względy 
Rydigera. Inni członkowie przeto z niemałym 
trudem i ostrożnością musieli rzecz posuwać. 
W ich liczbie był Jakób Malinowski obywatel 
zPodola, mieszkający tutaj dla edukacyi dzieci. 
Wschodnie strony Wołynia niedosięgnione 
przez Olizara , rozszczepywały się na rozma- 
ite okręgi sąsiedzkiej między mieszkańcami 
zmowy. 

Na Ukrainie cząstkowe porozumienia się po- 
czynały zlewać się w większą całość. Dnia 6 sty- 
cznia odbyła się pierwsza z liczniejszych narad 
u Władysława hrabi Krasie kiego marszałka por 
wiatu lipowieckiego. Zgromadzonym tu z róż- 
nych stron gubernii kijowskiej patryotom, 
świeciła jeszcze lubo zasępiająca się nadzieja, 
że królestwo poda rękę ziemiom zabranym ; tro* 
szczy li się więc o to tylko, j a kby przyspieszyć po- 
żądaną chwilę, i zobowiązali Wincentego Tysz* 



— 182 — 

kiewicza, żeby udał się do Warszawy. Pewien 
obywatel podolski miał go przeprawić za grani- 
cę Galicy i. Tyszkiewicz niezwłocznie wyruszył 
w podróż, ale częste jego przejażdżki ściągnęły 
baczność rządową; przytrzymany w Humaniu^ 
dostał rozkaz powrócić na miejsce swego miesz- 
kania w powiat bałtski i bez pozwolenia A¥ładzy 
powiatowej niewydalać się z domu, póki spra- 
wa Chodykiewicza nie będzie skończono. Po 
czternastu dniach takiego aresztu, próbował 
jaszcze doprowadzić do skutku swój zamiar; 
lecz spotkawszy niezwyciężone zawady, widząc 
się bydź ciągle na oku policyi , i z zebranych po 
drodze wiadomości znajdując pobudkę do no- 
wych przedsięwzięć , skierował się napowrot 
w kijowskie. 

Na Podolu oprócz zmów które powtarzając 
się po domach obywatelskich, nadawały co raz 
mocniejszą łączność rozległym okolicom albo 
i całym powiatom, szerzył się jeden związek ma- 
jący wyraźniejszą formę spisku. 

Dnia 15 (3) stycznia, młodzież w Kamieńcu 
założyła towarzystwo tak zwane ff^olnych synów 
Podola. Stowarzyszeni wykonywali przysięgę 
na imię braci Podchorążych i Akademików 
wai^si^awskich . Kąźdy wstępujący obowiązywał 
się mieć broń i konia. Powiększać liczbę źwiąz- 



— 183 — 

kowych było naj pierwszą powinnością; lecz cel 
główny ograniczał się na tdm , że jeśli przed 1 3 
(1) marca, nieokaźe się żaden inny związek , 
któryby miał zamiar powstania na miejscu ^ 
wszyscy członkowie będą obowiązani z końmi 
i z bronią przemknąć się do Galicyi, a ztamtąd 
do szeregów narodowych w królestwie. Rada 
z siedmiu złocona, trzymała ster towarzystwa 
w Kamieńcu ; mniejsze zaś komplety z trzech 
osób, przewodniczyły gałęziom spisku w mia- 
stach powiatowych Mohylewie, Jampolu, Pło- 
skirowie, Latyczowie i Lityniu. 

Pierwiastkowe te kroki do mniej więcej roz- 
ległej zmowy w prowincyach południowych, 
działy się w czasie, kiedy wojska moskiewskie 
zgęszczając się nad granicą, wyciągnęły już od 
Prus do Galicy! mocny kordon przeciw wszyst- 
kiemu, czego za Bugiem spodziewano się i cze- 
kano z królestwd. Wkrótce Dybicz poruszył się 
naprzód : jakby szeroką siecią przewłocząc wo- 
jewództwa prawego brzegu Wisły, zgarnął pow- 
stanie pod Warszawę <^ Za jegoarmijąw kraju 
przed chwilą swobodnym, nie pozostało nic ta- 
kiego, coby mogło obrócić ha korzyść wspólnej 
sprawy, łatwiejszą styczność braci wolnie krząta- 
jącej się"od dwóch miesięcy^ z bracią bez przer- 
wy trzymaną w jarzmie : żadnej miny w mas- 



1 



— 184 — 

sach ludu zagrzebanej dlanieprzyjaciela^ żadnej 
utajonej żyłki władzy narodowej. Zdaje się że 
życie powstającej Polski gwałtem zapakowane 
w ładunki prochu, wojsko uniosło z sobą na 
plac boju, żeby — jak niektórzy mniemali — wy- 
strzelać z honoi^m. Naród cały, inną pokładał 
nadzieję w tej garstce bohaterów, pełen był fa- 
natycznej wiary; ale tak nieszczęście chciało, 
że musiał z tchem zatrzymanym w piersiach 
czekać wypadku walki. Gdy tedy w królestwie, 
z tyłu nieprzyjaciela, powstanie ziemiańskie 
nie miało wskazanego dla siebie zawodu ; któż 
w prowincyach mógł wyrzec : teraz pora, teraz 
wszyscy do broni ? Trzeba było na to pewnej 
władzy , pewnego śrzodka ogólnej woli. 

Nim zobaczemyjak dalej rozwijały się mozol- 
ne usiłowania vf tej mierze, wypada rozebrać e^- 
lementa miejscowe które dla sprawy polskiej 
mogły działać albo bydź użyte. Przyszło bowiem 
do tego , że część kraju musiała swój zapas sił 
żywotnych ukształcić w osobną całość i jak 
sprzymierzeniec upatrzywszy porę, przystąpić 
do walki narodowej. 

V. 

W trzech guberniach : wołyńskiej, podol- 
skiej i kijowskiej, na przestrzeni mil kw. jeogr.. 



-^ 185 — 

3,333, żyje ludzi płci obojej niespełna 4,500,000. 
Pół miliona liczyć należy tych pasorzytnych 
mieszkańców różnego rodu i rozmaitej wiary, 
dla których wszędzie ojczyzna gdzie sposób do 
życia albo do zysków. Nie waham się włączać 
tu żydów; jakkolwiek bowiem nie sądzę ich 
bydź ani z interesu, ani ze skłonności, natural- 
nymi nieprzyjaciółmi sprawy polskiej, i owszem 
mniemam, że w powodzeniu niewątpliwie prze- 
chyliliby się na jej stronę ; gdy wszakże podział 
niniejszy odnoszę tylko do widoków powstania, 
muszę Izraelitów odciąć razem z tymi o któ- 
rych mówić tu nie będę. 

W pozostałych czterech milionach zawiera 
się około 300,000, szlachty, reszla włościanie — 
lud jednoplemienny, od wieków zespolony z zie- 
mią którą uprawia, na której podnieść go było i 
jest powołaniem Polski, w którą całkiem wtło- 
czony przez jarzmo obecne, stał się prawie tylko 
jej najwyższą warstwą organiczną. 

Nie przeto żeby tu srożej ciążyły ustawy mos- 
kiewskie, albo żeby obejście się dziedziców 
z poddanymi było inakszejak w innych prowin- 
cyach zabranych; nigdzie jednak stan włoś- 
ciański nie jest zepchnięty tak nizko, nigdzie 
między nim a stanem szlacheckim nie zachodzi 
tak wielka przerwa pod względem moralnym. 



— 186 — 

Wszędzie zarówno systemat despotyzmu umo- 
cował niewolę chłopów , wszędzie zarówno 
wzbronił panom obdarzać ich choćby najmniej- 
szą swobodą ^ dźwigać z okropnego upośledze- 
nia choćby przez najlżejszą oświatę; lecz nad- 
to ręka carów niszcząc tu jedność religijną, 
stargała główny węzeł, który łączył część spo- 
łeczeństwa posuwającą się na drodze cywiliza^ 
cyi, z massa nieruchomą jeszcze. Z tąd wynikła 
ta uderzająca różnica włościan ruskich od li- 
tewskich, jaką okazują nam dzieje przeszłego 
powstania. Na Litwie pan i poddany jeden mają 
kościół, przed jednym ołtarzem przynajmniej 
są równi , jedna nauka nakazuje im miłość 
chrześcijańską; kiedy też przyszło podnieść broń 
w imię jednej ojczyzny, bez uprzednich ukła* 
dów, bez namów i rozracłiunków za przeszłość^ 
wszyscy zgodni w nadziejach, ufni wzajemnie, 
biegli po błogosławieństwo do wspólnego ka- 
płana i zajmowali właściwe każdemu miejsce 
w szykach zbrojnych. W Ziemiach Ruskich, 
cerkiew grecka i kościół katolicki stoją prze- 
ciw sobie jak nieprzyjacielskie obozy. Ledwo 
na Polesiu wołyńskiem kilka osad mazowiec- 
kich , a na Podolu kilka wsi tu i owdzie, 
zachowało narodową polską wiarę. Ducho- 
wieństwo łacińskie , jak wszędzie u nas patry- 



— 187 — 

otyczne> lecz szczupłe co do liczby, zostaje 
w związku niemal z samą szlachtą ; cał» ludność 
jest pod wpływem religijnej administracji mos- 
kiewskiej (*). Popi w ogólności ciemni , gru- 
bych obyczajów, przez wzgląd na los swoich 
ubogich rodzin do nędznych widoków zacieś- 
nieni, przez parcie machiny hierarchicznej na 
ich umysły, wprost duchowną władzą cara 
skrępowani, z natury rzeczy musieli bydź po- 
datnemi narzędziami dla tronu. Rząd niezanie- 
dbał ich użyć. Kazano odczytywać po cerkwiach 
manifesty Mikołaja piorunujące na buntowni- 
ków, jawnie i przy spowiedzi nawet napominać 
lud do wierności dla monarcłiy. Policya w swo- 
ich ogłoszeniach i ustawach przydawała daleko 
posunione kommentarze tej nauki : jątrząc 
włościan przeciw szlachcie, zalecała im szpie- 
gować , oskarżać i w ostatecznym razie siłą po- 
skramiać nieprzychylnych rządowi panów. 
W świątyniach przez Katarzynę zreformowa- 
nych, mogło wysuwać się przed oczy pospól- 
stwa, nieznacznie poruszane krwawe widmo hu- 
mańskie ; dla tkliwego głosu podnoszącej się 
Polski przystępu nie było. 

( * ) w samej ^bernii podolskiej , liczba duchownych łaciń- 
skich, świeckich i zakon;iik6w ledwo przechodzi ^00 , greckiego 
obrządku zaś przenosi 7,000, 



— 188 — 

Nie należy jednak mniemać że same ducho- 
wieństwo ruskie i jego owczarnia, jest już zu- 
pełną zdobyczą caryzmu. Moskwa ma to w swo- 
jej naturze, iż chcąc gdzie nieodzownie pano- 
wać , musi wytępić do szczętu wrodzone 
człowiekowi uczucia i żądze szlachetne, a o- 
plątać go więzami podłych w nim skłonności ; 
owej nawet sztuki zatapiania wznioslejszych 
pojęć szczęścia w ponętach materyalnych do- 
brego bytu, którą z zasad Lutra potrafili dosko- 
nale wyciągnąć monarchowie protestanccy, 
despotyzm moskiewski w żaden sposób użyć nie 
może : siła i postrach , ciemnota i bojaźń , są 
jedynemi jego środkami. Żeby na tych podsta- 
wach oparły porządek rzeczy ugruntował się 
dostatecznie, trzeba na to wielu wieków, trzeba 
może nawet pewnej temperatury lodowatej 
w powietrzu krajowym i we krwi narodu. Na 
pięknej ziemi Wołynia, Ukrainy i Podola, gdzie 
wszystko tak jest bujne i pełne życia, szczep 
sławiański wzrosły wśrzód płomieni namiętnych 
wojen, długo owiewany duchem najwolniejsze- 
szego społeczeństwa, nie łatwo da się wpleść 
w twarde karby moskiewszczyzny. Wielki cię- 
żar ucisku nagiął jego hardy charakter pod na- 
łóg trwożliwego posłuszeństwa, ciągła niedola 
zamroczyła niedowierzaniem i podejrzliwością 



— 189 — 

jego prostoduszną szczerotę ; ale w głębi jego 
wrodzonych uczuć i tradycyjnych wspomnień, 
leżą jeszcze bardzo zapalne pierwiastki, do któ- 
rych nic bliższego przystępu mieć nie może, jak 
iskra tego ognia , co płonie w grobie ojczyzny 
naszej, aby kiedyś czystym blaskiem braters- 
twa i swobody zaświecił. 

Przy jękach nad obecnym stanem , starcy 
wspominają tu jeszcze wnukom lepsze czasy 
dawne — te czasy były polskie ; przy powszech- 
nej biedzie, niedostatek albo krzywdzona sła« 
bóść niższych klas, ma jeszcze jedyną ucieczkę 
do możniejszej szlachty — ta szlachta, są to Po- 
lacy. Od chwili jak przestaliśmy bydź niepod- 
ległym narodem, powołanie społeczeństwa na- 
szego , cnoty któremi żyło , obowiązki które są 
koniecznym warunkiem podniesienia się jego 
z upadku, poszły na przechów w ręce tych , co 
wyłącznie piastowali historyą i losy rzeczypos- 
politej. Oni, mianowicie pod bezpośredniem 
panowaniem Moskwy, co raz bardziej spychani 
z publicznego stanowiska, musieli narodowość 
i obywatelstwo schronić w domowe, rolnicze 
zacisza: tu im pozostało jedyne pole, rozważa- 
jąc dawne błędy, ćwicząc się w poprawie, pry- 
watnie wypłacać niższym i poddanym dług bra- 
terstwa, który zatrzymali mając w swych ręku 



— 190 — 

prawodawczą władzę. Powinność ta była i jesl 
lak w prostym związku ze świętem przeznacze- 
niem ojczyzny naszej , iż można powiedzieć , że 
kto ją lepiej wypełniał, ten lepszym byłpatryotą. 
Na Litwie, właściciele dóbr mieli inne ogniwa 
z duchowieństwem i ludem ; w Ziemiach Rus- 
kich nic prócz dobrodziejstw z jednej a wdzięcz- 
ności z drugiej strony, tej spójni zastąpić niemo- 
gło* Wpotrzebie ogólnego poruszenia się razem, 
przyszło do ciężkiego rozrachunku pod tym 
względem. 

Liczne przykłady dały to postrzedz, jak u nas 
prawiewpatryarchalnym jeszcze składzie społe- 
czeństwa, łatwo jest wszystko oprzeć na samym 
fundamencie chrześcijańskiej miłości. Zdarzyło 
się w wielu miejscach, że parochowie ruscy, i 
nawet drobni urzędnicy moskiewskiego auto- 
ramentu, za lada uczynność doświadczoną, za 
lada uprzejme obejście się, wypłacali się oby- 
watelom szczerą życzliwością, jedynie przez 
osobiste dla nich względy, zapominali na cara, 
przynosili usługi sprawie powstania. Zdarzało 
się powszechniej jeszcze, że włościanie widząc 
swoich panów w niebezpieczeństwie, biegli im 
na pomoc z tym uczuciem prawdziwie dziecin- 
nego przywiązania, które się interesem nie mie- 
rzy, krzywdy nawet łatwo przebacza, a naj- 



-— 191 — 

drobniejszy zakład dobroci rodzicielskiej tkli- 
wie w pamięci pielęgnuje. Ale na nieszczęście, 
podobne stosunki, szczególnie co do popów 
z dziedzicami, były tu i owdzie wyjątkiem ; u- 
sposobienie ludu zaś, ledwo odpowiadało dal- 
szym widokom patryotów. Żaden chłopek niebył 
szpiegiem ni oskarżycielem , nie nadstawiał 
chętnie ucha na głos moskiewskiego rządu ; 
lecz także wyrazu Ojczyzna nierozumiał, nadzie- 
jom swobody nie śmiał zawierzać, w zaufanej 
rozmowie o Polsce i obecnej wojnie , zwykle 
tylko powiadał z westchnieniem : crdaj Boże żeby 
hyło lepiej , żeby było jak dawniej było : kto 
o nas myśli niech temu Bóg dopomaga. » 

Powstanie tedy mogło mieć dla siebie włoś- 
cian ; mogło bydź pewne że gdy osięgnie wła- 
dzę , rozkazy jej w imię wolności będą przyjęte 
posłusznie, skwapliwie nawet. Ale pierwej trze- 
ba było radzić o nich bez nich, trzeba było 
gdzieindziej szukać sił, do zaczęcia rzeczy. To 
wielkie, trudne powołanie, spadało całkiem na 
szlachtę. 

Stosownie do ówczesnego toku wypadków^ 
rozbierając anatomicznie odciętą część ojczy- 
zny naszej, żeby dośtrzedz w niej ognisko naro- 
dowego życia , wypadałoby i samą szlachtę u- 
szykować jeszcze podług wielu względów. 



— 192 — 

Odznacza się tu naprzód z jednej strony wybie- 
gły nad równość braterską wyroslek, który jak 
wybiyałjuż w cieniu ojczystej niedoli, tak też 
trudno mu dobrać polskie nazwisko. Magnaci 
raczej jedynie przez rzeczywisty albo wydęty 
ogrom fortuny , niżeli przez historyczne imiona 
upoważnieni do lego tytułu ; aristokraci z pre- 
tensyi i z etykiety tylko ; kosmopolici przez po- 
lor zagraniczny całego świata ; dumni dla do* 
brego tonu ; niepopularni przez egoizm, kaprys 
a podobno najbardziej przez brak istotnych za- 
let ; nakoniec snująca się koło tych planet 
pierwszego rzędu, niespora liczba mniej świe* 
tnych satellitów, o to jest co składa tę koteryą, 
w gruncie nie złych ludzi, nienajlepszych Po- 
laków, wielkich pretendentów do przewodnic- 
twa i figurowania, ale niezmiernie leniwych do 
niebezpiecznycłi i hazardownych ofiar dla oj- 
czyzny. Z drugiej strony oddziela się znacznie 
tak zwana drobna szlachta, zatrudniona rolą, 
albo służbą po dworach. Nizki stopień oświaty i 
zupełny niedostatek publicznego znaczenia, u- 
suwał ją od czynności, póki trzeba było myśleć 
i radzić; ale do oręża ręka jej i serce były go- 
towe. Między temi ostatecznościami środek za- 
pełniają głównie właściciele ziemi, bez róż- 
nicy majątków i rodowitych zaszczytów ; od 



— 193 — 

kilku milionów do kilkudziesiąt tysięcy fundu- 
szu, od sławnych w dziejach krajowych imion 
do prostego dostojeństwa szlachcica , wszyscy 
równi jako obywatele/ jako synowie zgnębio- 
nej ojczyzny; wyżsi jedni od drugich, tylko 
cnotą, zasługą, zdolnością. W tej klassie prze- 
chował się staropolski niezwietrzały obyczaj 
i gorący patryotyzm ; ona pod obcym uciskiem 
pielęgnując troskliwie duch narodowy, szła 
w ciszy z postępem wieku , i skoro wolniejsza 
część braci dała hasło, znalazła się gotową 
równie do społecznej rewolucyi jak do po- 
wstania; ona też w potrzebie samodzielnego 
poruszenia się do walki, wzięła na siebie nie- 
zachwianym umysłem, smiałćm przedsięwzię- 
ciem pociągnąć w bój wszystko, co mniej wię- 
cej niezdolne było pójść z własnego popędu. 



VI. 



Obywatele północnych stron Podola, nie mo- 
gąc doczekać się ani powrotu Deniski, aniża-^ 
dnej odpowiedzi z Warszawy, umyślili zjechać 
się dla przedsięwzięcia czynniejszych śrzodków* 
Naznaczono miejsce zjazdu niedaleko Baru. 
W tej okolicy przypominającej wielki przykład 
dla powstańców, na dniu 1 9 lutego zawiązało się 

13 



— 194 — 

towarzystwo, które znało siebie pod tytułeai 
Towarzystwa patryolycznego , a było kierowane 
przez siedmiu członków przyodzianych równą 
władzą i składających Komitet nazywany roz- 
maicie : patry o tycznym; rewolucyjnym , cerUraU 
nymj niekiedy Radąj i podobno nawet /a^^^. 
Ponieważ zaś to ostatnie imię najpospoliciej za- 
trzymano dla niego w Emi gracy i^ dam mu pierw- 
szeństwo przed inńemi , zwłaszcza iż wyraźniej 
będzie odznaczało owe grono wsrzód wielu 
współczesnych stowarzyszeń i komitetów. 

W wyborze członków Junty przewodniczył 
wzgląd na główne widoki związku. Trzeba było 
rozprzestrzeniać jak najdalej towarzystwo, i 
zbierać siłę do boju. Powołano więc na czoło 
obok ludzi poważnych , dwóch młodych , z któ- 
rych jeden był dobrym wojskowym. W rzędzie 
pierwszych znajdowali się Jakób Malinowski, 
Wincenty Tyszkiewicz i Jan Sulatycki, lubo 
nieobecni na zjeździe (*). Przez Malinowskiego 
spodziewano się wejść w stosunki z Wołyniem ; 
Tyszkiewicza zalecał wpływ na Ukrainę ; Sula- 
tycki zaś na Podolu i nawet w prowincyach sąsie- 
dnich miał wziętość ogromną. 

Była zrazu mowa żeby najwyższy sterpowie- 

(*) Tyszkiewicz otrzymał wezwanie bardzo nierychło iwcliwili 
kiedy juz Junta powinna była rozwiązad b\^ zupełnie. 



— 195 — 

rzyć jednej osobie ; ale że małe grono pierwiast- 
kowe nie śmiało brać na siebie wyboru takiej 
osoby, uchwalono tymczasem , iż z pomiędzy 
siedmiu członków Junty trzej mogą składać 
dostateczny komplet, aten będzie miał prawo 
czynić postanowienia i zmiany jakie uzna za sto- 
sowne. 

Od niektórych związkowych wymagano przy*- 
sięgi; lecz po większej części przestawano na 
słowie, na podaniu ręki. 

Trzydziestu czterech stowarzyszonych rozje- 
' chało się w rozmaite strony, żeby pracować nad 
rozkrzewieniem związku. 

Jeden z członków. Junty uwiadomiwszy 
Amancyusza Żarczyńskiego o tdm co zaszło, po- 
lecił mu wejść w porozumienie z młodzieżą i 
mieszkańcami Kamieńca. Zarczyński w pierw- 
szych swoich zabiegsich trafił na głównego zało- 
życiela związku Wolnych Synów Podola, i 
wprowadzony przez niego do Rady siedmiu, ob- 
jaśnił ją jaki cel ma Towarzystwo patryotyczne. 
Rada stosownie do dawniej pi^zyjętej zasady, 
postanowiła zaraz, że odtąd żadnemu członkowi 
nie wolno już opuszczać kraju, lecz wszyscy 
mają czekać miejscowego powstania. Zarczyń- 
ski miał starać się ze swojej strony, żeby Junta 
jak najrychlej dała hasło, a Rada przyrzekła 



— 196 — 

niechybnie spełnić jej rozkazy. Słowem, Syno- 
wie Wolni Podola wchodzili zupełnie pod wła- 
dzę Junty, nie przestając działać pierwej obra- 
nym trybem. Było ich wszystkich do 280; w sa- 
mym Kamieńcu znajdowało się 80. Wysłany 
pewien młody związkowy do korpusu Rota, 
gdzie miał znajomych rodaków, zapewniał ich 
pomoc. Oficerowie ci dostarczyli kilkanaście 
szabel i tyleż par pistoletów, a za pierwszą oka- 
zyą przyrzekli podwładnych na stronę polską 
przeprowadzić; lecz wkrótce posądzeni przez 
zwierzchność i wysłani do pułków w głąb państwa 
moskiewskiego, zdołali sami tylko uciec z drogi 
i przez Galicyą dostać się do szeregów narodo- 
wych w królestwie. Zwracał też związek uwagę 
i na miasto gubernialne. Kamieniec zawiera 
blizko 12,000 ludności ; ale połowę jej stanowią 
Żydzi, znaczną zaś część drugiej połowy Ormia- 
nie, inni różnowiercy, duchowni greckiego 
obrządku i urzędnicy moskiewscy; nie wiele 
przeto sił można było wydobyć na potrzebę naj- 
istotniejszą, na pierwsze uderzenie. Garnizon 
w owej porze ( ostatnich dni lutego) oprócz 400 
ludzi komendy inwalidnej , liczył do 1 ,000 re- 
gularnej piechoty: ośm dział stało zatoczonych 
na rynek , dwie baterye znajdowały się w forte- 
cy: gęste warty i patrole czuwały ciągle. — Sta- 



— 197 — 

rano się jednak przysposobić mieszczan i myśla- 
no jakby opanować miasto. W Radzie związku 
był projekt, że skoro Junta dzień naznaczy, 
związkowi z zapewnionymi garstkami ludu, 
rzucą się jednocześnie na wszystkie obwachy i 
straże, drudzy będą 'usiłowali zabrać lub za- 
gwoździć armaty; a jeśli uda się podchwycić i 
rozbroić załogę, zamkną się bramy miasta, zdo- 
byta broń i amunicya posłuży do uformowania 
większej siły; gubernator Grocholski, któremu 
władza była już przez rząd odjęta, zostanie zmu- 
szony, w imię sprawy narodowej całą prowin- 
cyą powołać do powstania. 

Towarzystwo patryotyczne pozyskując wcze- 
śniej poczęty związek młodzieży, nabywało od 
razu znacznej rozciągłości. Przez stosunki tego 
związku i przez wpływ swoich stowarzyszonych, 
Junta wkrótce ogarnęła powiaty: kamieniecki, 
płoskirowski, uszycki, mohylowski, latyczow- 
ski , lityński , a w części jampolski i winnicki. 
Reszta gubernii nieprzenizana żadnym spiskiem 
formalnym , mocno wszakże ujęta w domowe * 
grona znakomitszych patryotów, stanowiła nieja- 
ko osobną całość.Tym sposobem Podole rozdzie- 
lone niby na dwie połowy, większą północną i 
mniejszą południową, miało już wiele usposo-^ 
hienia do jednomyślnego ruchu. 



— j 



— 198 — 

Na Wołyniu dawniej rzucone nasiona ogól- 
nego spisku, nie rozwijały się tak szybko. Woj- 
sko nieprzyjacielskie przecinało tę prowincyą 
w różnych kierunkach. Rydigier koło swojej 
głównej kwatery w Krzemieńcu trzymał dywi- 
zyą dragonów, dywizyą huzarów zajmował Lu- 
bar, a piechotę rozstawił batalionami od Wło- 
dzimierza do Żytomierza. Okolice nadbużaii- 
skie słabo jeszcze spojone przez wpływ towarzy- 
stwa Kossyntierów kierowanego nową ręką, nie 
miały ustalonych związków z patryotyczndmi 
kółkami stron odleglejszych j kiedy nagle zja*^ 
wił się wypadek , który niebył dość silny żeby 
chorągiew powstania mógł ukazać od razu roz- 
ległemu krajowi, a orężnym szczękiem sprawili 
rozterkę w cichej zmowie. 

Widział Oliear potrzebę przeniesienia się 
z Krzemieńca na inne miejsce dla rozszerzenia 
okręgu swoich działań, leczwstrzymywałsię do 
powrotu posłańca z Zamościa. W tem zdarza 
mu się M***C***, któremu jako znanemu 
z patryo ty zmu i charakteru, powierzywszy ta- 
jemnicę , dowiaduje się od niego że posłaniec 
zawiódł ufność i nie myślił nawet opuścićWoły- 
nia. Radząc następnie jakby i to złe naprawić i 
bieg rzeczy przyspieszyć, umówiono się źeC*** 
Wynajdzie pewni^szegoemiss^ryu^za, oraz prze- 



— 199 — 

bieży powiaty (łubieński i włodzimirski , Olizar 
uda się na Polesie i dotrze aż do granicy powiatu 
pińskiego, inny zaś związkowy odprawi podróż 
na Podole. Wszyscy trzej mieli w ośm dni wró- 
cić i zakommunikować sobie zebrane wiado- 

» 

mości tak o sile i pozycyi nieprzyjaciela, jako 
też o postępie przygotowań insurekcyjnych , 
żeby wedle nich ułożyć plan dalszych obrotów. 
Bądź że C*** nad umówiony zamiar posu- 
nął gorliwość , bądź że przypadkiem otrzymał 
więcej niż żądał, po upływie dni ośmiu zadziwił 
kolegów stawiać się w towarzystwie dawnego 
wojskowego, który uprzednio do zmowy niena- 
leżał, i zamiast spodziewanej tylko instrukcyi 
względem organizacyi powstania , okazując bi- 
let adjutanta placu z Zamościa , który donosił, 
że zą dni cztery oddział wojsk polskich wkroczy 
na Wołyń. Oddział ten miał składać się z 1,000 
starego żołnierza i 3,000 ruchawki; głównem 
jego przeznaczeniem b^ło podobno , rzucić po- 
płoch między bataliony moskiewskie zbierające 
się nad granicą dla połączenia się z korpusem 
Krejca; wszakże mógł razem dać pochop i 
wsparcie do zbrojnych poruszeń za Bugiem. 
Nowina ta zrazu sprawiła radość , lecz gdy za- 
częto rozważać zebrane w podróżach wiadomo- 
ści , posiłek z królestwa zdał się bydź bardzo sła- 



— 200 — 

bym w miarę sił moskiewskich. Naczelnik nie 
śmiał wyrzec pewnego zdania w obcej jemu 
rzeczy militarnej, chciał jednak poledz na ufno- 
ści w ducha prowincyi i przyjąć wypadki jak 
się same nasuwały; zapał C*** nie dawał się 
urazić żadną rachubą , ale nowo wprowadzony 
do rady Praźmowski, jako stary żołnierz obli- 
czał tylko zobustron regularne wojsko i działa; 
wręcz zapowiadał najsmutniejszy koniec jeśliby 
przyszło zaraz do podniesienia broni ; w ciągu 
żwawych rozpraw często z niesmakiem zwracał 
mowę do Olizara jakby wyrzucając mu niezrę- 
czne prowadzenie rzeczy. Skończyło się na tem 
iż uchwa,lono posłać natychmiast za Bug, żeby 
wstrzymać wyjście oddziału z twierdzy, albo 
przynajmniej zwrócić go od granicy. 

Niewchodząc w rozbiór czyli ten był najlepszy 
śi*zodek, można jednak mniemać, iż odpowia-' 
dał ówczesnym okolicznościom^ gdy takież 
mieli przekonanie i inni poważni patryoci. Mali- 
nowski którego rady zasięgali C*** i Praźmow- 
ski , przekładał wyraźnie niewczesność i niebez- 
pieczeństwo zamiaru, dodał tylko iż w ostatecz- 
nym razie golów poruszyć mieszkańców Krze- 
mieńca , do czego były usposobienia , i jako da- 
wny oficer zająć się obroną miasta. 

Stało się tedy że major Boleski wyprawiony 



— 201 — ^ 

z Zamościa na czele batalionu piechoty i szwa- 
dronu jazdy d. 4 marca wpadł do Uściługa, 
rozbił dwa bataliony moskiewskie , zabrał kil- . 
kaset niewolnika, chorągiew, komendanta puł- 
ku, i z tern wsżystkiem zaraz do twierdzy wró- 
cił. Ukazanie się wojska polskiego na prawym 
brzegu Buga, nie mogło obejść się bez mocnych 
wstrząśnień kraju przejętego myślą powstania. 
Gruchnęła pogłoska rosnąca co milę ; wielu po- 
biegło niecierpliwie nad granicę, krzątano się 
jak gdyby nadszedł czas wystąpić otwarcie; 
zapał przemógł ostrożność, niektórzy nawet ko- 
kardy poprzypinali. Rydiger pomknął spiesznie 
swoje siły pod Dubno , a wśrzód wojsk skupio- 
nych, policya ochłonąwszy ze strachu poczęła 
śledzić, chwytać, prześladować skompromito- 
wanych. Po zawiedzionej nadziei wstąpiły 
w serca patryotów, smutek , trwoga i pewna 
nieufność, której później w tych stronach dały 
się widzieć niemałe skutki. 

Ponieważ zachodziła wątpliwość czy wystar^ 
czy czas na wstrzymanie lub zwrócenie wypra- 
wy, Olizar udał się do Łucka żeby bydź w go- 
towości na wszelki przypadek. W Łucku oprócz 
stu miejscowych inwalidów znajdował się tylko 
oddział 50 żołnierzy z komendantem, który miał 
zabrać konie wedle rekwizycyi rządowej do 



— 202 - - 

starc2ane od obywateli. Żołnierze nie mieli 
broni ognistej , koni było już zgromadzonych 
800. Widząc tak łatwą zdobycz, aprzyldm prze- 
konywając się co moment o najlepszem usposo- 
bieniu mieszkańców powiatu , żałował Olizar że 
nie oparł się całą siłą swoją zdaniu radcy woj- 
skowego. Gdy wszakże znał jego charakter pra- 
wy i powszechnie przypisywane mu zdolności 
militarne , żeby nadal nie bydź odpowiedzial- 
nym za decyzyą w podobnych wydarzeniach, po- 
stanowił zlać na niego całkiem władzę wojsko- 
wą. Myśl tę powziął już był podczas pierwszej 
schadzki gdy w cierpkich wyrazach Prażmow- 
skiego zdawała się przebijać zawiść naczelni- 
ctwa. Skoro więc doszła wiadomość jaki koniec 
wzięła wyprawa , napisał list do niego prosząc 
jako obywatel i rozkazując jako zwierzchnik, 
żeby przyjął ster wojennej sprawy towarzystwa. 
Dodał nawet iż ustępuje mu swojej władzy cy- 
wilnej, sam wyjedzie na Polesie i będzie działał 
zależnie od jego rozkazów. Wzgląd na dobro pu- 
bliczne, szlachetne uczucie wolne od miłości 
własnej, powodowały do tego kroku ; ale byłoż 
to ściśle wypełnić swoje powinność ? Oto jest 
udanie samegoOIizara w tej mierze : « Nie wiem 
<5zy należało mi złożyć mój urząd , czy godziło 
się tak dalece posunąć pokorę , dla odwrócenia 



— 203 — ■ 

zazdrości i swarów może. Miałeln moc mianować 
dowodzcę siły zbrojnej ; lecz całkiem usląpić 
z miejsca, żeby kto inny z niepodzieloną władzą, 
niepodzieloną odpowiedzialność biorąc na sie- 
t)ie, uczuł tem większą pobudkę rozwinąć.swo^ 
ję gorliwość i swoje talenta, to zdaje się prze- 
chodziło moje prawa , tego j)odobno nie uspra- 
wiedliwi czystość powodów. Jednak tak uczy- 
niłem. » 

?raźmowski przyjął obowiązki : władza Mistrza 
K ossynierów wołyńsk ich przeszła w trzecie ręce, 
i zdawało się z razu źe nie spoczywała bezczyn- 
nie. Z różnych stron udawano się do naczelnika 
po instrukcye i rozkazy, od czasu do czasu szły 
w obieg jego patryotyczne odezwy. 

Olizar przeniósł się na Polesie i zastał tu rze- 
czy w najlepszym stanie jak tylko spodziewać 
się było można. Stanisław Worcel z własnego 
natchnienia przygotował dobrze powiat kowel- 
ski; zabiegi Godebskiego w łuckim udawały 
się pomyślnie ; wkrótce znakomitsi patryoci po- 
wiatu rówieńskiego dali wiedzieć Olizarowi , że 
się uorganizowali dostatecznie i czekają na jego 
skinienie. 

W głębi Wołynia toczyło się wszystko swoim 
osobnym trybem. Z wielu punktów zwracano 
ty. oczy na ks. Eustachego Sanguszkę mieszka^ 



— 204 — 

jącego wSławucie, jako na człowieka który mógł 
najłatwiej stać się głównym ogniwem poruszeń 
obywatelskich w rozległym okręgu kraju. Ma- 
gnat ten nie tak mitrą, głową, lub popularno- 
ścią, jak ogromem fortuny górujący, z sąsie- 
dnich nawet prowincyi pociągał ku sobie wej- 
rzenia patryotów oddawna niepokojonych po- 
trzebą zespolenia ogólnej woli w jednej osobie. 
Wincenty Tyszkiewicz wracając z daremnej 
wyprawy swojej do królestwa, słyszał kilku 
Podolan utyskujących, iż lubo powszechna 
opinija powołuje na naczelnika prowincyi Jana 
Sulatyckiego, ten jednak niedaje się dostatecz- 
nie wyrozumieć i jest przeto powodem niejedno- 
ści w działaniach patryotów. Niektórzy napo- 
mykali nawet, czyliby wybór Sanguszki nieza- 
radził w tej mierze. Tyszkiewicz chciał pomó- 
wić naprzód z Sulatyckim; lecz nie mogąc 
dopytać się gdzie się znajdował, umyślił nietra- 
cąc czasu udać się do książęcia. Wszyscj oby- 
watele Ukrainy z którymi miał zręczność wi- 
dzieć się po drodze , niebyli przeciwni temu za- 
miarowi. Wziąwszy więc z sobą Hermana Po- 
tockiego pojechał na Wołyń , a wiedząc że Izy- 
dor Sobański znajdował się w okolicach Sła- 
wuty, spodziewał się jego wpływ i gorliwość 
mieć sobie w pomoc. Jakoż rzecz była już nie- 



— 205 — 

mai ukartowana. T*** W***, który w pew- 
nym okręgu stał na czele patryotów i po całej- 
prowincyi starał się rozkrzewiać związek , spot- 
kawszy jadących z propozycyą, uwiadomił ich 
że Sanguszko przez Wołynian na naczelnika 
obrany, chętnie to przyjął, a Sobański był przed 
kilku dniami w Sławucie i mówił o interessach 
powstania. Najlepsze rokując nadzieje W*** 
dodał tylko, iź trzeba hamować zbyteczny zapał 
Sobańskiego. Za przybyciem na miejsce Tysz- 
kiewicz i Potocki istotnie znaleźli Sanguszkę 
dobrze usposobionego: ze łzami w oczach dzię- 
kował im za ufność i oświadczał wdzięczność 
iź mu podają sposób zmyć plamę jaką ściągnął 
na siebie w r. 1813. 

Skończyły się na tem pomyślne zachody koło 
pozyskania dla podejmowanej sprawy możnego 
pana. Blaskiem czynów wojennych rozjaśniony 
wówczas horyzont ojczysty nad Wisłą, budził i 
w jego sercu iskrę patryotyzmu ; później zabra- 
kło mu ducha. Mógł wyprawić synów do War- 
szawy nieprzewidując żeby w najgorszym nawet 
razie stał się z nich który kopaczem w minach 
sybirskich ; mógłby był z ochoczą szczodrością 
własnym kosztem wystawiać pułki pod zasłoną 
pewnej siły; ale konspirować czynnie i wytrwale 
w pałacu przystępnym dla lada żandarma z ki- 



— 206 — 

bilką ; ale każdej chwili siąść na koń i z hufcem 
;powstańców rzucić się między regularne wojska 
moskiewskie — tego nienależało spodziewać się 
po nim , tego byłby się niepodjął , gdyby jasno 
widział obowiązki ofiarowanego mu dostojeń- 
stwa. 

Kiedy Wincenty Tyszkiewicz z dobrą otuchą 
starał się o naczelnika na Wcrfyniu, obywatele 
Ukrainy tymczasem zgromadzeni u jedne- 
go z patryotów w powiecie taraszczańskim , 
postanowili jego samego powołać na ten u- 
rząd* Przewodnictwo w rzeczy tak obywa- 
telskiej , tak ogólnie zajmującej szlachtę ca- 
łej gubernii , właściwie należało się jego bratu 
Henrykowi , który byl marszałkiem gubemial- 
nym. Ale marszałek dobrze położony u rządu i 
samego cara , mógł więcej bydź użyteczny zo- 
stając na stronie 9 bez narażania się osobistego 
dając prolekcyą i zasłonę przygotowaniom , pó- 
kiby nie nadszedł czas wystąpić jawnie. Żeby 
więc tem bardziej zapewnić go sobie, skwapli- 
wie chwycono się myśli, wyrządzić słuszną 
cześć patryotyzmowi i cnotom drugiego brata, 
który niedawno zamieszkał na Podolu, nie 
nfiiał stosunków publicznych, lecz z charak- 
teru i przymiotów serca niewątpliwie był znany. 

Dwaj z obradujących pospieszyli na spotka- 



-- 207 — 

nie nowo mianowanego naczelnika i zasiawszy 
go w Białołówce, kędy wracał z Wołynia , we- 
zwali na ogólne zgromadzenie, klóre wkrótce 
odbyć się miało. 

Dnia 8. marca , deputowani ze wszystkich 
prawie powiatów gubernii kijowskiej , zebrali 
się^w^Czerniawce u Władysława hr .Krasickiego. 
Zjazd ten patryotów upoważnionych przez uf- 
ność współobywateli do szafowania dla ojczy'- 
zny ich majątkiem , losem ich rodzin, ich ży- 
ciem, był uroczystym sejmem na ujarzmionej 
ziemi polskiej odprawianym właśnie w owej 
chwili, kiedy car zapowiadał zemstę niemowlę- 
tom za^winy ojców. Taki sejm miał niepospo- 
litą dostojnością oblec przewodnika do podnie- 
sienia broni przeciw carowi. Tyszkiewicz 
wymawiał się od przeznaczonego jemu zaszczy- 
tu : przekładał iż nie ma ani zasług, ani talen- 
tów, któreby słuszną może zawiść godniej - 
szych odwrócić od niego mogły : lękał się dla 
dobra jedności przyjmując władzę, obudzić 
niezgodę. Nalegania poważnych osób, prośby 
przyjaciół, zamknęły mu usta : ugiął głowę 
pod wieniec bluszczowy , w którym kryło się 
wiele zatajonych kolców. 

Obowiązek naczelnika zalecał mu : urządzić 
i poruszyć powstanie j z wyraźnie dodanym wa- 



— 208 — 

runkiem: chociażby najsmutłitejszy los spotkał 
broA narodową to królestwie. Jedyną rękojmią 
posłuszeństwa jego rozkazom, była dobra wola 
stwierdzona przysięgą. Obok więc obowiązku 
użycia władzy, leżał tajemnie ten jeszcze wielki 
obowiązek: umieć tak jej używać, żeby pod- 
władni mieli jak najmniej powodów do złama^ 
nia przysięgi. 

Ale w momencie kiedy blask rozpłomienio- 
nych uczuć szlachetnych, nie dozwalał widzieć 
całego ciągu drogi do założonego celu, kiedy 
ten cel w nieokreślonem oddaleniu stał wspa- 
niale jak świątynia szczęścia, a przepaści i sliz- 
kie przejścia nikły z przed oczu na poziomie, 
któż mógł dostrzedz ile trudu^ ile siły i sztuki 
przewodnikowi trzeba było, żeby nikt z tych co 
obiecali iśdź za nim, nie stracił serca, nie cof- 
nął kroku ? 

Podobne uwagi nie mogły w ówczas odstrę- 
czać Tyszkiewicza — « Był to najpiękniejszy 
dzień w życiu mojćm : — są jego słowa — szcze* 
rość , otwartość, zgoda, przewodniczyły nara* 
dom. Każdy z nas ojczyzną tylko zajęty, 
do jej jednej wszystkie uczucia , wszyst- 
kie myśli zwracał. Nie było ofiary któraby 
wielkością mogła wyrównać chęci usłużenia 
sprawie narodowej : wszystko wydawało się 



— 209 — 

mał^m^ lichj^m, obok świetnych nadziei. Im 
kto więcej mógł poświęcić, tem sądził się bydź 
szczęśliwszym. Żaden smutny widok nieukazy- 
wał się nam w przyszłości : jeśliby Niebo do- 
puściło jeszcze raz upaść Polszczę, mieliśmy 
pociechę w postanowieniu, że nieodstąpimy 
braci nadwiślańskich, że zginiemy razem. W o- 
bliczu Boga uczyniwszy ślub, złożyć na ołtarzu 
ojczyzny nasze majątki, naszą krew, żony i 
dzieci, odetchnęliśmy wolniej. » 

Stosownie do lego usposobienia serc i umy- 
słów^ ułożono roty przysięgi. Obywatele przy^ 
singli posłaszeńsćwo wybranemu przez się ncuczel- 
nikotaij bez względu w jakich okolicznoiciach 
da rozkaz podniesienia broni ; wzajemnie na- 
czelnik przysiągł^ zadnemi niezrazając się prze- 
szkodami^ norganizotoaó i do boju powołać zie- 
mian Ukrainy. 

Zgromadzenie zajęło się potem spisaniem 
w formalną uchwałę , tak postanowień, które 
były wyrazem ogólnej woli objawiającej się 
wszędzie, gdzie tylko obywatele ziem zabra- 
nych rozważali środki i zamiary powstania, ja- 
koteź główniejszych urządzeń miejscowych. 

1. Przyrzeczono jednomyślnie dać włościa- 
nom bezwarunkową wolność. 

2. Zobowiązano się złożyć na publiczną po- 

14 



--^ 210 — 

trzebę dobrowolny podatek z każdej wsi, ra- 
chując po 10 złł. polskich od głowy męzkiej za- 
ciągnionej w skazki, czyli w urzędowy spis 
ludności. 

3. Zapowiedziano że wszelki sprzęt srebrtiy 
jaki kto ma w domu , jest własnością ojczyzny, 
i skoro zdarzy się pierwsza zręczność, będzie 
przesłany do skarbu narodowego Polski. 

4. Zgodzono się żeby ochotnicy byli odzia* 
ni, uzbrojeni, i przez cały czas wojny utrzy- 
mywani kosztem właścicileli ziemi. 

5. Urządzono poczty prywatne w różnych kie- 
runkach, dla przesyłania rozkazów, 'jwiadomo- 
ści, odezw, emissaryuszów, i t. d. 

6. Na każdy powiat wyznaczono osobnego 
organizatora, powierzając tę czynność marszał- 
kowi, albo gdy ten niezdawał się bydź odpo- 
wiednim powołaniu, innemu z wziętości u 
współpowielników i z patryotyzmu znanemu 
obywatelowi. 

7. Na organizatorów powiatowych włożono 
obowiązek, znosić się we wszystkiem z naczelni- 
kiem gabernialnym ; temu zaś polecono starać 
się o kommunikacyą ze związkami palryolycz- 
nemi sąsiednich prowincyi, i mianowicie z Rzą- 
dem Narodowym kierującym w królestwie 
sprawą całej Polski. Chociaż bowiem z pew- 



— 211 — 

nem uczuciem żalu przychodziło urządzać się 
bez wpływu władzy postanowionej w Warsza- 
wie, i poświęceniu się nie zakładano kresu od- 
powiedniego powodzeniom wojsk nadwiślań- 
skicłi ; pojmowano to wszakże, iż skuteczność 
powstań prowincyonalnycłizaleźała na tem, aby 
jak najtrafniej zastosowały się do planu ogólnej 
walki, i jak najprędzej weszły pod ster jednego 
wodza siły zbrojnej . 

8. W pomoc naczelnikowi dano dwóch kom- 
missarzy, Władysława Krasickiego i J***[S**** 
Powaga ich nie miała żadnych wyraźnie okre- 
ślonych granic. 

Ten ostatni punkt uchwały zmieniał bardzo 
kształt władzy zlewanej w jedną rękę : rozpi- 
nał ją na formę komitetu tak ulubioną, tak nało- 
gową we wszystkich u nasjawnych i tajemnych 
institucyach obywatelskich. Osłabiała się przez 
to sprężyna wyrabiana na ten koniec, aby po- 
wstanie skupić swoje siły i raźnie dźwignąć się 
mogło ; osuwał się leż znacznie z głowy naczel- 
nika na jego radzców ciężar solidarności mo- 
ralnej. Ani wszakże niedowierzanie ze strony 
wyborców, ani żadna rachuba ze strony wy- 
branego^ nie miały tu miejsca. Dobroduszność 
staropolska, braterstwo rozrzewnione miłością 
ojczyzny, szlachecki obyczaj formowania urzę- 



— 212 — 

dów, idąc za instynktem, który wskazywał 
potrzebę zwierzchniej mocy, ufnie, prędko, 
dorywczo, improwizowały organ powszechnej 
woli , polegając z resztą, że Bóg, że dobra spra- 
wca i gorliwość patryotyczna doprowadzą rzecz 
do szczęśliwego końca. 

Po zatwierdzeniu usta wy Tyszkiewicz oświad-^ 
czył, iżjakoniemający wiadomości i doświad- 
czenia pod względem wojennym, przywodzić 
powstaniu w polu podjąć się nie może ; wspo- 
mniał z tego powodu o Sanguszce. Zostawiono 
jemu zupełną wolność wyboru wodza dla siły 
zbrojnej, z warunkiem iż będzie odpowiedzial- 
nym za jego postępki. Naczelnik tedy miał 
bydź właściwie tylko przewodnikiem w zmowie 
i przygotowaniach, miał bydź najwyższym orga- 
nizatorem w guberni i, do dnia podniesienia bro- 
ni upatrzonego przez jegoż samego. Czynnością 
tą zajął się niezwłocznie i wydał rozkazy, żeby 
organizatorowie powiatowi starali się oswajać 
lud prosty z myślą powstania , a na ręce Krasic- 
kiego w przeciągu dni 14 przesłali : 1. składki 
pieniężne, 2. wiadomości o sile jaką każdy po- 
wiat wystawić może, 3. doniesienia o liczbie i 
stanowiskach oddziałów moskiewskich. 

Od połowy lutego do połowy marca , w tym 
peryodzie pełnym huku dział z pod Stoczka, 



— 213 — 

Wawru i Grochowa , przy zorzy rozwidniającej 
się dla Polski nad Wisłą , powstanie gotowane 
między Bugiem i Dnieprem uczyniło krok wiel- 
ki. Rzesza zmawiających się patryotów była już 
spojona w rozległe okręgi.. Ukraina cała stano- 
wiła jedop związek , Podole miało dwa znacz- 
Hiiejszeogniska, w Junciei w domu Jełowickich; 
Wołyń tylko, rozdzielał się jeszcze na wiele 
kołek tworzonych przez pojedynczych obywa- 
teli ; bo ani wpływ Prażmowskiego oparty na 
trądy cy ach towarzystwa Kossynierów, ani po- 
waga Sanguszki szanowana powszechnie, nie 
śmiały wystąpić z obrębu ostrożnej ambicyi i 
biernego patry otyzmu . 

Tymczasem skutki rozmaitych wypadków 
zaszłych na głównym teatrze sprawy polskiej 
oblężonej przez Dybicza , poczęły wymykać się 
za liniję wojsk moskiewskich i zbliżały się w te 
strony. Jedne z nich z razu ledwie widzialne, 
drugie głośną poprzedzone sławą , wkrótce 
wpłynęły potężnie na rozwiązanie wewnętrz- 
nych usiłowań w prowincyach południowych 
Żeby ten wpływ lepiej zrozumieć, trzeba cofnąć 
się nieco do jego źródła. 

VII. 

Denisko otrzymał od Chłopickiego tę odpo- 



— 214 — 

wiedź pamiętną póki pamięć nieszczęść naszych 
trwać będzie : « dla Podola ifFbłynia ani jednej 
skałki dac nie myślę — siedźcie cicho ! » Zrażony 
taką odpowiedzią chciał już opuścić Warszawę; 
ale zatrzymał go ks. Czartoryski dając mu do 
zrozumienia, że wkrótce ważne zmiany zajść 
mogą. Dyktatura upadła, pokazał się manifest 
izb sejmowych, adres obecnych w Warszawie 
mieszkańców ziem zabranych, zostiał dobrze przy- 
jęty; emissaryusz wszakże nie miałzczćm wra- 
cać. Wszystko zdawało się bydź w zawieszeniu 
do walnej rozprawy w polu , spodziewanej co 
moment. Dopiero po bitwie grochowskiej, na ra- 
dzie wojennej do której wchodzili i członkowie 
rządu, wytoczyła się kwestya względem pro- 
wincyi. Lelewel i Prądzyński utrzymywali , że 
chociażby na pierwszy raz 200 tylko ludzi była 
gotowych do zaczęcia powstania za Bugiem, 
powstać należy; wszyscy inni przeciwne mieli 
zdanie. Przytomny lej naradzie Denisko usły- 
szał ostatecznie rezolucyą : iż wódz naczelny i 
rząd narodowy mniema , że powstanie tylko pod 
zasłoną wojska regularnego udać się może ; je- 
nerał Dwernicki będzie wysłany na Wołyń. Po- 
nieważ zaś usposobienie mieszkańców i oko- 
liczności miejscowe nie są dobrze znajome, 
sumiennemu przekonania obywateli stron tam- 



— 215 — 

tycK^stmouje się decyzya^ powstać lub nie po- 
wstać 

Są aloli ślady dawniejsze^ troskliwości urzę- 
dowej względem ziem zabranych. ŃiejakiChró- 
ściechowski, piszący się dzisiaj « Majorem — 
szefem sztabu organizacyi Województwa Pło- 
ckiego — posłannikiem narodowym w kilku 
politycznych missyach » (*), na początku gru- 
dnia zajmował się już sprawą publiczną w oko- 
licach Brześcia Litewskiego. Okazywał dowody 
poleceń danych mu od Dyktatora ; upewniał iż 
jest upoważniony przez książąt Czartoryskiego 
i Lubeckiego ; objeżdżał tajemnie domy oby- 
watelskie ; za doświadczoną pomoc zostawiał 
na piśmie patryotyczne podziękowania ; wiódł 
jakieś sekretne negocyacye z osobami tak cy- 
wilnerai jak wojskowemi , otaczającemi care- 
wicza w Wysokiem Litewskiem, zniknął z tych 
stron na krótką chwilę przed nadejściem głów- 
nej aroiij nieprzyjacielskiej (**)• 

Tenże Chróściechowski, niedługo potćm u- 
zyskał w sztabie Radziwiłła list otwarty nastę- 
pującej formy i treści : 

( * ) w ogłoszeniu na dwa dzieła , pisanćm w Paryżu 2 1 lipca 
1835 , a drukowanem w Wersalu u Kleffera, in-4to stron. 3. 

(**) Patrz w Pamięlniku Emigracji, w broszurze pod tyt. Bo- 
lesław V. artykuł K. E. Wodzińskiego. 



— 216 — 
•> N« 2,289. W Warszawie d. 3 lutego 1831 r. 

SZTAB GŁÓWNY. 

Wzywam wszelkie władze wojskowe i cywil- 
ne, aby Panu Majorowi Chicóściechowskiemu, 
któren się udaje z rozkazem wyższej władzy 
w województwa Augustowskie, Podlaskie i Lu- 
belskie , nieodmawiały pomocy , jaką on od 
wymienionych władz żądać może. 

(podpisano) Szef Sztaba Głównego 

&< B^y Mrozińskk» 

Radziwiłł był także wyprawił na Wołyń ofi- 
cera Nykę. O ile rząd parodowy wpływał do 
tych czynności poprzedzających odprawę Deni- 
ski? jaki był cel missyi, jak brzmiały instruk- 
cye dla emisaryuszów ? dotąd zostaje to w taje- 
mnicy. Chrościechowski przesyłał foliały rapor- 
tów wodzowi naczelnemu, prezesowi rządu i 
marszałkowi sejmu, u którego był w szczegól- 
nym zachowaniu ; brał później nowe zlecenia i 
dowody posłannictwa w igłównym sztabie Skrzy- 
neckiego; ale to wszystko nie wyświeca ani 
przedmiotu, ani granic jego powagi. Cokol- 
wiek bądź, mając otwartą drogę do działania 
jak i gdzieby mu się podobało, skierował lot 
swój na południe , niedał się wyprzedzić niko- 



— 217 — 

mu, wpadł doGalicyi pod koniec lutego, i zało- 
żywszy sobie dogodne siedlisko w punkcie rów- 
nie zbliżonym do Podola jak Wołynia , począł 
działać* 

Tak to było rzeczą naturalną, w każdej części 
polskiego kraju spodziewać się i oczekiwać 
wpływu władzy narodowej , zawiązanej w pierw- 
szym ognisku powstania, w stolicy; że lada 
agent przysłany z Warszawy, miał od razu 
wprowincyach moc sprężystszą, niżeli miejsco- 
we, za dobrowolną umową podnoszące się 
zwierzchnictwa. Otaczał go jakiś lirok. Nikt nie. 
myślał kontrolować jego praw, rozbierać jego 
zdolności osobistych. Rozumiało się samo przez 
się , że powiernik narodowego rządu, zasługuje 
na zupełną ufność, wie wszystko, potrafi wszyst- 
ko. 

Junta podolska przyjęła Chróściechowskiego 
w dobrej wierze: uwiadomiła zaraz stowarzy- 
szonych po powiatach o przybyciu męża za- 
szczyconego poleceniami najwyższej władzy, 
kazała spiesznie gotować się do ogólnego wystą- 
pienia z bronią. Rozeszła się wieść że dzień 3(15) 
marca (*), miał bydź terminem powstania na- 

(*) Bydź może ii Chro^ciechowski termin len atosows^ do wy- 
•prawy z Zamościa na UścUug; prócz zbliżenia dat wszakże , nie 
masz innego na to dowodu. 



— 218 — 

znaczonym przez emisaryusza. Dzień ten spełzł 
na niczem. Junta dała znowu wiedzieć , iż dla 
ważnych przyczyn wstrzymać się jeszcze należy. 
Jednak w okolicach nadgranicznych mianowi'- 
cie, ruch był już obudzony zbyt mocno. Wielu 
wydobyło brońzuki^ycia, lekceważyło baczność 
policyi moskiewskiej . Kto więc sądził się bydź 
zkompromitowanym^ lub uniósł się zniecierpli- 
wionym zapałem, biegł do Galicyi. 

Galicya dla prowincy i sąsiednich stała pod bo- 
kiem jak schronienie od niebezpieczeństwa, i 
jak przysionek do wnijścia na plac toczącego 
się boju. Chytrość gabinetu wiedeńskiego do- 
zwalała jej odegrywać tę dziwną rolę w walce, 
która koniecznie musiała odbudować całą Pol- 
skę albo zakończyć się klęską. Bogdajbyśmy kie- 
dy nam przyjdzie jeszcze raz powstać, niemieli 
żadnej cząstki naszego kraju niezajętej pożarem 
wojny; żadnćj granicy wewnątrz, żadnej neutral- 
nej potęgi w sąsiedztwie ! Wszystko było inaczej 
wówczas. Podług dyplomatycznych widoków 
przyjętych u steru narodowej sprawy, wierzono 
nawet, iź przez spokojny zabór austryacki, bardzo 
dogodnie przemycać insurrekcyą w zabór mo- 
skiewski. Alexander Wereszczyński obywatel 
z Podola, obecny w Warszawie i czynnie wpły- 
wający na formacyą legii Litewsko-Wołyńskiej, 



— 219 — 

został upoważniony formować w Galicyi legiję 
Podolską. Miał on tajemnie nawerbować ludzi , 
zakupić broń^ amuniciję, konie , i w zanadrzu 
austryackiego rządu ukształciwszy swoje hufce, 
wnieść chorągiew powstania na Podole; nim 
wszakże tego dokazać zdołał, stał się nowym 
powodem doemigracyi tak szkodliwej zamia- 
rowi patryotów zbierających siłę u siebie. 

Obok tych misternych zachodów celem zaję- 
cia gubernii południowych w tok ogólnej spra- 
wy, został też dotknięty prosty środek, zktórym 
wszy-stkie inne w ścisłym powinny były bydź 
związku, który sam jeden użyty przezornie i 
dzielnie, mógł sprawić zupełny skutek. 

Dnia 1 marca, jenerał Dwernicki w marszu 
z Kozienic do Puław otrzymał rozkaz iść na Wo- 
łyń. Żeby temu rozkazowi uczynić zadość, trze- 
ba było naprzód przejść Wisłę i znieść Krejca, 
który w sześć półków jazdy i 19 dział pozosta- 
łych mu z 24 po świeżej porażę pod Nową Wsią, 
mógł bronić przeprawy na drodze do Lublina ; 
trzeba było potem mieć dostateczną siłę przeciw 
wojskom nieprzyjacielskim za Bugiem. Nale- 
żało więc spodziewać się, że szczupły korpus, co 
dopiero pod Stoczkiem zdobył dla siebie arlyl- 
leryą, zostanie pomnożony na to wielkie przed- 
sięwzięcie. Wódz naczelny zamierzał podobno 



~ 220 — 

przeznaczy ć na ten cel świeżo formowany oddział 
jenerała Sierawskiego ; ale gdzie miały połączyć 
się dwie oddzielne siły i kiedy niewątpliwie roz- 
począć wyprawę, tego zdaje się nieprzewidywał 
i nienaznaczał wyraźnie. To pewna tylko iż zale- 
cał jłwi. Dwernickiemu, po dojściu do Zamo-^ 
ścia, zostawić w twierdzy resztę korpusu, a 
wziąwszy 1,500 jazdy i 4 armatki trzy funtowe, * 
dotrzeć do granicy na wzwiady i wedle okolicz- 
ności pomknąć się dalej albo wrócić. Jenerał 
Dwernicki, którego serce staropolskie, od po- 
czątku rewolucyi wyrywało się za ciasny okres 
kongressowy, zdaje się że także niezajmował się 
ani ścisłym rachunkiem ile mu potrzeba było, 
ani myślą ścisłego wykonania rozkazów wodza. 
Polegając na 4,000 swoich towarzyszów sławy, 
spiesznie ruszył naprzód, przebył Wisłę, dognaw- 
szy Krejca pod Kurowem zabrał mu cztery dzia- 
ła , całą bateryą tylnej straży zniszczył , i bez 
przeszkody wszedł do Lublina. Krejc prze[rfo- 
szony za Wieprz , zostawił drogę na Wołyń o- 
tworem; ale wiosenna rozwodź zaskoczyła Dwer- 
nickiego w Krasny msta wie. Wysławszy szefa 
swego sztabu półkownika Osińskiego do głów- 
nej kwatery, z raportem szczegółowym o sile 
korpusu , z przełożeniem iż potrzeba powiększyć 
tę siłę, i z żądaniem dokładnej instrukcyi 



— 221 — 

względem operacyi za Bugiem , zwinął się pod 
Zamość i 1 3 marca stanął w Nowem Mieście. 

Tegoż dnia datowany raport Dybicza okazuje, 
ze feldmarszałek zgadł od razu dążność korpusu 
awansującego na prawym brzegu Wisły. Świe- 
tną tę garstkę, wedle jej czynów i wedle donie- 
sień porażonych swoich jenerałów,. rachując na 
16,000, odkomenderował przeciw niej 20,000 
pod dowództwem Tola ; niezaniedbał zapewne 
przesłać stosownych rozkazów Rydigerowi , 
który jak pokazało się później, potrafił zgroma- 
dzić 13,000. Wódz naczelny polski , mógł wi- 
dzieć że wyprawa na Wołyń posługiwała szczę- 
śliwie do kartowanej wycieczki z stolicy; co 
zaś dalej miało ją spotkać, to zdaje się zostawiał 
losowi , to było zagadką , nad której rozwiąza- 
niem musiał myśleć jenerał Dwernicki. 

W t^m trudnem zadaniu, jedna tylko zacho- 
dziła ogólna pewność : że wojsko regularne nio- 
sąc powstańcom wsparcie , polegało całkiem na 
wzajemnem wsparciu od nich. Taki stosunek 
między korpusem a prowincyą, wymagał prze- 
dewszystkiem jasnego pojęcia o stanie rzeczy za 
Bugiem. 

Obecny w Zamościu pewien Wołynianin nie 
wiele mógł oświecić w t^j mierze: zaręczał ogól- 
nemi wyrazami , iż duch mieszkańców jest naj- 



— 222 — 

lepszy i wszyscy golowi są chwycić się do broni* 
Drugiego dnia przybył z nad granicy inny oby- 
watel wołyński. Ten siłę nieprzyjaciela podawał 
na 9,000 i 4 baterye artyleryi , udzielał wiele 
dobrych, lecz zawsze nie dość pewnych nowin. 
Jenerał dodawszy mu oficera Wereszczyńskie- 
go, odprawił z listami do kilku znakomitych 
osób, żądając od nich dokładniejszych wiado- 
mości tak pod Względem sił moskiewskich, 
jako i przysposobień do powstania. Wnet po- 
tem 16 marca, stawił się w głównej kwaterze 
w Nowem Mieście major Chróściechowski i 
okazał dowody swojego posłannictwa. Urzędo- 
wy jego charakter wzbudzał ufność, ale z tego 
co mówił, a o czem wiadomo było rzetelniej, 
dawało się postrzegać, że niezapuszczał się 
wgłąb kraju, że zbierał pogłoski nad granicą. 
Jenerał Dwernicki napisał odezwę do obywateli 
Wołynia , w której zapowiadał iż przyniesie im 
pomoc,* skoro tylko drogi podeschną; zachęcał 
do zgody i jednomyślności, zalecał bez zwłoki 
sposobić się do boju, radził bardziej skompro- 
mitowanym ukrywać się do tej niedalekiej 
chwili, żądał tylko żeby kilkadziesiąt koni przy- 
gotowanych pod działa , czekało go u granicy, i 
dodał, że przez wysłanego majora Ghróściechow- 
skiego dalsze stosunki z nim utrzymywane bę- 



— 223 — 

dą. Tę odezwę obejmującą bardzo mało instruk- 
cji, wręczył Chróściechowskiemu z polece- 
niem, aby pośpieszył na Wołyń, wywiedział 
się o wszystkiem doskonale, i powzięte infor- 
macye dostarczył jak najrychlej. Chróście- 
chowski wyjechał natychmiast. 

Odtąd obowiązki emissaryusza urzędowego 
były wyraźne i określone, a niezmiernie ważne. 
On szczególniej (bo największy miał kredyt) 
powinien był całą usilność w to położyć, żeby 
między wodzem wyprawy, a naczelnictwem go- 
tującego się powstania, zaszło ścisłe porozumie- 
nie. Obaczemy zaraz że mimo licznych zawad, 
gorliwość i roztropność dopiąć tego celu mogła. 

VIII. 

Wieść o przybyciu jenerała Dwernick iego pod 
Zamość, rozmijała się na Wołyniu z wojskami 
moskiewskiemi , bez względu na złą drogę 
spiesznie dążącemi ku Bugowi. Wśrzód ruchu 
nieprzyjaciela, obudzał się niespokojny ruch 
patryotów. Od dawna z różnych niedocieczo- 
nych źrzódeł pogłoski, miejscowe domysły, a 
nieraz nawet własne życzenia brane za nadzieje, 
upowszechniły tu wiarę , że waleczny i szczę- 
śliwy wódz, niechybnie w tym celu przebył 



1 



— 224 — 

Wisłę, ieby na ziemię rodzinną przodków swo- 
ich ujarzmionym braciom przynieść znamię 
swobody. Skoro więc stanął o mii 10 od gra- 
nicy, nikt niewątpił że lada dzień ukaże się za 
Bugiem. Ale nie był to już ów szczególny mo- 
ment powszechnego entuzyazmu, kiedy jeden 
wystrzał działa mógł cały kraj poruszyć. W na- 
szym narodzie nic nie wyrównapotędzepierwiasl- 
kowego zapału ; lecz trzeba na gorącym razie 
użyć lej siły, bo później iadne rozmyślne sposo- 
by, żadne systematyczne roboty zastąpić jej nie- 
zdołają. Długie zmowy zwykle czynią zamiar 
trudniejszym do wykonania przed założonym 
kresem przygotowań, niżeli był w początku. 
Obywatele Wołynia, niesprzężeni jeszcze pod 
ster jednej władzy, słyszeli wszakże że są jacyś 
naczelnicy, którzy zajmują się interessem po- 
wstania; widząc nieprzyjaciela poruszającego 
się spiesznie i bacznie, poglądali jedni na dru- 
gich, czekali póki ktoś z góry nie da objaśnie- 
nia, rozkazu, hasła. Wogólności strony dalsze 
zwracały oczy ku nadgranicznym. Nieszczęście 
tak chciało że właśnie nad granicą kongressową 
najmniej znalazło się potrzebnego usposobienia. 
Wszyscy ci którzy tu trzymali przodek,nieodpo- 
wiedzieli swoim obowiązkom. Jednych ozię- 
błość, drugich pnjewrótność, innych przy naj- 



— 225 — 

lepszych chęciach mylne albo słabe pojęcie 
rzeczy, sprawiły ten skutek , że między'korpu* 
sem posiłkowym a powstaniem, wisiała ciągle 
jakaś mgła dla obu stron zasłaniająca przy- 
szłość. 

Chróściechowski nawiedził teta szczupły od- 
cinek Wołynia przed Styrem , ogarnięty już 
wojskami Rydigefa , i nie śmiał przemknąć się 
dalej . Osiadłszy tu w domu zacnego i możnego 
patryoty, nie umiał nawet jego wpływu skiero- 
wać do istotnego celu; puszczał tylko w najbliż- 
sze ręce pismo jenerała, nieszczędząc z własnego 
natchnienia bardzo retorycznych , a w gruncie 
próżnych odezw. Go w tenczas czynił Prażmow- 
ski ze swoją władzą odziedziczoną po mistrzu 
kosynierów ? tego niemasz śladu ; lecz grający 
rolę naczelnika w powiecie krzemienieckim, 
marszałek Bohr, nie pozostał bezczynnym : ko- 
mentował odezwę j. Dwernickiego* Spodziewać 
się rychłego przyjścia korpusu, ukrywać się 
w razie prześladowań ze strony rziądu, dostar- 
czyć konie nad granicę ; podług niego znaczyło^ 
żejenerał widocznie ma zamiar, dopiero wkro- 
czywszy \v prowincyą stosownie do swoich 
planów urządzić i ruszyć powstanie. Uwagi te 
łatwo trafiały do przekonania , kiedy nikt lepiej 

nienauczał. 

15 



— 226 — 

Na Polesiu wszakże, skoro doszedł jeden 
z okólników emissaryusza zapowiadający rychłe 
przybycie wojsk polskich, poczęto jawniej niź 
^ ostrożność pozwalała gotować się do wystąpie- 
nia z bronią : kuto piki , osadzano kosy, zgro* 
madzano strzelców po dworach. W dobrej na- 
dziei przyśpieszaną czynność, przerwał wnet 
inny skrypt Chróściechowskiego, który dono- 
sił, że jenerał Dwernicki dla złej drogi ruszyć 
z pod Zamościa nie może. Trzeba było w wielu 
miejscach sprzątnąć czemprędzej oręż, a zwró- 
cić wszystkie, zabiegi do uciszenia rozruszonej 
połicyi. Olizar natenczas w swoim domu osła- 
wionym strażą niby przeciw cholerze, a istotnie 
przeciw żandarmom, ktx)rych spodziewał się co 
moment, zajął się ułożeniem pism do jenerała 
Dwernickiego, w których malował mu moralny 
stan prowincyi i podawał nawet projekt kodexu 
tymczasowego, ja kiby należało przyjąć w pierw- 
szych chwilach powstania. Pisma te gdyby były 
doszły, mogły sprawić bardzo dobry skutek; 
lecz niedość troskliwie obmyślone pierwej 
śrzodki kommunikacyi tajemnej, upadły zupeł- 
nie w nalłoku wojsk moskiewskich. Oddalenie 
Polesia od siedliska głównego naczelnika^ po- 
wodowało jeszcze do innych starań Olizara. 
Widział polrzebę dla tej części kraju osobnego 



— 227 — 

dowódzcy militarnego, kt<k*yby zależnie od roz- 
kazów Praźmow&kiego miejscową siłą zbrojną 
mógł obracać. W tym celu porozumiał się z pół- 
ko wnikiem M***, oficerem z czasów Napołe<- 
ona, posiadającym dobre imię i ozdobionym 
wielu krzyżami. Półkownik przystał na podaną 
mu propozycyą. Insurrekcya zatem w tej stro- 
nie miała taki skład wewnętrzny, że nietrudno 
było zastosować ją do ruchu wyprawy. 

Wgłębi Wołynia, jakokolwiek postępowali 
sobie domniemani naczelnicy i organizatorowie 
najwyżsi , to pewna jednak że niezbywało ani na 
dzielnych patryotach, ani na śrzodkach użycia 
ich wpływu. Ponieważ później rozkazy Cbini- 
ściechowskiego mogły rozejść się i wywrzeć 
swój skutek, ponieważ znajdowali się tacy lu- 
dzie jak Różycki i Hołowiński; niewątpliwie, 
i*zecz dobrze prowadzona nad granicą , uwolni- 
łaby całą prowincyą od zarzutów które spadły 
na nią nie^usznie. 

Z braku też trafnej i żywej czynności nad Bu* 
giem wynikało , iż dwie inne prowincye połu- 
dniowe , postępowały dalej w swoich uitsądze* 
niach wewnętrznych , jak gdyby nic niezaszło , 
co kierunek i kres ich krokom spiskowym 
Wytknąć powinno było. Oprócz chwilowych 
wstrząśnień sprawionych przez pierwsze zjawie- 



- 228 ~ 

aie się Chróściechowskiego w okolicach Ka*- 
mieńca, Podole i Ukraina spokojnie rozwijając 
organizm na wielką skalę zamierzanego powsta- 
nia, coraz ściślejsze między sobą zawięzywały 
stosunki. 

Wkrótce po dopełnionyni wyborze naczel- 
nika w gubernii kijowskiej , przybyła do niego 
deputacya w imieniu Pódolan zapytując, jak 
daleko Ukraina posunęła swoje przygotowania; 
ponieważ Podole dostatecznie już jest usposo- 
bione i żąda porozumiawszy się z sąsiednią pro- 
wincyą, wspólnie przystąpić do rzeczy. W tym 
celu miał jakoby odbyć się zjazd ogólny patryc- 
tów podolskich 12 marca, na który zapraszano 
wysłanników z Ukrainy. Deputacya właściwie 
była dziełem kilku młodych ludzi, niemających 
od nikogo upoważnienia ; lecz dała powód do 
ważniejszych wypadków. Tyszkiewiczprzybyw- 
szy na miejsce zapowiedzianego zjazdu, prócz 
gospodarza domu zastał tyl ko jednego obywa- 
tela, który znajdował się tu przypadkiem. Wi- 
dząc wszakże potrzebę zjednoczenia usiłowań 
dwóch gubernii, napisał odezwę do Podolan 
zachęcając ich, żeby celem porozumienia się 
zobopólnego, praysłali wybranych z pomiędzy 
siebie na dzień 22 marca do Michałówki, wsi 



— 229 — 

znanego patryoty Wyrzykowskiego w powiecie 
Winnickim. 

Kommunikacye wewnętrzne na Podolu były 
już tak przez związkowych ułatwione, że pomi- 
mo wszelkie zawady jakie rząd stawił, pismo 
Tyszkiewicza powierzone dwóm obywatelom, 
którzy z nim naradzali się 12 marca, rychło 
obiegło cały okręg zawisły od junty, i sprawiło 
swój skutek. 

W dniu naznaczonym zjechali się do Micha- 
łówki delegowani ze wszystkich powiatów Po- 
dola, oprócz południowych : bałckiego, olho- 
polskiego ihajsyńskiego. Między delegowanymi 
był i członek junty. 

Po długich rozprawach o Sulatyckim, gdy 
przekonano się że daremnie więcej nań nalegać, 
powołano Tyszkiewicza na takiegoż naczelnika 
gubernii podolskiej , jakim był w kijowskiej ; 
przyjęto razem uchwałę Kijowian , i podług ro- 
ty przez nich ułożonej wykonano z obu stron 
praysiegę. Stosownie do tej uchwały naczelny 
organizator miał sobie dodanych dwóch kom- 
missarzy: Stanisława Raciborskiego i Karola 
Marchoc kiego ; wybór zaś organizatorów powia- 
towych zostawił samym Podolanom , i zaleciw- 
szy żeby mu przysłali listę ich imienną, or^i^ 



~ 280 — 

wykaz ftil zapew«ijk>oych w każdym powiecie, 
wrócił w kijowskie. 

Tym sposobem oddana władza jedneoiu , nie- 
mogła jednak siać się od razu powszeclmie wia- 
domi! i umaną w całej gubemii podolskiej. 

Powiaty połudaiowe, które niemiały re*- 
prezentaniów w Mic^ałówce, dwoma dniami 
pierwej ( 20 marca ) odbyły zjazd w Hubniku u 
Jełowickich. Zgromadzeni tu obywatele zasta- 
nawiali się także komuby powierzyć ster powsta- 
nia. Na wniosek Wacława Jełowickiego, prawie 
wszyscy obecniiyczyli mieć naczelnikiem Sula* 
tyckiego, i polecono Alexandrowi Jcłowickiemu 
udać się donowowybranego w imieniu zgroma^- 
dzonyeh« 

A. Jełowicki spełnił poselstwo nazajutrz » Su- 
latycki tym razem nieokazał się nieprzystępnym; 
owszem z zapałem i rozczuleniem przyjął ofiaro- 
wany mu zaszczyt ; oświadczał że jeśli dotąd od- 
pychał wisizel kie propozycye, to jedynie dla tego 
iż niemiał dosyć ufności w tych , którzy mu je 
czynili; dodał nareszcie , Iż będzie starał się od- 
powiedzieć włożonym nań obowiązkom , aczkol- 
wiek musi postępować bardzo ostrożnie, bo jest 
pilnie przez |)olicyą strzeżony. Jełowicki wraca- 
jąc z pomyślnym skutkiem, dowiedział się 
w drodze o tem, co zaszło na zjeździe w Micha- 



— 281 — 

łowce, i pośpieszył zaraz do Tyszkiewicza , żeby 
go uprzedzić iż Su laty c ki przyjmuje urząd na- 
czelnika gubernii podolskiej. Tyszkiewicz id%c 
za radą szlachetnego swego serca oświadczył, i^ 
gdy tylko ci którym zaprzysiągł obowiązki , ze- 
cłicą uwolnić go od przysięgi , chętnie ustąpi 
miejsca, owszem ile. to w jego mocy, będzie się 
sŁarał skłonić Podolanów do posłuszeństwa 
Sulatyckiemu, jako mającemu najlepszą opiniją 
pod względem zdolności i charakteru. 

W istocie wziętość tego człowieka była tak 
wielka i powszechna , iźjcała gubemija długo 
niemogła zrzec się nadziei opieranych na jego 
osobie, i od czasu zjazdu w Micłiałówce na wie- 
lu jeszcze zgromadzeniach wszczynano mowę .o 
nim. Zgromadzenia te w północnej części Po- 
dola odbywały się ciągłe pod przewodnictwem 
junty. Po dokonanym wyborze Tyszkiewicza 
w obecności kilku członków towarzystwa pa- 
tryotycznego i nawel jednego z zasiadających 
w juncie, właściwie komitet ten j)owinien był 
już złożyć swoje władzę ; używał jej wszakże raz 
że żaden artykuł uchwały spisanej w Micha- 
łówce nie sprzeciwiał się temu, powtóre że 
wpływ dawno nabyty niemógł bydź łatwo za- 
stąpiony przez nowy porządek rzeczy. Nadtp, 
ponieważ Tyszkiewicz był mianowany człon- 



~ 232 — 

kiem junty i wszystkie polecenia rozsyłał za 
pośredniclwem ułatwionych przez nią kommu- 
nikacyi , mniemali mniej świadomi zaszłej zmia- 
ny, że w juncie zcentralizowałnajwyższą władzę. 

Junta na posiedzeniu swojem dnia 9 kwie- 
tnia, nakazała zjazd do Strugi dóbr Wincentego 
Stępowskiego w powiecie uszyckim, cetem 
ustalenia wyboru naczelnika i ogólnego nara- 
dzenia się w interessach powstania. Sławili się 
tu dnia 1 1 kwietnia wysłańcy z powiatów : ka- 
mienieckiego, mohylowskiego, łatyczowskiego, 
lityńskiego i płoskirowskiego , oraz uczestnicy 
zjazdu w Michałówce i członkowie tak junty, 
jako też związku wolnych synów Podola, Mimo 
dostateczną wiadomość o zapadłych formalnie 
postanowieniach , podniosły się jeszcze głosy za 
Sulatyckim. Nakoniec kiedy wszyscy którzy 
mieli zręczność bliżej go wyrozumieć , zapew- 
nili iż powoływać jego jestto tylko czas tracić, 
zgodzono się jednomyślnie na uchwałę przyjętą 
w Michałówce i wykonano przysięgę, powstać 
za pierwszy in rozkazem Tyszkiewicza. 

Po zjeździe w Hubniku, Izydor Sobański, 
chciał przeświadczyć się osobiście o usposobie- 
niu Sulatyckiego i znalazł go mniej gotowym', 
niżeli był w odpowiedzi na poselstwo A. Jeło- 
^ickiego. Wymawiał się teraz że jest pilniej 



— 233 " 

strzeżony przez policyą i dla lego musi cofnąć 
dane jemu przyrzeczenie. Sobański z tą wiado- 
mością udał się do Tyszkiewicza, i w obecności 
Alexandra Jełowickiego, który nadjechał za in- 
nym interesem, powtórzywszy doniesienie o Su- 
latyckim, wykonał przysięgę na posłuszeństwo 
Tyszkiewiczowi i przyjął od niego obowiązek 
organizatora w powiecie olhopolskim. Odtąd 
nie było już wątpliwem dla żadnej strony Po- 
dola, kto jest naczelnikiem obywateli gotują- 
cych się do powstania , i od kogo należy czekać 
rozkazów . 

Tak tedy przeszło we cztery miesiące od 
chwili kiedy wszystkie członki dawnej Polski, 
za f pierw^szem uderzeniem pulsu w królestwie 
przebiegło życie , a myśl stertijąca jej siłami za- 
trzymała się u granic kongresowych ; Ziemie 
Ruskie ledwo zdołały usposobić swój wewnę- 
trzny organizm, żeby już własnym popędem 
dźwignąć się i z własnego rozmysłu na drogę 
ogólnych losów ojczyzny wejść mogły. Dokazał 
tego niezmordowany patryotyzm. Starannie 
kleił on wolą do woli i przez liczne szczeble 
zwierzchnictwa prowadząc budowę z dołu wgó- 
rę, nieznacznie zgięte sklepienie zawiązał wła- 
dzą. Jedna ręka miała teraz moc Ukrainę i Po- 
dole wsadzić na koń , mniej spojony Wołyń po- 



— 234 — 

ciągnąć cały, ich przykładem. Dziwna jest a go- 
dna pilnego rozważania w każdej garstce na- 
szego narodu praca społecznego ducłia. Od dzie- 
sięciu wieków wielokroć Polskę (że użyję słów 
Lelewela) «to starożytne w Sławianszczyźnie 
mrowisko, potratował napastnik i burze do 
szczętu prawie rozdęły, zawsze wspólna miesz- 
kańców usilność gromadziła swój kopiec tęgą 
narodowości wonią przejęty » — Któreżby z mo- 
carstw dzisiejszych, Rossya, Austrya, Prusy, 
raz roztrzaskane pod walącym się tronem, choć- 
by nazajutrz nikt nieprzeszkadzał, wróciło do 
poprzedniego bytu ? — Różnym częściom ojczy- 
zny naszej, po rozmaitych kolejach ucisku, po 
wieloletniej niewoli, przyssdo w rewolucyi prze- 
minionej dać próbę mrówczego instynktu. I 
wszędzie, w Królestwie, na Litwie, w Ziemiach 
Ruskich , rzuciło się zaraz obywatelstwo znosić 
do kupy skarb najpotrzebniejszy, szczątki zatra- 
conej władzy. W tej trudnej robocie, każdy 
odłam kraju , okazał różne uspos(d>ienie robot- 
ników, różną ezystość domowego materyału, 
ale jednaką gotowość do poświęcenia dla ogól- 
nego dobra interesów szczegółowych. Króles* 
two na wzór cudzoziemski rozwijało swoje kon*- 
stytucyą świeżej daty. Litwa z wieśniaczym gmi- 
nem poruszająca się nagle, dorywczo dawne 



— iu — 

formy godziła z obecną potrzebę : w kościołach 
zaprzysięgała swoje konfederacyjne akta, w po- . 
wiatach stanowiła' patryarchaine tymczasowe 
i*ządy, w obozacłi tylko szukała ogólniejszego 
naczelnika. Slachta Ziem Ruskich nienapojona 
obcą nauką, przez religijny przedział odcięła od 
innych klas ludności, p()d moskiewskićm berłem 
zakrzepła w starym obyczaju > skoro ją ograał 
promień ojczystych nadziei, wystąpiła z najmo- * 
cniejszem piętnem przedrozbiorowych czasów. 
Tylko w kierunku jej rozigranych uczuć swo* 
body, tylko w pojęciach wolności, zaszła szczę- 
śliwa zmiana. Pełna wigoru, pochopna do burz- 
liwych uniesień , liojna, śmiała, nie rada zimno 
ważyć i rachować, z tym samym szyrmem sej- 
mikowym , z t^m ostrem ścieraniem się osobi- 
stego znaczenia, jak niegdyś przodkowie jawnie 
rozbierali moc rzeczy pospolitej, tak ona w licz- 
nych zjazdach, w wieloroównych naradach^ 
tayemnie wydobywała z siebie publiczną siłę, 
i jednozgodnie dążyła do najskuteczniejszego 
środka równie powstania jak bytu — do jedno- 
ści władzy. Ten zwrot umysłów stanu okrzycza- 
nego za gniazdo bezi*ządu u nas, ten postęp jego 
w sztuce tworzenia własnego naczelnictwa, jest 
bardzo pocieszającym owocem niedoli. Oby 



— 236 — 

jeszcze tylko nieprzerwana nędza , nauczyła go 
lepiej szluki posłuszeństwa ! 

Naczelnik Ukrainy i Podola lubo dopiero 
w drugiej połowie kwietnia został uznany zu- 
pełnie, był jednak czynnym od momentu przy- 
jęcia obowiązków w gubernii kijowskiej 8go, 
a w podolskiej 22 marca. 

Przemieszkiwał on ciągle , prawie na granicy 
dwóch prowincyi w powiecie lipowieckim , 
we wsi brata swego Oczeretnej, Z lego pun-» 
ktu środkowego wydawał dla obu instrukcye 
i rozkazy; z tąd też wybiegał na krótko w tę 
lub ową stronę ilekroć wymagała tego po^ 
ti^eba. O milę od Oczeretnej w Czemiawce u 
Krasickiego koncentrowały się interesa Ukra^ 
iny. Tu często odbywano narady, tu przysyłano 
rapor ta i pieniądze. Powiaty: lipowiecki, hu- 
mański, zwinogrodzki i machnowiecki, w któ- 
rym Herman i Józef Potoccy szczególniej dokła-^ 
dali starań , naprzód uczyniły zadość uchwala. 
Wyprawieni później z upomnieniem od naczel-^ 
nika obywatele, pobudzili gorliwość innych. 
Rychło kąty jednego pokoju w Czemiawce za- 
sypano rublami , z raportów zaś wszystkich or- 
ganizatorów okazywała się pewność, iż każdy 
powiat mógł mieć na pierwsze zawołanie, najr 
mniej 500 uzbrojonych hulzi. Niedługo potem , 



— 237 — 

komisarze dodani Tyszkiewiczowi ż Podola ^ 
|)rzybyli z doniesieniem, że i u nich także naroź^ 
liych miejscach zgroihadzano podatek przepi- 
sany uchwałą , że każdy powiat gubemii podoi* 
skiej miał również w pogotowiu do 600 po^ 
wstańców. Liczba ta wszędzie składała się tylko 
ż jezdców albo strzelców zapewnionych po dwo- 
rach. Dziedzic wsi przyrzekał siąść na koń ze 
swoją służbą domową i z drobną szlachtą w są- 
siedztwie -^ to były hufce które organizato- 
rowie kładli w rachunek. Włościanie mieli 
bydź później użyci ; niezaniedby wano wszakże 
oswajać ich z myślą i celami powstania. Poru- 
szenie mas należało do dalszych widoków zaw- 
sze opieranych na pomyślności pierwszego wy- 
buchu. Były nadzieje z Galicyi, z Kamieńca, 
z Bałty, otrzymać broń i amunicyą : rozważano 
sposoby nadstarczenia tego niedostatku: in- 
strukcya dla kossynierów roku 94, przepisywa- 
na skwapliwie szła w obieg. 

Podług więc najsurowszej rachuby, w dwu- 
dziestu czterech powiatach dwóch gubernii, 
od razu wystąpić mogło 12,000 niewyćwiczo- 
nych wprawdzie , ale pełnych zapału i męztwa 
ludzi. Nieprzyjaciela prawie niebyło. Całe siły 
moskiewskie skupiły się nad Bugiem. Rydiger 
tak spiesznie sprowadzał do siebie Kajzarowa, 



— 238 — 

że jego piechotę transportowano na wozach; 
Roi po nad granicą ciągnął z Mołdawii; dywizya 
Buzka ułanów na pobieleniu , nie miała jeszcze 
rozkazu zebrać się w szeregi. Wyjąwszy Kijów 
i Kamieniec osadzone mocniejszym garnizonem, 
w każdćm mieście powiatowym znajdowało się 
tylko po parę set inwalidów utrzymywanych 
zwykle do posługi policyjnej , a za l^m po parę- 
set karabinów dla powstańców. 

Drobne załogi albo pułkowe rezerwy jazdy i 
piechoty, rzucone w Bałcie, w Tulczynie, w Bia* 
łej Cerkwi, w Machnówce, w Skwirze i Rado- 
myślu, były także raczej łatwą zdobyczą, niżeli 
przeszkodą dla powstania. 

O tem wszyslkiem czyliż jenerał Dwernicki 
nie miał potrzeby wiedzieć? — Poczty prywatne 
z każdego punktu przewoziły bez zawady pisma 
i posłańców aż do granic Galic} i i Wołynia ; po- 
wikłanie dawnych związków i nowej organiza- 
cyi było tak wielostronne, ruch patryotycznych 
zabiegów tak żywy, zjazdy obywateli a miano- 
wicie w stronie bliższej Kamieńca tak mnogie; 
czyliż emissaryusz który ocierał się już o juntę 
i pierwej samowolnie za jej wpływem chciał 
prowincyą poruszyć, teraz mając prosty obowią^^ 
Eek dać wodzowi wyprawy sposobność porozu- 
mienia się z naczelnictwem powstania, nie mógł 



— 239 — 

irafić na żadną żyłkę insurekcyi ukraińsko po- 
dolskiej ? 

Odezwa jenerała [Dwernickiego datowana 16 
marca ledwo ostatnich dni tegoż miesiąca przy- 
wałęsała się do Oczeretnej. Tyszkiewicz na po- 
czątku kwietnia wysłał Józefa Tomaszewskiego 
za Bug z doniesieniem o przygotowaniach i 
z proźbą o rozkaz jak ich użyć. Przez pięć tygo- 
dni w ręku naczelnika dwuch gubernii jedna 
tylko odezwa, która mu nic wskazać nie mogła. 
Nawzajem jeden tylko emisaryusz do wodza 
korpusu, który choćby podróżował najszczęśli- 
wiej, dość w porę wrócić nie mógł ! Otóż to jest 
przyczyna główna smutnych następstw i dla re- 
gularnego wojska i dla powstańców, które już 
poczynały rozwijać się jak z kłębka. 



IX. 



Jenerał Dwernicki zamiast spokojnego wy- 
tchnienia pod Zamościem , znala^d tylko trudy i 
niebezpieczeństwa. Twierdza we wszystkiego 
rodzaju zapasy źle była opatrzona , cholera na- 
wiedziła załogę i obóz, nieprzyjaciel coraz bar- 
dziej ścieśniał okręg kwaterunku ifurażowania* 
Tol przeszedłszy Wieprz , rowiągnął się od 
Krasnegostawu ku Turobinowi ; usiłując prze- 



— 240 — 

ciąć dtogę nad Wisłę i razem niedopuszczać do 
Buga , z lewej ręki swojej posunął pułk jazdy 
z dwónta działami do Skierbieszowa. Korpus 
polski, którego koń prawie od bitwy pod Stocz- 
kiem nie był rozsieidłany , a młoda piechota nie 
zrzuciła z piec pakunku, musiał wycięczaćsię 
na wyprawy po żywność, na podjazdy i utarczki 
z plądrującem kozactwem. W zimnej i wilgo- 
tnej porze najczęściej pod gołem niebem, 
w szczupłym okręgu koło murów ubogiej twier- 
dzy, trzeba było mnóstwo przełamywać przesz- 
kód , żeby polepszyć wewnętrzną organizacyą i 
stan materyalny oddziałów. Przy tych codzien- 
nych kłopotach i pracach , przez dwa tygodnie 
drogiego czasu , zdaje się że jenerał Dwernicki 
nie miał wolnej godziny, zastanowić się dosta- 
tecznie, w jaki sposób powstaniu, a powstanie 
jemu może bydź wsparciem. Młodzież z Galicyi 
i z Wołynia przybiegała pod chorągwie narodo- 
we: w jej oczach i w jej słowach płonął zapał dają- 
cy otiichę^źe gdzie tylko wojsko nadwiślańskie 
stąpi na dawną ziemię polską, wszędzie znajdzie 
nieodrodnych braci. Oficerowie i żołnierze kor- 
pusu, słodzili sobie przykre chwile lepszemi 
nadziejami za Bugiem. Wódz także całem ser- 
cem pragnął zaprowadzić ich na to nowe pole 
sławy: mawiał że choćby z jednym żołnierzem 



— 241 — 

poniesie hasło swobody prówihoyom ujarzmio* 
nym. Ale co się w tych prowincyach działo ^ 
czego w pierwszej potrzebie złamania trzykroć 
silniejszego nieprzyjaciela , po nich samych 
mógł się spodziewać , o t^m nie więcej wiedział 
jak jego żohnierze, oficerowie^ i młodzi ochotnic- 
cy, którzy z nadgranicznych okolic przybywa- 
jąc, nie wiele umieli powiedzieć o stanie rzeczy 
w głębi kraju. Czekał więc nim drogi pode* 
schną, nim niepówrocą posłańcy, do głównej 
kwatery i na Wołyń wyprawieni. Tak upłynęło 
dni piętnaście. 

Nakoniec doniósł pułkownik Osiński listem 
z Zawichostu , że wiezie odpowiedź z Warszawy 
i tylko dla przeciętych kommunikacyi sam do 
obozu doslać się nie może. Rząd Narodowy 
przysyłał jenerałowi 200,000 w listach banko- 
wych na jego imię wydanych. Wódz naczelny 
posiłków w ludziach zupełnie odmówił, a załe^- 
cał niezwłocznie za Bug ruszać^Z tej strony tedy 
upadły już wszelkie nadzieje : powstanie zostało 
jedyną podporą korpusu. 

Nadbiegł też 31 marca Chrósciechowski 
z Wołynia. Przywiózł on od znanego dobrze 
obywatela z nad Styru zapewnienie na piśmie, 
że jest gotowość do powstania i że konie dla ar* 
tyleryi będą nad Bugiem — Więcej dowódzca 

16 



— 242 — 

korpusu nieżądał. Ale jak lę gotowość emissa^ 
ryusz znał i przedstawiał , jakie podawał środki 
zastosowania jej do ruchów wyprawy? — tego 
z późniejszych wypadków dostrzedz nie można. 
Zresztą naglejsze względy militarne nie dozwa- 
lały już oglądać się na bardziej oddalone wido^ 
ki. Jenerał Dwernicki musiał albo iść szukać 
nieprzyjaciela na Wołyniu , albo lada moment 
bronić się od niego w królestwie. Ponieważ więc 
wiatry wiosenne podsuszyły cokolwiek roz- 
wodzą postanowił zaraz marsz rozpocząć, i pole- 
cił Chróściechowskiemu żeby po Wołyniu i Po* 
dołu rozniósł wiadomość, ze za dni dziesięć kor- 
pus polski słanie na pratvym brzegu Baga. Czy 
jenerał wskazywał wyraźnie , co ta wiadomość 
miała sprawić , czy zastosowanie się do niej zo- 
stawiał przenikliwości insurrekcyjnego naczel- 
nictwa ; zawsze jednak znowu cała sprawa związ- 
ku między korpusem a powstaniem trzech pro- 
wincyi, zawisłą na majorze Chróściechow- 
skim. : 

Tegoż samego dnia emissaryiisz opuścił obóz, 
a oddziały stojące w okolicach Zamościa, ode- 
brały rozkaz przymaszerowania nazajutrz do 
Nowego Miasta. Uprzednie demonstracye w stro- 
nie zachodniej twierdzy, kilka utarczek pod 
Starym Zamościem i rozkazy dane wójtom gmin 



— 243 — 

Turobina i Gorajca żeby przygotowali żywność 
dla wojska narodowego^ zwróciły uwagę Tola 
ku Wiśle. Tymczasem korpus polski 3 kwietnia 
stanął pod bronią i ruszył w pochód na Zwie^ 
rzyniec, skąd 5 po uroczystym nabożeństwie 
z powodu otrzymanej wiadomości o zwycięz- 
twie podDembe, ruszył dalej przez Niemirow- 
kę i Tyszowce. 9 o drugiej z południa, czoło 
kolumny zbliżyło się pod Kryłow. Marsz tak 
był dobrze ukryty iż zachwycono tu sotnię ko- 
zaków, z których kilku ledwo wpław uszło na 
drugą stronę do Krzeczowa. 

Jenerał Dwernicki miał piechoty 1 346 , jazdy 
2,523 i artylleryi dwiebaterye: ogółem 4,088 
ludzi, €o składało cztery brygady . Nieprzyjaciel 
jeszcze niewyszedł był z błędnego mniemania o 
tych siłach. Tol nie śmiejąc działać zaczepnie , 
we 20,000 pozostał rozciągnięty nad Bystrzycą; 
Rydiger cofnął się od Buga do Chobułtowy ku 
Łuckowi, żeby całe swoje 13,000 zkoncentro- 
wał. Dnia 10 kwietnia poczęto most robić i na- 
zajutrz równo ze świtem spełniła się obietnica 
Dwernickiego — korpus jego stanął na ziemi; 
Wołynia. 

Wypadek ten w walce 1831, równie pod 
względem politycznym jak militarnym jest je-v 
dnym z najważniejszych. Dopiero pierwszy raz. 



_ 2U — 

rewolucya listopadowa dowodnie pokazała i 
Europie i Moskwie, że idzie rzecz nie o kartę 
przez Alexandra podpisaną; ale o byt dawnej 
Polski. Huczne słowo « Nie masz Mikołaja » i 
wymownie żalący się światu manifest izb sej- 
mowych, pozostałyby pamiątką pięknej obywa- 
telskiej odwagi i pięknych patryotycznych 
uczuć wynurzonych w czterech ścianach sali 
zamkowej, pozostałyby może wystawione na 
urąg^owisko jak czcze przechwałki, gdyby nie 
wsparł ich krok wojenny, który czczym zapędem 
śmiałości nie był. Nie wchodząc w rozbiór z ja- 
kich to przyczyn wynikło , przypomnijmy sobie 
tylko ówczesne powodzenie sprawy naszej w po- 
lu. Szczęśliwą wycieczką naczelnego wodza, 
Dybicz uszkodzony i odparty od stolicy, dmiosił 
carowi że rozruchy w guberni wileńskiej wszczę- 
te, zmuszały go skoncentrować główną armiją 
ku granicom cesarslw^a, trzymać się zat^m linii 
operacyjnej nad Bugiem. Tymczasem jak nie- 
wiele brakowało żeby i ta linija stała się niepo- 
dobną do utrzymania. Na północy gwałtownie 
rozwijające się powstanie Litwy, lada okoli- 
cznością pomyślną wsparte, mogło teatr wojny 
przeciągnąć nad Niemen; na południu Dwerni- 
cki był już za Bugiem. Tol musiał wracać do 
Dybicza , Krejca Sierawski miał na wodzy; od 



— as — 

pobicia Rydigera pr^elo zależało przeniesienie 
boj u po nad brzegi Dniepr a . • 

Wyobraźmy teraz gdyby naprzykład dzień 
ukazania się polskiego korpusu na Wołyniu 
przed Styrem, w obliczu tego wszystkiego, czem 
Moskwa mogła tu opierać się Polszczę zdoby^ 
wającej własną ziemię, żeby ten dzień wielki, 
uroczysty, był dniem powstania reszty gubernii 
wołyńskiej , całej Ukrainy, całego Podola 1 Czy 
w takim razie Rydiger, któremu ani Rot, ani 
maczna częjść oddziałów Kajzarowa nie mogłyby 
pośpieszyć w pomoc , który pociej niczem nie- 
zagrożony z tyłu, bez skutku jednak stoczył bi- 
twę pod Boremlem , zdołałby niepuścić Dwer- 
nickiego w głąb kraju ? 

Oto jest w jaki sposób powstanie powinno 
było i mogło dopomodz wyprawie. Nowe pułki, 
konie pod artyleryą, pieniądze, wszystkoby zna- 
lazło się potdm, pierwej zai było daremnem mąd- 
rzeniem. 

Okazałem w powyższych rozdziałach jak da- 
leko organizacya insurekcyjna Ukrainy t Po- 
dola doszła w połowie kwietnia, jak jej naczel- 
nik miał władzę i ułatwione środki dwie guber* 
njje rozkazem, trzecią przykładem powołać do 
broni. Niechby tylko w każdym powiecie 600 
zapewnionych powstańców jednego dnia rzuciło 



— 246 — 

się na swoje gałęź carskiego rządu; niechby 
z dwucRieslu czterech powiatów, dwunastu 
tylko udało się zgnieść u siebie siłę moskiew- 
ską, juźby niemal cały ceł był osiągnięty. Jeśli 
powaga Tyszkiewicza nie miała dosyć mocy, 
jeśli ziemiańska nieznajomość rzeczy wojennej, 
przygotowaniom zakładała kres nieoznaczony; 
rozkaz jenerała polskiego wyraźny i przysłany 
wcześnie^ usunąłby wszelką wątpliwość* 

Oto jest w czćm wódz wyprawy powinien był 
i mógł najgłówniejszą przysługę uczynić po-!- 
wstaniu. Instruktorowie, zasiłki w amunicyi, 
przepisy porządkowe , wszystko to stałoby się 
bardzo użytecznem później, pierwej myśleć o 
tćm było daremnie. 

Wyprawa niedość silna żeby mogła sama 
znieść nieprzyjaciela za Bugiem, powstanie zaw^ 
sze oczekujące wypadku któryby mu wskazał 
dogodną porę , czemuż teraz w tej jedynej , naj- 
dogodniejszej chwili niepodały sobie ręki? Le* 
dwie nie trzeba przypuścić że jakiś duch nie- 
przyjazny sprawie naszej, starał się oto aby tyle 
dobrych chęci, tyle gorących uczuć, poszło za 
nic, aby wszystko co powinno było działać 
wspólnie , rozsypało się na mnóstwo osobnych , 
próżnych wysileń. 

Major Chróściechowski siedział w Galicyi \ 



— 247 ~ 

patryoci okolic nadbuźańskich nie wiedzieli 
nawet na kiedy mają dostawić o))iecatae konie; 
na Polesiu i w głębi Wołynia zupełna panowa* 
ła cisza ; emissaryusz Tyszkiewicza po za liniją 
wojsk Rydigera szukał^^rzesmyku do dalszej 
podróży jak mniemał aż pod Zamość; Ukraina i 
Podole krzątały się wewnątrz zwykłym trybem ; 
gorliwy, hojny dla ojczyzny Wereszczyński, nie 
wiem na jaki czas sposobił także swoje legiję 
niewidomą. Jenerał Dwernicki z garstką okrytą 
wawrzynami zwycięztw, ufoy w narodowego 
ducha , który jego serce tak żywo przejmował, 
powierzając się szczęściu nieodstępnemu do- 
tąd , rzucił się wśrzód niebezpieczeństw przewi- 
dywanych od dawna, i rzekł braciom ujarzmio- 
nym: <r oto jestem między wami — teraz albo 
nigdy j». Słowa te odbiły się o szeregi moskiew- 
skie i zostały bez skutku. W ciasnym zakresie 
przed Styrem , chociażby tysiące rolników zbie- 
gło się pod chorągiew polską, małoby na to 
zważał nieprzyjaciel; sam odgłos wybuchają- 
cego powstania po całym kraju za nim, odjąłby 
mu przytomność i odwagę. 

Stało się inaczej. Odtąd pamiętne, wielkie 
czyny dzielnego wodza i czterech tysięcy najwa- 
leczniejszego żołnierza, są zupełną epizodą 
w dziejach i kampanii i powstania, aż nim po 



— 248 -- 

^seanasiu dniach, smaloy ich kooiec nie wf^y- 
nie tnomti na qg<^ny tok rzeczy. Odtąd w pro- 
wiDcyach południowych , wiele współoeesnych 
fdaraeń trzeba rozważać osobno« Pocznę naj- 
przód od wspomnień* które z bohatyrskiemi 
kośćmi braci nadwiślańskich zostały na ziemi 
Wołynia:(i*). 



X. 



« Jakk miał wyobrażenie Rydiger o korpa- 
gie Dwernickiego i z jakiemi siłami przeciw 
niemu występował , dowodzą następujące słowa 
rapportu Dybicza » — Dnia « 28 {v« s. ) marca, 
« oddział buntowników pod dowództwem jła. 
« Dwernickiego, attakpwał nasze przedniąstraż 
« pod Kryłowem, a 29 zaczął siłami ł>ard2o 
« znacznemi przechodzić Bug między Uśoiłu- 
« giem a Latowiźem. Jł. Rydigier dow. 4 kor- 
« pusu kawalery i rezerwowej , nie mogąc wzbro- 
« «tó przeprawy z siłami , kuSre zgromadził pod 
« Włodzimierzem, cofnął się nad Siyr, a to 
« w celu skoncentrowania wsselkich odddt- 
« łów koi|iufi jego składających , tudzież puł- 

(*) Następny opis umieszczam w skróconym wyciągu z arty- 
kułów Anastazego Dtmina , drukowanych w Pamiętniku fimtgra- 
eyi Polskiej. 



— 249 — ^ 

« kow pieszych 3 korpusu oddanych jego do- 
tf wódzi wu j i posiłków dążących od pierwszej 
« armii, dla dania tym sposobem dzielnego 
«r odporu buntownikom i rozpoczęcia kroków 
« zaczepnych skoro tylko będziemożna. W celu 
« ułatwienia tych przedsięwzięć, naczelny wódz 
« czynnej armii dał rozkaz jłowi. Kreutz^ rzu- 
« cićsię z ó korpusem kawalerii na tył korpusu 
o Dwernickiego » 

« Siły nieprzyjaciela o których ten rapport 
wspomina, oprócz posiłków z l®i armii wynosiły 
do 13,000 ludzi ze stosowną ilością artylleryi. 
Jeszcze w królestwie przewidywał jł. Dwemi- 
cki jak mocnego przeciwnika spotka na Wołyr 
niu » 

ZeCSejsmar, Krejc, i Dy bicz nawet, mieli 
zawsze korpus Dwernickiego za kilkunasto-ty* 
sieczny, że len ostatni szczególniej stosował do 
tej mylnej opinii ogólne poruszenia głównej ar- 
mii, na to mieliśmy liczne dowody. Rydigier 
był w tym samym błędzie; nie śmiał bronić 
przeprawy, jak powiada , i potwierdzał tę opi- 
niją cofaniem się na Chobułtowę i trzymaniem 
się pozy cyt łesnych. Rzuci^S się na mocniejszego 
przed sobą Rydigiera nazajutrz po przejściu 
Buga , byłoby to ze strony Dwernickiego stawić 
na karlę całą wypt^wę. Po przegranej bitwie 



~ 250 — 

w cóżby się była obróciła insurrekcya którą 
protegować przybył, i której tospółdziałanie 
z korpusem było ( to jest bydź powinno było) zor 
sadą jego postępów ? — Wypadało więc unikać 
bitwy, a że i wielkie składy moskiewskie i za- 
możniejsze przysposobienia znajdowały- się za 
Styrem , najważniejszą było rzeczą, ubiedz Ry- 
digera u przeprawy, lecz również i niepodobną; 
Rydigier bowiem zawsze był o dwa marsze na- 
przód , miał żołnierza niepotrzebującego wypo- 
czynku i wszędzie gotowe przeprawy. Slyr prze- 
cina granicę Wołynia z Galicyą, płynie ku Łuc^ 
kowi przez okolice mniej leśne, od Łucka do 
Prypeci ciągnie bieg Polesiem. Dwie były drogi 
doStyru: leśna na Chobułtowę iTorczyn, od- 
kryła na Horoochw i Boremel. Przewagę kor- 
pusu polskiego stanowiła jazda ; Ridiger miał 
całą dywizyą piechoty i dobrą artylleryą. Iść na 
Chobułtowę byłoby to narażać swoją stronę 
słabszą, a uderzać w mocniejszą nieprzyjaciela; 
Dwernicki udał się przeto na Horochow. > 

a Dnia 1 1 kwietnia korpus maszerował z Krze- 
szowa na Lotawiż, Zabłocić, Iwanicze do Pory- 
cka. W Lotawiżu pierwszy raz żołnierz króle- 
stwa , ujrzał włościan wołyńskich przeznaczo- 
nych na rekrutów do wojska moskiewskiego. 
Byli w dybach i kajdanach. Rozkuto ich na- 



— 251 — 

tychmiast przed fronlem, Jł. Dwernicki rzekł 
do uwolnionych : a Wolność którą odbieracie 
« jest dziełem żołnierzy polskich których przed 
«f sobą widzicie; oni wam ją przynoszą , powi- 
« tajcie ich » — Zaraz wydał rozkaz do okoli' 
cznych wiosek aby wszędzie wypuszczono re- 
krutów, a władza miejscowa w Latowiżu na- 
tychmiast go w koło rozesłała. » 

« Dochodząc doPorycka, jł. Dwernicki po- 
strzegł za miastem ciągniący od lasu pluton ka- 
waleryi nieprzyjacielskiej. Byłto patrol pułku 
kargopolskiego dragonów, sam pułk stał przy 
ogrodach za miastem. Idące w awangardzie 
korpusu polskiego dwa szwadrony: jeden 4 
strzelców, drugi 2 ułanów, odebrały rozkaz 
przecięcia drogi do lasku i uderzenia na pułk. 
Piechota poszła zająć Poryck. Dragoni postrzegł- 
szy kłusem idące do nich szwadrony, siedli na 
koń , lecz dopędzeni przez szaserów, zaraz swój 
cały czwarty szwadron z bagażami utracili : 
w rezerwie idący ułani nadbiegli na bój, i pozo- 
stałe ti^y szwadrony o milę przeszło gonili ; tak 
niepodobnem było dla oficerów wstrzymanie 
zapału żołnierza. Wszystko zostało rozbite : na 
placu padło przeszło sto ludzi, w niewolą do- 
stało się dwieście kilkadziesiąt i 240 koni. Półk 
kargopolski dragonów wsławiony w wojnie turę- 



— 252 — 

ckiej I o trzy pltitony ka walery i polskiej, rozbił 
swoje zabałkańiską reputacyą. Mężayjegodo- 
wódzca, pułkownik Głazanap, zawsze ostatni 
w odwrocie, odebrawszy kilka ran zaledwie 
z niedobitkami uciec zdołał. Tak tedy pierwszy 
dzień wyprawy wołyńskiej korzystnie był roz- 
poczęty* Korpus stanął na noc w bok o wiorstę 
od Porycka zajętego przez część piechoty. Dywi- 
zyon kawaleryi pomaszerował w rezerwie za ści- 
gającemi dwoma szwadronami. Nade dniem 
wróciła kawalerya prowadząc jeńców i przyno- 
sząc razem wiadomość, iż znaczne siły nieprzyja- 
cielskie znajdują się w Markostawach o mil 
dwie od Porycka* Dnia 1 2 zrana nowe patrole 
wysłane ku linii nieprzyjaciela , widziały jego 
kolumny ciągnące od Markoslaw kii Skurczom, 
gdzie przenieść się miała główna kwatera mo- 
skiewska. Rydiger złudzony zrazu rekonesan* 
sem posłanym od Buga pod Włodzimierz, co- 
fnął się był z Chobułtowy do Łokacz, żeby sto* 
sownie do poruszeń Dwernickiego, w tę lub 
ową stronę łatwo się mógł obrócić ; teraz zaś 
spiesznie obchodząc prawe skrzydło korpusu 
polskiego, starał się zastąpić mu drogę do Sty* 
ru. B 

«r Tegoż dnia w Lacbowcu jł. Dwernicki tvy- 
dał proklamacyą do Wołynian w następujących 



— 26S — 

słowach : « Już za bozką pomoctl na ziemi wa- 
« szej udało się natn pobić nieprzyjaciela. Pułk 
« kargoj>olski dragonów dwoma szwadronami 
« naszej jazdy rozbity, w pcrfowie jest w naszych 
« ręku. Ufni w świętość sprawy powstawajcie 
« wszyscy razem* Korona i Lilwa walczą i zwy- 
« cięzaję* Przynoszę wam narodowość i dawne 
« swobody. Teraz aidomgtfy.9 

« Po dostatecznem rozpoznaniu pozycyi nie- 
{Mfzyjaciela , w d. 13 kwietnia, ruszył korpus 
zLachowca dwiema kolumnami. Wierzchlej- 
ski ze swoją brygadą udając się w lewo na Zawi- 
dów, Podberezie i jttirkow do Horochowa ; je- 
nerał z rasztą na Milatyn, Pieczychwosty i 
Ochłopow do Drużkopola. » 

er W Drużkopolu zebrani obywatele czekali 
na jła. Dwernickiego; miał się z nimi porozu- 
mieć względem insurrekcyi , utworzenia dla 
kraju najdogodniejszej organizacyi, słowem 
względem energicznego rozwinięcia zasad re- 
wolucyjnych. Powitawszy w imieniu ojczyzny 
zebranych obywateli, zapytał jł* Dwernicki, cze- 
mu nie zastał koni pod artylleryą których był 
żądały i w jakim stanie znajduje się insurrekcya? 
Obywatele z swej strony oświadczyli,iż wcale nie 
byli uprzedzeni o czasie jego wjkroczenia na Wo- 
łyń; co się zaś tyczy insurrekcyi, mała ich część 



~ 254 — 

oświadczyła się z gotowością do boju. Przylło- 
czeni przeważnemi siłami Rydigera nie mieli 
czasu czynić należy ty cli przygotowań^iiadbiegli 
w tajemnym zamiarze policzenia owych dwu- 
dziestu tysięcy ludzi, które według upewnień e- 
missaryusza urzędowego, miały składać korpus 
obozujący pod Zamościem. Szczupła garstka 
wzniecała smutne przeczucie w rozpoczynają- 
cych śmiertelną walkę z mściwym i potężnym 
wrogiem. Widać było w umysłach obywateteli 
wielką niespokojność , którą wzmagała juź ra- 
dość z widoku braci, już niepewność wynika- 
jąca z braku jedności między naczelnikami 
powstania. Jenerał Dwernicki w imieniu rządu 
narodowego ustanowił 1 4 kwietnia władzę kra- 
jową wołyńską. M. Czackiego mianował regi- 
mentarzem województwa wołyńskiego, inni 
odebrali rozkaż udania się do przeznaczonych 
sobie okręgów dla sprawowania władzy admi- 
nistracyjnej , organizowania na wszystkich pun- 
ktach powstania , z prawem nakazywania oby- 
watelom dostawy koni, żywności, i t. d. Te tym- 
czasowe rozporządzenia miały bydź uzupełnione 
po stoczonej bitwie, której się lada dzień spo- 
dziewał. » 

Poczytuję za rzecz potrzebną wtrącić tu ogól- 
ną uwagę nad pojęciem , jakie podczas przeszłej 



♦> 



>%n 



— 256 — 

wojny naszej miano o ziemiańskiem powstaniu. 
Sądzę bąwiem że to objaśni niektóre wątpliwo- 
ści względem Wołynia. 

Zdobywał Napoleon kraje i zaraz stanowił 
w nich administracyą, która dostarczała muno« 
wych sił zdobywczych ; mógł nawet częstokroć 
czynić to bez wzgldu na przychylność lub nie- 
przychylność opanowanego narodu, kiedy jego 
armija zasłaniała w ślad postępującą organiza- 
cyą. Tak zamierzył sobie Dyktator zdobywać 
Polskę we 30,000 wojska odpierając od stolicy 
pięćkroć liczniejszego nieprzyjaciela. Naród, 
jego duch, i materyalne śrzodki za linią bojową 
moskiewską, niewchodziły inaczej w widoki 
kampanii , tylko jako zasiłek dla regularnych 
szeregów w miarę ich zwycięztw mający przy- 
bywać. Zwykle po wielkim geniuszu, wreszcie 
po wielkich wypadkach , zostaje na długie lata 
dla tłumu naśladowców blask niebezpieczny 
jak lampa dla ćmów wieczornych. 

Rewolucya listopadowa, prapra wnuczka lechi- 

« 

ckiej wolności, z kolebki nad którą unosił się 
sztandar trójkolorowy na szczerbcu Bolesławów 
zawieszony, dziwnie sprzecznym popędem po- 
szwa do szkoły, którą wzniósł najdoskonalszy 
despota, realizując wszystko co z wojennej i po- 
litycznej sztuki od Cezara do Fryderyka, od 



— 256 ~ 

greckich sofistów do Machiawellego, celem 
ujarzmienia ludów wyciągnąć potrafił* Rozwi-^ 
nięto jej przed oczy napoleonowskie plany^ ka- 
zano po napoleonowsku zdobywać i organizo- 
wać, choć nie miała czem organizacyi zasłaniać* 
Chwilowe > świetne, wcale może z innych niż 
mniemano przyczyn , wynikające powodzenia , 
przyłorfły się jeszcze bardziej do powagi błędu* 
Dziś nawet, dziś kiedy Polska nie ma ani jedne* 
go batalionu, uczona teory a oburza się na łych, 
co szukają dla niej sposobów jakby razem i wal-** 
czyć i wojsko regularne tworzyć mogła. Prze- 
ciwne tak naturalnemu prawidłu dla powstają* 
cego narodu ówczesne pojęcie rzeczy, mniej 
było niebaczne, bo oparte na jakichkolwiek 
śrzodkach, mniej występne, bo powszechne. 
Wódz naczelny nie wiedział nigdy coby zrobić 
z massami powstańców w kraju niezajęty mmiii* 
tarnie ; jenerałowie przybywający do prowin- 
cyow, myśleli tylko o formacyi półków; in- 
surrekcya sama najbardziej po instruktorów, 
kadry i armaty, wyciągała ręce do Warsza- 
wy, szykowała się u siebie w korpusy, kreśliła 
plany operacyi ogólnych, szukała bitew strategi* 
cznych. Z karabinami i guzikami po zmarzłych 
Francuzach, ukazała się w powstaniu litew- 
skiem jakaś mara kolumn i obrotów wojennych 



— 257 — 

widzianych w 1812 roku. Wszędzie świeższe 
wzoiy ćwiiły tradycyą pospolitych'ruszeń, k<M>- 
federackich ruchawek i dawniejszej jeszcze 
taktyki kiedy cały naród był wojskiem. Ni- 
komu w czas nie przyszło do głowy, że rozsy- 
pane, przelotne albo z zasadzek czatujące garst- 
ki, mogły stać się prawdziwą odsieczą dla 
oblężonej armii polskiej , wybornym zakładem 
pułków dla niej. Nie czynię przez to zarzulów 
jenerałom, którzy okazali że mieli w piersiach 
ducha co prędko zgadywał naturę narodowej 
walki, którym obozowe powietrze, koń i szabla 
dostarczały zawsze natchnienia. Postrzegł pręd- 
ko Dembiński że lasom lilewskim należało 
zwrócić wywabionych strzelców^ ale niezdołał 
uprzedzić bitwy wileńskiej. Uczuł zaraz Dwer- 
nicki że na stepach południowych , powslanie 
mogło rozbujać się jak wicher, ale pierwej 
Irzeba było przełamać Rydigiera. 

Coż tedy przed niepewnym wypadkiem lej 
rozprawy, mieli uczynić regimentarze, okręgo- 
wi administratorowie , i w ogólności obywatele 
cząstki Wołynia przeciętej szybkim marszem 
korpusu ? ,Go właściwie znaczyły te wyrazy or- 
ganizować powstanie \ czy do formacyi regular- 
nych pułków zbierać lud i rekwizyta , czy two- 
rzyć hufce partyzantów? Pierwsze potrzebowało 

17 



— 2&8 — 

czasu i bezpieczeństwa y drugie sposobności dzia- 
łania, która za łiniją nieprzyjaciela, ni^zaś w ty- 
le korpusu polskiego znaleść się mogła. Jeśli 
więc nic tu nie uczyniono , to nie dla lego że 
zbywało na chęciach. Było kilku ludzi którzy 
zgrzeszyli jako naczelnicy spisku zaniedbaniem 
wczesnych porozumień z jenerałem" Dwernic- 
kim, jako patryoci nieśmiałością osobistą^ jako 
dawni wojskowi zawodem nadziei położonych 
w ich doświadczeniu; ale całą prowincyą o brak 
gorliwości albo odwagi obwiniać nie masz słu- 
sznej przyczyny Skoro taki obrót wzięły rzeczy 
ie tylko zwycięztwo mogło krajowi rozwiązać 
ręce, kraj mtu^iał czekać skutków bitwy. 

9 Już z Druźkopola d. 15 kwietnia ruszył 
Dwernicki przdciw nieprzyjacielowi^ i nazajutrz 
z Całym korpusem o południu stanął w Bo- 
remlu. » 

ff Boremel jest małe miasteczko na lewym 
brzegu Styru połączone ze wsią, zabudowane na 
wzgórzach ciągnących się wzdłuż tej rzeki. Na 
pochyłościach gór są ogrody wieśniaków; na 
jednej z nich w stronie południowej miasta, stoi 
dom o piętrze, panujący nad całą okolicą, przo- 
dem obrócony do miasta, tyłem do rzeki. Ogród 
łączy btidynek z rzeką. Główna kwatera była 
w tym domu , kawalerya rozłożyła obóz za mia- 



— 259 — 

Stern? piechota zajęła miasto i brzegi rzeki 
nad mostem przez nieprzyjaciela spalonym. Styr 
w tym miejscu ma do 30 sążni szerokości. Za 
mostem ciągnie się długa grobla na trzysta kil- 
kadziesiąt sążni , rzucona na bagnach ; dalej 
idzie wprost wycięta przez lasek droga do Jaro^ 
sławie i Dubna. Kilkunastu strzelców przepra- 
wiwszy się przez rzekę spędziło z grobli pla- 
cówkę kozaków; na tarasie ogrodowym zato- 
czone tray działa mogły ostrzeliwać groblę. » 

« Rydiger tego dnia> 16 kwietnia, stał na pra* 
wym brzegu Styru w Łęcznej , w punkcie śred- 
nim na przecięciu dróg do Dubna Łucka i Krze- 
mieńca,wBeresteczku o2 mile powyżej Boremla 
miał pułk jazdy, pułk piechoty i bateryą artyl- 
leryi. Niepewny miejsca przeprawy korpusu 
polskiego, czekał na pierwszy jego krok. Jh 
Dwernicki ze swojej strony zająwszy wprost Bo- 
remel, zdawał się niemieć innego zamysłu jak 
przejść rzekę po moście który w oczacłi koza- 
ków stanął przed południem 17 kwietnia. » 

« Tegoż dnia rozesłał jł. Dwernicki nowe pro- 
klamacye w rozmaite strony kraju.* 

« Równo ze dniem 18 kwietnia, uderzył nie- 
przyjaciel na poslerunek polskiego korpusu 
w lasku za mostem i groblą. Oddział miał rozkaz 
cofać się do miasta w razie silnego atlaku; lecz 



— 260 — 

zapał ogarnął małą garstkę naszych : młoda pie- 
cłiota ledwo niepierwszy raz w rozprawie , rzuca 
się na przemagające siły i utarczkę zamienia 
w czyn bołiaterski. Skoro zdołano walecznym 
nakazać odwrót , Moskale posunęli się za nimi 
na groblę. Wtedy stojące na tarasie działa 
dały ognia tak celnie , że wszystkie granaty pę- 
kły w gęstych kolumnach nieprzyjacielskich, 
które rozpierzchnione w największym nieładzie 
skryły się częścią do lasu , częścią za browar 
stojący nad błotami. W tejże prawie chwili ba- 
terya moskiewska wystąpiła z lasp i bić zaczęła 
na pałac boremelski , który po kilku godzi- 
nach kanonady zamienił się w piękną ruinę i 
miłą pamiątkę dla kraju okrytego już tylu po- 
dobnymi pomnikami. Jeden granat wpadłszy 
do sali gdzie znajdował się sztab korpusu, ranił 
lekko majora Szymanowskiego. Moskale dwa- 
kroć zmieniali swoje baterye : cztery ich działa 
były zdemontowane i trzy jaszczyki wyleciały 
w powietrze. » 

« Tymczasem coraz nowe kolumny Rydigera 
przybywając na drogę za rzeką kierowały się ku 
wsi Chrynikom. O południu pewien obywatel 
przybiegł z oznajmieniem że kozacy wpadli do 
Chrynik i spędzają ludzi do stawiania mostu. 



— 261 — 

Wtedy jł. Dwernicki rzekł do otaczających go 
oficerów; pojutrze Styr przejdziemy.* 

«r Zamysł Rydigera przeprawienia się na lewy 
brzeg Styru zuchwały z pozoru , był tylko skut- 
kiem przekonania się o słabych siłach korpusu 
Dwernickiego. Położenie wzajemne dwóch wo- 
dzów nader było ważne : Rydigier chciał poło- 
żyć koniec działaniom korpusu polskiego ; 
Dwernicki przyjął wyzwanie i pozostał pod Bo- 
remlem. » 

« Dnia 19 kwietnia o 6 tej z rana nieprzyjaciel 
zaczął umacniać się na lewym już brzegu Styru, i 
tirallierami swemi osadził dębinę za wsiąNowo- 
siłkami, gdzie stała polska piechota. Dwernicki 
musiał mieć się na baczności równie od Chry- 
nikjak odBeresteczka, a nawet przewidywał 
że należy spodziewać się attaku przez groblę 
boremelską. Po 11 przed południem , kolumny 
moskiewskie wystąpiły na pola pod Nowosił- 
kami i zatrzymały się tyłem o las oparte. Po- 
strzegł jł. Dwernicki wahanie się nieprzyjaciel- 
skiego wodza, lecz że miejsce niebyło dogodne 
do działań kawaleryi, chcąc zatem wywabić go 
na równinę, posunął się zrazu naprzód, a po 
kilku przyjętych wystrzałach działowych roz- 
począł odwrót w szachownicę. Nieprzyjaciel 
ośmielony ruszył za nim całemi siłami , które 



— 262 — 

zawierały 4 pułki huzarów, 2 pułki dragonów, 
dywizyą piechoty, 40 dział i 2 pułki kozaków.. 
Artyllerya moskiewska spiesznie wybiegłszy, 
silnym ogniem raziła ustępujące kolumny. Od- 
wrót jednak odbył się w porządku aż do pier- 
wiastkowej pozycyi pod Boremiem. » 

« Obszerna równina |>rzedzielała dwa wojska 
wałczące. Nieprzyjaciel zaj^ Nowosiłki swoją 
dywizyą piechoty i dwie baterye przed wsią po- 
stawił , drugie dwie w polu po prawej stronie 
wsi : za niemi w dwóch linijach dwie brygady 
jazdy; w rezerwie pod dębiną zatrzymał jedne 
bateryją z brygadą huzarów, a na każdym skrzy- 
dle rezerwy miał po jednym pułku kozaków. 

« Zaraz stanąwszy na pozycyj jł. Dwernicki 
rozkazał otworzyć ogień swojej artyHeryi, i gdy 
jazda moskiewska śmiało następująca zmieszała 
się od skutecznych strzałów, nakazał ogólny 
attak^pierwszej linii. Cztery dywiziony uderzyły 
na nieprzyjaciela : ruch ten wykonany był zta* 
k$ natarczywością, iż w mgnieniu oka rozbite 
obie linije huzarów, odsłoniły dwie baterye ar- 
tylleryi , k tóre .po jednym wystrzale kartaczo^ 
wym, jazda polska przeleciawszy uderzyła już 
za liniją działową na brygadę dragonów. Nic 
nie zdołało oprzeć się zapędowi : nieprzyjaciel 
kłuty lancaiai pierzchał aż pod dębinę. Tu do- 



— 263 — 

piero baterya rezerwy rozwinęła ogień karta 
czowy, a w&paria nagłem natarciem będącej 
przy niej brygady huzarów, zadusiła naszych do 
odwrotu. Rozbite poprzednio pułki huzarów i 
dragonów szybko £ormując się po bokach, 
usiłowały odciąć cofające się dywizyony: 
wszczęło się wielkie zamieszanie: waleczność 
żołnierza polskiego uczyniła nieprzyjacielowi 
kosztownym chwilowy tryumf, lecz niezdołała 
utrzymać swojej zdobyczy. Baterye moskiew- 
skie odbiegły do swoich i jedna stanąwsay 
w środkowej pozycyi, druga połączywszy się 
z rezerwą , rozpoczęły rzęsisty ogień. 

« Wówczas posunął się jł. Dwernicki z dru- 
gą liniją , i zasłoniwszy odwrót pierwszej , ude- 
rzył na kawaleryą nieprzyjacielską pomykającą 
się całą massa* Po krótkiem starciu się, zła- 
mały się szeregi moskiewskie. Pierwsza łi^^ 
nija polsJka sformowana, natychmiast wsparła 
drugą : nieprzyjaciel tył podał uchodząc częścią 
w dębinę, częścią na błota. Pułk szczególniej 
księcia Orani! będący w ariergardzie trupem 
usłał plac bitwy. Baterya środkowa dostała się 
w ręce naszych ; trzy działa zdemontowane po- 
zostały na miejscu : zwycięztwo wzniodo było 
sztandar nad szczupłą garstką walecznych. 

m 

W lem pada koń pod Dwernickim rażony w no- 



— 264 — 

gę : dragoni obskakują jenerała wołającego na 
swoich « żołnierze do mnie ! » Dy wizy on 4 go 
ułanów rzucił się z prawego skrzydła i odbił 
dowódzcę korpusu : porucznik Baum podał mu 
$wego konia; ale przerwany zapęd nieodniosł 
zupełnego skutku. Jazda polska prowadząc 
jeńców mimo wsi Nowosiłek , wytrzymała je- 
szcze ogień arlyleryi i sformowała się na zwy- 
czajnej swojej pozycyi* Taki był koniec dwóch 
pierwszych uderzeń między głównemi stanowi- 
skami stron walczących. 9 

« Tymczasem wzmagał się bój nad groblą. 
Zaraz od początku bitwy, baterya nieprzyjaciel- 
ska Tk za browaru zaczęła działać na pałac bore- 
melski. Kule jej ciężkiego kalibru dochodziły 
aż za kościół i szkodziły prawemu skrzydłu kor- 
pusu polskiego. W momencie zaś rozprawy na 
polu, zapewne skutkiem skombinowapego alta- 
ku , brygada jegrow leżąca za browarem , pod 
zasłoną swej artylleryi, uderzyła na most. Dwer- 
nicki wysłał na ten punkt majora Szymanow- 
skiego^ z plutonem artylleryi porucznika Sobań- 
skiego. Szymanowski zastał już piechotę mo- 
skiewską rzucającą kładki na pale mostowe, 
mimo gęsty ogień batalionu broniącego ^prze- 
prawy. Chwila była bardzo ważna. Dwa działa 
polskie uderzyły karlaczami w ścisnioną kolu-^ 



— 265 — 

mnę moskiewską na grobli ; brygada uciekła 
zoslawując trzecią część swoje trupem. » 

a Na placu boju krótką przerwę poruszeń 
zapełniał nieprzyjaciel ogniem armatnim. Jł. 
Dwernicki dał rozkaz majorowi Wierzchlej- 
skiemu stojącemu w stronie Beresteczka, zosta- 
wiwszy szwadron na pozycyi , połączyć się 
z korpusem. Wkrótce kawalerya nieprzyjaciel- 
ska wystąpiła znowu w szyku bojowym na liniją 
wsi Nowosiłe)^; i w ściśniętych kolumnach roz- 
poczęła trzeci attak. Dwa plutony arlylleryi 
polskiej podbiegły w odstępy szwadronów, aby 
nadchodzącego nieprzyjaciela przyjąć karta- 
czami. Lecz i piechota moskiewska dotąd nie^ 
czynna, wyruszyła z wioski na drogę do Borem- 
ła. Zdaje się że tem poruszeniem Rydigier chciał 
zdecydować bitwę i wziąść Boremel. W ówczas 
gdy na łamiące się od ognia kartaczowego sze- 
regi pułków, szczególniej Archyrskiego i Olho- 
połskiego huzarów, uderzyły obie linije Dwer- 
nickiego, jenerał wziąwszy dwa dywizyony ja- 
zdy, osobiście poprowadził je na piechotę. 
W mgnieniu oka rozbity został pierwszy bata- 
lion, inne bliższe wsi, spiesznie do niej cofać się 
poczęły. Szesnaście dział moskiewskich rozwi- 
nęło do nacierających dywizyonów morderczy 
ogieii karlaczowy, który trwał kwadrans. Nie- 



— 266 ~ 

właściwość broni niedozwalała zamyślać o wzię- 
ciu Nowosiłek , chociaż w tym momencie linija 
jazdy polskiej znajdowała się po raz trzeci pod 
dębiną, rozpędziwszy jak zwykle nieprzyjaciela 
na błota i lasy. Mieszająca się do walki burza 
z ulewą i grad^n poczęła uciszać się razem z o- 
gniem armat. Nieprzyjaciel postrzegłszy Wierz- 
chlej skiego zaj m ującego pozy cyą pod Boremlem , 
pozostał w miejscu; jazda polska uszykowała 
się na pobojowisku ; dzień już był przy schyłku 
kiedy jenerał Dwernicki wracając do Nowosi- 
łek ukazał się pi*zed frontem swych linii i dzię- 
kował Wojsku za ścisłe wykonanie rozkazów. 
Okrzyki : niech żyje ojczyzn^i! niech żyje jenerałl 
tłumiły słowa dowódzcy. Trębacze zagrali pieśń 
narodową. Tej uroczystej radości słuchał nie- 
przyjaciel w milczeniu, o strzał armatni od pla- 
cu bitwy oddalony. » 

«r W nocy z 19 na 20 kwietnia, korpus polski 
cichym marszem udał się doBeresteczka i prze* 
prawił się na drugi brzeg Styru.Kawalerya i ar- 
tyllery a w bród przeszły.Tym sposobem Dwerni- 
cki prawe swoje skrzydło zabezpieczył ; Rydiger 
niedotrzymał obietnic wcześnie posłanych Dy- 
hiczowi, sam pozostał na tej stronie Styru na 
któfej przeciwnika miał zniszczyć. Taka zamia- 
na pozycyi była już prawdziwą wygraną i swiet- 



— 267 — 

nym czynom oręża pod Beremlem nadawała 
wagę zwycięztwa. » 

« Zbliżenie się ku granicy galicyjskiej , które 
wynikiiło przed bitwą z kierunku odpowied- 
niego składowi korpusu słabego w piechocie , 
po bitwie zaś z konieczności , było nadto dopeł- 
nieniem instrukcyi naczelnego wodza. Kazał on 
jłowi. Dwernickiemu aby przeszełdszy Bug, trzy- 
mając się granicy dążył jak najśpieszniej do Ka- 
mieńca. Na tej drodze , którą za mniejsze złe 
uważać można, znalazł się rzeczywiście korpus, 
lecz wtedy, kiedy po przejściu Styru, zmienia- 
jąc systema zaczepne na. zaczepno-odporne, już 
nie wspierał powstania, ale sam od niego wspar- 
cia potrzebował. Jeśliby się zdawało komu, że 
pierwej Krzemieniec koncentrujący siły po- 
wstania na Wołyniu , powinien był pociągnąć 
ku sobie jła. Dwernickiego, należy zważyć , czy 
mógł Dwernicki z Beresteczka zmierzać do tego 
punktu, kiedy Rydiger miał do niego z B(»^mla 
prostszą i o połowę bliższą drogę. Gdyby podo- 
łała było w nocy z 1 9 na 20ty naprawić most 
pod Boremlem , Dwernicki ł^łb^y przeszedł rze- 
kę w oczach Rydigiera i flankowego marszu 
uniknął. Lecz przypuściwszy nawet iżby gwałto- 
wny marsz zdecydował w tej mierze, nikt nie- 
zaprzeczy, że ulrzymanie miasta leżącego jak 



— 268 — 

gniazdo między gói*ami, przeciwko nierównie 
liczniejszej artylleryi, było niepodobieństwem. 
Co do insurrekcyi, lubo wszędzie na Wołyniu 
zjawienie się żołnierza polskiego wzniecało naj- 
żywszy enluzyazm , wiara wszelako w możność 
powstania stygła, szczególniej na przestrzeni 
tych mil kilkanastu, na których mierzyły się 
dwa wojska. Na Podole wzywały świetniejsze 
nadzieje, tam zmierzał spiesznie Dwernicki i 
w tym celu d. 20 kwietnia, to jest nazajutrz po 
bitwie , zrobił marsz 48 werstowy. » 

Nie jest tu miejsce roztrząsać krytycznie 
wszystkie obroty jła. Dwernickiego, na każdym 
kroku oznaczone męztwem żołnierza,przytomno- 
ścią wodza wboju. Ale muszę napomknąć że zkie- 
runku jaki wziął od Boremla , głównie wynikły 
następne nieszczęścia. Instrukcya naczelnego 
wodza mogła bydź najmniejszą zawadą : umiał 
jł. Dwernicki przestąpić wyższy rozkaz , kiedy 
zamiast 1,600 ludzi, cały swój korpus poprowa- 
dził , gdzie potrzeba ojczyzny tego wymagała ; 
jakiekolwiek więc inne powody znagliły go, czy 
od samego Boremla , czy od Beresteczka zmie- 
rzać nad granicę Galicy i, zawsze przez to spot- 
kał się z Rotem. Przeciwnie gdyby był zdołał 
przemknąć się w stronę Łucka , albo Żytomie- 
rza , nie miałby koło siebie lyle nieprzyjaciela, 



— 269 — 

odciągając siły moskiewskie od Kamieńca , naj- 
większą dałby pomoc powstaniom Podola i 
Ukrainy które chciał wspierać; walcząc w głębi 
kraju nieuległby nigdy boleśniejszej ostatecz- 
ności nad tę która go czekała. 

« Dnia 20 kwielnia korpus przybył do Choci- 
mia. 21 przeszedł Radziwiłłów, 22 wieczorem 
stanął w Podlisicach o dwie mile od Krzemień- 
ca, gdzie się już Rydiger znajdował. Awangarda 
moskiewska ukazała się wkrótce o pół mili tyl- 
ko od polskiego obozu w Wisniowcu. Z Podli- 
sic wysłałjl. Dwernicki z odezwą na Ukrainę Ste- 
fana Zapolskiego , obowiązując gonadewszystko 
do ciągłych z korpusem korrespondencyi ; sam 
zaś 23 na noc stanął w Kdtodnem. Wnet przybył 
tu M. *** S.*** dawny oficer gwardyi strzelców 
konnych , i oznajmił , iż część korpusu Rota , 
z Kamieńca na Sa tanów i Manuczyn ciągnie 
ponad Zbruczą, a sześć półków piechoty i pułk 
kirasierów korpusu Kajzarowa , na Międzybórz 
i Stary Konstantynów, i że z ostatniemi rozminął 
się o trzy mile przed Kołodnem. Te wieści spra- 
wdzone , komplikowały bardzo położenie kor* 
pusu i zapowiadały przecięcie drogi ku Podo- 
lowi. Gdyby Dwernicki z Podlisic nie na Koło- 
dno, lecz bliżej był omijał Krzemieniec , jużby 
23 znajdował się między Rydigerem i Kajzaro- 



— 270 — 

wem,nie mogąc ich połączeniu się zapobiedz. — 
Dnia 24, drogą którą przyszedł korpus polski 
od Starego 01exinca , podstąpiła kawalerya nie- 
przyjacielska wznacznych kolumnach. Po uczy- 
nieniu rozporządzeń od slrony nieprzyjaciela jł. 
Dwernicki wróciwszy do obozu, zaprosił do 
siebie obywateli znajdujących się wKołodnem, i 
wezwał aby podpisali akt narodowego powsta- 
nia; chciał bowiem opuszczając Wołyń zostawić 
w nim rewolucyą i wojnę. Ta myśl zadziwiła 
npadłych na duchu (naturalnie): porownywa- 
jąc siły numeryczne dwóch wojsk, policzono 
prawie na godziny byt korpusu polskiego, aktu 
niepodpisano. » 

« Po słabej demonstracyi, jazda moskiewska 
zatrzymała się na swojem stanowisku przed 
Kołodnem, korpus zaś pociągnął spiesznie nad- 
wieczorem i po całonocnym marszu , 25 kwiet- 
nia o lOtej zrana przeszedłszy wieś Koślaki za- 
trzymał się przy karczmach lulinieckich. Wnet 
kozacy poczęli turbować straż tylną, a na lewem 
skrzydle ukazywały się liczne kolumny mo- 
skiewskie, szybko dążące do małej wioski owei^ 
stę odległej. Jł. Dwernicki dał rozkaz do marr 
szu, sam zaś przebiegłszy dębinę, poslrzegł do- 
godną pozycyą i sformował się na niej do przy- 
jęcia bilwy. O parę werst od lego miejsca rzeka 



— 271 — 

Zbrucz bierze początek i obszememi błotami 
oddziela Galicyą od Podola ; pół godziny przeto 
marszu naprzód , skompromitowałoby korpus. 
Nieprzyjaciel dwakroć rozwijał swoje kolumny, 
lecz jak się pokazało nie myślił zaraz wydać 
bitwy. Główny jego korpus przeszedł Lulidce 
i po krótkiej demonstracyi cofnął się do Mo- 
skalówki. Jenerałowie moskiewscy zdaje się że 
chcieli zastraszyć dowódzcę polskiego okaza- 
niem roztasowanych na równinie sił swoich , a 
razem wywabić go z mocnego stanowiska. Rot 
i Kajzarow byli już połączeni z Rydigerem. Rot 
stał nad Zbruczą na drodze do Kamieńca o milę 
od Luliniec; część korpusu Rydigera i korpus 
Kajzarowa składały irtodek , reszta korpusu 
Rydigera dotykała granicy galicyjskiej, przeci- 
nając we wsi Rosiakach drogę dapowrót do Ko- 
łodna; wnocy jednak środkowy oddział usunął 
się z Moskalówki i zostawił wolne przejście w tę 
stronę. Obóz polski jnoc tę i dzień następny 
przepędził w niedostatku żywności i furażu. Jł. 
Dwernicki dawszy rozkaz aby jeden dywizyon 
jśzdy był gotów do marszu , wezwał do siebie 
dowódzców oddziałów. Pierwsza to była rada 
wojenna w korpusie od początku kampanii. 
Korpus był w oblężeniu : głód, słota i cholera 
uderzyły na niego pod Lulińcami ; nadto dawał 



— 272 — 

się przewidywać brak amunciyi. Smutny stan 
rzeczy przedstawiali dowód źcy oddziałów na ra- 
dzie, dodając iż s% gotowi spełnić wszelkie roz- 
kazy. Jenerał ze swojej strony oświadczył im 
wdzięczność za gotowość do bitwy, której się na 
dzień jutrzejszy spodziewał. » 

« Jakiż w tej chwili mógł mieć zamiar do- 
wódzca korpusu polskiego? Opuścić pozycyą 
i rzucić się w głąb kraju na Moskalówkę ^ było 
to pójść lam właśnie gdzie go nieprzyjaciel wy- 
ciągnąć pragnął. Marsz ponad Zbruczą był już 
niepodobnym. Jedna więc tylko pozostała droga 
nazad do Kołodna na Koślaki zajęte już przez 
dywizyąkawaleryi i brygadę piechoty moskiew- 
skiej. Ten ruch mógłby się udać o tyle, o ile 
był oddalony środek aby ixa czas bitwy nad- 
biedz nie mógł. W tym celu wysłał Dwerni- 
cki na wziady pod Moskalówkę Lewińskiego, 
który przed północą wróciwszy, już cofał się 
przed awangardą moskiewską spiesznie nastę- 
pującą; cały więc śrzodek zmierzał nazad ku 
Lulińcom. Ten ruch zdecydował prJ;ożenie kor* 
pusu polskiego. Dwernicki pozostał na pozycyi 
i nieprzyjaciela przyjąć postanowił. Ledwie 
upłynęło kilka godzin, zaszła nowa okoliczność 
zmieniająca zupełnie postać rzeczy. Strażnicy 
nadgi^aniczni i posłaniec od pewnego obywatela 



— 273 — 

żGalicyi, przybiegli z oznajmieniem, iż znaczne 
oddziały jazdy moskiewskiej przeszły granicę 
austryacką po obu skrzydłach korpusn, i że 
kilkunastu kossynierów broniącycłi im przej- 
ścia ubito. Wkrótce przybyli oficerowie wojsk 
austryackich z wyrzutami , iż oparcie się kor- 
pusu polskiego o granicę , zniewoliwszy Mo- 
skali do przejścia j^j , stać się jeszcze może po- 
wodem do wojny Auslryi z Rossyą. Jł. Dwerni- 
cki odpowiedział, iż jakiekolwiekby stąd niepo- 
rozumienia między dwoma dworami mogły 
wyniknąć, z miejsca nie ruszy. W tćm nadbiegł 
od frontu trzeci rapport, że dwóch parlamentarzy 
moskiewskich żąda mówić z dowódzcą kor- 
pusu. Byłto tylko wybieg ze strony nieprzyja- 
ciela dla zwłoki. O godzinie 6tej zrana zaledwie 
mgła opadła, dały się widzieć rozwinięte kolu- 
mny moskiewskie w około szczupłego zakresu, 
który zajmował korpus polski. Skrzydła jego 
mocno były zagrożone: w środku lasek dębowy 
stanowił punkt oporu ledwo na kilka minut, 
odwrót mógł bydź łatwo stracony. Przeważny 
nieprzyjaciel stał nieczynnie przeszło 20 minut, 
nareszcie dy wizya strzelców moskiewskich ru- 
szyła do attaku na dębinę. Jł. Dwernicki rozka- 
zał odwrót i przejście granicy galicyjskiej. Co- 
fniono się w porządku bez straty; tylną dopiero 

18 



— 274 — 

straż dopadłszy dywizya huzarów już na ziemi 
galicyjskiej y kilkudziesiąt ludzi zrąbała. Sfor- 
mował więc natychmiast swoje jazdę Dwerni- 
cki i lancami kazał odeprzeć nieprayjaciela.Na* 
koniec nadbiegł półkownik austryacki z szwa- 
dronem kawaleryi węgierskiej i wstrzymał ko- 
lumny moskiewskie. » 

« Ten jest opis wypadków 27 kwietnia koń- 
czących zawód korpusu jła. Dwernickiego* 
Świetne jego powodzenia przeminęły jak piękny 
sen rewolucyi listopadowej. Po przejściu Buga 
mając cały korpus Rydigera, mocny szczegól- 
niej w piechotę, w Włodzimierzu o 2 mile od 
przeprawy, musiał zaniechać projektu rzucenia 
się na Polesie. Wybór Boremla do przejścia 
Styru, dowodzi że jenerał D^-Ycrnicki myślało 
środkowych powiatach Wołynia; lecz z pod Be- 
resteczka nie mógł pójść na Krzemieniec, a tern 
mniej na Dubno. Od utopienia Rydigera w Sty- 
rze zależał los ogólnego powstania , a w dniu 19 
kwietnia kilka tylko batalionów piechoty bra- 
kowało do tego. Nie mogąc pobić nieprzyja- 
ciela w samćm ognisku przysposobień insurre-t 
kcyjnych , korpus polski oddał jednak usłu- 
gę dla Wołynia Podola i Ukrainy, ściągając 
na siebie wszystkie siły, jakie Moskwa miała 
nielylko w prowincyach południowych pol- 



1 

I 



*f 



_ 275 — 

skichy ale i w północnych turecki cłu PrzycEyn 
więc niepowodzenia insurrekcyi w lych pro- 
wincyach, szukać będzie historya w obojęlno- 
ści, z jaką wódz naczelny uważał korpus prze- 
znaczony im w pomoc, i w nieszczęśliwym wy- 
borze agenta urzędowego. » 



XŁ 



Smutny los korpusu, po którym Polska i Eu- 
ropa nawykły spodziewać się więcej, niż w mia- 
rę sił jego oczekiwać należało, zadał pod wzglę- 
dem moralnym niezmierną klęskę całej ojczym 
znie naszej, bezpośrednio zaś dotykał Ziem 
Ruskich. Co dzień jedenasty kwietnia przyniósł 
dla nich bezużytecznie, tegodwódziesty siódmy 
i)ie mógł odebrać bez zgubnych skutków, 
W dniu tym zrywała się nagle nić utrzymująca 
na wodzy kilkanaście tysięcy nieprzyjaciela , 
który mnićj był szkodliwy dawniej w odległych 
swoich stanowiskach , niż teraz gdy z jednego 
punktu miał dowolny kierunek na wszystkie 
strony. Nadto, niepękały razem ogniwa, któ- 
rymi wódz korpusu starał się ciągle insurrek- 
cyą przywiązać do swoich obrotów. Równie 
wkroczenie jła. Dwernickiego na Wołyń, jak 
jego wejście do Galicyi, było dla prowincy; 



— 276 — 

południowych zaocznem , że tak powiem^ przy- 
wołaniem i roztrzygnieniem ich sprawy. Dopie- 
ro po zapadłym wyroku, większa część stron 
interessowanych dowiaWywała się, że były wzy- 
wane ; dopiero tryumf ciemiężców oznajmił in>, 
że obrońca broń złożył. 

Jedno tylko Polesie wołyńskie dźwignęło się 
w porze właściwej ; lecz że i w tej okolicy wy- 
padki nie miały związku z działaniem korpusu, 
powiem o nich w następnej części poświęconej 
opisowi poruszeń zbrojnych. 

W środku Wołynia, ledwo na widok ran- 
nych Moskali wiezionych z pod Boremla domy- 
ślano się że Dwernicki Bug przeszedł : czekano 
więc póki się zbliży, zakładano powstaniu ter- 
min przed którym wybiła ostatnia godzina 
wyprawy, a wtedy inne -okoliczności burzaje 
nagle porządniejsza organizacyą w [Mrowin- 
cyach sąsiednich^ rzuciły i tutaj zamieszanie, 
które wielu przewodnikom zmowy odebrało 
resztę odwagi. 

Podole i Ukraina , bardziej oddalone od tea- 
tru zdarzeń, które powinny były kierować kro- 
kami ich wielkiego spisku, szły ciągle raz 
obranym torem , aż nim nieprzewidziane wy- 
padki niepołożyły kresu planom i namysłom. 

W połowie kwietnia — w tych kilku dniach 



— 277 — 

kiedy najwłaściwsza naslręczała się pora zmo- 
wę w czyn zamienić — robota związków była 

' już wprawdzie całkoji^icie skończona przez 
powszechne uznanie jednego naczelnika (palrz 
sir. 233); lecz jak naczelnik obejmował po 
większej części gotowe przysposobienia, tak 
też z oddaniem jemu najwyższego stćru, nie mo-^ 
gła od razu ustać potrzeba cząstkowych narad 
i zabiegów. Stąd wynikło, że mianowicie w pół- 
nocnych powiatach Podola , gdzie prędzdj do- 
sięgał wpływ wszelkich wypadków mających 

. źrzódło w Warszawie, troskliwość pojedyn- 
czych osób poruszała nieraz kwestye, wedle ści- 
słego pojęcia now^j organizacyi, wyłącznie 
podległe decyzyi Tyszkiewicza. Junta ciągle 
powoływana do czynności, nie tylko nie myśliła 
ó rozwiązaniu swego składu, lecz działając 
w małym komplecie uważała nawet za rzecz 
pi^yzwoitą, starać się o siódmego członka do 
wielkiej swojej rady na miejsce Sulatyckiego, 
który należeć do towarzystwa i jego komitetu 
odmówił. Od zjazdu w Michałówce do chwili 
kiedy machina spisku rozprzęgła się na wielu 
punktach, to jest od 22 marca do 27 kwietnia, 
nic nie zaszło ważniejszego w czemby junta nie 
miała bezpośredniego udziału ; dopiero po tem 
tłum zwikłanych i sprzecznych okoliczno-* 



- 278 — 

ści zwalił się ryczałlem na głowę samego 
lylko naczelnika. 

Skoro ostatnich dni marca poczęły przybie- 
gać wieści w okolice Kamieńca , źe jł. Dwerni- 
cki stanął pod Zamościem , wprzód nim Tysz- 
kiewicz otrzymał w Oczeretng pierwszą jego 
odezwę i wskutek tego wyprawił od siebie 
emiftsariusza , junta zajmowała się juz wido* 
kami blizko dotykającemi sprawy podniesienia 
broni. Powołano z liczby stowarzyszonych Po- 
dolan wszystkich dawnych wojskowych, i po- 
lecono im naradzić się wspólnie względem 
ogólnego kierunku i szczególnego urządzenia 
siły zbrojnej. Miejsce zjazdu naznaczono dla 
nich we wsi Gliniańcu w powiecie bracław- 
skim^ aby podobniż delegowani z Ukrainy, 
mogli łatwo połączyć się z nimi. Kommissara^ 
podolscy wysłani do Tyszkiewicza z obrachun- 
kiem sił podanym przez organizatorów powia-^ 
lowych, donieśli mu-o tem. 

Dnia 31 marca, naczelnik z kilku oficerami 
z Podola i Ukrainy przystąpił do tq ważng 
narady: w jaki sposób rozpocząć i dalej prowa- 
dzić powstanie, żeby na rozległej przestrzeni 
ruch zbrojny razem obudzić, do pewnego planu 
zastosować, i t ziemian po domach swoich ukry- 
tych, prędko złożyć regularną, siała kraju i na- 



— 279 — 

slępnych w nim formacyi zasłonę ? — Były roz- 
maite projekta i zdania ; ściśldjsze wszakże roz- 
ważenie środków dało poznać, iż należy zrazu 
rachować tylko na obliczone najściślej siły, 
temi uderzyć w każdym miejscu na załogi i wła- 
dze moskiewskie, a później dopiero oddziały 
w gromadni^śjsze hufce ściągać i stanowiska 
militarne zajmować. Jeden z obradujących, 
członek junty i pierwszy niemal twórca towa- 
rzystwa patryotycznego na Podolu, przy t^m o- 
6cer niegdyś kwatermistrzowstwa, wypracował 
plan stosowny do tak uporządkowanych wido- 
ków. Podług lego planu, główny korpus po- 
wstańców miał zająć pozycyą wzdłuż Dniestra 
od Zwańca do Małego Mohylowa. Jedno skrzy- 
dło oparte o granicę austryacką ułatwiałoby 
dowoź broni i prochu zGalicyi; drugie zaj- 
mując gościniec bracławski utrzymywałoby 
kommunikacye z Ukrainą; środek stawiłby 
czoło przeciw wojskom moskiewskim spodzie- 
wanym z nad Pruta. Rydiger bowiem wy ci4gnął 
już był zupełnie na Wołyń, a Rot jeszcze 
nieznajdował się na Podolu. Kraj górzy- 
sty i leśny odpowiadał wybornie zamiarowi. 
Nadto,autor planu nie spuszczał i tego z uwagi, 
iż w t^j okolicy lud prosty jest po większej czę- 
ści katolickiego wyznania ; w jego zatem nie- 



— 280 — 

wątpliwej przychylności ku sprawie palskief, 
i w pomocy licznych klasztorów, upatrywał 
rozsądnie niemałe korzyści. Plan został przy- 
jęty. 

Dla rozpoczęcia powstania w każdym powie- 
cie albo nawet w kilku osobnych punktach każ- 
dego powiatu, potrzeba było naprzód dowódz- 
ców cząstkowych ; dla skupienia później wielu 
oddziałów w jeden korpus i komenderowania 
armiją mającą już swoje skrzydła i środek , 
trzeba było ogólnego wodza. Wybór dowódców 
cząstkowych zostawiono powiatom; mianowanie 
wodza należało wprawdzie do atrybucyi naczel- 
nego organizatora , ale ponieważ chciał w tćm 
zasięgnąć zdania wojskowych, podawano więc 
różnych kandydatów: między innymi , Wacła- 
wa Rzewuskiego sławnego ze swoich wędró- 
wek rycerskich po Arabii ; Kozłowskiego je- 
nerała wojsk ross. znamienitego partyzanta, 
zamieszkałego na Ukrainie, i jak się zdawało 
życzliwego sprawie polskiej ; Kołyszkę starego 
towarzysza Kościuszki , jenerała znajomego 
w powstaniu 1794. Za tym ostatnim było najr 
więcej głosów. Tyszkiewicz w czystćm swoj^m 
uczuciu patryotycznem, zawsze z największą 
radością wyobrażał tę chwilę , kiedy oddawszy 
władzę w ręce doświadczonego w^ojownika, 



— 281 — 

sam jako prosly powstaniec wejdzie pod jego 
rozkazy; lecz gdy na nim miała pozostać odpo- 
wiedzialność za wybór takiego męża, ociągał się 
z wyrzeczeniem swojego zdania. Wstrzymywała 
go pray tern nadzieja , że może lada moment je- 
nerał Dwernicki w skutek próśb posłanych 
przez Tomaszewskiego , zaradzi wszystkiemu ; 
w ostatku, rachował wiele na samegoż autora 
planu y spodziewał się że dodany za szefa sztabu 
komukolwiek, naprzykład Rzewuskiemu , całą 
rzecz szczęśliwie poprowadzi. Spokojny więc 
z t^j strony, dobierał w myśli rząd cywilny, 
który miał zasiąść w Kamieńcu, deputowanych 
na sejm do Warszawy wyprawić, i tymczasową 
administracyą w imieniu rządu narodowego 
ustanowić. Wszystko tedy dosyć dobrze było 
ułożone; lecz kiedy miało stać się na jawie? — 
tego zapytania rada wojenna nie umiała jeszcze 
rozstrzygnąć : rozjechała się odkładając namy- 
sły w tćj mierze do wyraźniejszych jakich wy- 
padków, do nowych wiadomości z nad Buga. 

W tymże czasie, dwóch ludzi po których 
można było spodziewać się albo nawet wyma- 
gać takich nowin, znajdowało się już nad 
granicami prowincyi południowych. Dnia 31 
marca Chróściechowski wyjechał powtórnie 
z obozu pod Zamościem ; tegoż dnia Denisko 



— 282 — 

wracający z Warszawy przemknął się z Galicy i 
na Podole. Zaprawdę , jeśli los czterech tysięcy 
starego żołnierza i czterech milionów własnego 
narodu, nie był obojętną rzeczą dla ojczyzny; 
jeśli wyprawa za Bug i powstanie między Bu- 
giem a Dnieprem, zasługiwały na piecz(d:owi- 
tość naczelnego wodza, i rządu narodowego 
Polski — obadwa emissaryusze powinni byli 
nieść tak jasne, troskliwie rozmyślone i zgodne 
z sobą polecenia, iż któr}ikolwiekby z nich 
przybył, powstańcy mogliby już wiedzieć czego 
się trzymać, do czego swoje przedsięwzięcia 
stosować. Jednak Chróściechowski miał tylko 
rozkaz od jenerała Dwernickiego donieść^ że 10 
kwietnia korpus wkroczy na Wołyń ; Denisko 
ze stolicy, skąd temuż jenerałowi dawano roz* 
kazy, wracał jeszcze z ową tylko odpowiedzią: 
radźcie się swego sumienia. Pierwszy ugrzązł 
nad Styrem ; drugi stanąwszy przed juntą, opo- 
wiedział szczerze jak był przyjęty od Dyktatora, 
co słyszał na radzie wojennej po bitwie gro- 
chowskiej, i za cały skutek swego poselstwa 
złożył exemplarz proklamacyi do mieszkańców 
ziem zabranych, drukowanej w Wai^szawie. 

Junta uwiadamiając swoich związkowych o 
powrocie oczekiwanego niecierpliwie wysłan- 
nika, nie chciała rozgłaszać wszystkich jego 



~ 283 — 

doniesień. Ciekawość powszechną zaspakajano 
ogólnem zapewnieniem o dobrym stanie rzeczy 
i zmyśloną pogłoską , iż rząd narodowy przysłał 
chorągwie z orłem białym i pogonią. Tajemnica 
wszakże poczęła zwolna wydobywać się na Jaw: 
sąd względem potrzeby powstania zostawiony 
sumiennemu prze konaniu , stawał się powodem 
niewczesnych rozpraw. Mimo przeważną wię- 
kszość takich którzy mieli już dawno ustaloną 
wolę, wkrótce jednak kiedy sama zwłoka i 
różne rozterki poczęły niepokoić umysły, 
trwożliwi tdm łacnidj upadali na duchu,odwaźni 
a zniecierpliwieni, tdm pochopniej rzucali się 
doGalicvi. 

Nim zewnętrzny wpływ sprawił żywsze 
wstrząśnienia w obrębie toczącej się zmowy, de- 
legowani na radę wojenną do Cliniańca, przy- 
wieźli i puścili w obieg j^j uchwały. Po wszyst- 
kich powiatach północnych Podola , organiza- 
torowie zgromadzali stowarzyszonych, dla wy- 
boru dowodzców cząstkowych, obliczenia szcze* 
gółowego sił w każdej okolicy, wytknięcia dla 
na nich chwilę podniesienia broni punktów 
schadzki, i t. d. 

Dnia 1 1 kwietnia, w podobnym celu odbył 
się jeden z liczniejszych zjazdów w powiecie 
uszyckim w Strudze (str. 322).Oprócz zatwier- 



— 284 — 

dzenia władzy Tyszkiewicza, roztrząsano tu- 
taj kwestye organizacyi miejscowej. Lubo obra* 
chunek posłany w końcu marca naczelnikowi, 
pokazywał tylko 500 ochotników pewnych 
w każdym powiecie, marszałek Leon Stempow- 
ski, naznaczony dowódzcą sił uszyckich , o-- 
świadczał, iż do 1,000 ludzi poruszyć zdoła. 

Tegoż dnia, organizatorowie powiatu laty- 
czowskiego, zgromadziwszy swoich współoby- 
wateli, przystąpili do obrad. Rozdzielono po- 
wiat na okręgi, mianowano dozorców którzyby 
objeżdżając domy w każdym okręgu naocznie 
przeświadczali się o postępie przygotowań ; ze- 
brano na listę niewątpliwych sił 696 koni ; do- 
wództwo w polu całego powiatu oddano Jaku- 
bowi Nagómiczewskiemu, porucznikowi ww. 
pol. który ciężko ranny pod Lipskiem w 1813, 
porzucił służbę i mieszkał na Podolu. 

W dniu więc kiedy jużjł. Dwernicki odnosił 
korzyść na Wdtyniu pod Poryckiem , Podołanie 
oczekując jeszcze nowin o nim z pod Zamościa, 
urządzali się do walki na moment spodziewany 
prędzćj lub później, ale niewiadomy. Pewniej- 
szego coś w tej mierze miało dopiero ułożyć 
się na walnćj naradzie, do którćj podawała się 
bardzo dogodna i blizka sposobność; Uciążliwe 
rozkazy Dybicza dostarczenia dla armii działa 



— 285 — 

jącej z samego Podola mnóstwa rekwizytów, 
a mianowicie 10,000 wołów karmnych, oraz 
5,000 powozek z zaprzęgiem i pogońcami, były 
powodem, iż marszałek gubemialny musiał 
zwołać do Kamieńca wszystkich marszałków 
powiatowych i po dwóch delegowanych z kaź* 
dego powiatu , celem przedsięwzięcia środ- 
ków, jakby i rządowi dogodzić i ulgę u niego 
wyjednać. Wielu marszałków należało do spi- 
sku ; jeśli z nich który niemiał udziału w spra- 
wie powstania, starano się związkowych wypra- 
wić w delegacyi przy nim. Tak więc obok publi- 
cznych narad administracyjnych , miały odbyć 
się tajemnie ostateczne układy patryotów. Zjazd 
ten, w opowiadaniach powstańców zwykle tao- 
łóiuym zwany, nakazany był na dzień 18 (6. v s.) 
kwietnia. 

Tymczasem naczelnik, do którego szczegól- 
niej należało upatrzyć porę i naznaczyć termin 
powstania , niewięcej był świadom odległych 
a ważnych wypadków. Zaraz po naradzie wo- 
jennej usłyszawszy o przybyciu Deniski, roze- 
słał wprawdzie po Ukrainie rozkazy, żeby wszys- 
tko było w pogotowiu, i pełen nadziei iż emissary- 
usz przynosi z Warszawy instrukcye najlepiej 
zastosowane do ogólnego tokii walki, pośpieszył 
ku granicy austryackiej dla widzenia się z nim 



— 286 — 

osobiście; lecz w Międzyboźu dowiedział si^ do* 
kładnie iż niemiał poco jechać dalój. Toma- 
szewski wysłany do Dwernickiego, z drogi swo* 
j^j przez Wołyń dawał częste doniesienia ; póź- 
niej skoro trafił na liniję Rydigera i niemogęc 
przedrzeć się prosto, przedsięwziął okrążyć woj- 
ska moskiewskie żeby aż przez Gałicyą dostać 
się do korpusu polskiego, nie było już żadnej 
o nim wiadomości. Wsrzód tej niepokojącej 
ciszy (około 15 kwietnia) z różnych stron przy- 
biegali do Oczeretnćj organizatorowie i znako* 
mitsi patryoci, pragnąc upewnić się w rzeczach 
obchodzących każdego , kto swoje starania 
chciał zastosować do ogólnych widoków. Czę- 
stokroć wedle miejscowych okoliczności poda- 
wane uwagi, z przy puszczeń wy ciągane wnioski, 
w potocznej rozmowie kreślone na prędce ukła- 
dy, musiały zastępować do czasu brak stałej 
rachuby, i mogły nieraz dać powód do myl- 
nych albo niezgodnych z późniejszemi postano- 
wieniami wyrozumień. 

Izydor Sobański po przyjęciu obowiązku or- 
ganizatora powiatu olhopolskiego, wracał od 
Tyszkiewicza z przekonaniem (którego dziś nie 
odstępuje) « że pierwsza dokładna wiadomość 
o wejściu Dwernickiego na Wołyń będzie has- 
łem powstania dla Ukrainy i Podola » — Obok 



— 287 — 



zaś jest dowód, iż Tyszkiewicz jak jeszcze nie 
przewidywał kiedy mu przyjdzie wezwać pod* 
władnych do hroni, tak też innym przewodni- 
kom powiatów, pogłoski mogącej od przypadku 
^ prędzej lub później dolecić w różne okolice, 

;k niewskazywał za hasło powszechnego wybu- 

^ chu. Przytaczam jego własne słowa. 

k « W tym czasie przybył do mnie Gałecki mar- 

szałek i naczelnik powiatu radomyślskiego. Po- 
wiat radomyślski i^ozciągający się po nad Dnie- 
prem za ujście Prypeci,ma naturę kraju zwa- 
nego Polesiem. Okryty lasem i bagnistemi zaro- 
ślami, różni się od reszty gubernii kijowskiej, 
która jest otwarła płaszczyzną. Ludność tćj oko- 
licy składa się po większej części z mnićj mo- 
żnych właścicieli ziemi i szlachty czynszowej. 
Mieszkańcy powszechnie bawiąc się myśli- 
stwem, oswojeni są z bronią palną, a nienawiść 
ku Moskalom i miłość Polski znamienuje ich 
charakter. Stąd więc należało spodziewać się 
najwięcej piechoty i wybornych strzelców dla 
konnej Ukrainy. Nadto przyległy powiat Woły- 
nia owrucki, zupełnie pierwszemu codo gruntu 
i ludności podobny , otwierał nam drogę na 
Litwę i ułatwiał możność podania ręki braciom 
Litwinom , od miesiąca już będącym w stanie 
zupełnej insurrekcyi. Gałecki słusznie uważał 



^ 



— 288 — 

ię stronę niejako za twierdzę i klucz naszego 
powstania : przyrzekał mi , że jeśli zostawię mu 
cztery tygodnie czasu , na każdjj dzień po tym 
terminie wyznaczony, wystąpi w 3,000 pieszych 
i 800 jezdnych ochotników; prędzej zaś nieo- 
biecywał więcdj nad 300 ludzi uzbroić. Łatwo 
pojąć skąd pochodziła ta ogromna różnica. Zbli- 
żaliśmy się ku wiośnie ; trudno w l^j porze rol- 
nika od gospodarstwa oderwać, później zaś i 
czas wolniejszy i lasy okryte liściem , sprzyjały* 
by zamiarom naszym. Uwagi Gałeckiego tak 
zdrowe i logiczne, trafiły do mego przekonania. 
Pożegnałem go zapewniając, iż jeili nadzwy- 
czajne toypadki nie zmuszą nas do rychlejszego 
działofiia , rad jego usłuchać i zastosować się 
do nich nieomieszkam ». 

Do rzędu takich nadzwyczajnych wypadków, 
miało może liczyć się i wkroczenie jenerała 
Dwernickiego , ale w stronach nawet bliższych 
granicy królestwa, nic jeszcze niewiedziano o 
tem że ruszył z pod Zamościa. Naród nasz da- 
wno ćwiczący się w sztuce związków tajemnych, 
powinien był przynajmniej od Żydów swoich 
nauczyć się sekretu kommunikacyi rychłych i 
niewidomych , któremu podziwia się zawsze. 
Większa jednak część niepowodzeń i klęsk 
w powstaniu lak Litwy jak Ziem Ruskich, wy* 



— 289 — 

nikało z braku tej umiejętnością Szeroko rozta- 
czano ogniwa hierarchii spiskowej, starannie 
urządzano poczty, często zgromadzano się na 
rady, jeżdżono i gadano niezmiernie wiele ; a 
najczęściej o ważnych zdarzeniach dowiady- 
wano się po czasie, najczęściej nieprzyjaciel 
ubiegł zmawiających się, albo zszedł niespodzie- 
wanie stojących już pod bronią. Z takim tru- 
dem sklejona władza, tak gorliwe chęci piastu- 
jącego tę władzę, tyle poświęceń się, tyle goto- 
wych już sił i zebranych pieniędzy dla ojczyzny, 
kiedyż lepiej mogło bydź użyte jak teraz ? Żeby 
to wszystko obrócić w niwecz, zdaje się że sza* 
tan przychylny Moskwie wszędzie uchylał z 
pod oczu patryotów widok obecnego stanu 
rzeczy , a natomiast podsuwał nieskończony 
szereg projektów i zamiarów nadal. 

Dnia 19 kwietnia — w chwilach walk i pod Bo- 
remlem — odbywała się pierwsza sessya zjazdu 
wołowego. Rządświadomszy okoliczności, oka- 
zywał niezwykłą sobie powolność : obywatele 
zagrzani uczuciem własnćj siły , śmiało stawiali 
mu czoło ; cieszyli się tryumfem , a czas drogi 
upływał. Skoro sowietnik delegowany od wice 
gubernatora Girsa, na posiedzeniu u marszałka 
gubernialnego przeczytał rekwizycyą Dybicza, 
hucznie podniosły się jednomyślne głosy, że 

19 



— 290 — 

gubernija zubożona przez wojnę turecką i nieu- 
rodzaj , ani w części żądaniom odpowiedzieć 
nie może ; że wreszcie niema obowiązku dawać 
produktów na rachunek podatków , gdyż te 
w marcu jeszcze zostały złożone. Nie podobna 
było przyjść do jakiegokolwiek końca ; Girs 
zawiesił obrady i wyprawił rapport do wojen- 
nego gubernatora Lewaszowa. Nazajutrz ku- 
ryer przywiózł z Żytomierza odpowiedź, iż rząd 
przez swoich liwerantów zakupi woły , ale ko* 
niecznie domaga się prowiantu ipówózek. Ina 
to niebyło zgody. Marszałek gubernialny Przez- 
dziecki i marszałek powiatu kamienieckiego 
Rakowski, wzięli na siebie negocyacyą w inte- 
ressie rządu, przekładali iż trzeba przecież po- 
dać jakikolwiek sposób wzajemnych układów. 
Po długich targach przyrzeczono dostarczyć 
ledwo czwartą część żądanych produktów , pod 
warunkami ile tylko można było obmyślić naj- 
dogodniejszemi dla obywateli. Kuryer znowu 
poleciał do Lewaszowa i we 48 godzin wrócił 
z przyzwoleniem na wszystko. 

W ciągu tych zwycięzkich sporów z władzą 
moskiewską, wysłannicy od powiatów mie- 
wali często swoje patryotyczne narady. Oprócz 
uchwał stosownych do przyjętego dawniej iry- 
bu organizacyi, rozkazów naczelnika, i planów 



— 291 — 

nakrećlojliych w Gliniańcu, coraz nasuwające 
Hią nowe a ważne względy, zmuszały już wzięść 
j)od rozwagę ostateczny kres tajemnych kno^ 
wań. Przybiegła naprzód cicha wieść o wkrocze- 
niu Dwernickiego na Wołyń; ttiż za nią doszedł 
szerzący się szmer o bitwie nad Styrem. Zwykle 
pogłoski pomyślne dla powszechnych życzeń, 
im dał^j od źródła, lem więcej nabierają w sie- 
bie przyjemnych bajek. Rozbicie półku drago- 
nów pod Poryckiem i świetna ale bezskutecz- 
4na wałka pod Boremlem, brzmiały w szeptach 
patryolów, jak wielkie zwycięstwa. Wiara 
w nie umacniała się jeszcze baixlziej, gdy człon- 
kowie junty otrzymali prosto z ust Ohróście- 
chowskiego wychodzącą wiadomość, że korpus 
polski liczył kilkanaście tysięcy starego żołnie- 
rza. W tAn nadciągnął do Kamieńca 22 kwiet- 
nia Rot z przednią częścią swojćj kolumny. Naza- 
jutra rano po odbytej paradzie wojskowej przed 
wymarszem w dalszą drogę, zabrał głos do 
sproszonych umyślnie na plac obywateli, i zale- 
cał im żeby spokojnie trwali w wierności dla 
tronu, ponieważ«pieszył zadać ostatni cios od- 
działowi buntowników, który wtargnął z za Bu- 
ga. — Niepłonne, jak się pokazało później, prze- 
chwałki jenerała moskiewskiego, bynajmniej 
wszakże w ówczas nieodejmowały serca Podo- 



— 292 — 

łanom. Widziano posępność i trwogę figur rzą- 
dowych, uważano, że czynownicy carscy sta- 
rali się mieć gotowość do ucieczki, rodziny 
swoje Wyprawiali do Gałicyi ; śmiejąc się więc 
w duchu z dobrej miny Rota i z zakłopotanych 
dygnitarzy, w najlepszej nadziei prowadzili do 
końca spiskowe układy. Wypadek ich był sto- 
sowny do tego, co zdawało się byd pewnym, 
albo wynikało zjasnćj rachuby. Ponieważ nikt 
.niewątpił, że jł. Dwernicki mając kilkanaście 
tysięcy wojska i odniósłszy zwycięstwo nad 
Rydigerem , niezawodnie pierwszych dni mają 
zbliży się już ku Podolowi; ponieważ właśnie 
na ten czas miały bydź zgromadzone po mia- 
stach pawiatowych rekwizyta, które dopiero 
obowiązano się dostarczyć dla armii Dybicza ; 
ponieważ na koniec od obecnćj chwili do lego 
czasu pozostawało jeszcze dni dziesiątek na 
rozesłanie wszędzie rozkazów i dopełnienie 
wszelkich formalności; postanowiono przeto 
podnieść broń powszechnie w dniu 3 maja 
(21 kwietnia, V. s.). Równo z tym momentem, 
towarzystwo patryotyczne podolskie, miało 
zerwać tajemny swój związek , a zamienić się 
w ogólną konfederacyą Podolan, i ogłosić ma- 
uifest, którego redakcyą wykończono : dalszy 
ster rzeczy, wedle dawnićj zapadłych uchwał, 



— 293 — 

zostawując naczelnikowi organizacyi i wodzowi 
siły zbrojnej. Dla tego też polecono zaraz pew- 
nym osoboo), żeby uwiadomiły Tyszkiewicza i 
Kołyszkę o wszystkiem co zaszło. Lubo bowiem 
Kołyszko właściwą drogą, to jest z woli naczel- 
nika niebył mianowany dowódzcą , gdy wszak^ 
że większość głosów odzywała się za nim na ra- 
dzie wojennej, gdy przyt^m jeden z jego bliz- 
kich powinowatych będąc teraz delegowanym 
na zjeździe w Kamieńcu, mógł szczególnych 
wtćj mierze dokładać starań, opinija powszech- 
na zwróciła oczy na starego powstańca^ jak na 
naturalnego wodza dla powstania. 

Jeśli ten krok zjazdu wołowegp rozmijał się 
tylko z nieustalonąjeszcze myślą naczelnika, na^ 
znaczenie terminu daleko wyraźniej sprzeciwia- 
ło się ustawom zapadłym w Michałówce. Ale 
troskliwość licznie zgromadzonych patryotów, 
obudzona naglącym tokiem wypadków, mogłaź 
dla formy rzecz samą poświęcić? Tyszkiewicz 
czy że nieotrzymał wezwania do Kamieńca, czy 
że pierwej rozesławszy listy od siebie , spodzie- 
wał się na ten sam czas zgromadzenia Podolan 
w innem miejscu o dwadzieścia kilka mil odleg-^ 
ł^m, nieobecność jego w gronie, które i ze wszyst- 
kich powiatów miało reprezentantów i obrado- 
wało bliżej granic królestwa, stała się prawdzie 



— 294 — 

WĆ01 nieszczęścieni dla sprawy powstania. Zaj- 
mowała przy tem naczelnika w tćj chwili inna 
niespokojność. Pewien młody człowiek uwija- 
jąc się nieostrożnie po różnych stronach^ ściąg- 
nął na siebie oko policyi : zachwycono jego pa- 
piery, w nich jakąś listę spiskowych, na któ- 
rej znajdował się między innymi autor planów 
wojennych. Ostrzeżony o tem wcześnie przez 
tajemne swoje stosunki Tjszkiewicz, kłopotał 
się zilowu o urządzenie steru dla sił zbrojnych, 
i wysłaJ Seweryna Pilichowskiego na Wcrfyń 
ofiarując dowództwo ogólne Karolowi Róży- 
ckiemu. 

Umowy w Kamieilcu, zgodne czy niezgodne 
z układami naczelnika , odesłane wszakże da 
niego żeby je zatwierdził i wykonać rozkazał, 
mogły jeszcze w porę i bez rozterki bydź poprą-* 
wionę lub zmienione ; lecz z powodu nieprzy^ 
tomności władzy postawionej nad spiskiem > 
wdała się w rzecz inna powaga, którdj wpływ 
sprawił daleko ważniejsze skutki. 

Miesiąc już niemal ubiegał od czasu, kiedy 
majorChróściechowski powinien był jako posła* 
nieć jenerała Dwernickiego donieść Podolowi 
i Ukrainie, że korpus polski wkroczy za Bug 
dziesiątego kwietnia ; teraz ukazał się on nagle 
w roli caleinnego rodzaju. Obaczmy jak rozu- 



— 295 — 

miał swoje posłannictwo i jak z niem pośpie- 
szał. 

Dopiero 15 kwietnia , członek junty podol- 
skiej i związku patryotycznego na Wołyniu, Ja- 
kób Malinowski, odebrał w Krzemieńcu list- 
podpisany cyframi liczbowemi, z którego za^- 
wił^j treści domyślając się tylko, iż to zapewne 
emissaryusz zalecony przez uprzednie odezwy 
jła. Dwernickiego żąda z nim mówić, udał się 
niezwłocznie na wskazane miejsce nad granicą. 
Zaszła scena, którćj każdy szczegół zasługuje 
na uwagę. 

Przy pierwszem spotkaniu , autor tajemni- 
czego listu zapytał Malinowskiego : « czy mię 
poznajesz ? czy odgadłeś mój podpis ? » 

Malinowski który pierwszy raz w życiu wi- 
dział i osobę i j^j pismo, odpowiedział że z cyfer 
bez klucza trudno dociec nazwiska ; lecz radby 
teraz czem prędzej wiedział, z kim i o czem ma 
mówić. 

Na te słowa emissaryusz porwał się przerażony 
i krzyknął : « zdradzono mnie ! » 

Malinowski uspokoił go zapewnieniem , że 
chociaż równie mógłby z nieufnością przyślę- * 
pować do nieznajomego, spodziewa się jednak 
iż między nimi z niczyjej strony nie masz zdra« 



— 296 - 

dy, i prosił zaowu o wzgląd na niepotrzebna 
slra tę czasu. 

Wtedy Cfaróściechowski rozszrubował cy- 
buch, wydobył z niego swój talizman i ową kart- 
*kę daną mu w głównej kwaterze 3 lutego — i ra- 
zem z prawdziwem nazwiskiem objawił urzędo- 
we &woje znaczenie, 

« Tego dosyć majorze — rzekł Malinowski — 
ale cóż teraz chcesz przedsięwziąść ; lękam się 
czy przybycie twoje nie jest zapóźne. Z trwogi 
urzędników i z ruchu wojsk moskiewskich 
wnoszę , że jł. Dwernicki musi zbliżać się do 
Buga, a lepiejby było żeby powstania nasze na 
wszystkich punktach uprzedziły jego wejście. 
Niewiem czy wystarczy nam czas na rozesłanie 
nowin, albo rozkazów które przynosisz P » 

« Jenerał Dwernicki nie zbliża się do Buga, 
ale już jest nad Styrem ! » zawołał emissaryusz, 
i w gwałtownem wzruszeniu dobywszy sztylet, 
począł zapowiadać zemstę tym, co jego dzmłor 
nia sparaliżowali. 

Jeden z naczelników związku patryotycznego 
nad Bugiem i kilku innych Wołynian, mieli 
jakoby bydź przyczyną, że major Chrósciechow- 
ski nie rozwinął swoich działań, to jest wyra- 
źnie mówiąc , niedopełnił proslej powinno- 



— 207 — 

ści dwakroć włożonej nań przez jła. Dwernic- 
kiego. 

Uśmierzywszy niewczesny zapęd emissaryu- 
sza, zapytał go Malinowski, jak mocny jest 
korpus polski ? 

« To sekret — odpowiedział — a jak się panu 
zdaje, wiele mieć może ? » — Po różnych wnios- 
kach ze strony odgadującego , rzekł wresz- 
cie — » ponieważ widzę w panu szczerą chęć 
działania, powiem otwarcie : jł. Dwernicki ma 
5,000 najpiękniejszej piechoty i 3,000 wyboro- 
wej jazdy, a 2,000 piechoty miał jeszcze zabrać 
z Zamościa. » 

Lubo wiadomo było że siły Rydigera prze- 
wyższały tę liczbę; nie mniej wszakże znano 
upadek ducha w Moskalach, tak na odgłos 
zbliżania się wojska wsławionego zwycięztwy, 
jako też z obawy przeczuwanego powstania 
wszystkich prowincyi południowych. — Pozo- 
stawało za i6m całą usilność w to położyć, żeby 
mimo czas stracony Ukrainę i Podole do broni 
powołać. Malinowski podał myśl, napisać do 
Dwernickiego z oznajmieniem , iż nic zaniedba- 
nem nie będzie w tym celu, dobrzeby więc 
było gdyby jenerał mógł oszczędzając swój kor» 
pus, trzymać nieprzyjaciela na wodzy jakich 
dni dziesięć ^ nim ogólne poruszenie się kraju 



y y 



— 298 — 

nie przyjdzie mu w pomoc do pewniejszej wy- 
granej. Takiej treści pismo, Chróściechowski 
zaraz przez Galicyą wyprawił. 

Nazajutrz obadwa puścili się w drogę pod 
Kamieniec I dokąd Malinowski był wezwany 
przez wysłannika, i gdzie spodziewali się zasiać 
Tyszkiewicza zaproszonego na zjazd wołowy. 
W nadziei że za widzeniem się z nim nastąpią 
niezwłocznie rozkazy powstania dla Ukrainy i 
Podola, Malinowski zaprosił kilku Wołynian 
w okolice Konstantynowa i Płoskirowa, aby 
mógł ich rychło uwiadomić o terminie jaki bę- 
dzie naznaczony , i dać przez to sposobność są- 
siedniej prowincyi do jednoczesnego rozpoczę- 
cia kroków zbrojnych. Nadzieja ta omyliła* 
W domu jednego członka junty niedaleko Ka- 
mieńca , podróżni powzięli wiadomość że Tysz- 
kiewicz na zjazd nie przybędzie. Tegoż dnia 
otrzymano tu nową pogłoskę o zbliżaniu si^ 
Rota ; lecz znakomity i mający z rządowęmi fi* 
gurami stosunki obywatel, który ją przywiózł, 
wysłany napowróldo miasta żeby się dokładnie 
wtćj mierze oświecił, doniósł nazajutrz iż nio 
pewnego niedociekł. Ponieważ więc należało 
mniemać, iż zgromadzeni w Kamieńcu związ- 
kowi, bez naczelnika żadnych postanowień 
psialecznych uczynić nie będą mogli, a zapo-* 



— '299 — 

wiedź prędkiego nadejścia wojsk z za DniesŁra, 
wiełekroć już powtarzana, zdawała się płonnym 
postrachem przez władze moskiewskie wymy- 
ślonym; Malinowski przedsięwziął udać się 
z emissaryuszem w północną stronę Podola , raz 
żeby mieć łatwiejszą sposobność zniesienia się 
z Tyszkiewiczem, powtóre żeby przekonać się 
naocznie o poczynionych przygotowaniach. Ru- 
szywszy z pod Kamieńca 18 kwietnia , w ciągu 
dni pięciu zwiedzili znaczną część czterech przy- 
ległych powiatów, wszędzie znajdując zupełną 
gotowość i zapowiadając patryolom iż niechy- 
bnie za dni kilka przyjdzie chwila siąść na koń. 
W końcu tej objażdżki 23 kwietnia, w pewnem 
miejscu niedaleko Międzyboźa złożyła się liczna 
rada celniejszych związkowych. Znajdowali się 
tu obywatele powiatów: kamienieckiego, pło- 
skirowskiego , latyczowskiego i lityńskiego , 
oraz przyległej okolicy Wołynia. Biorąc pod 
rozwagę wszystkie naglące okoliczności i razem 
|)Otrzebę zachowania przyjętych porządków^ 
uchwalono posłać natychmiast do Tyszkiewi- 
cza z prośbą, żeby wydał rozkazy ogólnego po- 
wstania ; a miarkując iż cztery dni wystarczy na 
to , czekać spokojnie tego kresu. W tem nad- 
biega goniec i przywozi Malinowskiemu list 
z polecenia Dwernickiego pisany. Treść jego. 



— 300 — 

była :źe jenerał zbliża się już do Kołodna, lecz 
zdziwiony czemu wojsko polskie wśrzód roda- 
ków nieznajduje wsparcia, ostatnie nadzieje po- 
kłada w Podolu. Przybyły uwiadomił także że 
korpus liczy niepełnych 5,000 znużonego żoł- 
nierza, i opowiedział szczegóły bitwy pod Bo- 
remlem, jak o nich słyszał w obozie. 

Malinowski obrócił się do Chró^ciechow- 
skiego z wyrzutami za fałszywe podawanie sił 
korpusu. Ten odpowiedział, iż mu tak jego 
obowiązek czynić nakazywał; a wybuchając 
znowu przeciw Wołynianom których oskai^ał 
o zdradę , z żalem i rozpaczą rzucił się na ko-' 
lana i wołał: « ratujcie braci co za was krew to- 
czą! » 

Bez pomocy tragicznych wykrzykników emis- 
saryusza dawała się czuć ważność chwili. Nie- 
było czasu do tracenia. Niepdkładając już rze- 
czy do skutku przełożeń , które miały bydź po- 
słane naczelnikowi , o świtaniu 24 kwietnia 
wygotowano okólnik powołujący wszystkich 
Podolan do broni za trzy dni, to jest w dniu 27 
(15 V. s. ) kwietnia. Malinowski wziął na siebie 
całą odpowiedzialność za ten postępek, i wspól- 
nie z majorem Chróściechowskim podpisał 
odezwę. 

Owoź w jednym, czasie, delegowani wszyst- 



— 301 — 

kich powiatów w Kamieńcu uchwalili powstać 
3 maja ; członek junty i emissaryusz wzywali do 
broni daleko prędzej. Naczelnik mógł przyjąć 
układy zjazdu wolowego jako wyraz powszech- 
nych życzeń ; odezwa 24 kwietnia niezostawiała 
mu nic do wyboru. 

Akt ten surowic go sądząc, był śmiałym cio- 
sem zadanym budowie czteromiesięcznego spi- 
sku. Niechodzi o to jaki nosił tytuł : odezwy, 
czy rozkazu. Jeśliby nie miał mieć tej mocy co 
rozkaz, byłby lekkomyślnym pobudzaniem siły, 
której skuteczność zależała na całkowitym i je- 
dnoczesnym ruchu. Z tego też względu był 
jeszcze hazardownym krokiem : pismo bowiem 
od daty wyjścia, do terminu który zapowiadało, 
całego kraju obiedz nie mogło. 

Ale są zdarzenia gdzie łatwo przebaczyć zapa- 
łowi złamanie postanowień zimnej rozwagi. Nie 
raz w rzeczach ludzkich, żywy popęd uczucia 
niebezpieczną próbą szczęścia wydźwiga z toni 
bardzo zachwiane sprawy, nagradza myłki albo 
niedostateczność rachunku. I trzeba później są- 
dząc skutki, oceniać słusznie powody. Była 
przy tćm pewność że goniec natychmiast wysła- 
ny, tegoż dnia lub nazajutrz stanie u Tyszkie- 
wicza, razem z odezwą złoży mu wiadomości 
które skłoniły do nićj. Zdawało się że Tysżkie- 



— 302 — 

wicz ani chwili wahać się nie będzie, poprze ją 
swćmi rozkazami; a różnica kiikudziesiąt go- 
dzin w poruszeniu punktów dalszych, istotnie 
małoby znaczyła^ Dla dopięcia zaś celu w stro- 
nach przyległych , użyto wszelkich śrzodków. 
Okólnik opatrzony podpisami agenta przyby- 
łego z Warszawy, i członka jtinty znanego 
równie ze stosunków obywatelskich , jak z u- 
działu w związkach patryotycznych,miał niewąt- 
pliwą powagę. Nadto rozwiezienie jego powie- 
rzono ludziom, których osobista wziętość doda-^ 
wała mocy pismu. Wręczono im także instruk- 
cye wskazujące dla powstańców każdej okolicy 
główne punk la pierwszych zgromadzeń i poru- 
szeń zbrojnych. Wszystko więc jakkolwiek na- 
gle poczęte , mogło pójść dobrze. Co wreszcie 
porwany gorącem wzruszeniem patryotyzm 
uczynił, to usprawiedliwiał traf szczęśliwy — 
termin naznaczony w odezwie, przypadł na 
dzień ostatni z dni dogodnych dla powstania. 

Czy los korpusu Dwernickiego mógł się jesz- 
cze zmienić , czy był nieodzownym , topewna 
jednak, iż gdy prowincye zamierzały o wła- 
snych siłach wystąpić do walki, tylko przed 
tym kresem podawała się im pora uczynić w po* 
dobnych zdarzeniach rzecz najważniejszą, pierw- 
szy krok zwykle stanowiący wiele na przyszłość. 



— 303 — 

Równo z wejściem oddziału polskiego doGali- 
cyi,rozwiązywały się ręce skupionym koło niego 
wojskom moskiewskim ; każdej chwili później, 
przerażający odgłos tryumfów nieprzyjaciela 
mógł pomieszać dobrą myśl patryotów. Lecz 
pierwej nim czas korzystny upłynął, zjawiło się 
między nimi ziarno smutniejszego jeszcze zamie- 
szania. 

Malinowski podpisawszy odezwę, zostawił 
Chróściechowskiego na miejscu, żeby w tym 
punkcie blizkim zetknięcia się trzech powiatów 
czekał dnia naznaczonego, na który przeszło 
2,000 powstańców miało się tu zebrać ; sam zaś 
pojechał zwiedzić dalsze okoliceJnni rozjechali 
się takźe,juź dla rozwiezienia odezwy, już dla u- 
rządzenia się u siebie. Jakiśzły duch nie dałemis^ 
saryuszowi dosiedzieć spokojnie. Nazajutrz wy- 
biegł do pewnego domu, dokąd na parę godzin 
przednim udali się dwaj znakomici związkowi. 
Jeden z nich był organizatorem powiatu, drugi 
miał sj)osobność dostarczyć bardzo znaczną licz- 
bęludzi.Chróściechowski chciał jeszcze roztrzą- 
snąć z nimi niektóre plany obrotów zbrojnych. . 
Ponieważ dla takiej narady potrzeba było liczniej- 
szego zgromadzenia , posłano zaraz po kilku są- 
siadów. Tymczasem o zachodzie słońca przybyli 
trz^j obywatele wracający z Kamieńca : tym 



— 304 — 

sposobem zebrało się razem z Chróściechow- 
skimośmosob. Członkowie zjazdu wołowego, 
opuszczając Kamieniec z ułożonym terminem 
powstania na dzień 3 maja, spotkali w drodze 
wieść o rozkazie powołującym do broni na dzień 
27 kwietnia , co tćm bardziej zdawało się im 
dziwnem i niepodobnem do wiary, iż widzieli 
kolumny Rota w marszu ku Tynnie, skąd idzie 
gościniec do Płoskirowa, Międzyboża, Laty- 
czowa i t. d. Przy pierwszem więc spotkaniu 
wpadli z góry na emissaryusza, jakim prawem i 
dla jakich powodów, mimo wiedzę władz spi- 
skowych, wtrącił się w nieznajome sobie rze* 
czy> wydał tak niestosowne rozkazy? — Zakło- 
potany i niepomału przerażony nową dla niego 
o wejściu Rota wiadomością agent, nieumiał 
się tłumaczyć, stracił przytomność umysłu, 
wpadł w zwykły sobie szał gorączkowy; klął, 
rospaczał, pory wał się do sztyletu. Tylko dwaj 
obecni podpisaniu odezwy obstawali za nim , 
inni milczeli, przybyli zaś z Kamieńca domagali 
się natarczywie, żeby co najrychlej postępelt 
swój cofnął i wydał drugą odezwę wstrzymu- 
jącą skutki pierwszej. 

W ciągu tych rozpraw przybył do zgroma- 
dzenia jeszcze jeden członek niezmiernie wiel- 
kiej wagi. Byłlo posłaniec wracający od Tysz- 



— 305 — 

kiewŁCza. W jego słowach, władza naczelnika 
stawała nagle między stronami , które obracały 
już po ręku najgłówniejsze jej prawo. Teraz 
więc , wola właściwa miała zająć swoje stano- 
wisko, wyrzec zdanie niewątpliwie roztrzyga- 
jące losy całej sprawy powstania. Ale przedsta- 
wiały się jej tylko dwie konieczne drogi do wy- 
boru, i ten wybór przed dwudziestu czterma 
godzinami był już ustalony. O godzinie 1 1 w no- 
cy 24 kwietnia, Tyszkiewicz otrzymał odezwę 
podpisaną przez członka junty i emissaryusza 
rządowego, wespół z kopiją listu z Kołodna. Ró- 
wnie on, jak obecny kommisarz dodany muodPo- 
dolan, uznali list prywatnej osoby za niedosta- 
teczny do tak porywczych kroków; mniemali iż 
odezwa pochodząca z niespodziewanego źrzódła, 
nie |)oruszy związkowycłi ; rozprawiali o po- 
trzebie dłuższego czasu dla dzwignienia po- 
wstań przyzwoitym porządkiem. Posłaniec od- 
jechał przekonany, iż naczelnik zamierza nazna- 
czyć termin późniejszy o dni dziesięć , bez ża* 
dnych wszakże wyraźnych poleceń lub rożka- 
zów. 

Takie doniesienie zwiększyło gwałtowność 
nastających na strapionego agenta. 

Po długim oporze Chróściechowski rzekł na- 

koniec : « Panowie jako obywatele i urzędnicy 

20 



— 306 — 

lego kraju, sami najlepi^' możecie wiedzieć co 
czynić wypada ; ja niechcę brać na siebie odpo- 
wiedzialności i pójdę za waszą wolą chociażby 
przeciw memu przekonaniu : niech każdy dd 
swój głos. » — Zebrał tedy zdania przytomnych 
ośmiu osób, i gdy okazało się, że sześć było za 
odwołaniem rozkazu, siadł i zawsze z najwię- 
kszą niechęcią napisał okólnik następnej tre- 
ści — « Ponieważ z powodu wejścia korpusu 
•jenerała Rota na Podole , trudno jest teraz wy- 
konać uprzednio powzięte zamysły ; więc sto- 
sownie do woli znakomitych obywateli, termin 
powstania naznaczony na dzień 27 kwietnia, 
odracza się do dnia 7 maja.» 

Działo się to 25 kwietnia wieczorem, w 36 
godzin po wyjściu w obieg pierwszej odezwy. 
Wyprawiono natychmiast gońców we wszystkie 
strony. Jeden posłaniec przed świtem pobiegł 
znowu do Tyszkiewicza, inny pośpieszył do 
Kołyszki. 

Możnaź było mniemać bezpiecznie, że dwa 
przeciwne pisma nierozminą się nigdzie , że 
odroczenie wydane na półtory doby przed dniem 
kiedy związkowi kilku powiatów mieli jbydź 
pod bronią, niechybnie w czas uprzedzi wszyst- 
kich , nikogo niezastianie otwartym już po- 
wstańcem ? Przecież żeby w terminie naznaczo- 



— 307 — 

nym bydż na punkcte zbiorowiska, każdy mu- 
siał przynajmniej dniem pierwej odkryć się zu- 
pełnie w swoim domu : zwołać łudzi, rozdać im 
broń, powiedzieć ostateczne słowo. I cóż miał 
ten czynić, ktoby dopiero siadłszy na koń do- 
wiedział się źe rozkaz powstania cofnięty, że 
z mnóstwa spodziewanych towarzyszy , moż^ 
nikt równie się niepośpieszył ? Gdyby choć 
jedna głowa , jedna rodzina tylko mogła w leń 
sposób stać się pastwą mściwego rządu, należało 
już współobywatelom postępować przezorniej; 
lecz chodziło tu o więcej, lada ofiara bowiem 
narażała na szwank tajemnicę całego związku, 
los całej sprawy. 

Trudno jest pojąć wreszcie, dla czego dokła- 
dna wiadomość o położeniu korpusu Dwerni- 
ckiego, którą Chróściechowski miał w tej chwili 
i musiał przekładać nieświadomym , nie za- 
chwiała ich uporu; dla Czego i nieznającym 
rzeczy wojennych i majorowi mianowanemu 
w głównej kwaterze zdawało się zarówno, że Rot 
w kilka swoich tysięcy jak chmura gradu może 
natychmiast spaść na kilkaset kwadratowych 
mihkraju? Zdaje się tylko iż termin 7go maja 
odpowiadał rachubom naczelnika ; zgodził się 
bowiem z później szem jego postanowieniem. 

Jakaś fata Iność ciążyła nad gronem roztrzyga- 



~ 308 1- 

jącera z przypadku kwesty^ niezmiernie delika^ 
mą* Obojętnie pominione w Oczeretn^j ziarno 
wielkich zdarzeń , miało tu wydać pierwszy 
owoc.Nieszczęsnamyśl agenlażeby większością 
głosów uprząliiąć wątpliwość, tak doreszly skrę- 
powała za bałamucone umysły, iż uszanowa- 
nie dla teoryi wotów, wzięło górę nad wszelką 
trwogą rozsądku i serca. Zaraz po zapadłym 
WY roku dwaj obecni , z których jeden sam na- 
wet wotował za odroczeniem, zwątpiwszy o 
wszyslkiem, puścili się w drogę do królestwa 
przez Galicy ą. Emissaryusz także myślał tylko 
jakby przemknąć się w tęż stronę; inni pozo- 
stali na świadków niedalekiego następstwa swe* 
jdj zarozumiałej nierozwagi, albo prostodusznej 

słabości. 

Malinowski tymczasem dokładał wszelkich 
starań, żeby hasło do broni rozeszło się jak naj- 
obszerniq i wzięło najzupełniejszy skutek. Za* 
raz po wyjeździe z miejsca gdzie był wydany 
pierwszy okólnik , dowiedział się on również o 
marszu Rota traktem kamienieckim; lecz bę- 
dąc pewnym iż korpus ten ciągnie ku granicom 
Wołynia , nieprzeraził się pozornem niebezpie- 
czeństwem, owszem czuł tem większą potrzebę 
i dogodność sprawienia dy wersyi na korzyść 
wojsk narodowych* Dla tego też napisał naza- 



— . 309 — 

jutrzdo jenerała Dwernickiego donosząc mu o 
wszyslkiem cobyło przedsięwzięte, i upewniał 
że w dniu naznaczonym Podole broń podniesie. 
Tylko co taki rapport miał pójść przez Galicyą, 
nadbiega posłaniec odChróściechowskiego z bi- 
letem, że powstanie odwołał i prosi o przybycie 
po niego, ponieważ nagła ta okoliczność wyma- 
ga udania się do obozu polskiego, a sam puścić 
się w podróż już nie śmie. Malinowski otworzył 
przygotowane pismo, włożył karklę emissaryu- 
sza idodał te słowa : « Po takim postępku agenta 
rządowego, przyjdzie nam podobno z rozpa czą 
widzieć cofające się szeregi bratnie, których 
oczekiwaliśmy z wyciągnionemi rękoma. » (*) 
WkrótceChróściechowski niecierpliwy zwło- 
ki, przybył sam do Malinowskiego i skłonił go 
pośpieszyć w stronę gdzie spodziewali się zna^ 
leść wojsko narodowe. Rot przecinał już drogę; 
łańcuch pikiet moskiewskich rozciągał się od 
granicy w głąb kraju. Ostrzeżeni o niebezpie- 
czeństwie, w nocy z 26 na 27 kwietnia prze- 
prawili się przez Zbrucz do Galicyi , dokąd 
w kilka godzin późniiśj schronił się i korpus 
polski. 

Emissaryusz dopiero niechciał już odwiedzić 

(*) Rappprtu tego jł. Dwernicki nieotrzymał. 



— 310 — 

obozu w Chlebanówce; powiadał « że jest wy- 
słannikiem narodu a niejła. Dwernickiego, i 
lylko póki len działał > poty był winien utrzy- 
mywać z nim stosunki 4» — Niekiedy jedaak we- 
wnętrzne przekonanie zdawało się zaprzeczać 
spokojnie wyrzeczonym słowom. Wtenczas 

wpadał w zwykłą sobie słabość. Miotając się i 
rozpaczając , ze łzami przemawiał do Malinow- 
skiego : « ratuj mię ; wszakże widziałeś żem ży- 
czliwie dla ojczyzny pracował — Dwernicki 
kazałby mi w łeb strzelić ; jedźmy zdać sprawę 
przed rządem i wodzem w królestwie » — Wi- 
dząc wreszcie że Malinowski pragnął tylko czem 
prędzej zobaczyć się z Dwernickim , opuścił go 
i sam jeden udał się do Warszawy. 

Taką koleją zszedł ze sceny spraw powstania 
ziem południowych ten człowiek , którego na- 
zwisko nabyło smutnej sławy przez żale i skargi 
do dziś dnia towarzys;^ące każdemu o nim wspo- 
mnieniu. Ukazuje się on w dziejach zabużań- 
skich jakby jakieś złowrogie widmo. Zjawił się 
w chwilach brzemiennych najpomyślniejsizymi 
wypadkami ; zniknął równo z momentem kiedy 
okropnie zmieniała się dola. Wszędzie od Styru 
do Dniepra, gdzie tylko pierwej czy później 
przewrócił się na wspak właściwy porządek rze- 
czy, wpływ jego miał swój udział-; oslalecznego 



-7* .311 - 

zamieszania północnych powiatów Podola on 
stał się głównem narzędziem. 

Niesłusznie wszakże byłoby nieszczęsnemu 
agentowi przypisać wyłącznie wszystkie przy- 
czyny złego. Najcięższy zarzut dotyczący wprost 
jego osoby polega w tern , że nie pojął, al bo speł- 
nić zaniechał poleceń jła. Dwernickiego ; póź- 
niejsze bałamuctwa, wyjąwszy kłamstwo o siłach 
korpusu, niesprawiły wielkiej szkody; co zaś 
do zgubnych skutków cofnięcia rozkazu po- 
wstania , moralna odpowiedzialność spada na 
innych. Jego imię, jego imponujący podpis, 
poszły pod zarząd cudzej woli , której miał po- 
wód ufać i ulegać. Nierozumiejąc machiny 
przez mnogich robotników ustawionej w kraju, 
jak niewiedział czy godziwie pomagał ją ruszyć, 
tak też zgłuszony hałasem dotkniętych sprężyn, 
znowu na obcy sąd dał rękę żeby ją zatrzymać , 
i niewinnie wyrządził straszną psotę. 

Pewnie chęci jego były czyste, uczucia dla 
ojczyzny szczere. Ci co go znali wówczas , wi- 
dzieli nieraz jak w troskach o los sprawy naro- 
dowej gorącymi zalewał się łzami; oddają mu 
także sprawiedliwość , iż mimo śmieszną pychę 
ze swego emissaryuszowskiego znaczenia , isto- 
tnie ani widoków osobistćj korzyści, ani preten- 
syi do władzy lub przewodnictwa nie miał. Ale 



~ 312 -^ 

ooż po najlepszych chęciach , bez jasnego poję- 
cia celu; ale czyliż owa manija działania aby 
tylko działać, nie jest również pretensyą wystę- 
pną, gdy idzie o rzecz tak wielkiej wagi ? — Są 
ludzie dla klórych rola konspiratorów, dyplo 
matów, polityków, a szczególniej tych figur ta- 
jemniczych, co to niby piastują niezmiernie głę- 
bokie zamiary, ma powab niezwyciężony. Mężo- 
wie ci w najlepszdj wierze łudzą innych i sa- 
mych siebie. Wiecznie z ich czoła grozi światu 
milcząca zapowiedź: par tariunt monter... ; zaw- 
sze mają pełno ciekawych wiadomości i dają- 
cych do myślenia wyrazów; nic u nich nie dzieje 
się po prostu, do najprzystępniej szego kresu 
dążą misternym manowcem ; byle sprawka mu- 
szą wymyślać cyfrowe charaktery, zmieniać 
nazwiska i układać koniecznie potrzebne kłam- 
stwa. Tak pojąc się nektarem swego znaczenia, 
można powiedzieć iż nielroszczą się o resztę : 
wszystko badają nieufnie, wszystko przewidują 
bystro , tylko końca swych robot niewidzą. 
W pospolitym trybie życia pozbawieni swego 
elementu, bawią lub nudzą blizkich znajomych; 
W zdarzeniach otwierających każdemu obszerne 
pole, stają się prawdziwą plagą publiczną. Pod- 
czas wojny naszej , koło każdego sztabu, koło 
każdego oddziału powstańców, iluż to snuło się 



—^13 — 

tych niespracowanych działaczy dla dobra po- 
wszechnego; wemigracyi znamy niemałą liczbę 
różnych animuszów podobnego rodzaju, ogól- 
nie zajętych w klassę tak zwanych mistifikalo- 
rów. Oby ich nigdy niebyło na scenie gdzie 
chodzi o krew i los narodu, gdzie przede wszysl- 
kiem zdrowego rozsądku i zupełnego zaprzania 
się miłości własnej potrzeba. Oby też ojcowie 
ojczyzny lepiej umieli wybierać posłanników 
w jej sprawie. (*) 

{^) Chró^ciechowski za przybyciem do Warszawy, olrzymał 
znowu jakictf polecenia względem prowincyi południowych i 
nowy skrybt w następnych wyrazach : 

■ N. 683. W Kwaterze Giównej w Miłośnie, i3 maja i83i r. 

SZTAB GŁÓWNY. 

Wódz Naczelny Wojska Polskiego, dawszy szczególne pole- 
cenia W. Majoi*owi Chróściechowskiemu , wzywa niniejszem 
wszystkie władze Polskie, tak cywilne jak wojskowe , gdziekol- 
wiek one sią znajdują, ażeby temuż Majorowi udzielały wszel- 
kiej pomocy jakiej potrzebować może, i ażeby z nim siq znosiły, 
celem uskutecznienia nader ważnych Jego poleceń, tyczących 

sią dobra powszechnego. 

Kwatermistrz Generalny : 

(podpisano) j. pr^dztński, Gł. Bdy. » 

Z takiem pismem i z głąbokiemi zamiarami swemi , urządowy 
agent wróciwszy do Galicyi , zbiera} wieści o tem co zaszło po 
jego odjeździe z Podola, i układał rapport do prezesa rządu, 
którego esemplarz przeznaczony dla marszałka sejmu, a własno- 
ręcznie przez cmissaryusza podpisany, ma następny tytuł : 



— 314 — 

Do wpływu odezw podpisanych przez Chró- 
^iechowskiego^ przy mieszały się jeszcze dwie 



Słośba woiskowa. Dat w Iwancsanach, 

WydsUt szciególnych tleceń. dnia S czerwca i83 i. 

N. 63. 

Do Jaśnie oświeconego Xięcia J. M. G. J. Adama Czartory* 
skiego Prezesa Rządu Najwyższego Narodowego. 

Od Chróściechowskiego Majora W. P. w szczególnych zle" 
ceniach kommendei^owanego , Rap|>ort ważne i wiaro-godne 
okoliczności w sobie obejmujący » 

Z lej kilko arkuszowej gadaniny, pełnej kadzideł dla iudzi 
piastujących wówczas władzą , ^ niezmiernie retorycznej i za- 
wilej, dostrzedz można co za usposobienie miał powaźnj agent. 
Jeśli zdarzy sią komu ją czy tad, niechaj sią niedziwi znajdując 
wyrazy autora , któi*e zdają sią świadczyć, iź nietylko przyznaje 
sobie samemu czyn cofniącia powstań, ale nawet szuka stąd nieja- 
kiej zasługi. Pisał to po wypadkach, kiedy powstańcy swieźo 
i^parci do Galicy i, w nieukojonym jeszcze ialu, na różne przy- 
czyny mniej istotne składali swoje nieszcząście -, a ze głos po- 
wszechny obwiniał Sobańskich o samowolny pośpiech , wiąc 
zdawało mu sią iź odraczając termin współczesny ich pierwszym 
krokom^ postąpił bardzo mądrze. Podobnież można tam dowie- 
dzieć sdą o wielu rzeczach nigdy niebyłych : o planach Rota, 
który cały zaprzątniony Dwernickim, miał jakoby swoją jazdą 
ubiedz powstańców na wszystkich punktach , gdzie sią zgroma- 
dzać postanowili; o 7,000 piechoty wysłanej z Oczakowa na 
odciącie Ukrainy od Podola i t. d. Wiarogodny rapport majora 
Chróściechowskiego wzbudza tylko tą wiarą, że emissaryusz co 
usłyszał, to za dobrą monetą przyjmował i bez szkrupułu 0|ilacal 
tern ufność w nim położoną. 



inne okoliczności bardzo zaostrzające ich prze- 
ciwne skutki. 

Poszlaka w ręku policyi, bądź ze złapanej li- 
sty bądź z innego źródła, była powodem, że kie- 
dy zgromadzenie wołowe rozjeżdżało się z Ka- 
mieńca, horodniczy dostał już rozkaz zatrzy- 
mać niektórych obywateli i osadzić w twier- 
dzy; po innych kazano sprawnikowi udać się 
do ich domów. Dwaj członkowie junty taje- 
mnie uwiadomieni o tem , pieszo wymknęli się 
z miasta i pospieszyli na wieś do pewnego ko- 
legi , któremu także zagrażało niebezpieczeń- 
stwo. Tym sposobem żebrał się mały komplet 
przerażonej rady, i tylko co zaczął zastanawiać 
się nad przykrym stanem rzeczy, przybiegła 
odezwa powołująca do broni na dzień następny 
pojutrze, a nim ochłonięto z podziw ienta , inny 
goniec przywiózł niemniej ważną nowinę. 

Wereszczyński od dawna zbierający w Gali- 
cyi o milę od Husiatynia, materyały do legii 
podolskiej, zamyślił na koniec złożyć w całość 
ukryle cząstki sztucznej roboty i wystąpić z nią 
w pole. Miał o» kilku oficerów i parę set ludzi, 
najwięcćj młodzieży z Podola, zachowanych po 
domach w sąsiedztwie; miał tyleż koni i odpo- 
wiedni zapas oręża. To wszystko postanowił 
zgromadzić nagle, przejść granicę, ubiedz Ka^ 



1 



mieniec i dać popęd powstaniom , które aby za- 
stosowały się do jego widoków, wyprawił po- 
słańców do junty i do Tyszkiewicza. 

Taki posłaniec Wereszczyńskiego, w dniu 25 
kwietnia zastał trzech członków rady w tru- 
dnem ich położeniu. Jakkolwiek rozważając 
zimno, zamiar opanowania Kamieńca bardzo 
przewyższał środki, ale przez długi czas krążące 
pogłoski o legii, nazwyczaiły wyobrażać ją so- 
bie w olbrzymiej postaci ; rozogniona w owej 
porze imaginacya najwytrawniejszych ludzi , 
łatwo chwytała się lada nadziei; nie było wresz- 
cie nic pożądańszego do Wyboru. Zastraszonym 
przez policyądoławiającą się już na tropie związ- 
ku, zdawało się że Niebo samo zsyła ze wszech 
stron rychły ratunek. Błogosławiąc emissa- 
ryuszowi, którego rozkazy tak szczęśliwie przy- 
padały do miary z chwilowemi wypadkami , u- 
chwalonoprzyjąćjei poprzeć jak najskuteczniej. 
Dwaj skompromitowani mieli zaraz przemknąć 
się do Galicyi dla dokładnego porozumienia się 
z Wereszczyńskim, trzeciemu pozostawało tyl- 
ko godzin kilkanaście ukrywać się koło domu. 
Radość zajęła miejsce smutku , lecz nietrwała 
długo. Druga odezwa Chościechowskiego od 
rana była już w drodze i szerząc się na wszystkie 
strony jak mroźny powiew, warzyła rozkwita^ 



— 317 — 

jące uczucia tej urc^yslej chwili, kiedy każdy 
po raz pierwszy odetchnął swodobnie. 

Można powiedzieć że nim oschło pióro agen- 
ta, nie jedna łza gorzka skropiła ziemię Podola. 
Przez dwa dni poprzedzające termin naznaczony, 
fatalne pismo po rozległej części kraju roznosiło 
zwątpienie, rozpacz, a nawet i zdradę. Byli tacy 
co wnet po rozkazie lub przed nim jeszcze otrzy- 
mali odwołanie : ci otrętwieli w t^j chwili, póz- 
niej wielu z nicłi nic poruszyć niemogło* Byli 
tacy co ostrząc pałasze , osadzając groty, albo 
już szykując się pod bronią , usłyszeli okropną 
nowinę: tym pozostow^ało tylko ratować się 
ucieczką. Byli nakoniec tacy, którzy nieuprze- 
dzeni w domach przez powtórną odezwę,wypro* 
wadziwszy dopiero swoje małe hufce w pole, 
ujrzeli się zawiedzionymi zdradliwie : ci błąka- 
jąc się czas niejaki,albo przedarli się do granicy 
austryackiej, albo poginęli w nierównym boju ; 
niewielu doczekało na koniach, odnowionych 
usiłowań powstania i liczniejszych szeregów 
bratnich. 

Stopniowana ta szkodliwość cofnięcia termi* 
nu, działała prawie w prostym stosunku odle- 
głości od punktu, skąd wyszły obie odezwy. 
Dla tego powiat latyczowski ucierpiał najmniej; 
prócz bowiem dwóch związkowych co opuścili 



\ 



_ 318 — 

Podole zaraz po zdecycfolMiefn w ich obecaości 
odroczeniu , jeden tylkff (obywatel z synem mu- 
siał tajemnie wyjechać z kraju; ościenne żaś; 
płoskirowski, kamieniecki, uszycki, mohylow^- 
ski, Winnicki ilityński, zaburzyły się w naj- 
dziwniejszy sposób. Gdyby kio mógł w ówczas 
z góry patrzeć razem na wszystko co się tu dzia- 
ło, widziałby zamęt trudny do wypowiedzenia. 
W jednych domach ze ścisnion^m sercem cho- 
wano juz broń cz^m prędzej, wybierano się nagle 
w podróż, żegnano na nieokreśloną pielgrzymkę, 
mężów, ojców braci, albo w gronie całej familii 
opuszczano rodzinną zagrodę. W drugich miej- 
scach, tejże godziny, brzmiał jeszcze szczęk orę- 
ża, z najlepszą otuchą siadano na koń, musztro* 
wano ochotników, którzy dziś pierwszy raz sta- 
wali w szereg, jutro mieli składać liczne pułki 
i walczyć za ojczyznę. Płacz i wesołość, trwoga 
i zapał rozsiane od przypadku, krążyły koło sie- 
bie o kilkanaście kroków, trącały się \Vniespo- 
dzianem spotkaniu. Na blizkich ścieszkach, roz- 
mijali się powstańcy spieszący rzucić niebezpie- 
czny swój ubiór, i spieszący przypiąć do grotów 
narodowe proporce. Na wielu drogach goniec 
który wzioł nowinę, że Dwernicki nadchodzi, źe 
Wereszczyński lada moment wkroczy, spotykał 
gońca który zwiastowała że emissaryusz rządo- 



— 319 — 

wy zmienił postanomenFe) że korpus Rola rozle- 
wa się po kraju. Plątanina sprzecznych pobudek 
wywierała swój wpływ dni kilka; lecz w dniu co 
miał oświecić tysiące chorągiewek na zapowie- 
dzianych punktach powiewających w porządku, 
w dniu tym feralnym, przewaga niepomyślnych 
okoliczności była już widoczna, i powszechny 
ruch skierował się do jednego celu — do starań 
o bezpieczeństwo osobiste. 

Dwa powiaty rozciągnione wzdłuż granicy 
galicyjskiej , kamieniecki i płoskirowski, wy- 
próżniły się natychmiast ucieczką za Zbrucz, 
gdzie prócz spokojnego schronienia wabiła na- 
dzieja połączenia się zlegiją. Od rana 26 do nocy 
27 kwietnia , wszystkiemi drogami spieszyli tu 
emigranci różnego rodzaju. Jedni w powozach 
z żonami i dziećmi , drudzy pieszo lub oklep na 
koniach, inni w zbrojnych i szykowych groma- 
dach. Cały związek wolnych synów Podola , 
przemknął się niezwłocznie ; tuż za nim ukazy^ 
wały się w Gaiicyi- oddziałki członków ogól- 
nego spisku. Nim wieść o podobnym losie Dwer- 
nickiego wybiegła na Podole , przeszłr iOO zu- 
pełnie gotowych do boju Podolan, było na szla- 
ku przeznaczonego dla nas tułactwa. 

Z powiatów leżących głębićj w kraju, nie tak 
łatwa podawała się zręczność przekradać się 



— 320 — 

w lę stronę. Wielu s^bluSp ocalenia w spiesz- 
nym wyjeździe do Kijowi lub Odessy, wielu 
musiało poprzestać na ukryciu się po lasach i 
wkrótce przeszło do więzień. 

Zgubne skutki dwócli przeciwnych odezw, 
dotknęły nawet środkowe okolice Wołynia i 
przyległy im zakąt Ukrainy. 

Wiadomość o naznaczonym terminie dla Po- 
dola, zwróciła Karola Różyckiego z drogi do 
Tyszkiewicza. W okolicach domu swego nie- 
daleko Żytomierza , miał on zapewnionych i ta- 
jemnie uorganizowanych 800 fabrykantów le- 
śnych ; sąsiedzi i znajomi, oddawna pokładali 
w nim ufność jak w przyszłym naczelniku swo- 
im. Pospieszył więc do siebie żeby odpowiedzieć 
swemu powołaniu, i kiedy kazał wbijać żelaza 
na lance, kiedy wezwał towarzyszy, zaskoczyło 
go jak wielu innych , powtórne pismo 'emissa- 
ryusza. 

W powiatach rówieńskim i zwiahelskim, 
gdzie już oddawna rozpoczęte powstanie sąsie- 
dniego Polesia, wywierało naturalny popęd, 
pierwsza odezwa przypadała bardzo szczęśliwie 
do potrzeb i okoliczności miejscowych , druga 
zadała cios tem dotkliwszy. Naczelnicy stron 
tutejszych niemogąc ściśle odpowiedzieć wez- 
waniu, naznaczyli sobie termin nieco późniejszy, 



— 321 — 

to jest dzień 2 majC(2^kwietnia ). Przed tym 
dniem dowiedziawszy się o zdarzeniach zaszłych 
na Podolu, jedni opuścili ręce, drudzy pośpie* 
szyli do Galicyił. 

Powiat owrucki, i z położenia podobny jemu, 
a należący do gubemii kijowskiej powiat rado- 
myślski, nie poniosły wprawdzie rzeczywistej 
szkody; lecz poruszenia swoje , które teraz mo* 
gły rozwinąć się w dogodniejszej porze, odłożyły 
^ do czasu nieszczęśliwie wskazanego przez akt 
wstrzymujący okolice bliższe bojowiska wojsk 
regularnych, a t^m samem, jak słusznie nale- 
żało wnosić , przeznaczone przodkować innym. 

Kiedy tym sposobem wschodńio^północna 
część kraju przeniknionego nitkami wielkiej 
zmowy, targniona i zahamowana nieopatrznie, 
padała w odmęt; południowa tegoż czasu do^ 
świadczała lubo z innej przyczyny nie mni^j po- 
dobnego w skutkach wsli^ąśnienia. 

Powiaty podolskie niezajęle wpływem junty, 
równie jak pierwej tak i po przyznaniu władzy 
jednemu naczelnikowi dwóch gubernii, w u- 
rządzeniach i zmowach swoich celem powsta- 
nia, odnosiły się do domów znakomitszych oby- 
wateli, a mianowicie Jełowickich i Sobańskich. 
Organizacya tu wolniejsza od form tajemnego 
towarzystwa, toczyła się po prostu łańcuchem 

21 



— 322 — 

sąsiedztwa ; mnićj bylb -icwb w ruchu, mniej 
punktów zbierania sic..dEbr narad. Każdy spo- 
kojnie gotując się u siebie , wiedział kto jest na 
czele rozleglejszej okolicy i od niego oczekiw^al 
poleceń wyższej zwierzchności. Wśród ci- 
chych , regularnych zachodów insurrekcyj- 
nych tćj strony 9 obudzał dotkliwą troskę los 
Alexandra Sobańskiego zostającego pod sądem 
wojennym. Z interesem prywatnym łączył się 
interes publiczny* Chodziło oto, żeby ocalając . 
dla krewnych członka familii , dla współzie- 
mian zacnego obywatela, zachować dla ojczy- 
zny gorącego patryotę , dla powstania dzielnego 
powstańca. Zabiegi w lej sprawie były już nie 
tylko skutkiem dotkniętych uczuć serca ludz- 
kiego, ale nadto uczuć wyłącznie narodowych^. 
Insurrekcya zmuszona hamować swój zapęd, 
w skromnej, udanej postawie , wydzierała rzą- 
dowi krwawą ofiarę ; rząd rozsrożony pragnący 
drażnić, zgłębiać i przerażać insurrekcyą, do- 
magał się głowy buntownika. 

Dnia 1 6 kwietnia, Edward Jełowicki marszałek 
hajsyński otrzymał najsurowszy ukaz w imie- 
niu cara, ażeby bez żadnej zwłoki ukończył 
śledztwo, którego kilka terminów minęło już 
dla wyszukanych zawsze powodów prawnych. 
Marszałek naznaczył dzień 22 kwietnia na roz- 



— Jg -^ — 

poczęcie czynności płedcz^j w Bundurówce, 
dokąd też miał zjechać kapitan wojsk moskiew- 
skich 9 do zasiadania w kommissyi komendero- 
wany. Obecność oskarżonego nie była t^m bar- ^ 
dzi^j tu potrzebna , iż śledztwo to równie jak ^ 

poprzednie musiało zejść na niczym. Mógł więc 
spokojnie pozostać w Hajsynie i oczekiwać 
chwili kiedyby powstanie położyło koniec jego 
processowi ; lecz wolał bydź odesłanym do do 
mu. Przekładał marszałkowi, że korzystając 
z tej zręczności chce poczynić niektóre przynaj- 
mniej przygotowania , aby miał z czćm wystą- 
pić obok innych, skoro czas przyjdzie. Jęło* 
wieki uznał słuszność powodów, i Alexander 
Sobański przed 20 kwietnia znajdował się już 
u siebie na wsi , w powiecie olhopolskim o 
milę od swego brata Izydora mieszkającego 
w Piątkówce. 

Dnia 24 kwietnia, marszałek hajsyński przy-^ 
by wszy do Bundurówki z ułożonym projektem 
dalszćj zwłoki śledztwa , znajduje rzeczy w Cdie 
niespodziewanym stanie. Alexander Sobański 
pokazuje mu przygotowany oręż, prowadzi do 
kuźni gdzie jawnie kuto groty, oświadcza że 
tegoż wieczora uwięzi kapitana, a nazajutrz 
wspólnie z bratem broń podniesie. Zdziwiony 
tak samowolnym zamiarem Jełowicki, przed- 




stawia złe skutki jakuHpw len ściągnąć może; 
przypomina że Izydorłmbański przysiągł po- 
słuszeństwo naczelnikowi; przekłada, że po- 
wstać bez wiedzy i rozkazu naczelnika, jest to 
wszystkie umówione plany pomieszać , zepsuć 
całą siłę powstania leżącą w jednoczesności wy- 
buchu na każdym punkcie kraju. Gdy wszelkie 
perswazye i prośby były daremne, opuszcza Bun- 
durówkę, udaje się do krewnych Sobańskiego^ 
zaklina ich aby starali się go odwieść od zgubne- 
go przedsięwzięcia. Nikt się nie podjął przełamy- 
wać woli, którćj znano nieugiętość ; wraca więc 
nazad, zabiera samegożAlexandra Sobańskiego 
i jedzie z nim do Piątkówki , w nadziei że 
Izydor Sobański, jako organizator powiatu^ 
łalwićj usłucha rad zgodnych z jego obowiąz- 
kiem. Wjeżdżając w nocy do wsi, znajduje już 
warlę u wrót, a przy dworze kilkudziesiąt łu-* 
dzi zbrojnych w piki. 

Trzeba wiedzieć, że w tymczasie Tyszkiewicz 
spodziewając się lada moment powrotu Toma- 
szewskiego z rozkazami od jła, Dwernickiego, 
rozsyłał polecenia zupełnej gotowości na hasło 
do powstania. Drugi z rzędu posłaniec dnia 24 
kwietnia zjawił się w Plątkówce i zaręczał, że 
może w pół godziny po nim wyjechał już trzeci 
z ostatecznem słowem. Nadto przyszła razem wia- 




domość o zbliżaniu lę korpusu polskiego przez 
Kołodno ku granicom JPodola. Izydor Sobański 
przed dwoma tygodniami będąc u Tyszkiewicza, 
bądź z potocznej rozmowy, bądź z wyraźnie za- 
szłych między nimi postanowień,miał to przeko- 
nanie, iż pewność o wejściu jła. Dwernickiego na 
Wołyń, zdecyduje termin powstania ńa Podolu 
i Ukrainie. W obecnych więc okolicznościach 
łatwo uległ bratu, którego porywał zniecierpli- 
wiony zapał. Alexander Sobański radząc się tyl- 
ko własnego serca, sądził że czekać dłużej było to 
czas marnować, że za danym przykładem pójdą 
wszyscy, że wreszcie wahających się z pistoletem 
w ręku przekona. Taki śmiały i azardowny śro- 
dek, w niedostatku porządnie rozgałęzionej zmo- 
wy jednałby słusznie chlubę pierwszeństwa 
w niebezpiecznym zawodzie; teraz bez względu 
jakiekolwiek inne mogły bydź jeszcze przyczy- 
ny, wina zepsucia rozważnych układów spadała 
na tego, kio pierwszy przeciw nim postąpił. 

Marszałek Jełowicki podawał rozmaite spo- 
soby zakrycia przedwczesnych poruszeń , je- 
dnak tyle tylko dokazać zdołał, iż Sobańscy 
w przytomności znajdującego się w ówczas 
w Piątkówce Wacława Rzewuskiego, przyrze- 
kli trzy dni czekać na miejscu , nimby Tyszkie- 
wicz o ich niezłomnym postanowieniu uwia- 




domiony nie został. fl^^Błek Jełowicki przy- 
bywszy nazajutrzdolłiPPKayOpowiedział kilku 
zgromadzonym sąsiadom zdarzenia klórych hyl 
świadkiem.^ Wyprawiono Alexandra Jełowi- 
cllLiego do Tyszkiewicza. 

Nazajutrz po odesłaniu gońca, klóry był przy- 
wiózł godną troskliwszej uwagi odezwę Chrd- 
ściechowskiego, miał naczelnik drugą wiado- 
mość wyraźniej już grożącą zamiarom układa- 
nym w taki sposób, że byle cząstka ich odkryta, 
pozostawał tylko ratunek , zrzucić natychmiast 
resztę zasłony, — Wszystkie spiski mają to do 
siebie, że najmniejszy zamach z ich łona , musi 
wytoczyć w pole , albo rozprządz wewnątrz całą 
przygotowaną siłę. Jednak ta prawda niedawała 
się czuć ani organizatorowi, ani związkowym 
Ukrainy i Podola. Mniemali, że powstanie które 
smarni starali się w jeden łańcuch spoić , do jedne- 
go uderzenia nakierować, raz jakimkolwiek 
bądź przypadkiem zapalone, można jeszcze było 
bez szkody przytłumić , można było nawet po- 
święceniem , odcięciem kilku członków, rzecz 
powszechną zbawić. 

Wczoraj na radzie Wjpowiecie latyczowskim 
przemogły takie zdania; dziś w Oczeretn^j nie 
mnićj szczupłe grono znajdujących się przypad- 
kiem u Tyszkiewicza obywateli, sądziło podo- 



bnież. Oburzono s» na Sobańskich: wołano że 
nie dla nich , ale dIaM>jt&yzny prowincye broń 
podnieść przedsięwzięły; że jeśli kto przez samo- 
wolność cubi ogólną sprawę , niech raczej sam 
ginie. 

Jełowicki nie wiedząc co działo się w in- 
nych stronach Podola, a mając słowo Izydora 
Sobańskiego , iż do trzech dni będzie czekał 
na odpowiedź Tyszkiewicza, przedstawiał że 
jeszcze niebezpieczeństwu zapobiedz {można, 
że rozkaz naczelnika powściągnie zapewne 
zobowiązanego przysięgą podwładnego. Tysz^ 
kiewicz nie miał już prawie czego się zastana- 
wiać : jego wola przed dwudziestu czterma go- 
dzinami uczyniła krok nieodzowny. Jakkol- 
wiekby teraz postąpił sobie, część tylko złego 
.mogła bydź odwrócona; postąpić zaś musiał 
stosownie do myśli i rachub, na których się za- 
trzymał odprawując posłańca w powiat laty- 
czowski : inaczćj te myśli , te rachuby, okaza- 
łyby się nie oparte na dość mocnych powodach 
do usunięcia precz odezwy wołającej o rychłą 
pomoc korpusowi Dwernickiego. 

Poleciwszy więc Jełowickiemu, żeby w towa- 
rzystwie dwóch lub trzech obywateli udał się 
do Sobańskich i usiłował wymodz na nich po- 
słuszeństwo, napisał kartkę w wyrazach : » Na 



miłość fioga i Ojozyząy zaMinam was^ niepo- 
wstawajcie przed naznaczałam terminem , kt<5- 
rym dla nas wszystkich będzie dzień 7my maja 
( 26 kwietnia v. s. ) » 

W kilka chwil po odjeździe Jełowickieg-o, 
przybiegł do Oczeretnej drugi goniec z pod Mię- 
dzyboża, i uwiadomił, że Chróściechowski 
odroczył powstanie 9 właśnie na dzień 7 maja. 
Wszystko zdawało się byd£ dobrze załatwione. 
Przybyły doniósł wprawdzie, że w szybkiej swo- 
jej podróży słyszał , iż dwóch obywateli skom- 
promitowanych musiało uciekać z domów; ale 
ponieważ sam był jednym z tych co najmocniej 
przyczynili się do odroczenia , bynajmniej stąd 
niewróżył nic złego, i całą rzecz wystawił wedle 
swego pojęcia w najlepszem świetle. 

W dniu więc 26 kwietnia, kiedy od świtu 
rozpoczęte zamieszanie, grasowało po północnej 
części Podola, kiedy w południowej wszystko 
można było zatrzymać, prócz pogłoski dosta- 
tecznej na przestrogę dla nieprzyjaciela, kiedy 
nareszcie korpus posiłkowy stał przyparty do 
Galicyi ; tego dnia wieczorem naczelnik rozle- 
głej zmowy, mniemał jeszcze mieć w ręku całe 
dzieło swojej organizacyi, patrzał ufnie w przy- 
szłość oddaloną na dni dziesięć , spodziewając 
się nawet przed tym kresem pomyślnej odpowie- 



j 




dzi od DwemickiA)^ OTsłał znowu do niego 
z prośbą o d o wódzc^aaslf^u kcye i rozkazy . Dru gi 
dopiero emissaryusź od organizatora powstania 
do wodza wyprawy, wyjechał po zachodzie 
słońca , które chyląc się za Karpaty wskazało 
już i powstaniu i wyprawie przeznaczoną drogę. 

XII. 

Peryod dni dziesięciu od 27 kwietnia do 
7 maja, w dziejach będących przedmiotem 
niniejszego pisma , kładzie głęboką przerwę 
między lem co bydź miało i mogło, a lem co 
się późnidj stało : oddziela on porządnie sno- 
wane zamiary, od improwizowanych wypad- 
ków. Czięromiesięczna zmowa Podola,Ukrainy, 
i znacznćj części Wołynia, zostawiwszy w duszą- 
cych gruzacłi swojej roboty kilka wytrysłych 
zarodków siły zbrojnćj, poszła zająć miejsce 
w rzędzie tych wielorakich knowań tajemnych, 
co napełniają historyą porozbiorową Polski. 
Najdawniejsze z nich zdaleka krążyły koło je- 
dynego dla wszystkich celu , ostatnie wprost 
położyły rękę na broni. Po związku podchorą- 
żych warszawskich, tuż występuje na scenę po- 
dobny z lego względu związek obywateli Ziem 
Ruskich. Miał on tylko krótką ścieszkę do dro- 




gi, którą pierwszy oM^H; zadanie dla jego 
pracy było zupełnie jaHBfmateryał przygoto- 
wany w ogniu powszecłinie płonącego ducha » 
Prędko też wywikłał się z drobiazgowycłi for- 
mułek;, wpadł na tor wojennego szyku , i ogro- 
mne swoje zasoby tak urządził w tajemnicy, że 
za skinieniem jednej upoważnionej do tego woli, 
cały kraj południowy ażdoDniepra, powinien 
był powstać w sposób najskuteczniejszy. To co 
tu powiadam, nie jest bynajmniej zapędem złu- 
dzonej imaginacyi. 

Ktokolwiek bez uprzedzenia wpatrzy się pil- 
nie w splot wszystkich wątków zmowy, przy- 
znać musi że w połowic kwietnia była dostate- 
czną ile by dź mogła. Mimo mitręgę niektórych 
osób w uznaniu naczelnika , władza jego już nie 
ulegała wątpliwości; mimo rozwlekłe, ociężałe, 
ale nie przeciwne uchwałom zapadłym w Mi- 
chałówce , czynności junty, główne przedmioty 
organizacyi szły nieprzerwanym i szybkim kro- 
kiem ; mimo nakoniec nietrafne albo niedosta- 
teczne plany narad wojennych , sposób pier- 
wszego wybuchu , był najnaturalnićj obmy- 
ślony. W owdj porze, same tylko Ukraina i 
Podole,miały już złożonych gotówką do miliona 
złotych, zapewnionych najściślejszym rachun- 
kiem, 12,000 dzielnych jeźdźców, wskazany dla 



wszyskich ten piA^szypeł: rzucić się jedno- 
cześnie na każdy pi^ycr gdzie rezydowała jaka 
władza, alł>o załoga moskiewska. Sądzę , iźna 
tern można było poprzestać co do istotnej po- 
trzeby. Pozostawało wprawdzie zebrać jeszcze 
od związkowych 7,000,000 złł. dobrowolnego 
podatku, i organizator nie miał upatrzonego 
ogólnego wodza ; ale miliony i ogólny wódz, 
należały już właściwie do tych widoków, któ- 
rych tam był początek gdzie się kończył zawód 
tajemnego spisku. Powstanie ruszone wówczas, 
niewątpliwie osbowodziłoby szeroką przestrzeń 
ziemi z j^j pieniędzmi, z jej ludem ; jeśli kiedy- 
kolwiek mógł znaleść się pożądany talent do wo- 
jennego steru, znalazłby się dopiero najłatwiej. 

Czemuż to wszystko tak pewne , tak obiecu- 
jące, rozchwiało się jak czcze marzenie? Dla 
nas, cośmy wielu próbowali sposobów dzwi- 
gnienia się z pod jarzma , i wielu jeszcze próbo- 
wać gotowi, nie próżną jest ciekawością docie- 
kać tego najgłębszej przyczyny. 

W nieskończonym łańcuchu przyczyn pomy- 
ślności albo nieszczęścia każdej sprawy ludzkiej , 
zwykle jeden jaki wypadek wynurza się na po- 
wierzchnią widzialnych rzeczy, i to częstokroć 
drobniutkie ogniwo, zdaje się by dź pierwszym 
źrzódłem wszystkich dalszych następstw. Dot 




skonały malarz ziemsUeg^Biata, Walter Skoly 
w jednym z najpiekniJi^gjMn romansów, długi 
wątek złych przygód swego bohatera ciągnie od 
tego, źe mu koń rozkuł się w drodze. Browar nie- 
zapalony na Szulcu , rozpoczyna podobnie cały 
szereg ściśle powiązanych z sobą niepowodzeń 
rewolucyi 29 listopada. Wpływ Chróściechow- 
skiego i pośpiech Sobańskich, dotykalniej zmie- 
niają dolę powstań prowincyi południowych. 
Ale taki klucz dostateczny dla czytelników ro- 
mansu, nie prowadzi dosyć daleko umysłu 
roztrząsającego dzieje, w których ważył się los 
wielu milionów ludzi, była w grze przeszłość i 
przyszłość wielu pokoleń. Fatalizm, przypadek, 
samowolność nawet pojedynczych osób, nic tu 
jeszcze nietłumaczy. 

W narodzie ujarzmionym , każdy związek 
mający na celu sprawę jego niepodległości, a 
t^m bardziej związek tak obywatelski i wojenny 
razem , jakim było przygotowane powstanie 
Ziem Ruskich, jest zapewne wypływem myśli 
i uczuć powszechnych, ma w sobie treść wszyst- 
kich sił moralnych i cnot narodu. Jeśli więc 
lada okoliczność może te wielkie sposoby zawo- 
dzić, mieszać, niweczyć; to albo z natury swojej 
są niewłaściwemi narzędziami do dźwigania oj- 
czyzny, albo w samym narodzie są jeszcze takie 



i 

słabości i wady, Bgoi^dna sztuka skulecznie 
podnieść nie zdoła/ 

Nie znamy dotąd w łiistoryi przykładu dziel- 
nego powstania za pomocą systematycznej zmo- 
wy. Z nabrzmiałej lecz milczącej nienawiści 
ludu , wylała się krwawa powódź sycylijskich 
nieszporów. Na głos kilku porwanych zapałem, 
na przemowę dającą się zebrać w dwóch sło- 
wach , cała Wandea sypnęła się do broni. Bez 
organizacyi, bez planów, w różnych dalekich 
punktach Hiszpanie rzucili się na wojska Napo- 
leona. Coś podobnego mieliśmy świeżo i na wła- 
snej ziemi. Spisek podchorążych nic nie wyko- 
nał, nic nie nakierował jak sobie zamierzał ; 
jego tylko poświęcenie się czyste, jego patryo- 
tyczne bohaterstwo , znalazły odpowiedź na 
zuchwałe hasło i w nienamówionej stolicy, i 
w nieprzygotowanym kraju. Podobnym jeszcze 
sposobem , wyprzedziwszy namysły swoich taj- 
nych naczelników, z wsi do wsi, z powiatti do 
powiatu szerzyła Litwa zbrojne poruszenie. Ale 
jak biada tym którzy choćby przez najmądrzej 
urządzoną machinacyą , podnieśli chorągiew 
niezgodną z uczuciem narodu ; tak stokroć 
większa biada narodowi jeśli jego powszechne 
uczucie , musi szukać wsparcia w mądrości ra- 
chuby, i zapał jednycb , spotka się z zimnym 




rozumem albo z zimnflP|^V jeszcze interesem 
drugich. Nie przez cl|||P^o zachwiała się i 
upadła cała rzecz poczęta 29 listopada, nie inna 
też przyczyna leżała na dnie wszystkich słabości 
w poruszeniach zabranego kraju. 

Skoro przyszło dotego,żerozum miał przewo- 
dniczyć zapałowi, trzeba było wziąść każdą po- 
jedynczą wolą pod zarząd jednej władzy, trzeba 
było tę władzę oprzeć na czćmś świętem, nie- 
wzruszonem, coby dla każdego rozumu, dla każ- 
dego serca było niezłomnem prawem. Nieznacz- 
nie otwierała się przepaść aż do głębi, gdzie 
spoczywa zakryta tajemnica najdoskonalszego 
związku jakim jest naród, skąd wypłynęły, te 
wszystkie węzły któremiśmy stali dziesięć wie- 
ków. 

Obywatele Ziem Ruskich ogólnie, w ciągu 
swojej zmoivy złożyli dowody wielu dochowa- 
nych cnót, i wielu poprawionych przywar naro- 
dowych. Szczera hojność dla ojczyzny, nie z dzi- 
siejszej teoryi zakupienia dla sprawy polskiej 
mas ludu za kawałki ziemi , lecz z świętszego 
źrzódła^ pochodący wzgląd na włościan jako 
braci i współrodaków, znacznie nakoniec upo- 
wszechnione przekonanie opotrzebie ładu i wła- 
dzy,były to liczne oznaki, że zbliża się czas wyj- 
iscia z domu pokuty. Bezwątpienia, zbyteczna 




lekość, fantazya poflRizw zmiennd, niekiedy 
duma albo raczej p^b^^f^ upór w swojem wi- 
dzi mi się , i dziecinna prawie skłoność do prze- 
kory — wady niedość przytarle w krewkim i 
młodzieńczym narodzie naszym, jeszcze oslro 
występowały na scenę. Nie im wszakże wyłą- 
cznie przypisać należy złe, które poświęcenie się 
i odwagę naraziły na bardzo ciężką próbę. 
Sztuczny węzeł spisku krępował tylko dowol- 
ność rozumów; w sumieniach nie było dla niego 
silnej podstawy, i skoro nie odpowiedział pier- 
wszemu warunkowi, musiał upaść nieodzownie. 
Ponieważ związek z natury swojej mógł tylko 
mądrą rachubą dojść do tego, co zapał odga- 
duje instynktem, głowa postawiona najwyżej 
miała powinność, nic niestracić z widoku, wszys- 
tko wyrachować jak najściślej. Na drodze bo- 
wiem matematycznego rozwiązywania jakich- 
kolwiek bądź zadań, lada myłka całą robotę 
w niwecz obraca. Ponieważ władza naczelnika 
związku , tylko w trafności swoich czynów 
mogła znaleść sankcyą dostateczną, taka myłka 
jeszcze groziła j^j wypowiedzeniem posłuszeń- 
stwa. I zdarzyło się nieprze widzieć niektórych 
rzeczy, niewyrachować dobrze kiedy była naj- 
dogodniejsza, a nawet konieczna pora z przy- 
gotowań przejść do czynu. Mimo nieszczęśliwe 




czy niedość pilne ■EBĘHjenerała wyprawy i 
organizatora powstafl^^Pporozumienie się wza- 
jemne, naturalna wspólność dwóch sił mają- 
cych jeden cel, jednego nieprzyjaciela , nie mo- 
gła bydź zaniedbana bezkarnie. Naczelnicy 
dwóch korpusów,z których pierwszy niósł hasło 
do boju, drugi czekał nań rozsypany w taj- 
nych leżach, dziwnym trafem zamienili swoje 
role. Ten co powinien był wszystko obliczać 
porządnie, zaufał ślepo zapałowi, ten który 
w istocie nic niemógł uczynić bez szczęśliwej 
chwili dla zapału, poległ całkiem na rachubie. 
Oba stąd doświadczyli szkody. Chorągiew pol- 
ska na prowincye polskie musiała niezależnie 
od sztucznych układów , wywrzeć swój wpływ, 
swoje parcie atmosferyczne ; wszelka też orga- 
nizacya niezastosowana do tego wpływu, mu- 
siała stawić pewny opór. Orzeł biały wznosząc 
się nad ziemią Jagiellonów, zajaśniał jak księżyc 
nad morzem. W szybkim jego przelocie i po 
nizkim łuku , wszędzie jednak zjawiło się wez- 
branie ducha , ile gdzie nań wystarczało , 
wszędzie węzełki systematycznej roboty przy- 
czyniały tylko zawad ; skoro zbliżył się do gra- 
nic Podola, groble urządzone dla silniejszego 
wylewu, pękły jedynie przeto, że ręka co powin- 



— -M 



na bj^ła otworzyć sl^p^lnajdowała się zbyt 

daleko. \l^...^ 

Kruche jest i bardzo dotkliwe wszelkie dzieło 
ludzkiego rozumu ; niebezpiecznie opierać na 
niem tak wielkie sprawy. Zmowa, która zda- 
wała się ciągle niedojrzałym owocem, miała 
już w łonie swojdm poczynającego toczyć ją 
robaka, policyi moskiewskiej; nieroztrącona 
gwałtownie, któż wie c;^yby nie spadła cicho 
w ciemnice więzień , czy wreszcie dotrzymaw- 
szy w swoich klubach wyrywający się zapał, 
potrafiłaby go również samowładnie wzbudzić 
za dni dziesięć ? Cokolwiek bądź , przed tym 
kresem, część związkowych poszła ^v rozsypkę, 
część wystawiona na sztych z orężem w ręku, 
wyglądała niepewnych swoich losów, inni albo 
radzili jeszcze co czynić, albo dotknięci plagą 
jaką zadał całej sprawie naszej pierwszy pn^y* 
kład złożenia broni, słuchali tylko własnej 
trwogi. Właściwie mówiąc niebyło, już ani 
spisku ani jego władzy. Powstanie bez walki 
doświadczyło skutków najokropni^j przegra- 
nej bitwy ; naczelnik bez grzechu w sercu , 
stał przed sądem swoich podwładnych. Ostat^ 
nia chwila jego powagi wybiła niemal z ostatnią 
godziną wyprawy : pierwej mogło znaleść się 

kilku nieposłusznych , i złamanie zaprzysięga*' 

22 






nycłi ualaw było s^^^B zapału ; leraz rzadko 
kto z dobrój woli^^Hyinał posłuszeństwa, i 
wierność posłuszeństwa, i wierność przysiędze 
wymagała bohaterstwa. 

W Ił-udnych , bardzo trudhyćh okoliczno- 
ściach, przyszło patryolom Ukrainy i Podola, 
przypomnieć owe słowa i powstaniemy , ckoSby 
dł» fxg9 Uby %ginąć. trzeba było wielkii^o 
dtltihti poświęcenia się , najczystszej Oflary z 
niiłoSci własnC^j , gorącego uczucia braterstwa. 
W łych cnotach jest jedyhie pewny żywioł 
wszystkich spieków narodowych, wnicłi oria- 
tecuM nadzieja i spiskującyclt i cttłego narodu , 
do liich ZBWMe ucieczka zawiedzionych rachub 
iDzuttiit. Bez nich £^dna orga&izacya nie utwo' 
rzy skutecznego powstania , żadna władza nie 
Kbawi ojczyzny ; lecz ognisko ich tafia właśnie, 
skąd bierze świętość przysięga, która okazała 
się dopiero lekkie słowem. 

Byli wszakże tacy co dotrzymali i Bogu i oj- 
czyźnie i swoim ustawom. łCto się rfogłisesEjrl 
prKez brak odwagi niech w ciszy rramawia 
e swDJem bumieniem ; kto sobie obmł pnott 
roztropność, czekać lepraych czasów kiedy inni 
nieśli życEe za wstystkich , nieiA im lajeśmie 
zarzucać , że walczyli daremnie. Oni z itemi 
przodków zdarli prawo przedawnienia rosnące 




dh carów, oni świeŁnnilJwcięztwy w małych 
garstkach dali przykUd, jpego mógł dokazać 
kraj cały. Im należy się nauka , źe niemasz 
tak złej pory, kiedyby żywa i powszechna chęć 
niemogła zbawić narodu ; t^j zacną krwią za- 
pieczętowanej nauce , następna część niniej- 
szego pisma. 



KONIEC TOMU PIERWSZEGO. 




DONIESIENIE KSIĘGARNI POLSKIEJ. 

Tom drugi pamiętników Powstania na Tf^ołyniu Podolu 
i Ukrainie w r. 1831, wyjdzie z druku przed dniem C 
września 1837. 

W tejże księgami przedaje się : 

I 
Zbiór Pamiętników o Powstaniu Litwy w r. 1831 przez \ 

Felixa Wrotnowskiego, 1836, in-Syo , franków osm^ | 

dla Emigracji fr. sześć. 



w DRUKARNI BOURGOGNE -ET MARTlMBT , 
RUB JACOB, n" 30. 



\3M 



• 0^ 



*hJ^r^u ^'^°^ ^^°^^^ be returned to 
Please return promptiy. 



I^PMTEdlj